Właściciel
Jasne. - odparł i wszedł do portalu.
Właściciel
- I co, mamy go znaleźć gdzieś na środku pustyni?! - zawołał Wojna.
Właściciel
- Pewnie na tym który go uwięził. - odparł Wojna po chwili.
Właściciel
- Jeśli jest jakaś szansa że go znajdziemy i nie unicestwi nas przy tym na tysiące lat to warto spróbować. - odparł Wojna.
//A ja byłem pewny, że odpisałem ;-;//
- Sam stwierdził, żeby nie zawracać mu głowy. - stwierdził zimno wojownik.
Właściciel
- No to w drogę. - powiedział Wojna.
- Odejdźcie strażnicy. - powiedziała Elisif do straży. - Zajmę się tym.
Właściciel
Wojna także przywołał swojego konia i ruszył za nim.
Elisif spojrzała na strażników.
- Porozmawiam potem z Garrusem, jak coś mówcie że Elisif pozwoliła wam na handel, a gdyby to nie wystarczyło, to niech przyjdą do mnie. - powiedziała po czym spojrzała na golemy. - Zajmijcie się tym do czego zostałyście stworzone, pilnujcie miasta. - Golemy nagle ruszyły się i rozeszły po mieście.
- Jasne. - odpowiedział wojownik i wrócił do handlu.
Właściciel
Zmienione elfy siedział przy ledwo palącym się ognisku w ciszy, miały tak wyczulony słuch że usłyszały nawet ich rozmowę. Dwójka z nich przygotowała łuki, reszta też zwrócił uwagę w miejsce skąd pochodził odgłos.
Właściciel
Kilka z elfów wymierzyło w nich łukami.
- Stać! - krzyknął jeden z nich.
Właściciel
- Co? Może się spytaj od razu czy wszystko w porządku! Precz stąd!
Właściciel
- Co?! Jak tu prawie nie ma kogo zabijać, przecież wszystkich wysadziły wasze pie**olone krasnoludy! - wrzasnął elf, nie wyglądał na przyjaźnie nastawionego.
Właściciel
- Ok skończcie pierdzielić że teraz wam na nas zależy! - krzyknął przewracając oczami.
- Gane'el, daj im powiedzieć, jeśli chcą pomóc, nie powinieneś ich odrzucać. Nie zagląda się darowanemu owocowi do pestek, pamiętasz?
- A niech was szlag, jak chcecie z nimi gadać, róbcie to sami. - powiedział machnął rękami i poszedł na tył obozu.
Elf który wcześniej się odezwał wstał od ogniska i podszedł do nich.
- Przepraszam za niego, jest podenerwowany, zresztą jak my wszyscy, jego siostra kilka dni temu wyruszyła w stronę Myrthany w poszukiwaniu pomocy, nie mamy od niej żadnych wieści. Mniejsza, o jakim zagrożeniu znowu mówicie? Czyżbyśmy nigdy nie zaznali spokoju?
Właściciel
Elf spojrzał po reszcie, kilku zaprzeczyło r*chami głowy.
- Pierwsze słyszę, jesteśmy tu od niedawna przybyliśmy z południowej części kraju.
Właściciel
Elf który wcześniej odszedł od nich słysząc całą rozmowę spojrzał w ich stronę.
- Skąd mamy wiedzieć że nie robicie nas w konia? Czemu mamy wam ufać?!
- Przestań już Gane'el, daj już spokój. - powiedziała jakaś elfka siedząca przy ognisku.
- Nie! Pytam serio! Przecież to równie dobrze mogą być jakieś zwykłe pajace które lubią nabijać się z nieszczęścia innych!
- Na Hareusha! Czym mam zesłać na nasz obóz stado wygłodniałych panter żebyś wreszcie zamknął tą swoją nie wyparzoną gębę?! - wrzasnął jeden z elfów i wstał, był wyższy od każdego z ich i nosił przy sobie potężnych rozmiarów kostur. Podszedł do Gane'ela - Ty cholerny głupcze, przysięgam że jeśli jeszcze raz ruszysz dzisiaj swoją przeklętą przez bogów jadaczką to ześlę na nas takie deszcze że wkrótce wszyscy utoniemy! Zrozumiałeś?! - elf zrobił się nieco bardziej pokorny, przytaknął głową i usiadł na kamieniu obok.
///Zapomniałem że miałem opisać lokację staruszki :V///
Staruszka-czarownica siedziała tymczasem przy stoliku w rogu Karczmy i rozmyślała nad czymś.
Właściciel
Staruszka spojrzała na niego pytająco.
Właściciel
- Ja jestem cały czas gotowa. - odparła.
Właściciel
Ur-shak przybył pół godziny później, wraz z nim przyszło dwóch orków, jeden z ich miał na plecach ogromny plecak który był prawie większy od niego.
Właściciel
- Nie mogę zrobić tego tutaj. - odparła. - Musimy udać się do lasu, są tam kamienie dzięki którym można przenieść się do Varantu a także i dużo dalej.
Właściciel
- Za mną. - powiedziała i wyszła z Karczmy, ruszyła w stronę bramy, orkowie ruszyli tuż za nią.
Właściciel
Po niedługim czasie dotarli do sporego kamienia który wyglądał jak wzięty z pustyni, były na nim jakieś świecące się runy.
- To tutaj. Jesteście gotowi?
Właściciel
Czarownica przyłożyła obie ręce do kamienia i zaczął powoli promieniować. Dookoła niego zaczęły rozchodzić się błękitne kręgi. Przy trzecim rozejściu się kręgów wszystkim zakręciło się w głowie, nie zdążyli się nawet zorientować a już stali po środku pustyni. Orkowie rozejrzeli się a Ur-shak wciągnął powietrze nosem.
- Ach.. witamy w domu.
Właściciel
Czarownica rozejrzała się, mimo iż w okolicy nie było widać nic poza piachem wskazała nieistniejący punkt na ziemi.
- W tamtą stronę. - powiedziała po czym ruszyła w tamtą stronę, orkowie spojrzeli na Ur-shaka na co on tylko wzruszył ramionami i ruszył za nią.
Właściciel
W pewnym momencie podróży na horyzoncie ujrzeli ogromne miasto, większe niż cokolwiek co było wybudowane na pustyni.
- Stolica. - mruknął Ur-shak. - Ciekawe czy nas wpuszczą.
- Jeśli Bhor-gul nie jest głupcem to tak, jeśli jest... No cóż, wkrótce tego pożałuje. - powiedziała i ruszyła dalej.
Właściciel
- Musimy odnaleźć Bhor-gula i porozmawiać z nim, jest szansa że Marduk jeszcze tutaj nie dotarł. On może pomóc nam go schwytać, jeśli nie zdążymy, jeden może zabić drugiego. Co wtedy? Nie mam pojęcia. - odparła przyspieszając kroku.
Właściciel
- Jeszcze nie, moje siostry nad tym pracują. Pamiętajmy też że w ciele waszego przyjaciela nie siedzi sam Marduk, siedzi w nim pełno demonów którym czasem udaje się przejąć kontrolę nad ciałem.