Właściciel
- Zanim wróci do pracy muszę załatwić sobie jakieś złoto bo tak trochę w tym momencie nie mam już nic.
- Nie martw się... Po ostatnim futrzaku zostało mi jeszcze sporo monet więc możemy się podzielić... No chyba że sobie przypomnisz gdzie zakopałeś te swoje wielkie skarby o których wspomniałeś jakiś czas temu... -
Właściciel
- Nawet jeśli sobie przypomnę gdzie są to na pewno to gdzieś bardzo daleko, a teraz nie mam ochoty się zbyt daleko ruszać.
- No tak... Jesz, jesz a dupa rośnie i nigdzie jej samemu targać się nie chce... -
Właściciel
- Nie wiem jak ty, ale się już narobiłem. Poza tym skarbów nie zakopuje się żeby teraz iść i je wykopać.
- Zatem dla kogo one są? Dla potomności? Czy może dla poszukiwaczy przygód coby mieli czego szukać... Ta druga opcja jest chyba nieco bezsensu...
Właściciel
- To złoto jest po to żebym je kiedyś wykopał jeśli będzie bardzo potrzebne, dlatego je zakopuje, i zakopuje je daleko, żeby nie nabrała mnie ochota żeby wszystko przepić.
- No... Całkiem sprytne. Ja bym pewnie nawet nie próbował wymyślać dobrego planu tylko od razu bym wszystko przepił... Co zresztą teraz robię... Ale trzeba czasem odpocząć od "pracy" - Słowo praca wypowiedział jakoś dziwnie
Właściciel
- A swoją drogą to co jest twoją pracą?
- Jak by ci to powiedzieć? Hmm... Powiedzmy że za odpowiednią kwotę idę do ciemnego lasu z łukiem i mieczem, siadam se pod kamieniem albo krzakiem i czekam na straszliwą bestię którą często okazuje się być wilk... Albo przerośnięty jaszczur. Czasami trafiają się prawdziwe potwory ale je trudno zabić zwykłym mieczem i strzałami... Ale! Niektórzy ludzie dobrze płacą za zdobycie trofeów albo po prostu za pozbycie się uciążliwego zwierzaka... Całkiem nieźle idzie na tym zarobić.. Oczywiście jeśli to prawdziwy potwór a nie wygłodniałe psy. -
Właściciel
- W takim razie co ktoś taki jak ty robi w tych okolicach? Nie słyszałem żeby chadzały tędy jakieś straszliwe bestie.
- Chwilowo to przepijam ciężko zarobione pieniądze. A poza tym cały czas podróżuję po świecie szukając roboty. Ta... Przewędrowałem kawał świata... Pochodzę z Nordmaru a tam miałem do wyboru zostać na tym pustkowiu i w końcu dać się posiekać za mój klan albo pójść w świat... Wybór był chyba oczywisty. A przynajmniej dla mnie... -
Konto usunięte
Tymczasem w mieście ,na wyspie, która znajduje się dwa tygodnie drogi na południowy wschód od brzegów Myrthany, pewien człowiek ubrany ubrany w brązowy surdut, czarne materiałowe spodnie i skórzane buty które sięgają trochę po nad kostki, siedzi przy biurku i pisze coś na kartce, prace mu przerywa jedynie pukanie do drzwi jego bióra.
- Proszę wejść
Do pokoju wchodzi osoba ubrana w zielony płaszcz,lekko brązowe spodnie i takie same buty jak osoba przy biurku , a na głowie nosi zieloną czapkę rogatywkę,natomiast jego twarz ozdabia niezwykle dobrze zadbany krzaczasty wąs
- Panie ministrze pan mnie wzywał .......
- Ah tak oczywiście - Zaczyna się drapać po tyle swej łysiejącej głowy
Osoba teraz znana jako Minister pokazuje na krzesło na przeciwko biurka w geście którego nie trzeba wyjaśniać , człowiek w płaszczu siada na krześle na przeciwko biurka
- Więc ......
- Tak już ehh przepraszam nie mogłem-
- Zasnąć
- Tak tak skąd pan wie ?
- Po pierwsze widać to po panu, panie Ministrze, po drugie całe miasto nie może zasnąć
- Widzi pan więc czemu pana tutaj wezwałem,
- Więc co mam zrobić ?
- Już wysłaliśmy paru agentów za granice po to żeby przetłumaczyć księgę którą podejrzewamy że jest źródłem tej bezsenności ale proszę pana o zmobilizowanie pańskich żołnierzy i -
- Poszukanie źródła tutaj w Gloomland
- Tak
Osoba w płaszczu wstaje
- Nie ma więc czasu do stracenia - osoba ściąga na chwile czapkę i wychodzi z pokoju
Właściciel
///3 kropki starczą, spokojnie///
- Ja tam bym walczył, znaczy to oczywiście zależy. Ale dawno porządnie komuś nie przywaliłem.
Inkwizytorzy wraz z wozami z lekami i zaopatrzeniem, a także medykami czekali w małym lasku, niedaleko wejścia do miasta.
- Ile jeszcze mamy na nich czekać? - zapytał jeden z nich nerwowo obracając miecz w dłoni.
- Nie wiem jak wy, ale ja pójdę do Karczmy i się rozejrzę. - powiedział drugi opuszczając kryjówkę i swoich towarzysz. Udał się do bram miasta, a następnie do Karczmy.
- To żadna przyjemność dać się posiekać za klan w którym jedyną osobą którą szanują jest wódz... Swoją drogą ciekawe czy tamto zadupie jeszcze istnieje... -
Właściciel
- Wiesz, nie tylko ty nie wiesz co się dzieje w miejscu skąd pochodzisz. Podziemia krasnoludów zostały zamknięte i nikt nie ma pojęcia co tam się aktualnie dzieje.
Inkwizytorowi zapewne udało się wejść do miasta więc wszedł do Karczmy szukając kogoś z symbolem Bractwa Asassynów.
- Zapewne. Ale zakładam że siedzą w tym swoim podziemiu i cieszą się życiem. -
Właściciel
- Czekaj, co ja właśnie powiedziałem? - zastanowił się przez chwilę Oghren. - O cholera! - zawołał głośno. - Już pamiętam! Podziemia, Prastary zwój! - rozejrzał się teraz w poszukiwaniu czegoś. - Gdzie jest Darcus? - zapytał jakby sam siebie.
Właściciel
///Ty lepiej darcus kubowi odpisz bo to ty najbardziej na niego czekałeś...///
- Cholera, musiało się stać coś dziwnego... - zastanowił się Oghren. - Pamiętam że z nim rozmawiałem... Ale co było dalej? I kiedy to było? Jasna cholera.
// Swoją drogą niektórzy mają tu fhui oryginalne imiona. Darcusem steruje Darcus... Gniotkiem Gniotek...//
- Darcus nie był przypadkiem szefem tych sierot próbujących wynieść stąd ludzi zamienionych w sople? -
Właściciel
///Właściwie to są to oryginalne imiona, w końcu nikt inny takich niema. Poza tym wymyśliłem je kiedy zaczynałem więc nie ma sensu go teraz zmieniać.///
- Tak to ich przywódca, i nie wszyscy z asasynów to takie gamonie. - teraz spojrzał na Sana. - Świetnie... Cholera, muszę się dowiedzieć czegoś więcej.
Czekał więc aż skończą rozmowę. W tym czasie usiadł przy jakimś wolnym stoliku.
Aaron zrobił dziwną minę po usłyszeniu, że nie wszyscy assasyni to gamonie i jakby nie mogąc przetrawić tej informacji o suchym pysku zawołał - Zdzisław, daj no tu pełny kufel a będę ci wdzięczny! -
Właściciel
- Czemu straciłem pamięć? Przecież nigdy nie tracę tak nagle pamięci nawet jeśli dużo wypiję!
Właściciel
- Dziwne, nie kojarzę żeby krasnoludy parały się czymś takim. Jak dawno to było?
Właściciel
Oghrenowi od napływu przemyśleń i niezrozumień zakręciło się w głowie.
- Ja się chyba przejdę. - powiedział i wyszedł powolnym krokiem z Karczmy.
Davis ukrywał się w kanałach, tuż przy wejściu, żeby mieć jaki taki dopływ świeżego powietrza. ostatnio jego stoisko zostało stratowane przez wściekły tłum, a straże nie kwapiły się do pomocy. Nie był do końca pewien, co takiego zrobił, ale mogło być to związane z jego karierą wróżbity. Albo wkroczył w strefę tabu jakiejś religii, albo ktoś nie lubił konkurencji. Tak czy owak siedział sobie rozmyślając, co zrobi gdy na górze ucichnie.
Inkwizytor korzystając z okazji dosiadł się do Asassyna i powiedział:
- Rozmawiałem kiedyś z Twoim Mistrzem na temat wspólnej akcji Inkwizycji, Asassynów i Paladynów. Moi ludzie czekają już dość długo bez jakiejkolwiek informacji kiedy wyruszamy i czy w ogóle wyruszamy.
Właściciel
Kiedy przechodził przez miasto zauważył że było dużo mniej strażników niż zwykle, za to wszędzie łaziło sporo golemów.
Przed wejściem do siedziby zatrzymał go paladyn, jedyny który tam teraz stał.
- Stać! Jeśli szukasz generała Garrusa udał się do koszar. Jeśli masz coś innego do załatwienia będzie to musiało poczekać.
W takim razie Inkwizytor również wrócił do swoich i przekazał im o tym, że wyruszają niedługo.
Właściciel
Wejście do koszar nie było łatwe, zwłaszcza że przed wejściem zgromadziła się cała masa strażników oraz paladynów. Widać było że na coś czekają. Z koszar wyszedł jeden z wyżej postawionych paladynów i spojrzał na wojsko, następnie podszedł do jednego z ludzi z przodu i kazał przekazać wiadomość która szybko szeptem rozeszła się po całym zgrupowaniu. Większość strażników po usłyszeniu wiadomości ruszyła do miasta. Następnie człowiek który przekazał ludziom wiadomość przywołał jednego ze strażników ręką, kiedy strażnik podszedł ten wręczył mu jakiś papier.
- Zanieś to Pani Elisif, jak już go zaniesiesz możesz sobie zrobić przerwę, jutro wracasz na służbę.
- Tak jest. - powiedział strażnik, chwycił zwinięty papier i ruszył w stronę Karczmy.
Kiedy wieść rozeszła się dalej paladyni podzielili się na dwie grupy, jedną większą, drugą znacznie mniejszą stanowiącą jedną trzecią tej pierwszej.
Właściciel
Strażnicy którzy zostali dołączyli to większej grupy paladynów i teraz uformowali oddział. Asasynowi natomiast udało się w końcu do niego dotrzeć.
- Hmm? - spojrzał na niego. - Niech zgadnę, przysłało cię bractwo asasynów?
Aaron który pił niedawno kupione piwo zaczynał się powoli nudzić... - Zdzisław... A skąd ty w ogóle jesteś co? -
Właściciel
- Jest w środku ale nie wolno mu teraz przeszkadzać. Mogę mu przekazać informacje.
Aaron spojrzał na Zdzisława. - A można wiedzieć co znaczy z daleka? -