- Skoro nie możemy jak na razie zamieszkać w mieście to rozbijemy obóz na skraju miasta. Oczywiście jeśli nam pozwolisz, Lordzie.
Właściciel
Garrus westchnął po raz kolejny głęboko.
- Niech będzie. Ale jak tylko się dowiem że sprawiacie jakieś kłopoty...
- Nie mamy zamiaru. Chyba, że handel z mieszkańcami uznajesz jako kłopot.
Właściciel
- Oczywiście że nie. A teraz jeśli pozwolisz, muszę zająć się własnymi sprawami. - odparł Garrus i podszedł do stołu z mapą przyglądając się mu.
Konto usunięte
Wychodzi z pokoju niezwykle rozluźniony z pokoju i wraca do swojego i pada od razu na łóżko i śpi
Właściciel
///^ tak bardzo dobrze skonstruowane zdanie///
Właściciel
///A rób pan co chcesz, tak tylko zauważam.///
Wojownik kiwnął głową, nałożył na siebie skórę i wyszedł. Przed Ratuszem oczywiście nadal czekał orszak. Kilka na szybko wymienionych słów i wszyscy wyjechali z miasta. Na jego skraju rozbili obóz. Zbudowali namioty kryte skórami, nakarmili swoje renifery i przygotowali posiłek.
Właściciel
Garrus już chciał odetchnąć z ulgą jednak w wejściu wojownik zamienił się z paladynem który wchodził do pomieszczenia.
- Co znowu do cholery? Jeszcze mi powiedz że banda orków atakuje nasze miasto! - zawołał zdenerwowany Garrus.
- Nie panie. Elisif chciała żeby spotkał się pan z nią na rynku, ponoć ma coś co pomoże w obronie miasta.
- Że co? No dobra, w takim razie chyba nie mam wyboru, zaprowadź mnie do niej.
- Tak jest. - powiedział i obaj ruszyli w stronę rynku.
Właściciel
- Witaj Mora. - ork który stał przed wejściem najwyraźniej kojarzył skądś Maraliusa bo zazwyczaj nie reagowali przyjaźnie na widok wizyty. - Zgaduję że przychodzisz żeby porozmawiać z jednym z dowódców?
Trójka paladynów których wysłał Garrus tymczasem wsiadła na konie i ruszyła w stronę gór. Sam Garrus natomiast dotarł na rynek gdzie na środku stała Elisif, Ebon stał kawałek od niej i kołysał lekko Vitę.
- Elisif? Ponoć czegoś chciałaś, nie mogłaś przyjść do ratusza?
- Nie do końca. - odparła z uśmiechem. - To co załatwiłam nie zmieściłoby się w ratuszu.
- Nie rozumiem. - odparł rozglądając się.
W tym samym momencie za Elisif coś błysło, jakby szybki portal. Pojawiło się za nim dwadzieścia wielkich żelaznych golemów, każdy był mniej więcej dwa razy wyższy od człowieka. Golemy wyglądały jak wielkie wypełnione metalem w środku zbroje. Nie ruszały się.
- Na Innosa! Co to jest?
- Mój przyjaciel pomógł mi to zrobić, marudziłeś że nie masz ludzi, więc proszę, to raczej nie będzie miało problemu z bandytą.
- Jesteś pewna? To na pewno potraficie to kontrolować?
- To jest pewne tak bardzo jak moja potęga. - odparł Masil który pojawił się tuż za nim. Garrus odwrócił się zaskoczony. - Witaj paladynie.
- Kolejny mag... - burknął pod nosem. - Elisif, mimo wszystko nie uważam żeby to był...
- Słuchaj Garrus, ostatnio co chwilę mamy tylko kłopoty, potrzebujemy pomocy. Załatwiłam ją a ty wciąż nie jesteś pewien? - zapytała ostro, ostatnio Garrus zaczynał stawać się co raz bardziej niepewny.
Garrus westchnął po raz kolejny.
- No dobrze... Skoro uważacie że są bezpieczne, poinformuję o nich paladynów, ale resztę omówimy jutro, jestem zmęczony. - powiedział, odwrócił się i ruszył w stronę swojego domu.
Wojownicy po posiłku postanowili podzielić się na dwie grupy. Było ich 12 więc 6 zostało w obozie, a pozostali razem z wozem zaprzęgniętym w dwa renifery ruszyli z powrotem do miasta. Poszukali jakiś straganów na rynku, a że owe pewnie były ustawili wóz w pobliżu i wystawili towary na sprzedaż. Były to głównie skóry, mięso, ozdoby, a także pewna czarna skała.
Właściciel
- W takim razie wchodź, Ur-shak siedzi gdzieś na parterze, pewnie czyta księgi. - odparł ork odsuwając się od wejścia.
- Byliśmy w Ratuszu u Lorda Garrusa, a on nam pozwolił. - odparł szybko wojownik.
Właściciel
Wojna pomyślał chwilę.
- Niech będzie. W takim razie ruszajmy.
Właściciel
Po ominięciu kilku rozmawiających orków zauważył że owszem Ur-shak siedział przy stosie książek i czytał coś.
Wojna spojrzał na resztę po czym wszedł w portal.
Właściciel
- Czym mogę ci służyć przyjacielu? - zapytał miło zamykając książkę tak i patrząc na niego z zaciekawieniem.
- Jasne, Rada doniosła że w więzieniu może być jakaś dziura, szczelina przez którą więzień może używać mocy.
Właściciel
Wojna milczał patrząc tylko przed siebie.
- Marduk? Słyszałem o niektórych historiach związanych z tą okolicę, ponoć kiedyś przywołał go jakiś praktykujący mag, jednak demon okazał się za silny żeby go kontrolować.
Właściciel
- Co? - zdziwił się Ur-shak. - Czego Marduk może chcieć od Bhor-gula?
- Czy możemy podlecieć bliżej? Żeby upewnić się że jego więzienie nie uległo jakiemuś zniszczeniu?
Właściciel
- Wciąż tylko nie rozumiem jak mam wam pomóc. - powiedział ork przyglądając się Maraliusowi.
Wojna ruszył przed siebie bliżej celu.
Właściciel
- Więc chcesz żebym ja się z nim skontaktował? Mogę to zrobić ale co potem? Jeśli ten demon jest tak silny jak słyszałem nie wiem czy Bho-rgul sobie poradzi.
Wojna zaczął się przyglądać w poszukiwaniu jakichś nienaturalnych dziur czy czegoś w tym rodzaju.
Tymczasem trójka paladynów dotarła w góry, przed nimi była spora skarpa a gdzieś zza niej unosiły się kłęby dymu.
- Broń w gotowości, nie wiemy co to może być. - powiedział miecznik stojący najbardziej z przodu.
- Może jakaś obca cywilizacja? - zapytał drugi stojący trochę za nim po lewej. Po prawej jeszcze bardziej z tyłu stał paladyn z gotowym łukiem w rękach.
- ZA HORDĘ! - usłyszeli nagle głośny wrzask, zza skarpy wyskoczył szybko zielony goblin skacząc paladynowi z przodu na głowę i skręcając mu kark, wylądował obok niego i szybko wystrzelił z strzelby którą wziął zza pleców, drugi paladyn padł trupem postrzelony w serce. Łucznik szybko naprężył łuk i chciał w niego wystrzelić kiedy z krzaków po jego prawej rzucił się na niego wilk górski wywracając go na ziemię i robiąc z jego gardła i twarzy masakrę. Wszyscy trzej leżeli martwi.
Goblin rozejrzał się jeszcze po czym założył strzelbę na plecy.
- Dobry piesek. - powiedział i podrapał wilka pod pyskiem. Następnie przeszukał po kolei wszystkich trzech paladynów, całe złoto i mniejsze przedmioty zabrał. - Cholerni Allianci, gdzie ja w ogóle wylądowałem? - rozejrzał się w zamyśleniu. - Ci frajerzy przyszli stamtąd muszę się tam rozejrzeć - gadał sam do siebie. - Choć... Szyjnik. Pasuje ci ta nazwa, no chodź! - zawołał do wilka i ruszył w stronę z której przybyli paladyni a wilk pobiegł za nim.
Właściciel
Elisif zauważyła strażników stojących przy stoisku i podeszła, wszystkie golemy ruszyły tuż za nią.
- Coś się stała? - zapytała strażników.
- W takim razie trzeba się spieszyć, jeśli Bhor-gul byłby wstanie go zabić, to już byście go nie odratowali. Jednak mimo tego co możesz myśleć nie potrafię przenieść się od tak na pustynię.
Wojna upewnił się jeszcze raz po czym zaczął przyglądać się robocie Powierników. Jako iż był Wojną to pomyślał że raczej jest kiepskim poszukiwaczem.
Właściciel
- Rozmawialiście z Garrusem na temat handlu? - zapytała Elisif patrząc na handlarzy.
- Oczywiście że pomogę, co prawda opuściłem pustynię już dość długi czas temu ale myślę że wciąż pamięta moje zasługi. - odparł Ur-shak wstając. - Kiedy ruszamy?
Wojna podbiegł do nich szybko.
- Jasna cholera! - zawołał. - Wyjdzie z tego?
Goblin który załatwił paladynów dotarł tymczasem do koni zostawionych przez paladynów, wsiadł na jednego i ruszył w dół gór.
Właściciel
Wojna spojrzał w jego stronę.
- O cholera...
- Oczywiście, załatwię to najszybciej jak się da.
Właściciel
Wojna patrzył w miejsce gdzie odleciał Amshor. Następnie spojrzał na Wiatr.
- Czy on... Nie żyje?
Właściciel
Wojna zastanowił się.
- Lepiej tutaj nie zostawiać, nie wiemy czy nie wróci... Trzeba ostrzec radę.
Właściciel
- Pytanie tylko jak się z powrotem tam przenieść? Strażnik nie żyje.
Właściciel
Wojna szybko pobiegł za nimi.
Zaraza tymczasem siedział na wzgórzu i przyglądał się w zamyśleniu oddalającemu się zielonoskóremu na koniu. Obok niego pojawił się jakiś człowiek, miał na sobie zwykłe ubranie, niczym zwykły obywatel.
- Myślałem że starasz się go znaleźć, przyjacielu.
- Musiałem odpocząć, mam już dość ganiania za tym wszystkim, na świecie jest pełno ludzi którzy mogą uratować świat. Więc czemu to mam być ja?
- Ale tylko niewielu jest wstanie go pokonać, i ty do nich należysz.
- Skąd ta pewność? Teraz jego siła tylko się wzmocniła, nie wiem nawet gdzie jest, znalezienie go może znaleźć wieki, albo dłużej.
- Ponieważ jesteś Jeźdźcem Apokalipsy, wciąż o tym zapominasz?
- Co mi to teraz daje? Wydaje mi się że w tym momencie masz znacznie więcej mocy ode mnie.
- Bzdura przyjacielu, gdybyś chciał mnie zabić, już bym nie żył. Jeszcze nie dokończyłem mojego dzieła, właściwie to dopiero zaczynam. Mniejsza, spróbuj udać się w miejsce skąd wyruszył nasz cel, może tam znajdziesz odpowiedź.
- Zrobię to w najbliższym czasie, na razie muszę odpocząć.
- Rób jak uważasz, ale pamiętaj. Nekromanta musi zginąć. - i zniknął.
Zaraza westchnął głęboko patrząc za horyzont.
Właściciel
- Amshor spie**olił. - powiedział od razu. - Tym razem na serio. Poza tym załatwił strażnika i Powiernika ognia na dłuższy czas.
Właściciel
- Jak jest silny? A nie widać? Rozwalił Powiernika i strażnika bez żadnego problemu, o mało tez nie pokonał Wody. Poleciał gdzieś w stronę gwiazd.
Właściciel
Wojna spojrzał na nich jak na szaleńców.
- Jak mamy go niby pokonać? Przecież to samobójstwo!