Właściciel
Tymczasem Ur-shak wyszedł ze środkowej chaty z małym mieszkiem.
- Mam to czego chciałeś. - mówiąc to podał mu mieszek w którym znajdował się potrzebny kryształ. - Nie było go trudno namówić wystarczy że wspomniałem o demonie. Obaj pamiętamy jakie problemy były ze Śniącym.
Właściciel
- Właśnie dla takich sytuacji nasze chaty mają takie wielkie wejścia. - powiedział i ruszył do swojej chaty, po chwili przyszedł Garkkuk trzymając nad sobą stół, postawił go na środku. Niektórzy szamani przyglądali się temu z zaciekawieniem. Ur-shak też po chwili przyszedł jedząc kanapkę z jakiegoś bladego suchego chleba.
Właściciel
- Co teraz? - zapytał szaman.
Tymczasem zaczęła się do nich zbliżać czarownica.
- Następnym razem informujcie mnie gdzie idziecie, musiałam wypytać połowę miasta żeby was znaleźć.
Właściciel
- Cóż. - zaczął Ur-shak. - Ja i tak mam tutaj coś jeszcze do załatwienia. Poinformowałem już ludzi w ambasadzie że przez jakiś czas nie wrócę. W każdym razie cieszę się że mogłem pomóc.
Właściciel
U-shak skinął głową a Garkkuk pobiegł za nimi i wziął Karczmarza-Marduka na ręce. Po czym zaniósł przed stół.
Właściciel
Staruszka spojrzała jeszcze raz na szamana po czym złapała Maraliusa za ramię. Garkkuk wraz z Ur-shakiem przyglądali im się w zastanowieniu.
Właściciel
- Musimy go jak najszybciej przenieść do moich sióstr, teraz jest jakby nie obecny, ale nie wiadomo ile to zajmie.
Właściciel
Staruszka wyszła przed niego i ruszyła w stronę lasu. Kiedy dotarli pod jej chatkę siedział tam pół człowiek pół jeleń który wyraźnie ucieszył się na jej widok.
- Nareszcie jesteś. Czarownice ostatnio łaziły tutaj i nie mogły się doczekać kiedy wrócisz. Widzę że masz go z powrotem. - powiedział patrząc na Karczmarza.
- Gdzie one są?
- Przygotowują ten cały kamienny krąg. Czy wy serio zamierzacie odwoływać jakieś demony?
- Taką mam nadzieję.
Właściciel
- Jeszcze nie wiem, moim zadaniem, jako iż ja dowiedziałam się pierwsza o demonie było znaleźć go i tu przyprowadzić. Jeśli chcemy dowiedzieć się więcej musimy udać się do moich sióstr.
Właściciel
Czarownica również kiwnęła głową, człowiek jeleń wstał i ruszył w głąb lasu. Staruszka ruszyła tuż za nim.
Po kilkunastu minutach dotarli do dużego kamiennego kręgu przy którym kręciło się pięć czarownic i rozkładały jakiś przedmioty lub czytały jakieś księgi.
- Spójrzcie, to on. - powiedziała jedna z nich patrząc na przybyłych.
Właściciel
Wiedźmy patrzyły to na Maraliusa to na Abraxasa aż w końcu odezwała się ta, która ich przyprowadziła.
- A więc? Wiecie co właściwie chcecie zrobić?
- Częściowo - odpowiedziała jedna z nich która na głowie nosiła czaszkę jelenia. Na jej widok kolega czarownicy wzdrygnął się. - Ale będziemy to robić pierwszy raz, zamierzamy wytworzyć pole magiczne po środku tego kręgu i zamkniemy w nim to ciało. Następnie pomożemy wydostać się demonom, jednak nie będą się mogły wydostać z kręgu. Wtedy jeśli nam się uda spróbujemy je zniszczyć, raz na zawsze. Jeśli okażą się zbyt silne, wygnamy je na tak długo jak to tylko możliwe. Najgorzej będzie jeśli okaże się że Marduk jest zbyt potężny żebyśmy mogły go chociaż wygnać. Jeśli okaże się że jest zbyt silny, będzie wstanie zniszczyć barierę, a wtedy wyjdzie na to że tylko pomożemy mu się wydostać i nas wszystkich zniszczy.
- To chyba nie jest zbyt bezpieczne? - zapytał jeleniowaty.
- Oczywiście że nie, to bardzo ryzykowne, jednak to jedyny możliwy dla nas sposób żeby spróbować go uratować.
- A co jeśli wywołacie te demony i one rzucą się na ciało? Jeśli rozerwą je na strzępy? - zapytała wiedźma niepewna.
- Spróbujemy je przytrzymać, uwięzić zaraz po pojawieniu, jednak nie wiemy czy uda nam się to zrobić ze wszystkimi, zależy to od tego jak wiele ukryło się ich w jego ciele.
- Nie ma bezpieczniejszego sposobu?
- Niestety. To najbardziej ryzykowny sposób jaki chyba tylko może istnieć, ale też jedyny dla nas możliwy. Można by spróbować szukać pomocy gdzie indziej, ale nie wiadomo jak wiele czasu mamy zanim demony do końca przejmą jego ciało.
- Świetnie... - westchnęła.
- A więc? - czarownica z czaszką spojrzała na Maraliusa. - Czy chcesz zaryzykować?
Właściciel
Wiedźma spojrzała po pozostałych a one zaczęły się ruszać i ustawiać dookoła kręgu. Staruszka w czaszce podniosła ciało Abraxasa i położyła je na środku kręgu. Następnie dołączyła do swoich sióstr. Wiedźma wraz ze swoim jeleniowatym strażnikiem stali z boku i przyglądali się.
- W takim razie do dzieła. - powiedziała czarownica z czaszką i uniosła ręce, pozostałe zrobiły to samo. Z kamieni tworzących krąg zaczęła wyłaniać się jakaś zielona energia, po chwili zmieniła kolor na pomarańczowy i stworzyła ruszającą się barierę w środku kręgu o średnicy około 10 metrów. Przywódczyni uniosła w górę leżącą przed nią ludzką czaszkę. W ciało Karczmarza uderzyła potężna pomarańczowa błyskawica która oślepiła Maraliusa oraz stojącą obok czarownicę wraz z jeleniem. Na kobietach stojących przy kręgu nie zrobiło to wrażenia. W momencie kiedy błyskawica uderzyła w ciało wyskoczyło z niego około pięć demonów. Trzy z nich uderzyły o barierę i w moment wyparowały. Pozostałe dwa wylądowały na ziemi gdzie cała trawa spłonęła w momencie uderzenia. Jeden z nich przypominał nieco orka, jednak jego skóra była czerwona a z głowy wystawały mu na kształt irokeza czarne kolce. Reszta jego ciała które było okryte obdartą szatę również nosiła nieco mniejsze kolce. Spojrzał na drugiego demona, zgarbionego i małego który przypominał nieco z chodu goblina ///Coś jak Gollum tylko bardziej szary///. Oba demony spojrzały na siebie, orko-podobny rzucił się w stronę zgarbionego z szałem. Ten jednak w ostatnim momencie stanął szybko na rękach i odepchnął go nogami tak że wleciał na barierę i wyparował z wrzaskiem. Zgarbiony rozejrzał się dookoła po czym spojrzał na ciało Abraxasa. Doskoczył do niego. Na początku przywódczyni rytuału chciała go zniszczyć jednak zdziwiła się. Spodziewała się że demon będzie chciał rozszarpać ciało a ten jednak objął je, wyglądał jakby chciał je osłonić.
- Precz! Złe! - zaczął machać jedną ręką jakby chciał je odgonić. W tym momencie Abraxas złapał go za gardło i rzucił nim przed siebie a ten potoczył się po ziemi i wylądował tuż przed barierą. Karczmarz podniósł się bez problemu i rozejrzał się. Westchnął.
- A więc tak teraz wygląda ten świat... - To nie był głos Abraxasa, to był głos Marduka. - Kiedyś już go zniszczyłem, ten jednak w którego ciele jestem dał radę... Cofnąć czas. To nie ważne, wreszcie tu jestem... Twoje zaklęcia na mnie nie działają pryszczata wiedźmo. - spojrzał na przywódczynię czarownic. - Zastanówcie się, zwłaszcza ty Maraliusie, czy wy naprawdę myślicie że bylibyście wstanie mnie tu przyprowadził gdybym tego nie chciał? Jeśli tak to jesteście głupcami... Większymi niż wam się wydaje. Spójrzcie na nią... - powiedział i spojrzał kobiecie w czaszce w oczy. - Mogłaby zniszczyć to ciało bez problemu, ale jakby się to skończyło? Śmiercią biednego Karczmarza... Przecież nikt by tego nie chciał. Planowałem go zniszczyć. Kiedy ten idiota dostał się do MOJEGO świata, on naprawdę wierzył że jest wstanie mnie zabić... MNIE. Chciał chronić swoją kobietę... Jak ona się nazywa? Ach tak, Elisif. - Marduk wciągnął powietrze nosem. - Biedna, ktoś ją próbował otruć, to był Masil... Nie, wy myśleliście że to był Masil. Oni naprawdę przemyśleli WSZYSTKO. Przemyśleli tak bardzo całe swoje działanie że aż postanowiłem im pomóc. - rozłożył ręce. - Kto by pomyślał?! Że ktoś jest wstanie namówić wielkiego Marduka do współpracy! Ale owszem, im się udało. Pomyśleć mój biedny Gniotku że właściwie to im pomogłeś. Przecież to ty mnie przywołałeś...
- Zabij go! - krzyknęła jedna z wiedźm - Zabij go póki jeszcze możesz!
- No dalej, spróbuj. Zniszcz mnie, ona ma rację, zrób to póki jeszcze możesz. Jeśli nie zrobisz tego teraz nie dasz rady zrobić tego nigdy.
Czarownica postanowiła że jednak poświęci Karczmarza, ten demon mógł mieć rację, ona od razu zobaczyła że jest wstanie go odwołać. Uniosła czaszkę na poziom swojej klatki piersiowej i drugą uderzyła zgniatając czaszkę.
Błyskawica wystrzeliła w stronę Marduka, jednak nie zabiła go. Odbił ją, ona przebiła się przez barierę i trafiła kobietę w czaszce zmieniając ją w popiół który rozsypał się o kamienie. Bariera wybuchła odrzucając wszystkich.
- Ha ha ha! Wy czarownice naprawdę jesteś durne... Widzisz Maraliusie? One próbowały zabić Karczmarza. Chciały zniszczyć nadzieje na jego powrót. A która wpadła na to jako pierwsza? - rozejrzał się i znalazł wzrokiem tą która krzyczała żeby go zabił. - Jak śmiesz przeciwstawiać się Abraxasowi? JAK ŚMIESZ PRZECIWSTAWIAĆ SIĘ MI?! - mówiąc to uniósł ją mocą i zamknął swoją dłoń. Usłyszeli odgłos pękających kości i jej ciało upadło bezwładnie. Jedna z wiedźm rzuciła w niego od tyłu zaklęciem błyskawicy który jednak odbił się i trafił ją prosto w oczy zabijając na miejscu. Spojrzał na swoje dłonie.
- Cóż to za piękne uczucie znów mieć swoją moc. - teraz odszukał wzrokiem Maraliusa i spojrzał w jego oczy, Maralius poczuł że robi mu się gorąco. - I co o tym myślisz? Jakbyś się teraz wytłumaczył że pomogłeś wrócić Mardukowi do świata śmiertelnych? Tak niewiele... Jeden krok dzieli mnie od pełnej kontroli. Mógłbym w chwilę ruszyć i spalić okoliczne miasto z tym waszym śmiesznym bractwem... Wracaj do nich. Wracaj do asasynów i powiedz im żeby się przygotowali, bo niedługo będą musieli się zmierzyć z kimś znacznie potężniejszym niż są wstanie. Dadzą wam czas. Musicie najpierw uratować ten marny świat. A potem zaatakują, a wy nie przeżyjecie. Idź teraz, weź Abraxasa i oddaj go jego kobiecie. Niech wie że ONI mają litość. Jednak pamiętaj, jeśli postanowią że powinieneś umrzeć. To umrzesz. - mówiąc to doszło do kolejnego wybuchu, tak potężnego że na kilka sekund oślepił wszystkich w okolicy. Kiedy Maralius znów zaczął widzieć ujrzał że cały las płonie. W miejscu gdzie stał Marduk w ciele Abraxasa teraz leżał na ziemi. Część czarownic leżała martwa, część gdzieś zaczęła uciekać, dwie próbowały zgasić ogień jednak rozprzestrzeniał się zbyt szybko i widać było że nie wygląda na taki to się szybko skończy. Wiedźma która go przyprowadziła spojrzała na cały ogień i pokiwała głową.
- Strażniku! Szybko! Do mojej jaskini! - mówiąc to pobiegła i zniknęła wśród drzew, jeleniowaty wstał i pobiegł za nią.
Właściciel
Kilkanaście lub kilkadziesiąt drzew dymiło się jeszcze. Zobaczył że coś się poruszyło. Zgarbiony demon uniósł się brudny z ziemi.
- Ab! - rozejrzał się i podbiegł do ciała Karczmarza. Przyłożył głowę do klatki piersiowej. - Tak! Ab żyje! - zawołał i zaczął tańczyć dookoła z rękami w górze zadowolony nawet nie zauważając Maraliusa. - Udało się! Skwarek pomógł! Skwarek jest przydatny! Skwarek jest przydatny!
Właściciel
Skwarek jak sam siebie nazwał dopiero teraz zwrócił na niego uwagę i odskoczył zdziwiony. Po chwili patrzenia doskoczył do niego i odepchnął Maraliusa.
- Zostaw! Zepsujesz! - krzyknął na niego odganiając go ręką.
Właściciel
- Kłamać! Wy być zły! Wy chcieć zepsuć Ab! - teraz spojrzał na niego wkurzony i przykucnął przy ciele Karczmarza osłaniając je. - Stara baba rzucać piorunami! Wy być zły!
Właściciel
- A co mam wiedzieć! - zawołał broniącym głosem. - Pomogłem mu wejść i pomogłem mu wyjść! Mówiłem mu że duży jest na niego za silny ale głupi Ab nie chciał słuchać! A potem kto go musiał wyciągać?! Biedny Skwarek! A teraz jaki zły stary człowiek stoi tu i krzyczy na Skwarka! Tak to być kiedy się pomaga wam, człowiekom!
Właściciel
- A bo ja wiem co ty chcieć zrobić! Wy próbować go zabić! Ty być ze stara baba!
W tym momencie dłoń Karczmarza drgnęła, powoli zamknęła się.
- E... - słychać było że chce coś powiedzieć, brzmiało to jednak raczej jak westchnienie. - El... - spróbował jeszcze raz jednak znów nie dał rady.
Właściciel
Jego powieki lekko i powolnie uchyliły się, gałki oczne spojrzały w stronę skąd dobiegał głos jednak był za słaby żeby podnieść całą głowę.
- G... Gde... Gdzie ja...
Właściciel
- A czy on wygląda jakby wszystko było z nim w porządku? - zapytał Skwarek patrząc na niego jak na idiotę.
Abraxas nie odpowiedział. Patrzył w niebo i starał się rozruszać palce u rąk ruszając nimi powoli.
Właściciel
Karczmarz próbował podnieść głowę jednak nie dał rady.
- Nie... Nie wiem... Czuję się... Wolny...
Właściciel
- Elisif... Co z nią? - widać było że siły do niego wracają, podniósł lekko głowę i spojrzał na Maraliusa.
Właściciel
Teraz opuścił głowę i przechylił ją w stronę Skwarka.
- Miałeś... Rację.
- Naprawdę? - zapytał udając zaskoczonego. - Tak trochę zauważyłem dawno.
- Jestem idiotą... Że też pomyślałem że... Idiota...
Właściciel
- Najpierw muszę odpocząć... - Abraxas napiął mocno mięśnie i podniósł się do pozycji siedzącej. Dalej miał przymrużone oczy.
Właściciel
- Czy naprawdę... Czy serio myślisz że to dla mnie takie... Proste? Nie wiem ile czasu minęło... Ale wiem że dużo odkąd władałem tym ciałem...
Właściciel
Skwarek w tym momencie zaczął łazić go okolicy i zbierać spalone fragmenty drzew i większe gałęzie i gromadzić je na kupkę. Abraxas nie pytał, po prostu siedział i przyglądał się zmęczony.