Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
Po kilkunastu minutach dotarli do bramy miasta, widać od razu było że coś się dzieje, przed bramą stało kilkunastu orków, poza tym - co głównie zauważył Ur-shak i jego bracia - na murach stało dużo więcej orków z kuszami w rękach jakby zaraz miało dojść do wojny.
- STAĆ! Przejścia nie ma. - zawołał jeden z najbardziej uzbrojonych orków przy bramie.
- Musimy porozmawiać z Bhor-gulem, mamy dla niego ważne wiadomości... - zaczęła mówić staruszka.
- Nie interesuje mnie to stara babo, Bhor-gul zakazał NIKOGO nie wpuszczać a tym bardziej wypuszczać.
- Pozwól mi rozmawiać. - powiedział Ur-shak i wyszedł na przód grupy. - My NAPRAWDĘ musimy porozmawiać z Bhor-gulem, od tego może zależeć jego lub kogoś innego zdrowie...
- Ur-shak... - mruknął ork. - Widzę że udało ci się zaprzyjaźnić z tymi brudnymi myrthańskimi robalami, nie jesteś już tutaj nic wart zdrajco, więc lepiej spadaj.
Czarownica westchnęła i spojrzała na Maraliusa.
- Musimy się tam dostać, masz jakiś pomysł?

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ze środka miasta zauważono biegnących czterech orków, zatrzymali się zdyszani przy bramie.
- Co się dzieje? - zapytał się strażnik bramy który dopiero co zatrzymał przybyszów.
- Jakiś ork... Oszalał... Cholera... - dyszał jeden z nich.
- Gdzie? Co?! Gdzie jest Bhor-gul?!
- Nie wiem, został gdzieś tam... Ten ork po prostu...
- Cholerni idioci! Powinniście go bronić! Wy tu, za mną. - wskazał na orków chroniących bramy i pobiegli w miejsce skąd przybiegli orkowie, czy dalej stali i leżeli zmęczeni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ur-shak wzruszył ramionami.
- Lepsze to niż czekanie tutaj na nie wiadomo co.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ur-shak więc ruszył przed siebie a dwójka orków tuż za nim. Staruszka po chwili zastanowienia też do nich dołączyła. Kiedy ruszyli w stronę dokąd pobiegli orkowie usłyszeli odgłosy walki i wrzaski orków, wśród nich wyróżniał się jeden, dużo głośniejszy i potężniejszy od tamtych. Idąc tak zaczęli trafiać na co raz więcej orkowych trupów a także co raz więcej... Lodu, okolica była pokryta częściowo lodem, niektóre budynki i ciała były poprzebijane soplami lodu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy weszli głębiej miasta ujrzeli jeszcze większe zamieszanie, kilka orkowych chat było całkowicie zniszczonych, z piachu w niektórych miejscach wystawały lodowe kolce gotowe przebić nieostrożnych. W tym momencie coś szybko nadleciało i uderzyło w kamienną chatę tuż obok nich z taką siłą że to coś wpadło do środka zostawiając za sobą ślad szronu. Od razu poczuli że im zimno, tak zimno jak chyba nigdy na pustyni, zwłaszcza że był dzień. Z miejsca skąd nadleciał obiekt przybył powolnym krokiem Bhor-gul. Był ogromny, rosły umięśniony człowiek sięgał mu do kolan. Na całym ciele nosił pancerz tak wielki, a jego skóra była tak gruba że szaleństwem była myśl jakim cudem się jeszcze nie ugotował. Z jego otworu na oczu patrzyły wściekłe i widocznie mocno zmęczone ślepia, których właściciel jednak mógł walczyć drugie tyle, byle zwyciężyć. Jego pancerz był w paru miejscach zniszczony lub zardzewiały, widać że przebył w nim wiele walk jednak to ta zniszczyła go najbardziej. Patrzył w stronę chaty jakby to czym tam rzucił miało z powrotem wyskoczyć. Nawet nie zwrócił uwagi na przybyszów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie z chaty wyleciał sporej wielkości lodowa lanca która wbiła się w naramiennik Bhor-gula. Troll wściekły podniósł sporej wielkości głaz będący wcześniej w połowie pod ziemią i cisnął nim w chatę. Głaz zniszczył cały budynek wywołując falę kurzu.
- Ty cholerny... Pieprzony... Zimny... - zaczął Bhor-gul powoli zmierzając w stronę ruin chaty. Szczątki budynku zatrzęsły się i wyczołgał się z nich ork. Jednak nie taki zwykły ork, jego oczy były błękitne a skóra dużo bardziej blada niż u zwykłych orków. Od pasa w górę nie miał na sobie żadnego ubrania, jego umięśnione ciało pokrywały świecące się mocno na niebiesko runy... Takie same runy które można było zobaczyć u kobiety, która jakiś czas temu zrobiła nie małe zamieszanie w Karczmie pod Historią...
- Czym ty na wszystkie sługi Beliara jesteś?! - wrzasnął Bhor-gul stając w miejscu.
- Ha ha... Muszę przyznać że walka z tobą jest wymagająca... Jednak oszukanie ciebie nie sprawia kłopotów... Ty brzydki, brudny trollu!
Bhor-gul już miał w szale rzucić się na niego kiedy ujrzał coś kątem oka. Abraxas przeskakiwał z budynku na budynek w stronę bramy miasta.
- TAM JEST! ZESTRZELIĆ GO! ON NIE MOŻE OPUŚCIĆ TEGO MIASTA!!! - krzyknął tak głośno że z pewnością usłyszała go cała ta część miasta. Już po chwili w powietrzu można było ujrzeć latające bełty próbujące trafić zwinne ciało Karczmarza.
- Niech próbują... Ale ty się stąd nie ruszasz! - zawołał zimny ork i jak na zawołanie przed Bhor-gulem wyrosła lodowa ściana. Sam ork ruszył pędem i skoczył do kolejnego starcia z trollem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kula uderzyła o plecy orka jednak on nawet nie zwrócił na nią uwagi, był teraz zajęty walką. Maraliusowi niestety także nie udało się trafić zaklęciem i przeleciało obok niego jak wszystkie bełty. Ur-shak spojrzał na nich.
- Wy spróbujcie złapać Marduka, ja pomogę Bhor-gulowi! - mówiąc to przywołał z ziemi totem który zaczął miotać pomniejszymi kulami ognia w orka, jego dwaj pomocnicy także rzucili się w wir walki próbując odciągnąć orka.
- Masz pomysł jak go stamtąd ściągnąć? - zapytała czarownica patrząc jak Karczmarz co raz bardziej się oddala.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Staruszka już miała coś odpowiedzieć kiedy ujrzeli jak jeden z bełtów wbił się Abraxasowi w łydkę, ten stracił równowagę i runął w dół między budynki.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy dobiegł na miejsce w wąskiej ścieżce pomiędzy większymi budynkami ujrzał Karczmarza próbującego się czołgać z bełtem w łydce co nie najlepiej mu wychodziło.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Karczmarz znieruchomiał. Staruszka podbiegła tuż za Maraliusem.
- Musimy go stąd zabrać, tylko żeby wrócić musiałabym znaleźć kamień teleportacyjny, a szczerze mówiąc nie wiem gdzie taki można tutaj znaleźć

Avatar Gniotek7
Właściciel
Na miejscu było teraz jeszcze większe pobojowisko. Jeden z ludzi Ur-shaka leżał na ziemi przebity na wylot lodową lancą. Ur-shak leżał przy budynku podrapany z paroma głębszymi ranami i oddychał ciężko. Bhor-gul natomiast stał po środku tego wszystkiego, jego pancerz był jeszcze bardziej rozwalony niż wcześniej. Po zimnym orku nie było śladu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ur-shak przechylił lekko głowę w jego stronę.
- Znaleźliście go?...
Widać było że troll zaczął się uspokajać, schował swoją potężną maczugę na plecy i rozejrzał się, teraz dopiero zobaczył Maraliusa i czarownicę.
- A kim wy do cholery jesteście?
- Przybyliśmy z Myrthany, mamy pewną sprawę do załatwienia z tobą.
- Ze mną? Wy, Myrthańczycy? Chyba sobie kpisz kobieto. Za samo wkroczenie do miasta powinienem was spalić i rzucić pustynnym wężom na pożarcie! I ty Ur-shak... - spojrzał teraz w jego stronę. - Co musiało się stać że nawet ty... Uciekinierze, postanowiłeś tutaj przybyć? Tylko nie mów mi że szukasz dla siebie ułagodzenia.
Ur-shak zebrał w sobie siły i wstał powoli chwiejąc się.
- Nie, na pewno nie przybyłem po to. Jestem tutaj z nimi ponieważ mamy sprawę odnośnie... Marduka.
- A więc to tak nazywa się ten su**nsyn z przepowiedni... Cóż, zawiodłem się, okazało się że woli uciekać zamiast walczyć. Musiał go wyręczyć ten... Zimny drań.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jak to złapaliście? Gdzie on jest?! - spojrzał na niego wściekły.
Ur-shak też spojrzał na niego zdziwiony.
- Macie go? W takim razie co robicie tutaj?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pomóc? Jedyny sposób żeby mi pomóc to go zabić! - krzyknął troll wymach*jąc rękami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Bhor-gul westchnął.
- Czy nic nie może ograniczać się do odcięcia głowy? No dobra, a wiecie chociaż jak się ich pozbyć? I czy po tym będę mógł go skrócić o głowę?
- To zależy. Na razie potrzebujemy twojej pomocy, po pierwsze musisz odwołać swoich ludzi żeby mu nic nie zrobili. Po drugie musisz pomóc nam przenieść go do Myrthany.
- Co? Po co macie go przenosić na to śmietnisko?
Staruszka westchnęła.
- Moje siostry przygotowują rytuał dzięki któremu może uda nam się wypędzić demony. Wątpię że uda nam się to tutaj. Jednak nie wiemy jak szybko się tam przenieść, a nie wiadomo ile mamy czasu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czego ci trzeba mora? - zapytał Bhor-gul który już trochę się uspokoił.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A gdzie ja ci znajdę do cholery miejsce o większym skupieniu? To nie jest miasto magów, to miasto orków. - odparł troll.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- o to się nie martw, moi bracia podniosą nawet i dwa jeśli będzie trzeba. Ale teraz o coś zapytam, co jeśli po prostu zabił bym to ciało? Czy demon by zginął?
- Prawdopodobnie nie, myślę że został by po prostu wygnany ale nie zginąłby. Tak to istnieje szansa że pozbędziemy się go już na zawsze.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie zajmowałem się tym zbytnio ale możesz zajrzeć do szamanów. - westchnął głośno. - Niech będzie po waszej stronie, pomogę wam, choć miałem ochotę osobiście rozwalić tego demona to jednak widzę że nie jest to takie łatwe. Dobra, poszukaj odpowiedniego miejsca, może jest jakieś w mieście, ja odwołam moich ludzi, Ur-shak, pokaż tym morą gdzie co jest... O ile wciąż to pamiętasz. - powiedział i ruszył w stronę bramy.
- Mieszkałem tu kilkanaście lat, mógłbym z zamkniętymi oczami dotrzeć do twojego kibla i się tam zesrać. - mruknął szaman raczej sam do siebie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Abraxas leżał dalej w takiej samej pozycji.
- Co właściwie planujesz? - zapytał niepewnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Moja chata, jeśli jeszcze jest wolna i nie została dzisiaj rozniesiona w drobny mak.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Skoro ork taki jak tamten mógł zrobić rozpierdziel w samej stolicy to nigdzie nie jest bezpiecznie. Ale nie znam lepszego miejsca. - mówiąc to podniósł go i ruszył w stronę dzielnicy szamanów. Tymczasem większość orków zaczęła się rozchodzić a spory oddział zajął się sprzątaniem całego tego chaosu.
Po kilku minutach dotarli do dzielnicy szamanów, teraz nie trafiali tu prawie na żadnych innych orków poza kurierami którzy nosili jakieś paczki czy skrzynie. Wszędzie chodziło, rozmawiało i medytowało pełno szamanów. Kiedy dotarli wgłąb dzielnicy trafili na kilka 5 większych chat, teraz łaziło tutaj znacznie mniej osób i było strasznie cicho w porównaniu do reszty miasta. Z jednej z większych szat - drugiej od lewej machał do nich ork, ten sam który niósł wielki plecak kiedy przybyli do miasta.
- Skoro mój człowiek tu jest, i nie zastanawia się gdzie położyć plecak to znaczy ze chata wciąż należy do mnie. - powiedział zadowolony szaman podchodząc bliżej.
- Nikt jej nie zajął, wszystko leży tak jak było, posegregowałem już wszystko co było w plecaku.
- Dobra robota. - powiedział kładąc Karczmarza na łóżko. - Jesteśmy w mojej chacie, Garkkuk może ci załatwić parę rzeczy w razie czego. A więc? Jaki masz plan? Czyżbyś umiał tworzyć portale?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Stół runiczny jest w tamtym pokoju. - powiedział szaman wskazując na lekko uchylone drzwi. - Co do kryształu to nie jestem pewien, pójdę zapytać Arcy szamana, może on coś ma, ty Garkkuk rozejrzyj się w piwnicy czy coś takiego nam jeszcze nie zostało.
- Oczywiście. - powiedział i otwarł właz będący przy ścianie i zszedł na dół.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Spokojnie, zarówno ja jak i mój pomocnik wiemy co to czarny kryształ. Nie tylko wy ludzie jesteście tak zaawansowani pod tym względem. - odparł szaman i wyszedł z chaty kierując się to największej chaty, po środku dzielnicy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Staruszka tymczasem czytała pewną książkę od czasu do czasu obserwując orków.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku