Właściciel
Zastanowiła się chwilę co by tu zrobić żeby jeszcze się pobawić, przypomniało jej się coś.
- Niech tak będzie. - mówiąc to spojrzała asasynowi w oczy i... Przejęła nad nim pełną kontrolę, mogła mówić za niego, chodzić za niego, słyszeć za niego. Prawowity właściciel jego ciała tak jakby usnął.
Kobieta wyszła a asasyn spojrzał na Karczmarza.
- A ty, idziesz ze mną. - powiedział stanowczo sterowany przez kobietę.
- A znasz kogokolwiek kto nie oślepnie jak tylko spojrzy na zawartość zwoju? - zapytała Elisif Sana.
Konto usunięte
Albert tym czasem w swoim pokoju pisał coś w swoim zeszycie (Przy okazji książkę miał cały czas pod pacho w po przednich postach) kiedy skończył sprawdził czy nikt nie podsłuch*ję za drzwiami , jak to zrobił siadł na łóżku
- No rzesz ........
Patrzy na skórzaną księgę którą położył obok zeszytu
- Tyle zachodu o stary kawałek skóry i papieru, którego nikt nie może odczytać
Nagle spogląda na drzwi jakby coś usłyszał
- Oh niech mnie zaczynam mieć halucynację ale nic muszę dokończyć raport
Zaczyna ponownie pisać w zeszycie
-Nie mam ochoty ślepnąć na marne. Gdzie może być ten Marelius?
//Celowo//
-Podziemia... zdziwiłby się, gdybym nawiązał z nim kanał telepatyczny? - Davis miał nadzieję na oszczędzenie sobie większej dawki chodzenia tam i z powrotem.
Właściciel
- Asasyni mają już dość tego w jaki sposób się odnosisz do niektórych ludzi tutaj, gdyby prawdziwy Karczmarz tutaj był, to chyba by cię za włosy wypieprzył, a teraz chodź.
Konto usunięte
W tej samej chwili do karczmy wszedł człowiek ubrany w długi czarny skórzany płaszcz na jego głowie jest kapelusz capotain (Tak taki kapelusz istnieje naprawdę) a nos i usta miał przykryte chustą
Podchodzi do karczmarza
- Gdzie znajdę Doktora Alberta?
-Ech, zaraz wracam.
Skierował się do podziemi, licząc, że przynajmniej nie wpakuje się w żadną awanturę po drodze.
Właściciel
Kobieta dopiero teraz zorientowała się że w Karczmie siedzi więcej asasynów.
- Ja miałam nic w Karczmie nie robić, no ale przecież to nie ja. - pomyślała kobieta.
Przejęty asasyn szybko chwycił zastępcę Karczmarza za kołnierz co skończyło się w taki sam sposób jak za pierwszym razem kiedy kobieta użyła tej mocy. Tuż po tym zanim asasyn zdążył się zorientować przejęła nad nim kontrolę opuszczając tamtego asasyna i złapała go, w tym momencie obaj zamarzli zamieniając się w kolejne dwa posągi trzymające się. Wszystko wydarzyło się tak szybko że praktycznie trudno było komukolwiek zareagować.
Elisif wolała się póki co nie mieszać i została z Vitą w pokoju.
Konto usunięte
Nieznajomy zmrużył oczy
- To komplikuje sprawy
Przybysz spojrzał, zrobił bardzo głupią minę i powiedział.
- O kur*a...
Konto usunięte
Nieznajomy idzie w stronę pokojów
Właściciel
Nigdzie w okolicy jej nie było, jednak w wejściu minęli się z pewną staruszką, którą zarówno Victoria jak i Walon dobrze znali.
- Walon! Victoria! - zawołała rozglądając się za nimi.
Postanowił odpowiedzieć zgodnie ze swoimi odczuciami.
-Nie mam bladego pojęcia. Ale wypadałoby przynajmniej spróbować pociągnąć tą sprawę do końca, nie sądzisz? Oberwałem już wszystkim od błyskawic po kontrolę umysłu. Nie wycofam się teraz.
Przybysz obejrzał się za wybiegającymi assasynami i odchrząkną.
- Yyy... Znajdzie się jeszcze trochę tego piwa?
Konto usunięte
Nieznajomy podchodzi pod drzwi pokoju Alberta i puka
- Kto tam?
- Doktorze to ja
- Oh proszę do środka
Nieznajomy wchodzi do pokoju Alberta
- Jestem tu po raport doktorze
- Już Już oczywiście
Albert bierze swój zeszyt i bierze z torby skalpel potem odcina kartkę z raportem i podaje Nieznajomemu
- Dziękuje
Nieznajomy wychodzi z pokoju i idzie w stronę wyjścia karczmy
Przybysz z politowaniem spojrzał na assasynów po czym rozsiadł się wygodniej przy ladzie psychicznie gotowy na bardzo długi czas oczekiwania na następne piwo...
Davis poczuł pewne zaciekawienie.
-Przepraszam, do czego służy ten gabinet? I co to za symbol na co drugiej kartce?
Walon patrzył na lodowe rzeźby i po chwili powiedział:
- Właśnie dlatego nienawidzę magii. Magowie mogą zrobić, kurna wszystko co im się podoba.
Właściciel
Staruszka usłyszała Walona i podbiegła szybko do niego.
- Gdzie jest jakiś przywódca asasynów? Ktokolwiek kto może pomóc! - zawołała.
- Asassyni? Podobno są wszędzie. A kilku z nich chyba nadal stoi za ladą.
Zakapturzony spojrzał na Walona.
- Magowie mogą robić wszystko bo im się na to pozwala... Tych su**nsynów powinno się trzymać na krótkiej smyczy bo będą robili co im się podoba...
- Prawda. - powiedział po czym zawołał Mirda i wyszedł z Karczmy. - Nic tu po mnie.
Konto usunięte
W tej samej chwili Albert wchodzi do sali
- O Ku*w......... co mnie ominęło
Właściciel
///Świetnie, to uczucie kiedy wchodzi do Karczmy twoja postać która jest w tym momencie najważniejszą dla ciebie postacią a Kuba ją po prostu do ch*ja olewa i sobie wychodzi. Świetnie, tak to jest próbować kogoś wprowadzić w coś ważniejszego. Nie mam w tym momencie już nawet co odpisać, ręce mi opadają, dobra robota Kubon.///
Konto usunięte
Albert podchodzi do staruszki
- Mogę w czymś pomóc? wygląda pani na wystraszoną
//Więc nie jestem pierwszym, żeby kogoś doprowadzić do szału swoją głupotą. Czuję się zawiedziony i zarazem nieco dowartościowany//
-Więc znaleźliśmy ten zwój, który ma ponoć zawierać odpowiedzi na wszystkie zagadki wszechświata czy coś tam i musimy go użyć nie tracąc wzroku - spojrzał się znacząco na Sana w nadziei, że ten udzieli bardziej składnego wyjaśnienia.
Właściciel
- Jeśli jesteś kimś kto może mnie zaprowadzić do któregoś z przywódców asasynów, to owszem. - odparła staruszka.
-Nie wiem, jak silny jest mój umysł. Nie odebrałem faktycznego szkolenia w tych sprawach, o medytacjach i rytuałach nie mówiąc. Ale jestem prawie pewien, że nie mamy teraz na to czasu. Jakie konkretnie jest ryzyko?
Właściciel
- Victoria! - zawołała staruszka rozpoznając ją po kolorze skóry i podeszła do niej. - Potrzebuję twojej pomocy, zaprowadź mnie do któregoś z przywódców asasynów.
Właściciel
- Odkryłam coś na temat Abraxasa, jak go nazywacie, Karczmarza. Coś, co chyba lepiej jak najszybciej im przekazać.
Właściciel
- Widzę, ale to nie jest jakaś tam ciekawostka która może sobie poczekać nie wiadomo ile. Działać trzeba jak najszybciej, a nie jutro czy za tydzień.
-Aha, przynajmniej jedno z tych zdaje się do mnie pasować. Jest jakaś specjalna technika odczytywania zwojów, czy po prostu chodzi o czytanie w tradycyjnej formie?
Właściciel
- Nie powiedziałam że nikt nie może, po prostu raczej ty raczej sama nie możesz wiele zdziałać. Potrzebujemy asasynów, albo kogoś takiego.
-Dla mnie w porządku - sięgnął po zwój, oczekując poniekąd reakcji któregoś z rozmówców.
Właściciel
Staruszka w miarę szybko ruszyła za Victorią, i tak poruszała się dość szybko mimo iż wyglądała jak zwyczajna staruszka.