Właściciel
- To nie zmienia faktu że paranie się magią jest czymś... No czymś z czego nie powinni ludzie korzystać! Niech zostawią to czarownicom, wiecie, tymi strasznymi co zamieniają ludzi w żaby. - odparł na co drugi przewrócił oczami.
Konto usunięte
- Magowie którzy żyją wśród ludzi są mnichami ale nie mają prawa wychodzić z klasztorów
A ci co nie są ciągle atakowani ale są ku temu dobre powody głównie związane z naszą historią
Właściciel
- No i tak powinno być! U nas możesz sobie machać zaklęciami gdzie chcesz! Nawet sam król słucha ich rad! A potem trafi się jakiś nekromanta i rozwali pół miasta albo przywoła jakiegoś demona!
- Dobra, przestań się drzeć i lepiej się napij. - odpowiedział drugi znudzony już narzekaniem paladyna.
Przyjrzał się punktowi zderzenia promienia z ziemią. Był prawie pewien, że nawet teraz byłby w stanie coś określić.
Konto usunięte
- W sumie u nas nie chodzi o tyle o restrykcje używania magi o ile o bezpieczeństwo narodu jeśli sojusz
miast państw które mają swoje własne rządy i armie można nazwać narodem lub państwem
Nie tracąc więcej czasu pobiegł w dół wzgórza na miejsce walki potworów. Jego kolejnym pomysłem było wsadzenie bestii palca w oko, choć szanse na to były niewielkie.
Stał, zastanawiając się gorączkowo nad rozwiązaniem.
-Atakowanie go nic nie da! Muszę jakoś dostać się do źródła mocy.
Właściciel
Tymczasem na skraju miasta od strony zachodniej przy murach słychać było cichy kobiecy płacz, w tamtej okolicy bardzo rzadko patrolowali strażnicy a w dzień raczej wielu ludzi tam się spotkać nie dało.
Właściciel
Kobieta siedziała na ziemi z głową schyloną tak że jej długie opadające czarne włosy zasłaniały całą twarz, tylko z lewej strony szyi, spod włosów widać było słabe błękitne światło. Może jakiś amulet?
- Pomóż... - powiedziała cicho próbując powstrzymać łzy.
Właściciel
Włosy były na tyle długie że nie był wstanie nic zobaczyć bez ruszania jej włosów. Powoli podniosła rękę w jego stronę, tak jakby nie była wstania sama wstać.
Właściciel
Chwyciła jego rękę powoli. W tym momencie poczuł jak jego palce zaczynają zamarzać, jej uścisk się wzmocnił. Czuł jak w jego dłoni zaczyna zamarzać a następnie w całej ręce. Kobieta wstała i spojrzała na niego z okrutnym uśmiechem. Okazało się że na jej szyi znajdowało się coś w rodzaju świecącej się runy która teraz zaczęła jaśnieć. Powoli zaczęły zamarzać płyny w całym jego ciele a wreszcie doszło do serca, nie mógł się ruszać. Wolne miejsca w ciele zaczęły wypełniać się gazem o temperaturze podobnej do ciekłego azotu, w końcu zamarzły wszystkie płyny w jego ciele a na końcu same gałki oczne. Co dziwne on wciąż jeszcze żył i czuł, nie mógł się ruszać, jego ciało teraz w większości było zrobione z lodu, z jego ust wydobywało się mroźne powietrze. Kobieta podeszła jeszcze bliżej i ucałowała go w otwarte usta. Dusza z niego się ulotniła a ciało powoli zamieniło się w lodowy posąg.
Właściciel
Kobieta przykucnęła przy posągu i wzięła wisiorek do ręki żeby się mu przyjrzeć.
Podbiegł ponownie do potwora, z planem wskoczenia mu na łeb.
Właściciel
Kobieta wstała i otwarła wisiorek zaciekawiona.
Zbliżył się jak tylko mógł do oczu bestii i spróbował ponownie... wchłonąć moc? Na tym etapie liczył po prostu, że rozwiązanie magicznie się pojawi.
Właściciel
Tuż za nią pojawił się pewien mag, w błękitnej szacie. Kobieta szybko schowała naszyjnik wraz z zawartością do kieszeni, wolała żeby nie wiedział że zachowuje coś po ofiarach.
- Radzisz sobie całkiem nieźle. - odezwał się.
- A czego się spodziewałeś? - odwróciła się do niego. - Sam mówiłeś że to dar.
- Owszem, ale nie widzieliśmy nikogo naznaczonego od cholernie długiego czasu.
- Zrobiłam to co chcieliście, co teraz?
- Teraz odpocznij. - powiedział podając jej mieszek ze złotem. - niedaleko stąd jest Karczma. Idź do niej i zjedz coś porządnego, niedługo kogoś po ciebie przyślemy.
- Myślałem że zaczniemy szybciej.
- Nie tak szybko, plotki mówią że jest jeszcze jeden naznaczony, a my musimy go znaleźć i namówić, by nam pomógł, tak jak ciebie.
- Jasne. - powiedziała i odwróciła się.
- Czekaj. Pamiętaj żeby lepiej nie zadawać się zbytnio z nikim w Karczmie. Tamtejszym ludziom nie wolno ci zaufać.
- Tak pamiętam... - powiedziała znudzonym głosem i ruszyła w stronę Karczmy.
Mag położył rękę na ramieniu lodowego posągu i razem z nim zniknął.
Konto usunięte
Albert zajął miejsce w koncie karczmy
Właściciel
Tymczasem kobieta weszła do Karczmy, czuć od niej było chłód. W jej wyglądzie zmieniło się coś jeszcze, jej włosy pokrył szron. Ona usiadła przy ladzie i położyła mieszek na ladzie.
- Daj coś... - zastanowiła się. - Zimnego do jedzenia, i jakieś wino.
Elisif tymczasem beztrosko spała w swoim pokoju obejmując lekko Vitę.
W tym samym czasie w stolicy orków na pustyni dochodziło do dyskusji na temat paktu Stratuma, z Bhor-gulem.
- Wciąż nie rozumiem co wy, zimni ludzie możecie nam zaoferować. Mamy armię, mamy żywność, radzimy sobie na pustyni znacznie lepiej od was...
- Ale nie znacie mrozu, a my jesteśmy do niego świetnie przygotowani, pomyśl no, moglibyście założyć swoje obozowiska także gdzie indziej niż Varant. Poza tym na nas większość ludzi nie rzuci się na nas w porównaniu do was, więc możemy zostać świetnymi zwiadowcami. Poza tym założę się że jeden mój człowiek bez problemu powaliłby trzech twoich wojowników.
- Ciekawe, wkrótce zobaczymy czy twoi ludzie są naprawdę tacy dobrzy... No dobrze, pomyślmy...
- Panie! - do pomieszczenia w którym się znajdowali wbiegł jakiś ork. - On zniknął!
- Jak to zniknął?! Przecież mieliście go pilnować! - wrzasnął zdenerwowany Bhor-gul.
- Tak... Ale strażnicy także zniknęli!
- Jasna cholera, macie go znaleźć! Dobrze Stratumie, chcesz się wykazać? Pomóż naszym ludziom go odnaleźć.
- Ale kogo? - zapytał nie rozumiejąc Stratum.
- A no tak. Niedługo przed wami przybył tutaj pewien szaleniec, osoba z przepowiedni, strażnicy mieli go pilnować, ale ten gdzieś zniknął.
- A można wiedzieć jak on się nazywa?
- Z tego co udało się nam dowiedzieć, to chyba Abraxas...
Konto usunięte
Albert zaczął przyglądać przybyszce
Konto usunięte
Aravil również zaczął podejrzliwie przyglądać się kobiecie.
Właściciel
Kobieta wzięła nieduży łyk wina i postawiła z powrotem kieliszek na ladzie, przyjrzała się Karczmarzowi z swoim słodkim uśmiechem.
- Powiedz mi Karczmarzu, przydarzyło się tu ostatnio coś ciekawego?
Konto usunięte
- Szczerze powiedziawszy prędzej czy później spodziewałem żeby jakiś mag by tu przyszedł
Właściciel
Jej uśmiech powoli zniknął.
- Nie rozumiem, jak mam według ciebie się zachowywać? Chociaż masz rację, przy momencie kiedy ktoś taki przystojny zachowuję się w taki sposób wobec kobiety powinnam być poważna... - postanowiła się nim zabawić.
Właściciel
- Zazwyczaj ktoś komu śmierdzi z buzi myje zęby. - powiedziała odsuwając się trochę od niego, zrobiła to specjalnie niezależnie od tego czy rzeczywiście śmierdziało mu z gęby czy nie.
Konto usunięte
Albert podchodzi do lady i siada przy niej, ciągle spoglądając na nowo przybyłą
Właściciel
- Może i udajesz sprytnego, ale w siłowaniu to nawet baba by cię pokonała.
Dyszał ciężko. Odwrócił się, żeby pobiec do karczmy, ale zreflektował się i sprawdził stan rannego półsmoka.
Właściciel
- Oj zdziwiłbyś się chłopcze. - odparła po czym spojrzała w stronę Alberta opierając łokieć o ladę. - A ty? Też z ciebie taki chojrak, co to nawet garnka nie potrafi utrzymać? Czy może jest w tobie coś więcej?
Odhaczyć Pobiegł korytarzami licząc, że znalezienie wyjścia było tam łatwiejsze niż konkretnego punktu.
Konto usunięte
- Ja ? potrafię utrzymać normalny garnek jak każdy człowiek,szczerze nie jestem taką ciekawą osobą
Właściciel
- A jednak mimo to przysiadłeś się. Widzę że nie lejesz w gacie widząc kobietę jak on. - powiedziała pokazując głową na zastępcę Karczmarza.
Konto usunięte
- Jedyną ciekawą rzeczą o mnie jest to że brałem udział w około 50 łowach na czarownice
Właściciel
- Jasne elfie, przy takich wielkościach to zapewne i tak zbyt wiele płynów naraz się pozbyć nie możesz bo by ci rozsadziło. - powiedziała do zastępcy, podobało jej się drażnienie go.