Właściciel
- Niech będzie... - westchnął wyraźnie nie zadowolony że będzie musiał dłużej oglądać jego - nie zamrożoną - mordę.
Wyjął jeszcze jedno takie urządzenie i dał Nei'qulowi. Następnie sam przyłożył je do klatki piersiowej a ono się samo przyczepiło. San i Nei'qul zobaczyli jak zaczyna - od miejsca gdzie było urządzenie - zamarzać, po chwili stał przed nimi lodowy posąg, który w krótkim momencie rozsypał się na okruszki.
//Wcześniej czyli kiedy?//
Spróbował wejść do jego umysłu, przygotowując się na więcej kłopotów.
Konto usunięte
Do karczmy wchodzi postać ubrana czarno-brązową skórzaną szatę z kapturem.Na twarzy nosi białą maskę z długim dziobem , a w miejscu wycięć na oczy (Które są okrągłe) są carne szkła. I jeszcze nosi pod pachą skórzaną torbę
Podchodzi do lady
- Barman barman BARMAN !
Właściciel
Krasnolud Oghren siedzący przy ladzie spojrzał na niego jak na wariata.
- Koleś, weź się nie drzyj, ja tu próbuję myśleć.
Konto usunięte
Odwraca się w stronę krasnoluda
-Ojej przepraszam ciężki dzień i tyle
Właściciel
- Nie ty jeden. - powiedział i odwrócił od niego głowę.
Konto usunięte
Siada przy ladzie i zaczyna coś przeglądać w swojej torbię
Walon wstał, wyszedł z pokoju i skierował się do lady, żeby coś zjeść.
Konto usunięte
Podnosi głowę i przygląda się Walonowi
Jak na razie nie miał zamiaru interesować się przybyszem. Wytrzymał i zignorował spojrzenie. Miał na razie sporo własnych problemów na głowie.
Jednym był brak pieniędzy.
Drugim brak domu.
Konto usunięte
Przybysz ściąga wzrok z Walona i wraca do gmerania trzy torbie
Właściciel
///Darcus dobrze by było gdybyś przeniósł się z powrotem na tryb dzienny, zwłaszcza że zastępcą Karczmarza jest twoja postać i teraz zapewne degant znowu będzie musiał na ciebie czekać do minimum 22 bo ty nie odpisałeś///
- Jasne. - powiedział kot. - No chyba że coś przestawili.
Konto usunięte
Aravil siedział w Karczmie, jakby na coś czekając. Przed sobą, na stole miał jakiś list, który czytał co chwilę, jakby nie był czegoś pewny. Po chwili do Karczmy wszedł niewysoki człowiek o ciemnej karnacji i białych włosach ułożonych w wysokiego irokeza. Na plecach miał broń, która przypominała niebieską pałkę, zaś w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę, miał jakieś dziwne urządzenie, dość duże, z którego wystawała linka. Podszedł do Aravila władczym krokiem, za nim zaś podążyło dwóch postawnych mężczyzn w zbrojach. Aravil i mężczyzna przez chwilę rozmawiali w jakimś niezrozumiałym języku. Po całej konwersacji mężczyzna ten nie wyglądał na zadowolonego. Podszedł do lady i powiedział:
- Kufel piwa i kawał mięsa.
Jego towarzysze usiedli przy Aravilu, jakby mieli go pilnować.
-Więc - przeszedł od razu do rzeczy - Prawdopodobnie mnie pamiętasz. Byłem tu już wcześniej znaleźć powiązanie łączące cię z Wall-Durem. A przynajmniej myślę, że tym to było. Twoi przyjaciele nie są zbyt wylewni na takie tematy. Masz w umyśle jeszcze jeden tajemniczy obiekt, odkształcenie czy może źródło mocy mentalnej. Coś, co muszę zbadać.
Kiedy Walon siedział przy ladzie do Karczmy wbiegł Mird. Rozejrzał się bystrym wzrokiem po czym pobiegł do swego pana.
- Mird! Wróciłeś! Bałem się, że już po Tobie.
Właściciel
- Skąd wziąłeś takiego słodkiego psa? - w głosie duszy kobiety było słychać zachwyt zwierzakiem.
- Miałem go od dziecka. Dał mi go ojciec, jeszcze w czasach kiedy mieszkałem z nim w domu szlacheckim rodu Vau. Potem musiałem odejść, a on poszedł za mną.
Właściciel
- "Musiałeś"? To znaczy, wyrzucili cię? - zapytała zdziwiona.
- Mój ojciec zmarł, laska rodu wykonana z białego dębu ze srebrną głową wilka i ukrytym ostrzem zaginęła, majątek rodu, który mi się należał zagarnął mój wuj, zorganizował zamach na moje życie, a ja odszedłem. Włóczyłem się po kraju aż w końcu laska rodu się odnalazła, ale ja nie mam zamiaru wracać do dworu. Takie życie jakie miałem pasowało mi. Byłem wędrownym rycerzem, rabusiem, przemytnikiem, najemnikiem, łowcą potworów i poszukiwaczem skarbów. Teraz... teraz po prostu potrzebuje spokoju.
Właściciel
- Nie chciałeś nigdy się zemścić? Odzyskać tego co ci się należy?
///Też będę używał pochylenia żeby ktoś na to przypadkiem nie odpisał :V///
- Zabijanie rodziny, nawet najgorszej, to jedna z niewybaczalnych zbrodni. Ale tak. Zemsta kusi... Mimo to sam nie dam rady. Wuj w obawie przede mną pewnie zwerbował dziesiątki lub setki wojowników gotowych zabić mnie kiedy znajdę się w pobliżu dworu.
Właściciel
- Racja, rzucanie się w pojedynkę na tylu ludzi raczej byłoby głupim pomysłem - przyznała mu rację.
- Właśnie. Nadal czekam na dobrą okazję. Co prawda mam przyjaciela, który ma kilkudziesięciu wojowników, ale oni wolą zabijać potwory.
Konto usunięte
- W sumie wpadł mi pewien pomysł. Jak cię sprzedam straży to dostanę za ciebie jakąś sumkę. - Twardo położył ręce na lutni i rzucił się na pirata.
Właściciel
- No dobrze, ale jak to się stało że pies tyle wytrzymał? Z tego co pamiętam rzadko przeżywają dłużej niż dwanaście lat.
// ;-; Jak napisałem w moi pierwszym poście: Ten dziwny osobnik ma brązową sierść, czarną grzywe, duże zęby, mały róg na nosie i sześć łap.
- Mały róg na nosie, duże zęby, sześć łap, czarna grzywa, brązowa sierść. Wybacz, ale za cholerę nie wygląda na ZWYKŁEGO psa. To zupełnie inne zwierzę.
Konto usunięte
Przybysz wstaje z swojego miejsca przy ladzie i podchodzi do zwierzaka
- Ciekawe ........
- Co Cię tak ciekawi nieznajomy?
Konto usunięte
-Nigdy nie widziałem takiego zwierzaka
Klęka przy zwierzęciu i przygląda mu się bliżej
- Uważaj. Zabił więcej ludzi niż myślisz.
Konto usunięte
- Dziękuje za troskę ale nie trzeba
Odpina parę guzików w swojej szacie i wyciąga staro wyglądający zeszyt z czarną oprawą i ołówek
Właściciel
- Wybacz, dawno nie widziałam psa... Zresztą żadnego zwierzęcia...
Konto usunięte
Przygląda się 'psu' i szkicuje zwierzaka w swoim zeszycie
- To akurat nie jest pies, ale sgill. Świetny myśliwy, wytropi każdego, ograniczona umiejętność regeneracji, szczęki zdolne kruszyć kości, sześć łap dających wielką prędkość i poza tym płaty skórne między nimi umożliwiające krótkie loty. Szczenięta rodzą się raz na pięćdziesiąt lat, zwykle pojedynczo. Są rzadkie i o ile wiem tylko ród Vau ma takie zwierzęta. - Walon skierował swoje słowa i do kobiety w jego głowie i do nieznajomego.
Konto usunięte
-Hmm dziękuje za informacje nieznajomy a i przy okazji nazywam się Albert
Konto usunięte
Uderzył pirata kilka razy w głowę z nadzieją, że straci przytomność. - Straże! Złapałem przestępce! - Wydarł się.
- Walon. Walon Vau. - odpowiedział.
Właściciel
Jackowi nic to nie zrobiło, poza tym że się wściekł, popchnął go z taką siłą że się wywrócił na ziemię, następnie szybko wyjął swój pistolet i postrzelił mu oba kolana.
- No tego to pożałujesz. - i pobiegł w głąb miasta, pech chciał, że akurat w okolicy nie było żadnych strażników więc nikt nie przyszedł.
Konto usunięte
//to uczucie gdy piszesz posta i nawet karczmarz ma wyje**ne
// Myślałem, że sam rozwiniesz ten wątek ;-; Czekaj chwilę już odpisuje.
Walon głaskając Mirda zauważył znajomą, ale niewidzianą od dawna twarz. Kiedy tak myślał kim jest ten człowiek przypomniał sobie wyprawę do zamku, zdradę i walkę o życie w jaskini, polowanie na wilkołaka... tak teraz coś kojarzył. Wstał i skierował się do mężczyzny.
- Aravil to Ty? - zapytał.
Konto usunięte
Chowa zeszyt i ołówek pod szatę i zapina guziki potem wstaje i wyciąga rękę w stronę Walona
- Jak mówiłem nazywam się Albert, Doktor Albert
Konto usunięte
- Pomocy! - Krzyczał łapiąc się za nogi. - Zostałem napadnięty!
// Ale czytaj moje posty ;-; Walon powiedział jak się nazywa i poszedł zgadać do innej postaci.
Konto usunięte
- Ano ja. Słuchaj, mam w planach pewną wyprawę. Widzisz tamtego przy ladzie? To Urfom, razem wyruszamy, by rozbić pewien fort elfów, którego mi się nie udało. On ma na zawołanie 500 ludzi i tą maszynę pozwalającą na cofnięcie się do miejsca, w którym był 6 sekund temu. Ja mam swoje umiejętności władania mieczem i przywoływania. Ty, ze swoim Mirdem, moglibyście okazać się świetnym uzupełnieniem naszej drużyny, zwłaszcza, że czyha tam ok. 700 elfów. To jak, wchodzisz w to?
Konto usunięte
Spogląda na Aravila i Walona przysłuch*jąc się ich rozmowie
Właściciel
///Jakby ktoś nie wiedział to Darcus udaje że go niema.///
Nikt nie usłyszał elfa, był daleko od centrum więc tutaj rzadko ludzie spędzali czas, a część strażników akurat miała przerwę obiadową, musiał poczekać, albo spróbować gdzieś się doczołgać.
- Potrzebuje spokoju. Ale dobra napi**dalanka miele widziana. Kiedy ruszamy? I właściwie co będę z tego miał? Złoto, które zdobyliśmy w zamku powoli mi się kończy. Właściwie jeśli całkiem się skończy to będę musiał odejść i ruszyć w dalszą drogę.
Konto usunięte
- Łup podzielimy na 3 części. Co do czasu, wyruszamy pewnie za jakieś 2 dni.