Właściciel
- Że co? Oni mieliby ratować świat? Nie rozśmieszaj mnie.
Właściciel
- I to co oni mają jest wam potrzebne do ratowania świata, co? Słuchaj, nie wiem co wam nagadali ale ja mam powody żeby nie oddawać im tej księgi.
Właściciel
- Nie... Nie mogę wam powiedzieć. To... To tajemnica...
Właściciel
- Ech... Ty nie rozumiesz, mi to i tak nie zrobi różnicy, jeśli się wygadam, nie minie dzień nim umrę. Więc równie dobrze mogę nic nie mówić.
Właściciel
- Hahaha! Nie wątpię że jesteście wstanie mnie ochronić, ale nie przed nimi, oj nie.
Właściciel
- Powiem tak, byłem kiedyś jednym z nich, to stąd mam tą księgę, zrobiłem coś, co im się nie spodobało. Wiedziałem już że będą chcieli się mnie pozbyć, więc postanowiłem że ukradnę tę księgę, później się dopiero dowiedziałem że nie mogę jej otworzyć. Oni byli wstanie by mnie zabić nawet tu nie wchodząc. Poprzednie spotkanie z nimi przeżyłem tylko dlatego że oni nie wiedzą jak otworzyć sześcian w którym ją trzymam. Gdyby chcieli mnie wtedy zabić, nie gadalibyśmy dzisiaj.
Właściciel
- No nie wiem, może gdybym ją im oddał to by ze mną nie skończyli tak szybko... Ale skąd mam wiedzieć? Oni są nieprzewidywalni.
Właściciel
- Jeśli pozbył bym się tej księgi i już nigdy więcej nie miał z nimi dotyczenia, to mogę na to przystać.
Właściciel
- Co? Nie, skąd mam wiedzieć, nie powiedzieli wam gdzie się macie spotkać? Przecież jakoś musicie się wymienić.
Właściciel
- Czyli musiałbym najpierw wyjąć księgę i ryzykować?
Właściciel
- Cholera, jako handlarz ryzykowałem naprawdę wiele razy, więc może i tym razem będę miał szczęście. Niech będzie. Tylko załatw mi jakieś puste pomieszczenie gdzie nikt mnie nie będzie miał jak obserwować. Inaczej sześcianu nie otworzę.
Właściciel
Elisif w tym samym momencie coś sobie przypomniała.
- Słuchaj San, czy jest szansa że w Myrthanie są więcej niż dwa Prastare Zwoje?
Właściciel
- Byłam ostatnio na terenie wykopalisk, Masil poszukiwał pewnej księgi, znaleźliśmy tam Prastary Zwój. Wysłałam z nim do was jednego z asasynów którzy tam byli. Nie przybył?
Właściciel
- Myślisz że oni mogli... Nie miałam pojęcia że coś może mu się stać... Byłem wtedy zajęta i chciałam... - Elisif poczuła że to po części jej wina.
Właściciel
- Idę. - powiedziała i ruszyła za nimi.
Właściciel
- A... Wy? Chyba nie myślisz że otworzę go przy was?
Właściciel
- Słuchaj, ten sześcian potrafią otworzyć TRZY osoby na świecie, w tym ja, i nie zamierzam dopuścić do tego żeby było ich więcej.
Właściciel
- A nie możecie na chwilę wyjść? Skąd mam wiedzieć że któryś się nie odwróci?
Właściciel
Elisif wyszła razem z nim. Po dłuższej chwili stał w pomieszczeniu z sześcianem w kieszeni oraz księgą w ręku.
Właściciel
Khajiit podał mu księgę, San od razu poczuł jak zamarzają mu palce, była zamknięta pieczęcią z tymi samymi symbolami co wiadomość, tylko te były chronione jakimś zaklęciem.
Właściciel
Okazało się że zaklęcie nic nie dało, mróz po prostu zmroził płomień i stawał się co raz mocniejszy.
- Radzę ci skołować jakieś rękawiczki, nie wiem, skoro macie już księgę, powinni się jakoś w zwami skontaktować.
Właściciel
Księga była dość duża. Na jej przodzie były tylko jakieś znaki w języku którego San nie znał. Była zrobiona z twardej skóry oraz okuta żelazem, lub jakimś innym metalem. Rękawice też za wiele nie dawały, nieco wolniej, jednak wciąż zaczęły marznąć mu palce.
Davis obudził się. Nie oddalił się zbytnio, więc zdołał jakoś odzyskać kontrolę nad ciałem bez wypuszczania demona na wolność. Rozejrzał się po otoczeniu.
Właściciel
- Dobrze, ja muszę iść do Vity, musi być głodna. - powiedziała i wyszła. Ruszyła do swojego pokoju.
-Próbuję uratować wasze tyłki. Zresztą nikogo nie zabiłem. - Wstał na nogi.
Właściciel
Nie dało się, magiczna pieczęć blokowała możliwość otwarcia jej a wszelkie próby zerwania jej kończyły się porażką.
- To ci nic nie da, myślisz że nie próbowałem?
Elisif tymczasem weszła do pokoju i rozejrzała się za Vitą.
///opisz co z nią :V///