Właściciel
///Nagroda roku za najszybszy odpis.///
- A bo ja wiem? Wiem tylko że musi być dla nich cholernie ważna skoro tak się starają żeby ją odzyskać, jeśli są wstanie za nią dać Prastary Zwój... Jasna cholera.
- Przepraszam że tak długo mnie nie było, musisz być głodna. - Elisif usiadła przy niej na łóżku i uśmiechnęła się gładząc ją po policzku.
-Można tak na to spojrzeć - przyznał - ale wciąż robię swoją pracę. W jego umyśle znajduje się odkształcenie. Coś, co wiąże go z... chyba Wall-Durem choć teraz już nic nie wiem.
Zamilknął na chwilę.
-Tłumaczenie tego niezbyt rozgarniętym strażnikom nieco mijało się z celem. Mogłem zaczekać, ale ta sprawa obejmuje ponadwymiarowe byty z nie do końca dobrymi intencjami - Davis czuł się, jakby robił wymówki - Gdyby ten półelf raczył poinformować ich wcześniej że musiałem zajrzeć do umysłu... gdzie on właściwie jest?
Właściciel
- Nie nic, pomyślałem sobie tylko jak ta księga musi być potężna. Powiedz no, ile znasz ksiąg które wziąłbyś za Prastary Zwój.
Elisif położyła się obok niej i przytuliła bez słowa.
-Tak, to miałem na myśli - odpowiedział wszystkim trzem assasynom jednocześnie.
Właściciel
- Zobaczymy, jeśli to naprawdę takie su**nsyny za jakich ich mam to jeszcze dzisiaj ja umrę, a ta księga niespodziewanie zniknie. Znam ich na tyle że nie byłoby w tym nic dziwnego.
Elisif - jeśli Vita nie wierciła się lub nie chciała jej obudzić. - zasnęła powoli.
-Więc teraz tłumaczę: W umyśle tego półsmoka jest odkształcenie, do którego nie mogę się dostać. Byłem już tam parę dni temu i udało mi się dowiedzieć o jakimś zwoju, ale teraz to co innego. Tak właściwie, to co mu się stało?
Właściciel
W tym momencie do Karczmy wszedł człowiek z szatą, którą widział już wcześniej San. Od razu wszyscy w pomieszczeniu poczuli chłód, woda w okolicy zaczęła zamarzać, nie ważne czy w beczkach czy w zupie. Wszelkie płomienie, w świeczkach czy kominku, zgasły.
- Szukam Sana, a on czeka na mnie. - powiedział i ruszył w stronę wejścia do podziemi jakby od razu wiedział gdzie jest bez czekania na odpowiedź.
Konto usunięte
Obok fontanny na placu głównym siedział elf, który dopiero niedawno przybył do miasta. Grał na swej lutni i gapił się na wszystkich. Z wyglądu wysoki jasnej karnacji, na głowie kręciły mu się czarne włosy. Widać było po nim, że cudzoziemiec, strasznie martwy kolor oczu i ubrany w ciemne szaty sięgające ziemi. Materiał na konfidenta. Nie był nikim ważnym, zwykłym grajkiem zmierzającym świat, który zatrzymał się w tym mieście co najwyżej na noc dwie, a może na całe życie? Któż, że to wie.
Właściciel
Ludzie czasami zatrzymywali się żeby posłuchać, czasami udawali że go nie widzą. Zależało to też od tego, jak dobrze - lub jak źle - grał.
Właściciel
Nieznajomy ruszył w stronę gdzie znajdował się San jakby wiedział od razu gdzie on jest. Jeśli ktoś coś do niego mówił, ignorował go, jeśli ktoś próbował go zatrzymać siłą, zamrażał go. Po chwili dotarł do pokoju w którym siedzieli, wszedł do środka, Nei'qul aż podskoczył.
Konto usunięte
Znudzony graniem elf poszedł zabić nudę szlajając się po mieście bez celu. Czasem kopnął jakiś kamień, ogólnie kopał wszystko co nawinęło się pod buta.
-Więc teraz tylko czekać na wieści. Swoją drogą, mógłby mnie ktoś przebadać? Oberwałem sporym ładunkiem elektrycznym.
Właściciel
- Myślę że się boją. - powiedział. - Ale ty nie masz czego, kotowaty. Wiesz że gdybym chciał cię zabić już byś nie żył. - Nei'qul najwyraźniej rozpoznał jego zimny głos.
- Trezh, myślałem że się od nich dawno odłączyłeś.
- Zachowałem więcej rozsądku od ciebie. Ale zaskoczyłeś mnie że nie zwiałeś od razu do jakiejś kolejnej małej dziury. Jesteś kotem, ale twoim uosobieniem jest mała, bezbronna myszka...
Westchnął
-Jasne, poczekam sobie. Ładna dziś pogoda, czyż nie? - poczuł się zobowiązany poruszyć jakiś inny temat.
Właściciel
- Ja? Nie, widzisz żebym miał zwój? Ja mam cię zaprowadzić do spotkania z tymi, którzy zwój mają.
Właściciel
- Nie idziemy na piechotę. - powiedział i pokazał mu niewielki dziwny okrągły przyrząd z czymś w rodzaju rączek po bokach, całość była zrobiona z metalu.
///San musiałby chyba chodzić w dresach żeby zmieścić taką dużą księgę w kieszeni.///
Właściciel
Stary znajomy Nei'qula przewrócił oczami.
- Wy nie rozumiecie, prawda? Zresztą mniejsza. Tylko spiesz się, nie tylko wy macie coś do zrobienia.
Tymczasem elf który wcześniej grał w mieście usłyszał czyjeś ciche wołanie.
- Hej ty tam! Długouchy!
Konto usunięte
Zareagował na zawołanie. Odruchowo zaczął się rozglądać wokoło.
- Bez przesady. Nie mam aż tak długich uszu.
Właściciel
Kiedy się rozejrzał ujrzał człowieka w wąskiej ścieżce między dwoma domami. Koleś wyglądał dziwnie jak na Myrtanę, czy jakikolwiek kraj w okolicy. Nosił on strój... Pirata, brązowy piracki strój z kapeluszem kapitańskim na głowie, również brązowym. Ponadto przy pasie miał zapięty pistolet na proch. Pomachał do niego.
- Podejdź że no tu!
Konto usunięte
Po chwili namysłu podszedł do wcale nie podejrzanego człowieka.
- Czego mnie wołałeś? Wilku...morski? Od razu podkreślam, że nie mam pieniędzy.
Właściciel
- Pieniędzy? Czy ja wyglądam na kogoś komu brakuje pieniędzy?! Zaraz... To ty nie wiesz kim JA jestem? Czy moja sława nie dotarła do tej zapchlonej dziury którą nazywacie Myrthaną? Chyba sobie kpisz ze mnie!
Konto usunięte
- Wiem kim jesteś. - Skłamał dopełniając prawdą. - Albo nie. Jakaś podpowiedź? Bo z wyglądu przypominasz pirata ale pewny być nie mogę, że jesteś tym o kim myślę. - Dodał kręcąc głową. - Czarnobrody?
Właściciel
- Na tysiąc diabłów morskich! Jak można pomylić MNIE z Czarnobrodym! Poza tym on nie żyje on dziesięciu lat. Ja jestem Jack Szpada! Największy pirat na całej tej przeklętej ziemi!
Konto usunięte
- Jack Szpada? Słyszałem o tym, że...jesteś wielkim, piratem? Łajdakiem i takie tam. - Przeciągnął się. - Czego chcesz ode mnie legendarny Jacku Szpado?
Właściciel
- Tak! Wielkim! I to nawet nie wiesz jak bardzo! Na wszystkich morzach nie ma ani jednego, który byłby lepszy ode mnie! - wychwalał się. - Ale mniejsza, każdy wie jaki to ja jestem świetny, a nie po to cię wołałem. Słuchaj no długouchy, potrzebuję znaleźć sobie jakąś kryjówkę. Jest to spowodowane tym że strażnicy chcąc nie chcąc dowiedzieli się jak niebezpieczny dla nich jestem, i postanowili spróbować mnie złapać. Muszę znaleźć miejsce gdzie mógłbym się ukryć, miejsce, gdzie nie będą mnie szukać. I tu pojawiasz się ty, znajdź mi to miejsce a obsypie cię złotem!
Konto usunięte
- Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z jednego - skoroś taki wielki to gdzie masz swoją załogę? Gdzie twoje złoto, którym masz zamiar mnie obsypać? Jeśliś taki wielki i niebezpieczny to pewnie jest za ciebie nagroda i jak duża? Z ciekawości pytam bo i tak mam zamiar pomóc.
Właściciel
- Cholera, a widzisz tu gdzieś jakieś morze?! Albo choćby wyspę gdzie mógłbym ukryć skarb?! Nie! To jakieś cholernie zadupie! Na które trafiłem przez cholerny portal. Wszystko zostało po drugiej stronie, a teraz jeszcze wzięli mi moją szpadę!
Konto usunięte
- To skąd weźmiesz to złoto? - Rozruszał palce. - Zabrali ci szablę? To musi być strata.
Właściciel
- Słuchaj mnie uważnie. Znalezienie kryjówki to tylko część mojego planu powrotu do miejsca, gdzie złoto jest, przy okazji może zarobię coś tutaj, w końcu widać że to miasto dawno nie miało prawdziwego łajdaka!
Właściciel
- Jak myślisz Nei'qul, jak szybko bym dał radę go zamrozić? - zapytał mag przyglądając się asasynowi który z nimi został. - Nei'qul na to tylko wzruszył ramionami.
Konto usunięte
- Dobra. Skoro masz plan to mogę ci zaufać, przynajmniej na razie. Jeszcze jedno pytanie. Kryjówka w mieście czy może być poza nim?
Właściciel
- Oczywiście że w mieście! Co miałbym robić poza nim?
-Tak. Dowiedziałeś się może, co konkretnie chce zniszczyć nasz wymiar i czemu nie ma to większego znaczenia dla wszystkich dookoła? - zrewanżował się Davis
Właściciel
Mag niespodziewanie zamroził asasynowi rękę razem i sztylet upadł na ziemię.
- Ups...
Konto usunięte
- Znajdę zatem ci kryjówkę. - Jak powiedział tak zrobił. Poszedł szukać, opuścił uliczkę. Jako, że miasta nie znał dobrze to wrócił do fontanny by tam się zastanowić.
Właściciel
Pirat usiadł na ławce w wąskiej uliczce. Tymczasem dobrymi pomysłami było spróbowanie znalezienia czegoś w Karczmie, lub Czerwonej Latarni, miejsc było sporo ,wystarczyło dobrze poszukać.