Właściciel
Ebon nie zwrócił uwagi, Elisif tylko spojrzała w tamtą stronę ze zdziwieniem, a nastepnie z powrotem na asasyna.
- Nie mogę póki co ich zostawić, zwłaszcza że muszę się od nich jeszcze czegoś dowiedzieć. Może sam będziesz mógł go zanieść?
Akryl w tym samym momencie kiedy usłyszał krzyk znalazł książkę której szukał podniósł szybko głowę tak że uderzył o półkę wiszącą na ścianie wieży.
- Cholera! - złapał się za tył czaszki. - Czego się drzesz?
Mógłby pewnie wpłynąć na czyjeś zachowanie, ale to by wiele nie zmieniło. Zresztą potrzebował czasu na skupienie się. Postanowił porzucić kompletnie kozacką postawę i zagrać na niewiedzy straży.
-Idę idę, tylko czuję się trochę... mogę przystanąć? Duszno w tych waszych podziemiach.
Właściciel
Akryl otrząsnął się i przedarł się przed ruiny wieży do goblinów.
- Co się dzieje? - zapytał zdziwiony.
Elisif wręczyła asasynowi Prastary Zwój.
- Tylko znowu go nie otwieraj.
Właściciel
///tak btw, załóżmy że już jest noc///
Akryl zawołał Ebona, ten szybko wlazł do wieży i podniósł cały regał swoimi łapami.
Asasyn był mniej więcej w połowie drogi kiedy poczuł cholernie mocny mróz, poczuł że w błyskawicznym tempie zaczyna marznąć mu całe ciało, po chwili musiał stanąć, po prostu ciało nie pozwoliło mu dalej iść. Nie mógł się ruszyć, czuł tylko jak marznie, po chwili poczuł jak coś przeszywa jego ciała, kiedy spojrzał w dół zobaczył tylko jak serce przebił mu lodowy sopel. Martwe serce przestało bić, ostatnią rzeczą którą zobaczył był Prastary Zwój spadający na ziemię...
Właściciel
Akryl lekko znudzony słabością goblinów sam złapał księgę i ją podniósł z jego klatki.
- Cholera, "Wymiary magiczne" - przeczytał zadowolony widząc tytuł książki.
Właściciel
- Niech wasz "pan" najpierw nauczy was nosić cięższe przedmioty. Bo jak ktoś by was chciał uwolnić to wy nawet skarpetki nie uniesiecie. - westchnął Akryl.
Właściciel
- Słuchaj kurduplu, jesteś tak mały i tak słaby że nawet nie dasz rady podnieść własnego gówna a co dopiero tą księgę. Pozwól że będę miły i pomogę wam ją zanieść.
Właściciel
- Nie powiedział wam jak możecie wrócić? - zapytał się zdziwiony.
Właściciel
- Dobra, tylko najpierw pogadajmy z Elisif, żeby nas nie szukała. - mówiąc to wyszedł z wieży a tuż za nim Ebon.
- Znaleźliście? - zapytała patrząc na nich a Akryl uniósł do góry księgę. - Świetnie, słuchajcie, mam sprawę - zwróciła się do goblinów.
Właściciel
- Muszę porozmawiać z waszym panem. tak się składa że to mój znajomy, a może mi pomóc.
Właściciel
- Wiecie chociaż co to znaczy? - zapytał Akryl. - Zresztą mniejsza, podaj ten kamień.
Właściciel
- Proste, jeśli Masil dobrze go ustawił powinien przenieść posiadacza do jego wymiaru. Ebon chodź tu. - Ebon podszedł na co Akryl bez uprzedzenie podniósł oba gobliny i posadził je na ramionach golema. - Elisif możesz? - Elisif posłuchała i złapała się golema, Akryl przytrzymał ją za rękę i nacisnął przycisk, wszystkich przeniosło do wymiaru Masila.
Problem polegał na tym że Masil źle ustawił "spawn" portalu i pojawili się w miejscu gdzie stał stół z jakimiś zapiskami przy którym teraz rozmyślał, no a skoro mieli golema... To cały stół rozleciał się w drzazgi a oni sami rozwalili się po ziemi, Masil oberwał kawałkiem stołu i poleciał do tyłu.
- Co jest ku*wa?! - powiedział łapiąc się za głowę i próbuję ogarnąć co się stało.
Właściciel
Masil wyrwał mu księgę, wcale nie wyglądał na zadowolonego.
- Dobra, ustalmy coś, jeszcze raz się pobijecie to obu powieszę was na tamtym drzewie. - wskazał palcem na drzewo rosnące kawałek stąd. - Zrozumieliście? - Masil dopiero teraz zorientował się że leży tam jeszcze ktoś, spod ręki Ebona który leżał sobie beztrosko wyczołgała się Elisif. - Elisif? Co TY tu do cholery robisz?
- Chciałam z tobą porozmawiać, potrzebuję pomocy.
- Chwila, chwila. Co mogę zrobić ja, czego nie potrafisz ty?
- Potrzebuję armii. - Masil zastanowił się chwilę nad jej słowami po czym pomachał na sprzeciw rękami.
- Ooo nie nie nie nie nie. Już raz pożałowałem próby bawienia się w najlepszego nekromantę, nie wiem ile Gniotek opowiadał ci o nekromantach ale kontrolowanie hordy przywołańców wcale nie jest takie proste.
- To ostatnie co chcesz powiedzieć? Czy to nie ty przypadkiem chciałeś zostać najbardziej znanym magiem wszech czasów?
- Spokojnie mam czas, poza tym jak myślisz, po co tworzę ten wymiar? To wszystko jest częścią mojego genialnego planu, i nie mam zbytnio w tym momencie czasu żeby nauczyć się przywoływać hordy stworów na czyjeś życzenie. Po cholerę ci w ogóle armia?
- Muszę pomóc elfom, Garrus nie ma wystarczającej liczby ludzi, a król nie chce przysłać nikogo nowego bo boi się wojny z orkami. Do miasta jakiś czas temu przybyli ludzie z pewnej Inkwizycji którzy chcą pomóc, jednak oni sami też sobie nie poradzą, gdybyś ty mógł...
- Słuchaj, nawet jakbym chciał, mi to po prostu nie wychodzi, to że jestem geniuszem, nie znaczy od razu nie potrafię stworzyć armię sługusów. Myślisz że gdybym potrafił przyjąłbym do siebie tych dwóch głupków?
Elisif westchnęła.
- Czyli przyszłam tu na marne...
- Nie do końca, jest pewna możliwość ale ta opcja z pewnością nie spodobała by się Gniotkowi.
- Co masz na myśli?
- Sam nie potrafią kontrolować zbyt silnych stworów, ale potrafią przywoływać naprawdę potężne bestie, może gdybym cię nauczył jak to robić, sama nauczyła byś się ich kontrolować.
- Przecież to zajmie wieki!
- To zależy od tego jak twój mózg jest podatny na przyjmowanie wiedzy tego typu, ja w inny sposób ci nie pomogę.
Celowo upadł na głowę, pozorując wypadek, a następnie opuścił ciało. Jego plan był prosty: spróbować wejść do umysłu Paratha na odległość, albo opanować czyjeś ciało i liczyć na szczęście. Strażnicy raczej nie zadźgają go bez powodu. Jedyny problem stanowił demon, który teraz miał pełną kontrolę nad ciałem. Davis znał go i jego rządzę zabijania, ale nie zaryzykował by on starcia z sześcioma uzbrojonymi ludźmi naraz. Prawdopodobnie.
Właściciel
W tym momencie w wymiarze Masila wszyscy usłyszeli głos Akryl którego nigdzie nie było słychać.
- Zejdź ze mnie ty durny głazie! - na co Ebon powoli podniósł się. Akryl leżał wgnieciony w ziemię, Elisif pomogła mu wstać.
- Witaj Masil, wiesz co, zawiodłem się.
- Że co? Na czym? - zdziwił się Masil.
- Na tobie, taki z ciebie wielki mag, ale twoja polecenia wykonują dwa tępe jak but gobliny.
- Wiem że może nie jest to wsparcie najlepszej klasy, zwłaszcza jak na mnie, ale chciały pomóc, a ja i tak nie miałem nikogo lepszego do pomocy, zresztą mniejsza, przecież teraz jesteście tutaj wy! Co ty na to? Chciałbyś mi pomóc?
- Może i bym nad tym pomyślał, ale póki co muszę naprawić Ebona, zgłupiał kompletnie odkąd wieża runęła. Załatw mi kuźnię runiczną to pogadamy.
- Kuźnię runiczną? Cholera skąd ty wiesz że coś takiego istnieje.
- Stary, byłem jednym z najlepszych dzieł Xardasa, więc czego się spodziewałeś? Załatwisz mi kuźnię, to mogę dla ciebie nawet podbić świat.
- Kusząca propozycja... No dobra, postaram się załatwić ci się kuźnię.
- A więc masz mnie i Ebona do dyspozycji, i tak właściwie nie mamy nic lepszego do roboty.
- Świetnie, póki co mógłbyś trochę poduczyć gobliny, sam widzisz jak się zachowują, a mogą się jeszcze przydać.
- Że co? No masz, a myślałem że chociaż na chwilę będę miał od nich spokój, no niech będzie.
- Świetnie. - odparł zadowoleniem po czym z powrotem zwrócił się do Elisif. - Właśnie na coś wpadłem.
- Na co?
- Ponieważ nauczenie cię nekromanctwa mogło by potrwać całe wieki, możemy skorzystać z kowadła.
- W jaki sposób?
- Póki co to nie ważne, poinformuję cię jak już będę mieć kowadło.
- Dobrze, ja i tak muszę wracać do Karczmy, Vita musi być głodna.
- A Vita to...?
- Moja córka.
- Twoja córka? Myślałem że skoro Gniotka nie ma tyle czasu to...
- Źle mnie zrozumiałeś, nie jestem biologiczną matką, poza tym to nie zwykłe dziecko, publiczna wersja jest taka że ktoś zostawił ją w Karczmie a ja ją przygarnęłam.
- A prawdziwa?
- Załatw mi armię, to pogadamy. - uśmiechnęła się i rozejrzała. - To... Jak się stąd wychodzi?
- Poczekaj. - powiedział Masil i otwarł portal wyjścia po czym podszedł i podał jej ten sam kamień który miały gobliny. - Jeśli wszystko dobrze zadziała pojawisz się w mieście, a ten kamień pozwoli ci się tu dostać gdybyś czegoś potrzebowała.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. - odparł jej.
- Do zobaczenia. - powiedziała i weszła w portal.
Tymczasem do Karczmy wszedł zakapturzony człowiek w szacie, tej samej szacie którą nosił wcześniej mag który zaatakował Nei'qula w Karczmie, w takiej samej jaką miał na sobie mag który zaatakował wieżę Xardasa tuż przed pojawieniem się smoka, jego twarz była niemal biała a oczy świeciły się na jasno niebiesko, podszedł do Karczmarza i położył na ladzie jakiś zwinięty zapieczętowany papier.
- Daj do przywódcy asasynów, a raczej jego zastępcy. - powiedział jakby wiedział że Darcus gdzieś zniknął. Nie powiedział nic więcej, rozejrzał się po Karczmie jakby czegoś szukał, następnie wyszedł z Karczmy. Wyminął się w drzwiach z Elisif, przeszedł ją dreszcz.
- Co to za zimny typ? - zapytała tego, który aktualnie zastępował Karczmarza.
Właściciel
- Więc może im to zanieś? Mogę cię chwilę zastąpić jeśli chcesz, pójdę tylko po córkę.
Właściciel
To była prawdopodobnie jakaś wiadomość, zapieczętowana żeby osoba do której miała dojść wiedziała czy ktoś to czytał. Pieczęć była błękitna i miała na sobie wygrawerowane trzy litery C, o i F.
Właściciel
W środku zapisana była wiadomość.
"Słyszeliśmy że poszukujecie Prastarego Zwoju. Tak się składa że my zupełnie przypadkowo takowy posiadamy. W waszej okolicy również jest coś co chcielibyśmy dostać. Zróbmy tak, wy zdobędziecie od Khajiita Nei'qula pewną księgę z zamkniętą pieczęcią z tymi samymi symbolami jakie miała ta wiadomość. Ten kot może nie wie, ale to nasza własność, więc się nam należy, może kiedy wy, ludzie się z większym poszanowaniem w okolicy od nas - zwłaszcza że o waszym istnieniu wiedzą prawie wszyscy, a o naszym prawie nikt. - porozmawiacie z nim to odda wam to. Wtedy się wymienimy, Prastary Zwój za księgę. Uczciwy układ, nieprawdaż? Zdobądźcie księgę to poinformujemy was gdzie się spotkać, jesteśmy uczciwymi ludźmi, ten kot, nie. A no tak, składam wam przeprosiny za syf do jakiego doprowadził jeden z moich ludzi w waszej Karczmie jakiś czas temu. Jeśli będzie trzeba prześlemy wam pieniądze za wyrządzone szkody, chociaż powątpiewam żeby wam ich brakowało. ~ Z szacunkiem, R."
Właściciel
- Nie wiem, nie masz pojęcia kto mógł przysłać tą wiadomość?
Nie miał większego wyboru, trzymał się blisko siebie, o ile można to było tak określić. Jak to pójdzie dalej, nie był w stanie przewidzieć.
Właściciel
Elisif spojrzała na niego trzymając w rękach papier.
- Wiecie czemu was zaatakował?
Właściciel
W tym momencie to Karczmy wszedł Nei'qul, zdziwił się widząc leżącą osobę na ziemi, Elisif spojrzała na Sana i pokazując mu papier.
Właściciel
- Tak oczywiście, chcesz coś kupić?
Właściciel
- Jaka? jakieś przepisy kulinarne dla waszego Karczmarza? A może coś o magii? Mam wiele ksiąg.
Właściciel
- Niech no pomyślę... - zastanowił się chwilę próbując sobie przypomnieć jaka księga mogła mnie takie znaki, po chwili otwarł szeroko oczy. - Skąd wiesz o tej księdze?
Właściciel
- Zaraz... Czyli skontaktowali się z wami... Cholera... Słuchaj, właśnie sobie przypomniałem że jestem umówiony na wizytę u weterynarza, wiesz... Chory ząb... - zaczął się jąkać i powoli tyłem ruszył w stronę wyjścia.