Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wcale nie na pewno, nie znam do końca paladynów, nie wiem czy zareagują tak jak powinni.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Możemy więc tak spróbować. Może przy okazji znajdę coś dla Ebona.
- Co z nim? - zapytała Elisif.
- Odkąd zniknął Xardas i wieża runęła jest z nim co raz gorzej, po prostu głupieje, zaczyna zachowywać się jak tępa skała. Może powrót na teren wieży coś mu pomoże.

Tymczasem Victoria poczuła że budzi się do życia, poczuła że wreszcie nieznane więzy zaczynają się luzować, światło świecące z między drzew rzuciło promień w stronę jej oczu, bluszcz rozluźnił się zupełnie a ona upadła na ziemię. Czuła się zdrowa i wypoczęta. Po ranach nie zostały nawet blizny. Przed nią na niewielkim kamieniu siedział widziany już wcześniej człowiek z głową jelenia. ostrzył jakiś kijek kamieniem.
- No świetnie, wiedźma zawsze musi znikać kiedy jest potrzebna... - westchnął jeleniowaty.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mały, ty mnie lepiej nie poganiaj. - powiedział do niego gniewnym tonem. - Ebon! Idziemy na spacer!
- Jeeeej...
Następnie cała trójka wyszła z podziemi i ruszyła w stronę wieży.

- Hmm... - pomyślał przyglądając się jej. - Pomyśleć że to rzeczywiście działa. Szczerze powiedziawszy pierwszych raz testowała to na czymś innym niż zwierzętach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Akryla prawie trafił szlag a Elisif sobie wiele z nich nie robiła, nawet kilka razy się zaśmiała. W końcu po niecałej godzinie ujrzeli na horyzoncie wykopaliska.

- Kilka dni, a ja zbytnio nie przepadam za snem. jak to mawiają, sen kuzynem śmierci jest.

Avatar Omeg12
Szedł, szukając po kryjomu dookoła znajomych umysłów, bądź takich, które mogły by się do czegoś przydać.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem, bogaci czasu nie liczą, czy jakoś tak. Ale tak z dwa, albo trzy? A może cztery? Szczerze to nie mam pojęcia.

- Tak, to tutaj. - zbliżyli się do wykopalisk, na środku ujrzeli wielką leżącą na ziemi wieżę. Dwójka strażników widząc monstra wyjęła swoje miecze.
- Czekajcie! - zawołała Elisif.
- Pani Elisif! Niech pani uważa! Za panią! - zawołał jeden z nich, dwójka kopaczy zaciekawionych spojrzała w stronę bramy a następnie szybko pobiegła jak najgłębiej do obozu.
- Spokojnie, oni są ze mną. - podeszła bliżej na co strażnicy spojrzeli po sobie.
- Że co? Nie wiedziałem że pani praktykuje nekromanctwo...
- Bo tego nie robię, oni przyszli ze mną, ponieważ muszą znaleźć pewną księgę.
- Emm... No nie wiem... Musiałbym zapytać Gethara...
- Pozwól że zrobię to osobiście, no chyba że TY mnie zatrzymasz?
- Nie! Oczywiście że nie! Niech pani wchodzi! Tylko jak coś to my musieliśmy ochronić obóz przed ścierwojadami kiedy ty się przekradłaś...
- Oczywiście. - powiedziała Elisif i ruszyła do obozu, Akryl i Ebon tuż za nią.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif stanęła przy wieży.
- No dobrze, żeby nie marnować czasu, idźcie poszukać tej księgi, może będziecie mieli szczęście, starajcie się tylko nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi, ja pójdę porozmawiać z Getharem.

- Powinna za niedługo przyjść, mówiła że idzie po... O już idzie. - z między drzew wyszła staruszka z pewną torbą, zawołała radośnie kiedy ją zobaczyła.
- A więc to jednak działa! Bałam się już że nigdy stamtąd nie wyjdziesz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ależ proszę bardzo, gdybyś jeszcze kiedyś miała ochotę odpoczywać, to przyjdź.

- Od miejsca gdzie wcześniej było wejście raczej nie wejdziemy, Ebon! Dasz radę rozwalić ścianę?
- Taaak... Ebon lubi niszczyć... - powiedział i ruszył w stronę drewnianej palisady dookoła wykopalisk.
- Nie tą! Tą od wieży!
- Aaaa... - powiedział, wrócił się i uderzył pięściami w bok wieży robiąc w niej wielką dziurę. - Proszę bardzo...
- Dzięki. Dobra rozejrzyjmy się w środku, Ebon, poczekaj tu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
I tak zbyt czysto tam nie było. Problem w tym że znalezienie księgi nie było raczej proste, gdyż walały się one po całej zawalonej wieży.

- Jashik cię odprowadzi.
- Muszę? - zapytał zniechęcony.
- Tak, kiedy nauczyć się wreszcie kultury co?
- Żyjemy w lesie, mam gdzieś kulturę.
- No dobrze, zaprowadź ją w stronę miasta, dalej sobie poradzi.
- No niech będzie... - westchnął jeleniowaty, wstał i bez słowa ruszył w las.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Z tego co mówiliście tamta księga nazywała się "Wymiary magiczne". Tym bardziej że ta księga żadnemu silniejszemu magowi od lat nie jest potrzebna.

Po dłuższym czasie Victoria wraz z Jashikiem dotarli do końca lasu, stamtąd widziała już bramę miasta.
- Jesteśmy na miejscu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Bo to jest księga, ale nie ta której szukacie! Nie wiem czy wiesz, ale na świecie jest wiele ksiąg, i to robi różnice jaką czytasz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Po tytule, co mimo wszystko nie będzie łatwe, w końcu była tu cała biblioteka. Szukajcie dużej księgi z fioletowo niebieską okładką. - powiedział Akryl rzucając za siebie Prastary Zwój, biorąc go zapewne za jakieś zwykłe zaklęcie czy mapę. Zwój wyleciał na zewnątrz wieży.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mówiłem wam do cholery żebyście się już zamknęli! Po prostu szukajcie dużej fioletowo niebieskiej księgi! Szlag mnie zaraz trafi...

- Ej... Fajnego masz naleśnika... - Usłyszał nagle asasyn Ebona. Którego wcześniej nie zauważył jako iż wyglądał niczym fragment gruzów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jestem kamieniem... - powiedział tępo, Akryl słysząc go wyszedł z wieży.
- Nie zwracaj na niego uwagi, zgłupiał totalnie. - powiedział szkielet ruszając swoją kościstą szczęką.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie widać? Jestem szkieletem, cholera kogo oni przyjmują do tych wykopalisk.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pewne dwa niezbyt inteligentne gobliny muszą skołować pewną księgę którą akurat wcześniej na składzie miał Xardas, czyli tak zupełnie przypadkowo nekromanta który mnie stworzył, no i tego jełopa. - powiedział wskazując na golema.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Hmm? Sam nie wiem, Xardas miał tyle niepotrzebnych zwojów u siebie w wieży że trudno stwierdzić ile to coś jest warte. Aczkolwiek coś w tym jest, wygląda inaczej niż większość...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jasna cholera! - zawołał i uklęknął przy nim. - Straże! - krzyknął na co dwójka paladynów przybiegła.
- Jasna cholera! Szkielet!
- Pieprzyć to kim jestem! - wrzasnął. - Pomóżcie mu!
- Co mu się stało? - zapytał jeden kiedy drugi próbował jakoś przytrzymać asasyna.
- Otworzył ten zwój i zaczęło nim telepać.
- O cholera! Przecież to Prastary Zwój! - wrzasnął paladyn na co drugi spojrzał na niego.
- To niemożliwe! Co by tutaj robił?
- Nie wiem, może...
- Czy to ważne?! - przerwał im Akryl. - Pomóżcie mu zamiast gadać!
- Kurde, dobra zanieśmy go do lekarza. - obaj podnieśli go i szybko pobiegli do namiotu lekarza, ominęli się akurat z Elisif.
- Co się stało? - zapytała zdziwiona, Akryl podniósł zwój i teraz trzymał go w rękach.
- Tamten koleś otwarł ten zwój, paladyn nazwał go Prastarym zwojem, cokolwiek to znaczy.
- Prastary... Żartujesz, pokaż go. - powiedziała Elisif na co Akryl podał jej go.
- Tylko go nie otwieraj.
- Przecież wiem. - odparła i zaczęła przeglądać go w rękach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cholera! On żyje? - zapytał jeden paladyn drugiego już w namiocie a drugi potrząsnął nim.
- Dajcie mi chwilę - powiedział lekarz i użył jakiegoś zaklęcia które - jeśli jeszcze żył. - z całych sił pobudziło ciało asasyna.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jasna cholera! - powtórzyli po raz kolejny paladyni i obaj odskoczyli.
- Wszystko w porządku? - zapytał lekarz.

Tymczasem Akryl zostawił Elisif z zwojem i zajrzał do wieży.
- Macie coś? - zawołał do goblinów.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czy ty wiesz co właściwie otwarłeś? - zapytał nie dowierzając jak można zrobić coś tak głupiego. Lekarz tymczasem szukał czegoś co mogłoby pomóc.

Akryl przyjrzał się księgą i pokiwał głową.
- Miała być fioletowo-niebieska a nie niebieska lub fioletowa... Aczkolwiek ta zgadza się wielkością. - podniósł największą z tych które zebrali tytuł mówił "Wszystko o magicznej rudzie". Szukajcie czegoś tej wielkości.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- PAPIERZYSKO?! - zawołał paladyn tak głośno że zgromadzonych uszy zabolały. - To jest Prastary Zwój!

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A jak myślisz, z jakiego innego powodu byś oślepł?
Lekarz wziął jakąś małą buteleczkę.
- Połóż się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Przecież w takim stanie nigdzie nie pójdziesz. - powiedział lekarz i nakropił mu oczy fioletowym płynem. Było to elfickie lekarstwo które leczyło typową ślepotę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem, nie zwracaliśmy na nią uwagi. - wzruszył ramionami jeden z paladynów.
- No dobra. a co z zwojem? - zapytał się drugi.
- Chyba wciąż tam leży...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif wciąż oglądała zwój. Ebon siedział oparty i wieżę a Akryl szukał pewnej księgi, nie tej którą tak bardzo chciały zdobyć gobliny, inną, która była mu potrzebna.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią