Nie chciał niepokoić ludzi w kwaterach, wiec przewertował mapę próbując znaleźć jakieś skrzyżowanie, gdzie miałby szansę kogoś spotkać.
Poszedł do pierwszego lepszego próbując kogoś dojrzeć lub dosłyszeć.
-Gościem. Mam ważną sprawę do wielkiego mistrza. Mógłbyś mi powiedzieć, gdzie mam szukać, albo chociaż kto to może wiedzieć?
"No pięknie. I skąd mam wiedzieć, kogo pytać?" Davis stwierdził, że jednak pytanie się wszystkich po kolei o mapę lub wskazanie kierunku nie jest złym pomysłem. To też zaczął robić.
"Deus Ex Machina w sam raz" pomyślał, i pobiegł śledzić chłopców.
Właściciel
Kobieta patrząc na sytuację która przed chwilą zaszła wyjęła sakiewkę z kieszeni i postawiła na ladzie.
Masil spojrzał w tamtą stronę ale nie był nadzwyczaj zdziwiony, to było w pewnym sensie normalne na ten wymiar. Cała piątka ruszyła dalej przed siebie w stronę cukrowej pustyni.
Elisif spojrzała na asasyna.
- Może i macie rację, ale póki co nie wyobrażam sobie siebie w tej robocie.
Właściciel
Kobieta wciąż bez słowa wzruszyła ramionami. Następnie wyjęła z kieszeni swojej skórzanej zbroi - było to coś jak połączenie kurtki skórzanej z zbroją. - małą drewnianą słomkę, po czym zaczęła przez nią pić. - okazało się że ma mały otwór w chuście na usta i może pić bez zdejmowania jej.
Elisif uśmiechnęła się.
- Dzięki, jeśli tylko będę potrzebowała pomocy zwrócę się do ciebie. Tymczasem wrócę do Karczmy, zaczynam się robić głodna. Ty pewnie też co? - zapytała uśmiechnięta Elisif wstając z ławki i przyglądając się Vecie. - Do zobaczenia. - spojrzała jeszcze raz na Demitiusa i ruszyła w stronę Karczmy.
- Jeszcze raz to coś się odezwie a wsadzę mu ten kij prosto w odbyt! - krzyknął w którymś momencie wkurzony Drazok. Rages i Masil dawali radę ignorować wszelkie odgłosy dochodzące zza nich. Zaraza i Allease odwracali się co jakiś czas, ale owszem, Drazok był dopiero wku*wiony.
Nawet nie próbował zatrzymać mistrza, ale z ciekawości zajrzał w jego umysł, tym razem z bliska i w innym stanie psychicznym.
Po krótkim namyśle zdecydował się na docenienie zalet tradycyjnej rozmowy. Miał zamiar zaczekać na Darcusa niedaleko szpitala. Pobiegł więc za nim, co nie sprawiało mu problemów natury nawigacyjnej, bo pomimo zaburzeń i pewnego dystansu wciąż wyczuwał duszę biegnącego przed nim.
Właściciel
Drazok ruszył wkurzony w stronę skąd dochodziły głosy.
- Wyłazić albo wam czaszki porozbijam!
///No tak, pomyliło mi się że to się piszę Veta a nie Vita :L///
Właściciel
Rages i Masil spojrzeli na siebie nawzajem zdziwieni.
- Czego za nami łazicie kurduple? - zapytał Drazok a Masil podszedł bliżej przyglądając się im.
Kobieta skończyła pić piwo i schowała słomkę, chwilę później wyjęła pewien bogato zdobiony złoty pierścień i zaczęła go obracać w dłoniach przyglądając się mu.
Davis dobiegł na miejsce i zaczął wsłuchiwać się w rozmowę. Nie tyle z ciekawości czy wścibskości, co z przyzwyczajenia.
-Nazywam się Davis i chciałbym... - spauzował na chwilę - zadać ci parę pytań. To dość ważna sprawa, dla nas wszystkich.
-Czy spotkałeś kiedyś Wall-Dura? - Coś w głosie mistrza kazało mu pytać prosto z mostu.
Właściciel
Masil użył mocy telekinezy i podniósł oba gobliny i odsunął je od siebie tak żeby się nie dosięgały.
- Te małe gnojki coś mi się nie podobają. Albo są kolejną szaloną wersją tego świata albo to szpiedzy. Gadać co wyście za jedni albo rozbiję wam głowy.
W tym samym momencie do Karczmy weszło dwóch paladynów, kobieta szybko schowała pierścień do kieszeni tak że nic nie zobaczyli. Podeszli do zastępcy karczmarza.
- Szukamy pewnego pierścienia, prawdopodobnie został skradziony, jest zrobiony ze złota i ma na sobie kilka kamieni szlachetnych. Nie widziałeś takiego przypadkiem? Kobieta położyła ręce na blacie nie patrząc na paladynów, zastępca kątem oka ujrzał fragment sztyletu wystającego z rękawa.
-Sęk w tym.. że nie do końca ci się powiodło - Davis czuł, jakby nie powinien tyle zdradzać, ale musiał działać zdecydowanie, jeśli chciał cokolwiek osiągnąć - Jego dusza wciąż tkwi w przestrzeni mentalnej i obawiam się, że ktoś może jej użyć do spaczenia Kamienia Umysłu.
Właściciel
- A teraz gadać serio, czemu nas śledzicie? - Masil zmierzył ich wzrokiem.
Mimo iż nie widział oczu kobiety miał wrażenie że przeszywa go wzrokiem. Obaj paladyni patrząc na siebie ruszyli za nim. Kiedy przekraczali kobieta wciąż patrzyła na zastępcę.
-Jestem telepatą, umiem wyczuć potężne źródła tego rodzaju magii. A wiem że to kamień bo... nie chcesz raczej słuchać historii mojego życia. Nie jest zbyt ciekawa. Zresztą przeczytałem już myśli paru zamieszanych - Zabrzmiało to gorzej, niż przypuszczał - Wiem już to i owo.
-Telepata i wszystko jasne. Jego dusza jest wyczuwalna dla każdego z dostatecznie dużym zakresem wyczuwania. A to, że go zabiłeś tylko potwierdza, z kim mamy do czynienia. Masz jakieś powiązanie z jego duszą - Nie bardzo wiedział, jak ma się zwracać do rozmówcy.
Dość unikatowe. Nie zwyczajne telepatyczne łączę, to na pewno. W sumie nie powinienem tego nawet tak nazywać, ale nie wiem jak inaczej. Miałem nadzieję, że to ty mi coś powiesz - Nie wiedział, jak do tego podejść - Nie jesteś zwykłym człowiekiem, prawda?
-Nie jestem specjalnie doświadczonym telepatą - zaczął - więc nie potrafię dokładnie nazwać pewnych rzeczy. Ale udało mi się dostrzec coś, co umknęłoby każdemu mistrzowi, zbyt skupionemu na szczegółach. Łączy cię naturalna wieź z każdym... cóż, każdym. To nie dzieło czyjejś magii, tylko coś pierwotnego. Jesteś.... - miał nadzieję, że Darcus dokończy z niego.
Jeszcze parę dni temu Davis byłby zaskoczony albo nawet przerażony. Teraz po prostu przyswoił sobie niecodzienne oświadczenie.
-I jeszcze jedno: wiesz może, kto mógłby... - zaciął się - chcieć zawładnąć mocą kamienia? A raczej chcieć, wiedzieć jak i mieć dość mocy.
Postanowił być szczery, z nadzieją, że to go gdzieś zaprowadzi.
-A nie słyszałeś może o kons... - przerwał, sam nie wiedział czemu. Spróbował się uspokoić.
Właściciel
Paladyni spojrzeli na niego a następnie do Karczmy. Kobiety nigdzie nie było. Weszli i zaczęli się rozglądać, za ladą, w beczkach, pod stołami.
- Gdzie ona do cholery jest?
W Elaridzie trwało poruszenie. Nowi Wojownicy Inkwizycji mieli dostać swoje pierwsze zadania. Dwudziestu Wojowników stało na placu. Nagle pojawił się Wielki Inkwizytor.
- A teraz - mówił Amhiranta - sześciu z Was dostanie swoje misje. Niech wystąpią z szeregu Wojownicy: Hese, Atin, Tir, Lokt, Schorch i Sev.
Szóstka mężczyzn w białych zbrojach płytowych z oburęcznymi mieczami przy pasach wystąpiła z szeregu.
- Hese, Atin i Tir mają za zadanie weliminować wampira w zamku na pólnocy. Lokt, Schorch i Sev muszą udać się do pewnego miasta i nawiązać kontakt z Bractwem Asassynów. Mogą być cennym sojusznikiem w przyszłych zmaganiach.
Wojownicy szykowali się do drogi. Mistrz Inkwizycji dodał jeszcze:
- Czekajcie! Każda z grup otrzyma Esencje Światła. Narazie mamy jej mało więc przysługuje jeden flakon na trzech.
Inkwizytor podał flakonik z białym płynem Loktowi i Atinowi.
- Powodzenia i niech Moc Pradawnych będzie z Wami!
Szóstka szybko poszła do stajni. Tam każdy wybrał konia i odebrał zapasy na podróż. Wyjechali poza mury Twierdzy, uścisnęli sobie ręce i odjechali w dwóch różnych kierunkach.
Właściciel
Kobieta skoczyła na niego wywracając go, mimo wszystko iż miała bez problemu możliwość, nie zabiła go. Szybko wstała i wybiegła przez otwarte drzwi. Paladyni wybiegli tuż za nią.
- Jak niby tutaj trafiliście? Co? - Masilowi oba gobliny dalej wydawały się podejrzane.
-Chyba... Może bliskość kamienia wdaje mi się we znaki. Chciałem się zapytać o... jest coś... - Davis uświadomił sobie, co się działo - o nie.
Właściciel
- Bhor-gul? - zapytał zdziwiony Zaraza. - Skąd on wziął portal do tego miejsca i czemu was tu wysłał?