-Spokojnie - odpowiedział Davis. Bał się używać sztuczek uspokajających - Co takiego się stało?
Pokiwał głową, nawet nie próbując się wgłębiać.
-To ma sens. Posłuchaj, wyglądasz jak ktoś obeznany z okolicą. Nie widziałeś może dziwnych ludzi wchodzących pod ziemię gdzieś w karczmie lub jej okolicy?
Davis starał się wstrzymać obrzydzenie.
-Gdzie nie ma szpitala? I co jest na jego miejscu?
-Mówisz o assasynach? Jak niby dostałeś się do ich siedziby?
-Aha... Słuchaj, dostałem zaproszenie do bractwa od jednego z assasynów. - Davis wymyślał na bieżąco - Miałem się skontaktować z jakimś członkiem w mieście i spytać się o dostęp do podziemi.
Zdecydował się dyskretnie zajrzeć w umysł gnolla. Jeśli wie gdzie jest wejście, nie ma znaczenia jak bardzo jest pijany.
-Wiem gdzie jest - na zapleczu karczmy. Ale nie jestem na bieżąco z hasłami, zabezpieczeniami czy cokolwiek je chroni. Może mógłbyś mi pomóc?
-No raczej nie pozostawiacie drzwi otwartych dla turystów - Davis był lekko zdezorientowany.
-Przed chwilą ci to nie przeszkadzało - zauważył
-Nie chciałem tego robić, ale trudno - użył mocy, aby wydobyć z mózgu pijaka wszystkie powiązane z podziemiami informacje. Był pewien, że gnoll myślał skojarzeniami, więc nie będzie musiał długo szukać.
Westchnął. Zostawało mu zapukać assasynom do drzwi i przekonać ich jakoś, że jest godny ich uwagi. Udał się do wejścia przy Karczmie.
'Wytłumaczyć mu wszystko, czy przywalić?" Davis nie wiedział, na ile wtajemniczony był ten elf.
-Czemu? Nielegalna hodowla mistycznych ziół? - powiedział jednocześnie pobieżnie sprawdzając jego stan psychiczny.
-Posłuchaj... cenię sobie szczerość więc powiem prosto z mostu: Siedzimy w niezłym szambie i z tego powodu muszę się skontaktować z dowództwem bractwa. Wiesz dobrze, o czym mówię i nie zaprzeczysz temu. Nie szukam awantury, ale jeśli będę musiał użyć siły to użyję.
-Zabawne. Mogłem się ciebie spodziewać, a i tak cię nie zauważyłem.
-Nie uwierzyłbyś... powiedzmy, że uciąłem sobie pogawędkę z nieudanym assasynem, który po pijaku wskazał mi wejście. A istnienie podziemi jako takich to nie do końca tajemnica boska.
Davis nie sprzeczał się i poszedł we wskazane miejsce.
Zszedł w dol schodów, czujny na każdym kroku. Koniec końców nie wiedział zbyt dużo o tym miejscu.
Nie do końca. Po naszej ostatniej rozmowie postanowiłem przeszukać dokładnie przestrzeń mentalną - Nie chciał jeszcze korzystać z telepatii bojąc się, że się zdemaskuje lub gorzej - Kamień Umysłu jest w waszym posiadaniu, to wiedziałem tak czy owak. Ale to nie wasze eksperymenty mnie martwią. W pobliżu - o ile można tak powiedzieć - znajduje się niezwykle potężna i unikatowa dusza. I nie promieniuje ona dobrocią.
Nie w podziemiu, nawet nie do końca w tym wymiarze rzeczy... Ale jest jedna fizycznie zakotwiczona dusza i to tutaj, która ma ewidentnie związek z tym czymś - Nie nazywał Wall-Dura po imieniu, gdyż wtedy musiałby tłumaczyć jeszcze więcej - Zajrzałem chwilowo do jej umysłu i najwyraźniej jest to jeden z waszych dowódców. Spory dorobek wspomnień, prawdopodobnie jest ślepy lub głuchy. Ma w sobie cząstkę zła potężniejszą, niż ktokolwiek, kogo widziałem. Jakieś skojarzenia?
-Nie o to chodzi - Davis nigdy nie podejrzewał, że będzie musiał objaśniać zawodowym zabójcom filozofię moralności - Każdy z nas ma w sobie zarówno cień jak i światłość, skłonność do dobra lub do zła. Ale ponad wszystko mamy wybór które z nich wcielać w czyn. Nawet cienie mogą się przysłużyć światu... i nawet Stwórcy może się zachcieć go zniszczyć.
Odbiera inne rodzaje bodźców niż reszta, więc tak, o ile nie macie kogoś bez węchu . Widziałem różne obrazy w jego umyśle, więc nie jest taki od urodzenia.
-Nie powiedziałem tego... ale tak, chcę go znaleźć. Ta dusza o której mówiłem... można by jej użyć do masy złowieszczych rzeczy, a chętnych do tego nie brakuje. Ów człowiek najwyraźniej ma z nią jakieś połączenie, choć tak naprawdę zdaje się być połączony ze wszystkimi śmiertelnymi duszami. Chcę wyświadczyć wam przysługę i nie dopuścić do jakiejś katastrofy. - Tak naprawdę nie wiedział, czemu nie mówi assasynowi całej prawdy. Moc kamienia go nie kusiła, ale czuł potrzebę ciągnięcia tego.
Kiwnął głową na potwierdzenie.
Przejrzał mapę. Nie było na niej nic nadzwyczajnego, więc z braku opcji wykonał kolejny skan pobliskich umysłów, choć nie wiedział, jak to zadziała w pobliżu kamienia.
Stanął w korytarzu z zamiarem zapytania pierwszej lepszej osoby.