Właściciel
Karczmarz w furii słysząc głos zza drzwi uderzył o nie całym ciężarem próbując je wyważyć, wciąż wrzeszczał głośno ignorując pytanie asasyna.
Właściciel
Karczmarz wpadał w co raz większą furię uderzając z co raz większą siłą. Miało się wrażenie że drzwi zaraz zaczną pękać jeśli się nie uspokoi. Po chwili zjawiła się też Elisif rozbudzona już.
- Co się tam dzieje? - zapytała zdziwiona.
Właściciel
- Gniotek? Co się dzieje? - Na kolejny głos zareagował jeszcze wścieklej, walił pięściami chcąc zniszczyć drzwi, wrzeszczał co raz groźniej.
Właściciel
- A skąd mamy wiedzieć co zrobi jeśli otworzymy drzwi?
Pałętając się po mieście Davis postanowił uciąć sobie drzemkę gdzieś na krawężniku. Kiedy się obudził zobaczył kolosalne drzewo wyrastające gdzieś z lasu i masę zdezorientowanych ludzi na ulicy. Niektórzy zaczęli się dziwnie zachowywać. "Paladyni coś planują, hę?" pomyślał i zaczął szukać kogoś, kto orientuje się w sytuacji.
//Chyba mninęło już dość dużo czasu.
Walon i Mird wrócili do Karczmy. Wojownik zamówił duży kawał mięsa i spory kufel piwa.
Właściciel
- Znałam, przecież widzisz że się zmienił. - odparła podenerwowana zachowaniem Karczmarza Elisif.
Właściciel
Elisif tylko westchnęła, miało się wrażenie że uderzenia stawały się co raz mocniejsze, tak jakby z furią rosła siła, kiedy miało się wrażenie że drzwi się zaczną kruszyć, wszystko ucichło, ani odgłosu, grobowa cisza.
Właściciel
- Abraxas? Wszystko w porządku? - spytała Elisif zbliżając się lekko. W tym momencie Karczmarz rozpędził się w szale uderzył w drzwi po prostu niszcząc je, Elisif oberwała fragmentem drzwi i upadła na ziemię. Abraxas od razu po zniszczeniu drzwi zaszarżował w stronę wyjścia z podziemi tak jakby znał je na pamięć, jeśli asasyn próbował go powstrzymać, Abraxas zaszarżował również w niego ignorując niemal jakiekolwiek przeszkody. Jego żyły wystawały i świeciły się w kolorze krwistej czerwieni, wyglądał na naprawdę wściekłego.
Właściciel
Karczmarz niemalże jakimś cudem zignorował wszelkie urazy i pobiegł dalej w stronę wyjścia. Jeśli na kogoś trafił, omijał go lub przebiegał przez niego, kiedy wbiegł do Karczmy szybko skoczył na jeden ze stołów a z niego przez okno rozbijając je.
Właściciel
Karczmarz szybko pobiegł w stronę ogrodu ignorując wciąż wszystko, szybko dobiegł do jego środka i zaczął wspinać się po wielkim białym drzewie.
- Ho ho... Gilgocze... - zawołało wesoło drzewo.
Właściciel
Abraxas urwał jedną z gałęzi i rzucił w jednego z asasynów wspinając się za nim. Szybko zbliżał się do szczytu drzewa.
Właściciel
Karczmarz w końcu wspiął się na koronę więc z dołu widać go nie było i dotarł na sam szczyt. Trzymał się jednej z gałęzi i krzyknął do asasynów.
- Precz ode mnie plugawce! - warknął a jego żyły lekko zabłysły.
Właściciel
- To wy! To wasza wina! - wrzeszczał. - To wszystko wasza pieprzona wina!
Davis nie zdołał się dowiedzieć praktycznie niczego. Zaczynał robić się zirytowany. Postanowił wrócić do karczmy i tam popytać oraz być może rozprawić się z karczmarzem. Gdy się zbliżał, zaczął słyszeć bezładne wrzaski dobiegające ze strony ogrodu. Tam też się skierował.
Właściciel
- Tak! Teraz udajecie że nie wiecie! Przeklęte potwory!
Właściciel
- Wy pieprzone bestie nie macie szefów! Tylko większe bestie! Precz stąd wszystkie! Albo spalę to drzewo!
-Przepraszam szanownych panów - Divas dotarł wreszcie na miejsce - ale zabijania tutaj nie będzie.
Właściciel
- Daje wam ostatnią szansę żebyście się stąd wynosili! Inaczej spalę to przeklęte drzewo i cały ten przeklęty las!
Tymczasem Elisif zaczęła się budzić. Miała guza na głowie i się jej w niej kręciło wstała powoli i rozejrzała się.
- Gdzie... Gdzie on jest?
Tez chętnie bym się dowiedział! - nie zwracał uwagi na ostrzeżenia assasynów.
Właściciel
- Jasna cholera... - westchnęła Elisif. - Idź po darcusa i powiedz mu co się stało, ja zobacze gdzie jest Karczmarz.
- Nie! Wy wszystko wiecie! Przestancie mi mieszać w głowie! Aghh! - krzyknął i odrywając jedną z gałęzi rzucił w asasynów.
-Myślałem o przyprowadzeniu kogoś, ale róbcie co chcecie - powiedział ironicznie mężczyzna u dołu.
-A jeśli ci powiem - przerwał - że domyślam się co mu się stało?
A czy dowiem się chociaż gdzie jest ów dowództwo?
Davis dla odmiany zrobił, jak mu kazano i poszedł do karczmy.
Dosiadł się
-Witam, powiedziano mi, że znajdę tu dowódcę grupy assasynów. Wnionskuję, iż właśnie tego dokonałem.
Nie. Chciałbym... - zamyślił się - tak naprawdę nie wiem co. Prosić o pomoc, oferować ją, udzielać informacji, pytać.... sytuacja jest skomplikowana. To co zaraz powiem może brzmieć co najmniej dziwnie. Słyszałeś o Kamieniach Nieskończoności? - zapytał nieznajomego.