Właściciel
Stratum rozglądał się po reszcie kompletnie zdezorientowany, nie tylko po tym co widział, ale też po tym co słyszał gdyż ze wszystkich tutaj zgromadzonych prawdopodobnie wiedział wcześniej najmniej o Darcusie.
Właściciel
Stratum podszedł bliżej i przyjrzał się dziwnej istocie z worka.
- Dobra, czy tylko ja nie rozumiem o co tu właściwie chodzi? Gdzie zniknął ten koleś?
Właściciel
- Dobrze że wiesz że przybyłem z w cholerę dalekiego miejsca więc skąd mam to wiedzieć?
Właściciel
- Czyli znowu masz wszechświat do uratowania? - spytał żartobliwie paladyn. Stratum spojrzał na Victorię.
- Masz pomysł gdzie on mógł uciec?
Właściciel
- Dobra, tylko kim właściwie ten William jest? Skąd on się do cholery wziął?
Właściciel
- Że co? Myślałem że on... One wyglądają inaczej.
Właściciel
- Dobra nie denerwuj się koleś. Skoro on chciałby je wszystkie zdobyć, to musielibyśmy się dowiedzieć gdzie są pozostałe, tam zapewne się udał albo uda w najbliższym czasie.
Właściciel
- Zaraz. - odezwał się paladyn. - Skoro ten koleś odszedł to nie znaczy że te wszystkie stwory przestaną pałętać się po okolicy.
Właściciel
Stratum spojrzał na nich.
- Czy mogę wrócić do swoich spraw? Wątpię że się tutaj przydam do czegoś.
Właściciel
- Nawet jeśli zostanę z wami nic to nie zmieni, moi ludzie będą robić co mogą nie zależnie od tego co się stanie, więc moja śmierć i tak nic mu nie da.
Właściciel
- Że z kim? - spytał zdziwiony Stratum, nigdy wcześniej o Karczmarzu nie słyszał.
Właściciel
- Ech, jeśli uda mi się go spotkać, mogę to zrobić, ale będziesz miał u mnie dług.
Właściciel
Stratum z paladynem również ruszyli za Darcusem bez słowa.
Właściciel
///Rozumiejąc że drużyna słyszała rozmowę///
Karler oparł swój miecz o ramię i westchnął.
- Więcej kudłatych bestii? No trudno, nikt nie mówił że będzie pokojowo.
- Idąc z wami będzie bezpieczniej hm? - zapytał Stratum i uśmiechnął się lekko. Niech będzie. - wyjął swój miecz z pochwy.
Właściciel
- To chyba oczywiste. - odparł paladyn gotowy do walki.
Właściciel
Karler z powodu swego ciężkiego pancerza i równie ciężkiej zbroi był mniej zwinny niż reszta jednak kiedy już trafiał wroga to cios był silny i bardzo potężny. Stratum próbował stosować taktykę dość znanej wśród Poświęconych czyli szybkie schylenia i zamachy na nogi żeby podciąć przeciwnika i okaleczyć nogi a następnie wykonywać ataki po tułowiu i głowie.
Właściciel
Karler choć już zmęczony próbował wykonywać zamachy na ręce przeciwnika żeby je odciąć. Stratum wciąż stosował poprzednią taktykę tym razem będąc bardziej ostrożnym.
Właściciel
Karler zmęczony przyjmował defensywę i czekał na atak wroga i dopiero wtedy uderzał. Stratum męczył się ale dużo mniej niż Karler, był od niego zwinniejszy i bardziej wytrzymały. Postanowił że spróbuje wyprowadzać ciosy głównie w ręce zwłaszcza w momentach kiedy wróg próbował go dosięgnąć.
Tymczasem Oghren dotarł do Karczmy i pomachał do Walona kijkiem który przyniósł.
- Hej spójrz co znalazłem w tych lochach.
Walon wstał od lady i poszedł do Oghrena. Zabrał laske z jego rąk i machnął nią kilka razy. Potem dokładnie przyjrzał się srebrnej głowie wilka. Przekręcił ją raz w lewo i dwa w prawo. Pociągnął za głowe wilka i z laski wyjął srebrny miecz, który był w niej ukryty.
- No prosze... To laska majego ojca, która zaginęła lata temu. W jej poszukiwaniu ruszyłem w świat, ale jej nie znalazłem. Dziękuje Oghern. Jestem Twoim dłużnikiem.
Właściciel
- No tak, długi długami, ale skoro już ją bierzesz to mi przydałoby się coś w zamian, wiesz w lochach było niebezpiecznie.
- Oczywiście. Czego chcesz dokładnie? Złota, klejnotów?
Właściciel
- Z klejnotami jest zawsze problem, złoto będzie najwygodniejsze.
- Cholera nie żeby coś ale jak mam to gówno pokonać? - zawołał paladyn zmęczony. Stratum w ciszy robił to co mógł nie przestając walczyć.
- Ile tego złota? Mam jeszcze sporo sakiewek z zamku.
Właściciel
- Nie wiem, tyle ile tej kijek jest dla ciebie warty.
- Jeśli Ci pasuje mogą być cztery sakiewki złota.
Właściciel
- Niech będzie, starczy mi z tego piwa na długi czas. - odezwał się zadowolony krasnal.
Dał mu sakiewki i usiadł przy stole.
- Niedługo z Aravilem wybieram się w góry, żeby zabić tam pewnego szkodnika. Ten szkodnik to wikołak. Idziesz z nami? - zapytał Walon krasnala.
Właściciel
- W sumie czemu nie, ale zanim gdzieś się znowu ruszę. Karczmarz! Dawaj no największy kufel piwa jaki masz!
Właściciel
- A jak inaczej. - uśmiechnął się i kładąc całą sakwę na ladzie wziął ogromny łyk z kufla.