Właściciel
- Nie mają co robić czy jak? - Westchnął Karler i spojrzał w stronę skąd słyszał głosy, Stratum również uniósł głowę wciąż leżąc na ziemi.
Właściciel
- Ej do cholery ! - zawołał w ich stronę Karler. - Myśmy prawie poginęli a wy do cholery macie czas żeby się kłócić?!
Właściciel
Stratum pokazał zranioną ręką na zranione miejsce pod okiem tak żeby całość widział.
- Jakiś pieprzony potwór wskoczył do obozu kiedy sobie biegaliście po lesie i zbierali jagódki!
- Zraniliśmy go nieco i uciekł. Ale mam wrażenie że jeszcze go zobaczymy. - dodał paladyn i oparł się o swój miecz.
Właściciel
- Zgaduję że ty wiesz co to było za gówno. - spojrzał na nią Stratum wyraźnie wkurzony.
Właściciel
- Za przeproszeniem, ch*j mi to mówi. - odparł Stratum, paladyn również spojrzał na kobietę zdziwiony.
Właściciel
Stratum wstał powoli spojrzał na Victorię.
- Powiedziałaś im już po co tutaj przybyliśmy?
Właściciel
- Czy ten przeklęty potwór ma coś wspólnego z tym, do kogo idziemy?
Właściciel
- Jak dużo? - niecierpliwił się Stratum.
Właściciel
- Że co?! - zawołał Stratum - To są chyba jakieś żarty! I ty zamierzałaś mnie TAM zaprowadzić?! Nie no po prostu wspaniale psiakrew! Najpierw mordujesz moich ludzi a teraz prowadzisz mnie do jakiegoś faceta który hoduje bestie które o mało mnie nie zabiły! I wcześniej nic o tym nie mówiłaś! Czyli jednak postanowiłaś doprowadzić do mojej śmierci tak?!
Właściciel
- Ja przynajmniej nie morduję niewinnych ludzi! Skąd mam wiedzieć że to nie jest tylko twoja sztuczka? Pułapka! Że dopiero teraz na to wpadłem! Nie zdziwiłbym się gdyby teraz rzuciło się na nas więcej tego cholerstwa!
Właściciel
- Skąd mam wiedzieć czy to nie jakieś twoje przeklęte sztuczki! Dziwne że mimo takich odczuć nie postanowiłaś żeby powiedzieć mi co do cholery możemy tu spotkać!
Właściciel
- Kto w ogóle jest na tyle głupi żeby hodować takie monstra!
Właściciel
- Dalej zabij mnie, a nigdy nie dowiesz się czy jestem tym kogo szukałaś, czy może to on się wrobił.
Właściciel
- Róbcie co chcecie ale ja dalej z nią nie idę. - zaczął Stratum po chwili. - Mam dość ryzykowania własnego życia na rzecz tego że jej jaśnie mistrz ją ochujał. Mam lepsze rzeczy do roboty, muszę doprowadzić mój lud do pokoju, żebyśmy mogli żyć w spokoju, a przez takich... Takie istoty będzie to tylko trudniejsze - mówił wskazując na Victorię.
Właściciel
- Po dobroci?! Ja tu ku*wa o mało nie zginąłem do jasnej cholery! Nie zamierzam więcej ryzykować dlatego że jej jakiś koleś wciska kit a ta ufa mu jakby znała go od zawsze!
Karler stał przyglądając się sytuacji trzymając miecz w gotowości w razie gdyby miało dojść do walki.
Właściciel
- Nigdzie się nie ruszę póki ona nie powie WSZYSTKIEGO co wie o tym kimś, do kogo zmierzamy.
Właściciel
- Jak cię uratował i czemu to zrobił?
Właściciel
- A skąd on niby mógł wiedzieć kto cię zamknął?
Właściciel
- I on znał tego kto cię zamknął? Ciekawe skąd.
Właściciel
- Taa, bardzo sprytnie. No dobra, czemu ten wariat hoduje te stwory?
Właściciel
- Znaczki nie mordują ludzi. - odparł niemal od razu.
///skojarzył mi się od razu tekst "Legendy nie palą wiosek" ._.///
Właściciel
- Szczerze wątpię że to one tak nagle postanowiły wszystko mordować, bardziej prawdopodobne jest to że hodowca je nasłał. - powiedział paladyn a Stratum tylko przytaknął.
Właściciel
- To że ty jesteś istotą która przeżyła kilkaset lat zamknięta bez tlenu która była wstanie przebiec całą Myrthanę i Varant i w trakcie wymordować sporą grupą ludzi i orków, a twój wybawca hodowcą cholernych balverinów mówi samo za siebie.
Właściciel
- Mam powtarzać od nowa? Niech będzie... O mało tutaj do cholery nie zginąłem przez jakieś pieprzone zwierzę które hoduje twój kumpel! Szlag niech was obu trafi. Na cholerę właściwie mam tam iść? Już bez tego ryzykuję życie, jeśli tam pójdę, to ten szaleniec albo jego pieski mnie ukatrupią, albo zrobisz to ty kiedy nie będę chciał iść. Co mi za różnica?
Właściciel
- To pewnie zwiad jej znajomego bo dziwi się czemu tak długo jeszcze dyszę.