Właściciel
///No nie rozrientowałęm się :v///
- Mogę sobie wybrać co chcę? - zapytał Akryl przeglądając sprzęt.
Właściciel
///Po prostu poczekajcie jakiś czas i nie piszcie.///
Akrylowi szczególnie spodobał się jeden z mieczy, był długi, ale nie na tyle by były potrzebne do niego dwie ręce, wyglądał na wytrzymały i ostry. Wziął go do ręki i zamachnął się nim parę razy by sprawdzić wygodność poruszania nim.
- Ten jest dobry. - powiedział
Tymczasem chwilę po tym kiedy reszta opuściła zamek Oghren postanowił zwiedzić jeszcze lochy pod zamkiem.
///Ponieważ musicie chwilę poczekać to akurat Kuba pogieemuje i opisze wygląd lochów.///
Właściciel
- Świetnie. - powiedział przypinając go do swojego pasa. - Dzięki, a teraz, wrócę do Ebona i pomyślimy co dalej. - odparł i wyszedł powoli z kuźni.
Właściciel
Karler spojrzał na Darcusa nie rozumiejąc.
- Tak świetnie... Przez chwilę próbowała cię zabić a teraz postanowiłeś tak po prostu za nią iść, a potem przyjdzie ktoś, i uzna Xardasa za szaleńca. - mówiąc to wciąż mimo wszystko pilnował Stratuma i był gotowy na każdy jego ruch.
Właściciel
- Chyba sobie daruję, wolę mieć tego spryciarza na oku. - mówiąc to spojrzał jeszcze raz na Stratuma, ten go ignorował.
Właściciel
Kerlar szedł z zdjętym hełmem gdyż w tak ciężkim pancerzu było mu strasznie gorąco, cały czas jednak obserwowali się nawzajem z Stratutem gotowi by jeden drugiemu rzucił się do gardła.
Tymczasem do karczmy wszedł Duncis. Z wyglądu nie wyróżniał się niczym szczególnym, a raczej wyróżniał się normalnym wyglądem spośród reszty bywalców. Ot, człowiek po trzydziestce z okazałym zarostem. Nosił porządne skórzane ubranie. W rękawie ukryty miał sztylet, do pasa przyczepioną sakiewkę, a kuszę nosił na plecach. Wynajął pokój na poddaszu, poszedł zobaczyć czy nie ma tam zastawionej pułapki, po czym czekał aż ktoś "wartościowy' przyjdzie.
Konto usunięte
Tymczasem do Karczmy wrócił Aravil.
- Jedno piwo i kawałek mięsiwa - rzekł do Karczmarza.
Do Karczmy wszedł Walon i usiadł obok Aravila.
- Co będziesz robić teraz?
Konto usunięte
- Nie wiem. Przydałoby się znaleźć jakiś dom i pracę, bo złoto kiedyś się skończy. Jeśli planujesz niedługo jakąś kolejną wyprawę, to chętnie ruszę z tobą. - powiedział Aravil do Walona, po czym dał pieniądze Karczmarzowi, wziął posiłek i zaczął jeść.
- Wiesz, ja jestem najemnikiem, łowcą potworów, poszukiwaczem skarbów, przemytnikiem jak zwał tak zwał, ale nie dla mnie osiadłe życie. Też chyba rozejże się za jakimś mieszkaniem, bo zawsze warto mieć własny kąt. A co do wyprawy to mój przyjaciel mówił, że w górach jest jakiś wilkołak. Zabił sporo bydła i porwał dwie kobiety z wioski. Może za kilka dni się z tym zajme, ale najpierw świętujmy, że żyjemy!
- Karczmarzu piwa i ciepłego mięsa.
Duncis usłyszał, że dwaj wojownicy rozmawiają o planach na przyszłość. Dosiadł się i zagadał.
-Wybaczcie mi brak manier, ale chciałbym złożyć wam propozycję. Nie jestem pewien, co do jej ryzykowności, ale jest okazja zdobycia cennych łupów. Mówić dalej?
Konto usunięte
- Heh, faktycznie. Walka z posągami to nie to samo, co z elfami. Z nimi, to ja żem się nawalczył... Ale z wilkołakami nigdy styczności nie miałem. Mam nadzieję, że będzie to godny przeciwnik, gdyż z takimi walczyć lubię najbardziej. - rzekł do Walona.
- Godny przeciwnik? Wilkołak to bestia opanowana przez pragnienie mordu. Jest silniejszy, szybszy i zwinniejszy od człowieka, i to trzykrotnie. Raz z takim walczyłem. To był duży osobnik. Czarna sierść, żołte ślepia, blisko trzy metry wzrostu. Ja i Mird ledwo uszliśmy z życiem, ale pokonałem stwora. Na jego terenie, podczas pełni księżyca napewno będzie godnym przeciwnikiem.
Spojrzał na nieznajomego i powiedział:
- To zależy co masz na myśli.
///Dziękuje za zwrócenie uwagi///
-W niedalekiej jaskini do niedawna znajdowała się kryjówka bandytów. Ale ostatnio nie widać ich w tamtej okolicy. Może zginęli przy napadzie, może porzucili to miejsce, a może wydarzyło się tam coś jeszcze innego. Jako rzezimieszek pierwszej klasy słyszałem o ich wyczynach, więc niemal na pewno składowali tam jakieś kosztowności i bronie. Sam nie chcę się tam zapuszczać, wiec proszę was o pomoc. Zyski możemy podzielić po równo.
Konto usunięte
//zobaczyłem twojego posta dopiero po napisaniu mojego, i już nie wiedziałem, jak go zmienić, coby zwrócić w nim na ciebie uwagę//
- Hmm, brzmi interesująco. Ja się na to piszę!
-Świetnie. Kompan także idzie? A przy okazji - mam na imię Duncis.
Konto usunięte
- Ja jestem Aravil. Miło poznać.
- Możesz mi mówić Walon. A to jest Mird *wskazał na zwierzaka.* Możemy się wybrać, ale kiedy wyruszamy?
-Najbezpieczniej byłoby penetrować jaskinię w nocy, więc wypadałoby wyruszyć przed zmierzchem. Może być dziś, może być jutro. Mało ludzi wiedziało o kryjówce, ale i tak nie chciałbym zostać uprzedzony.
- Dobrze, ale Ty skąd o niej wiesz?
Konto usunięte
- Dziś raczej nie... Dopiero co wróciłem po plądrowaniu zamku razem z Walonem, chciałbym trochę odpocząć.
Uśmiechnął się
-Lubię wiedzieć, co dzieje się dookoła. Wszędzie pałęsają się jacyś samozwańczy bohaterowie bez krzty rozumu, co rzucają się na wroga gdy tylko go zobaczą, a wystarczy powęszyć trochę, poszpiegować i czekać na dobry moment. Po za tym mam... pewne powiązania. Jutro o tej samej porze będę tu na was czekać. Jeśli stchórzycie, pójdę sam.
- Kto jak kto, ale ja nie stchórze. Przeżyłem tyle, że już nic mnie nie zaskoczy.
-Dobrze wiedzieć. Widzimy się jutro - powiedział, po czym poszedł zamówić coś do jedzenia.
- Karczmarzu czy nie wiesz gdzie można kupić jakiś dom lub mieszkanie?
Właściciel
///HubaBuba1001 wciąż czekam aż opiszesz mi wygląd lochów dla mojego krasnala ;-;///
Tymczasem paladyn został ze Stratumem na wypadek gdyby ktoś próbował zakraść się do obozu, albo wykraść.
//Prosze bardzo Gniocie ;-;
Loch w tym zamku nie były imponujące. Było tam wilgotno i zimno. Przy ściaie leżał szkielet. Było tam też kilka beczek i skrzynek, ale uwage przyciągała czarna skrzynia. Była oparta o ściane, szeroka na metr i wysoka na dwa. Pokrywały ją różne zdobienia, które przedstawiały sceny z bitew, krzyczących i umierających ludzi. Jednym słowem Apokalipse.
Po spędzeniu ostatniego dnia w ciszy, Duncis przysiadł przy barze, zmówił piwo i zaczął czekać na Aravila i Walona.
Walon i jego zwierz dosiadli się do Duncisa.
- A więc ruszamy?
Konto usunięte
Tymczasem do Karczmy wszedł również Aravil.
- Witajcie, towarzysze. (//to zabrzmiało jak powitanie w ZSRR//) To jak, ruszamy na tą wyprawę?
-Wiec możemy ruszać. Zabierasz "zwierzaka"? - spytał się Walona
- Mird był ze mną cały czas. Razem walczyliśmy, mordowaliśmy i łupiliśmy. Tak. Idze ze mną.
-Dobrze. Poprowadzę was, to nie zajmie długo. - powiedział, po czym zarzucił kuszę na plecy i wyszedł z karczmy.
//Zrobić skipa, zaczekać na GMa czy co? Nowy jestem jak coś//
//Czyli mam uprawnienie doprowadzenia narracji w pewnym stopniu? OK//
Nieco przed północą dotarli do wejścia niewielkiej jaskini. Duncis zapalił pochodnię, a do wolną ręką chwycił sztylet.
-To jak, ktoś zostaje na czatach?
Konto usunięte
- Po co? Jeśli ktoś jest w środku, to przyda się nas trzech.
-Jak zwykle nieroztropni... Ale może i masz rację. Chodźmy.
W środku nie było nic nadzwyczajnego, poza prowadząca w dół szczeliną i przymocowaną liną. Na dole było ciemno, ale dało się dojrzeć dno.
-Nie wiem jak wy, ale ja nie jestem ani wojownikiem, ani akrobatą.
Konto usunięte
- Ja jestem przynajmniej tym pierwszym, ale akrobata ze mnie żaden.
- Jak widze znów wypada na mnie.
Zaczyna się opuszczać na linie.
- Duncis spokojnie. Zostawiłem Mirda na czatach.