-Dobrze wiedzieć. Oby nie miał zbyt dobrego słuchu - powiedział, po czym rzucił mu pochodnią w twarz i błyskawicznie zamachnął się sztyletem na Aravila.
Zrobił unik i zszedł z lini na twardy grunt. Wyjął szble i zagwizdał na Mirda, który natychmiast przyszedł.
- Nie masz szans. Nas jest trzech, a Ty jeden.
//Zrobił unik na linie... trochę to naciągane, ale niech będzie//
-Ja jestem teraz w mroku, czyli na swoim terenie, a ty na dole.... z paroma entriolami o ile się nie mylę. Takie duże insekty. Mało znane. - odpowiedział, po czym wyprowadził pchnięcie w żebra Aravila.
//Ciiii ;-;
- Chędoż się!
Wyjął topór. Z toporem w jednej ręce i z szablą w drugiej zaatakował te.... insekty.
//Powiesz ile ich tam jest?
// ;-;
Walon schował topór i z szablą w jednej dłoni zaczął się wspinać na góre.
Konto usunięte
Aravil uniknął ciosu i wytrącił przeciwnikowi sztylet z ręki.
- O ty sku*wysynu... - rzekł i rzucił się na niego z wyjętym mieczem.
-Dość komplementów - odrzekł, po czym wykonał szybki unik i podciął przeciwnikowi nogę, przez co ten poturlał się w stronę szczeliny i ledwo zdołał się chwycić.
Konto usunięte
Aravil zdążył jednak złapać wroga za nogę i wciągnąć go za sobą. W locie wyciągnął go przed siebie i walnął nim o ziemię.
//Dobra edytuje. Załóżmy, że wszyscy jesteśmy na dole.
Walon wyjął szable i razem z Mirdem szedł w kierunku Duncisa chcąc go zabić.
-Idioto! Teraz nas zjedzą zanim zdążymy wejść na górę! Lina nie utrzyma więcej niż jedną osobę z ekwipunkiem.
Entriole zbliżały się szybko zaalarmowane hałasem w nadziei na posiłek.
-Niedaleko musi być jakaś skalna półka. Puśćcie mnie, a może przeżyjemy wszyscy.
//Zwierzak jest na górze.
- Mamy Ci znowu zaufać? Wole zginąć.
-Uwierz mi, że nie chcesz. Albo pochodnia zgaśnie, albo te owadzie móżdżki w końcu ocenią sytuację prawidłowo - tak czy owak zjedzą nas w całości. Widzę w ciemności lepiej niż wy i bylem tu wcześniej. - poinformował ich, po czym oświadczył uroczyście - Daję słowo zabójcy, że nie zabiję was w przeciągu następnej doby.
- Aravil co Ty na to? - zapytał towarzysza.
Konto usunięte
- Wolę już mu zaufać... Ale jeden fałszywy ruch, a ja już się upewnię, że zginiesz! - zwrócił się do Duncisa.
-Może być. Chyba nie mam nic złamanego... - wstał i się skrzywił - no może ze dwa żebra. Ale przeżyłem gorsze rzeczy. Wezmę pochodnię i spróbuję dojrzeć bezpieczne miejsce. Najlepiej będzie przemieszczać się przy ścianie. Jeśli znajdziemy półkę będziemy mogli utrzymać się do świtu. Czy ten twój zwierz Mird mógłby, nie wiem, zaalarmować kogoś jakby jakiś sprzedawca kapusty przejeżdżał?
- Jeśli trzeba mógłby nawet do Karczmy pobiec.
To powiedz mu, żeby coś takiego zrobił. Szybko! - zdawał sobie sprawę, że czas był cenny.
- Mird! Akin do Iwa!
Zwierzak natychmiast wybiegł z jakini i skierował się do Karczmy pod Historią.
-Imponujące. Dobra, ruszamy
Szli niemal przylegając do ściany. Duncis przez cały czas dmuchał na pochodnię, która powoli przygasała. Po pewnym czasie dojrzał docelowe miejsce.
-Plan jest taki: rzucę pochodnię w mrowię, przez chwilę będą zdezorientowane, a wtedy pobiegniecie tuż za mną. Kiedy wespniemy się na półkę, bronimy się wszystkim co mamy - objaśnił, po czym dodał - tylko nie próbujcie mnie potem zepchnąć na dół.
- NIech Ci będzie, ale nie próbuj żadnych sztuczek.
Tymczasem do Karczmy wbiegł Mird i zaczął szczekać i wyć szukając Karczmarza.
Nie chowam niczego w rękawie - rozłożył ręce, żeby to zaprezentować - Dobrze... biegniemy!
Rzucił pochodnię w najbliższego insekta i wszyscy trzej zaczęli biec. Po chwili występ w skale stał się widoczny dla wszystkich. Dwaj wojownicy wspięli się bez trudu, ale żebro Duncisa utrudniało podciągnięcie się.
Walon zastanawiał się co zrobić. Wachał się czy pomóc zdrajcy.
Tymczasem w Karczmie Mird próbował pociągnąć Karczmarza i coś mu pokazać. Nadal wył i próbował wyprowadzić go z Karczmy.
Konto usunięte
Aravil podciągnął Duncisa
- Walon, ku*wa, co ty robisz? Obiecaliśmy go nie zepchnąć, to mu pomożemy!
-To co? - wysapał - Mam zacząć strzelać do nich z kuszy, czy poczujecie się zagrożeni?
- NIe gadaj! Działaj!
Wyjął łuk i strzałe i posłał ją w kierunku najbliższego owada.
Dobył kuszy i zaczął wystrzeliwywać bełty z zadziwiająca szybkością.
-Nie mam wiele amunicji, ale przy odrobinie szczęścia zrezygnują zanim wybijemy pół roju. Potem musimy już tylko czekać.
//darcus pls ;-;
Walon nadal strzelał z łuku do insektów.
Mird warknął na Karczmarza i nie wiedząc co robić stanął i wprężył się jak struna wskazując jaskinie, w której był Walon.
Tymczasem w jaskini
-To co konkretnie ten twój zwierzak ma zamiar zrobić? - spytał Duncis, po czym kopnął jakiegoś entriola z zamiłowaniem do wspinaczki - Bo siedzimy tu już dość długo.
Właściciel
///Nigdy nie widziałem tak szybkiego psa. + pojeało was żeby pisać w takim tempie? Ja tu jestem na grillu a wy tu 60 postów na dzień dobry.///
Karler widząc stwora ///który opisany był na poprzedniej stronie/// dobył miecza i spojrzał na bestię.
- A to cóż za kreatura? - zawołał. Stratum też powoli wstał i wyciągnął także swój miecz.
Tymczasem ///a dokładniej nieco później bo scena z potworem dzieje się nieco wcześniej./// z podziemia asasynów wyszedł Nei'qul i widząc psa i Karczmarza spojrzał na obu.
- A tu co się znowu odpiernicza? - spytał zdziwiony.
//Nie ułatwiasz mi.
Mird zawył żałośnie, pobiegł do pokoju Walona i przyniósł jego torbe. Postawił ją przed Axem i spokojnie usiadł.
Mird warknął wściekle i pokazał kły. Potem odniósł torbe i pobiegł z powrotem do jaskini, w której był Walon.
Właściciel
///Mi się nie chciało pisać bo grałem w Starbounda ._.///
Stratum spojrzał na leżącego paladyna a następnie na stwora.
- Jeszcze ciebie nam tu brakowało. - powiedział czekając na jego ruch, Karler próbował powoli wstać.
Nei'qul widząc wybiegającego psa wzruszył ramionami i usiadł na stole po czym zaczął przekładać w rękach swój sześcian w zamyśleniu.
Właściciel
///Dobrze że powiedziałeś o tym że bierze zamach bo "wystawił łapę za plecy" brzmi niezrozumiale///
Stratum najszybciej jak potrafił odskoczył w bok trzymając mocno miecz żeby go nie upuścić. Karler wstał i podniósł swój miecz następnie rzucił się na potwora - który był do niego tyłem bo zamachnięciu się na Stratuma.
///Myślisz że mnie stać na Starbounda? z neta pobrałem - nie, nie z torrentów bo mi się zepsuły :v. Całą kasę jaką mam wydaję bo ulepszenie komputera i książki :v.///
Właściciel
Karler zaczął się cofać po nieudanym ataku a Stratum odczołgał się na tyle na ile zdążył.
Właściciel
Stratum osłonił lewą ręką głowę tak żeby zostać zranionym jak najmniej. Karler podbiegł i skoczył szybko na stwora z swoim mieczem.
Właściciel
Karler odsunął się szybko żeby nie oberwać. Stratum zasłonił sobie zranione okolica oka i wycelował mieczem - który trzymał w prawej. - w klatkę piersiową bestii.
Właściciel
Stratum zmęczony i ranny oparł się głową o kamień.
- Co to była niby za abominacja? - zapytał zmęczony paladyn.
- Nie wiem, ale pazury miało ostre.
- Ciekawe gdzie wcięło resztę... - rozglądnął się mocno zmęczony Karler.