Właściciel
Po chwili do Karczmy wkroczył Karler, dość wysoki paladyn w srebrnym wyczyszczonym pancerzu, na plecach miał długi dwuręczny miecz, a twarz była zasłonięta przez hełm. Podszedł do nich.
- Rozumiem że to z wami miałem się spotkać? - spytał spoglądając to jednego, to na drugiego.
//Załóżmy, że moja postać kupiła co trzeba//
Walon i Mird wrócili ze sklepu. Mężczyzna podszedł do karczmarza.
- Daj piwa i mięsiwa, jeśli są.
Zapłacił i usiadł przy swoim stoliku razem z zwierzem.
Właściciel
Paladyn spojrzał na darcusa i usiadł z nimi bez słowa.
Właściciel
- Śmiercią, a mamy dowiedzieć się czym są te stworzenia które zaatakowały las.
Właściciel
- Jasne że tak. - odparł od razu Kerlar.
Właściciel
- Tylko tego jednego - wskazał na Darcusa. - Nie polecam ci z nim zaczynać, jeśli chodzi o moje zdanie. Reszty nie kojarzę.
Właściciel
Stratum ruszył za nią.
- Jesteś zbyt pewna siebie.
Tymczasem Karler spostrzegł kobietę i mężczyznę którego od razu poznał bo zbroi.
- Spójrzcie, to ten cały dowódca poświęconych, co on tu do cholery robi? I ta kobieta... - zaczął Karler cicho potrząsając ramieniem darcusa i wskazując mu dwójkę osób.
Właściciel
W momencie kiedy Stratum z Victorrią byli blisko nich Stratum spojrzał na Victorię nie wiedząc czy to aby dobry pomysł, wybrał jednak słaby moment, w momencie kiedy spojrzał na nią zahaczył nogę o korzeń drzewa i wleciał prosto w grupę idącą kawałek przed nimi, wylądował tak że paladyn - jako iż miał ciężki pancerz i trudno było mu utrzymać równowagę wywrócił się lądując na pełznącym obok Sai-Heshu. Cała scena wyglądała nieco komicznie.
Właściciel
Karlerowi jako pierwszemu udało się wygrzebać z tej zgrai. Szybko wyciągnął miecz i spoglądnął na Victorię.
- Nawet nie próbuj!
Właściciel
Stratum złapał paladyna za nogę i wywrócił, miecz wylądował na ziemi. Zaczęli się szarpać, paladynowi udało się go odepchnąć i szybko wstać, następnie zasadził mu kopa w brzuch.
- No dalej! Wstawaj, zdrajco! - Stratum na te słowa wstał.
- Zdrajco?! To wy nie potraficie dogadać się z orkami, zresztą się nie dziwię skoro macie w armii takich ludzi jak ty.
- No to teraz przesadziłeś. - Karler rzucił się na Stratuma przygniatając go do drzewa, miał znacznie więcej siły niż poświęcony. Popchnął go tak żeby ten się wywrócił, następnie sięgnął po swój miecz i uderzył w nogi wstającego Stratuma - mimo iż zrobił to tępą stroną ostrza. - z taką siłą że metal wgniótł się a Stratum padł na jedno kolano. Próbował go chwycić za nogi jednak Karler zrobił ruch mieczem i przybił mu nim dłoń do ręki. - No dalej wstawaj! Walcz jak mężczyzna!
- Tacy żeście honorowi ale leżących to kopiecie.
- No dobra. - paladyn wyjął miecz z ziemi i ręki Stratuma i stanął kawałek od niego z mieczem na ramieniu. Stratum wstał powoli i próbował wbiec w paladyna jednak ten chwycił go w taki sposób że jedną ręką trzymał go mocno a drugą przykładał swój - dwuręczny mimo wszystko - miecz do gardła. - A teraz lepiej odłóż ten nóż albo twojemu koledze stanie się krzywda.
Właściciel
Karler puścił Stratuma i popchnął go na ziemię z impetem.
Właściciel
- Emm... - Stratum spojrzał na Victorię. - Ja tu tylko jestem towarzyszem, to do niej się zwracaj.
Konto usunięte
Tymczasem Aravil udał się do karczmy i podszedł do Walona.
- Aktualnie nie mam nic do roboty, a ponoć wyruszasz na jakąś wyprawę. Dałoby się dołączyć?
Właściciel
Stratum przyglądał się całej akcji z zaciekawieniem, oparł się o drzewo, Karler cały czas obserwował go gotowy dobyć broni w razie gdyby czegoś spróbował.
Tymczasem z podziemnej siedziby do Karczmy wszedł Akryl - ten szkielet jakby ktoś nie pamiętał. Gdyż kilka dni temu akurat jak nikt nie patrzył dotarli do Karczmy i zostali wraz z Ebonem pod nią na czas aż Akrylowi odrośnie jego koścista noga. Reszta która wcześniej tutaj nie bywała mogła się zdziwić na widok chodzącego żywego szkieleta po Karczmie jakby nigdy nic. Akryl podszedł do Karczmarza.
- Słuchaj no, nie wiesz gdzie mogę zdobyć jakiś dobry miecz? Swój straciłem pod wieżą Xardasa a nie mam aktualnie czasu żeby tam iść.
Spojrzał na Arvila.
- Tak możesz dołączyć. Jeśli jesteś gotów to możemy wyruszyć natychmiast.
Konto usunięte
- Więc ruszajmy. - rzekł Aravil.
- W takim razie ruszamy.
Zabrał całe zapasy i razem z Mirdem, Oghrenem i Arivalem udali się do zamku na mapie znalezionej przez Walona. Ruszyli na południe.
//Zrobie już ten przeskok w czasie.
Cała trójka dotarała na miejsce. Zamek robił wrażenie. Wielka budowla wykonana z czarnego kamienia, otoczona fosą. Mimo częściowego zniszczenia nadal prezentowała się świetnie. Most zwodzony był opuszczony więc Walon powiedział:
- Chodźmy. Mird zostanie i popilnuje zapasów, a my przeszukajmy ten oto zamek. Nie jestem pewny czy wszyscy wrócimy więc jeśli ktoś chce może sie wycofać.
Wyjął szable i ruszył w kierunku mostu.
Konto usunięte
Aravil poszedł tuż za towarzyszem z wyciągniętym mieczem.
Właściciel
- Ha! - zawołał Oghren. - Krasnoludy się nie wycofują. - wyjął swój topór i ruszył za Walonem.
- Cieszy mnie wasz entuzjazm!
//Czy tylko darcus może dodać jakieś potwory czy tego typu rzeczy czy ja też moge?
Właściciel
///Tia, takich już za dużo///
Akryl spojrzał na Karczmarza.
- No dobra, skoro nie mam wyjścia to może być i od ciebie.
//Zrozumiałem i zapamiętam na przyszłość.
- Powiem Wam, że zachodnia część tego zamku to kompletna ruina. Możemy sprawdzić tylko lochy lub górne piętro we wschodniej części. A więc jaka decyzja?
Konto usunięte
- Lochy raczej nie kryją ciekawych rzeczy. Jakieś trupy, czy coś w tym stylu. Raczej wybrałbym drugą opcje. - rzekł Aravil.
Właściciel
- Idźmy tam gdzie jest większa szansa że spotkamy coś czemu można skopać porządnie dupę.
Właściciel
A Akryl ruszył tuż za nimi.
- Więc najpierw pójdźmy na góre. Potem zejdziemy do lochów.
Poszedł schodami na góre. Były tam tylko jedne drzwi. Spróbował je otworzyć. O dziwo udało się. W pokoju było tylko kilka szafek z książkami, a także małe okno i drzwi. Na drzwiach był mały znak w kształcie nietoperza. Walon zastanowił się chwile i w końcu nacisnął znak. Na początku nic się nie działo, ale potem dzwi nieznacznie się poruszyły i w końcu odsunęły ukazując pomieszczenie wyglądające jak połączenie zbrojowni i skarbca. W rzędach, przy ścianach stały młoty, włócznie, miecze i topory, a na szafkach leżały kusze, łuki, bełty i strzały, a także szkatułki i sakiewki wypełnione złotem i klejnotami. W końcie stały zakóżone zbroje i posągi ,,patrząc" na przybyszów.
- Ha! No to znaleźliśmy prawdziwy skarb, panowie!
Konto usunięte
- No no, takich rzeczy nie znajduje się codziennie! - rzekł Aravil z podziwem - Ale jak my to wszystko zabierzemy?
Właściciel
- Łuhu! Tylko coś tu nie gra, jakim cudem nikt przez tak długi czas jeszcze tego nie zabrał?
- Nie damy rady zabrać wszystkiego. Weźmy narazie tylko kosztowności, a po reszte wrócimy potem.
Walon podszedł do pierwszej szafki i zabrał jedną z sakiewek. Nagle coś poruszyło się w rogu pomieszczenia. Posągi rycerzy i ich zbroje były najwidoczniej obłożone klątwą, bo te przedmioty wstały, zabrały broń i ruszyły w kierunku przyybyszów.
- No Oghren! Masz swoje dupy do kopania.
Konto usunięte
Aravil złapał jeden z młotów stojących obok niego i ruszył do walki. Przywołał też 3 demony, na wszelki wypadek. Zaczął okładać posągi młotem, które okazały się dość wytrzymałe.
Walon wyjął topór i udeżył nim najbiższy posąg. Ten upadł z rozłupaną głową. Mimo to pozostałe posągi i zbroje nadal atakowały. Zniszczył jeszcze jeden posąg i rzucił toporem niszcząc kolejny. Nie mógł użyć łuku, bo było za mało miejsca. Wyjął szble z czarnego minerału i wymamrotał coś pod nosem. W zbroje i posągi zaczęły udeżać pioruny z czerwonego klejnotu z szabli Walona. Ten atak pozbył się większości przeciwników, ale kilku nadal atakowało wojowników.
Konto usunięte
Demony Aravila również nie próżnowały, niszcząc kilka ostatnich posągów. Po walce demony zniknęły, a sam Aravil powiedział:
- No, nieźle. Ciekawe, co nas tu jeszcze spotka. Zabierajmy złoto i spi***alajmy stąd w podskokach, po resztę wróci się kiedy indziej.
- Masz racje. Wycieczke do lochów możemy sobie odpuścić.
Zabrał 1/3 kosztowności, a reszte pozostawił Arivalowi i Oghrenowi.
Właściciel
Oghren zaczął przyglądać się stojącym toporom.
- Niby nic złego ale w porównaniu do mojego toporu, to to prawdziwy złom.
Tymczasem Akryl bez słowa ruszył za Axem do kuźni.