Właściciel
Elisif usnęła także niedługo po niej.
Tymczasem Zaraza wykonał na tyle daleki skok że udało mu się złapać biegnącego Masila na nogi, ten wywrócił się a kula potoczyła się po drewnianej podłodze pokoju w którym się znajdowali.
- Puść mnie!
- Najpierw coś sobie wyjaśnimy przeklęty pierdzielu! - Zaraza próbował przytrzymać Masila który próbował się wyszarpać. Zaraza w końcu zdenerwował się i uderzył go pięścią w twarz, Masil przestał się wyrywać za to złapał się za nos z którego zaczęła cieknąć mu krew. Zaraza puścił go i wstał.
- Czego chcesz? - spytał Masil leżąc trzymając wciąż swój nochal.
- Ja?! - wrzasnął Zaraza. - Czego ty chcesz?! Nie po to tyle męczyłem się o to żeby odebrać tę kulę temu pieprzonemu nekromancie żebyś teraz ty mógł mi ją zabrać! - Masil chciał wstać ale Zaraza zasadził mu kopa prosto w brzuch. - Leż! Najpierw trochę mi wytłumaczysz zanim pozwolę ci się choćby ruszyć, rozumiemy się?!
- Emm... - Zastanawiał się chwilę po czym dostał drugiego kopa, tym razem w udo. - Aww! Dobra! Tylko przestań.
- Świetnie - powiedział Zaraza ścierając pot z czoła. - Zacznijmy od początku, kim ty do ku*wy jesteś?!
- Dziwnie, myślałem że mnie poznasz... Tym bardziej skoro współpracujesz z Darcusem, nazywam się Masil.
- To ty... Albo twój klon...
- Wytłumaczył bym się ale wiem że i tak mógłby powiedzieć to każdy klon, mniejsza.
- Dobra, teraz wytłumacz czemu próbowałeś mi zwędzić tą kulę sprzed nosa?
- Jak myślisz, po co Xardasowi mogłaby się ona przydać?
- Nie mam pojęcia, mógłby zniszczyć cały wymiar bo... Nie mam pojęcia! Ten koleś to szaleniec!
- Ehh... Zacznijmy od tego, że to zdobył tą kulę ponieważ miał mi ją dostarczyć. Ona jest mi, potrzebna.
- Że co? - zdziwił się Zaraza. - Na cholerę ci ta kula?!
- Zacznijmy z innej strony, wiesz gdzie się znajdujemy?
- Nie mam pojęcia.
- To, mój wymiar, powstał... Emm, nie specjalnie. Znaczy przynajmniej nie miał wyglądać tak jak wygląda. Teraz muszę to naprawić, i na stałe pozbyć się wszystkich tych przeklętych klonów, oraz innych rzeczy, które tu chodzą.
- Innych, rzeczy?
- No, na przykład widziałem tutaj jakiś czas temu trójkę dziwnych osób, jedna z nich to było elfka, poza tym człowiek zrobiony z kamienia, i jakiś, no nie wiem, dziwny duży koleś. Chyba się zgubili, na szczęście znaleźli trochę cytrusowych ziemniaków więc nie zmarli z głodu.
- Cytrusowych... Zresztą nie ważne, czyli rozumiem że zamierzasz zniszczyć swój wymiar tak?
- Nie, a przynajmniej póki mam inną możliwość, myślę że mógłbym użyć tej kuli w taki sposób żeby nie zniszczyła wymiaru, a naprawiła go, żeby był taki jakim stworzyć go chciałem.
- Jak zamierzasz to zrobić?
- Ehh, gdzieś w tym wymiarze istnieje miejsce od którego jego tworzenie się zaczęło, muszę teraz to miejsce znaleźć, wtedy będę mógł spróbować skorzystać z kuli w mniej destrukcyjny sposób, jeśli to nie zadziała, to po prostu zniszczę ten wymiar i po problemie. Więc jak, mogę już wstać?
- Niech będzie. - Zaraza podał mu rękę i pomógł wstać Masilowi z drewnianej podłogi. - Jak zamierzasz trafić do tego miejsca?
- Nie mam pojęcia, ten wymiar ciągle się powiększa... Zmienia kolejność, nic nie jest w nim takie jakie powinno. Jednak wydaje mi się, że będę potrzebował twojej pomocy.
- Nic nowego, no dobra, jak mam ci pomóc?
- Co najważniejsze, będziesz musiał mi pomóc w obronie przed moimi klonami, nie mam pojęcia w jaki sposób mogły by użyć kuli ale z pewnością któreś będą próbować ją zdobyć, albo po prostu nas zabić. Poza tym myślę że jeśli chcemy jakoś tam dotrzeć musimy znaleźć tą trójkę, jeśli jeszcze żyje, przyda się ich stąd wyprowadzić w razie gdybym musiał ten wymiar zniszczyć, poza tym może udało im się trafić na cokolwiek co pomogło by trafić do miejsca którego szukamy. - W tym momencie grawitacja się zmieniła, Zaraza, Masil oraz kula spadli na sufit, Zaraza rozglądnął się zdezorientowany.
- Co się właśnie stało?
- Już ci mówiłem, tu nic nie działa tak jak powinno, dobra bierz kulę i idziemy.
- Czekaj, jak odróżnię cię od klonów gdybyśmy się zgubili?
- Mam na szyi ten amulet - wskazał na amulet wilka, identyczny jaki nosił Geralt z Rivii.
- Skąd to wziąłeś?
- Nie wiem, znalazłem gdzieś w tym wymiarze, co za różnica skąd się tu wziął? To jak? Idziemy? - Zaraza miał jeszcze powiedzieć coś na temat tego jak ma wziąć tą kulę skoro razi mocą, po czym przypomniał sobie to co właśnie Masil mówił, podniósł kulę, poczuł zapach pieczonego placka, po czym ruszył za Masilem po suficie.
Tymczasem Stratum siedział właśnie w jednym z większych orkowych miast, czekał na ludzi których wysłał przy przekraczaniu granicy pustyni, siedział tutaj z sporą częścią swoich ludzi, mniej więcej 1/3. Reszta rozeszła się do innych małych wiosek, miast, i innych takich rzeczy. Miasto nazywało się Trhe-Ktra i znajdowało się w zachodnio-centralnej części Varantu.
W międzyczasie do Karczmy wszedł jakiś człowiek w błękitnej szacie, kiedy wszedł, w Karczmie od razu zrobiło się chłodno, podszedł to Nei'qula który siedział przy jednym ze stolików i jadł zupę zamówioną przed chwilą u Karczmarza.
- Witaj, kocie, słyszałem że masz przy sobie pewną... Księgę. - jego głos brzmiał niczym lekki zimowy powiew, ściszony, jednak niezbyt potulny, mimo iż zaczął niewinnie, to można było wyczuć że to nie zwykły pielgrzym czy inny alchemik.
- Księgę? Owszem, mam wiele ksiąg, chcesz się dowiedzieć jak dobrze przyprawić mięso horkera? Czy może szukać informacji na temat zaklęć iluzji?
- Nie, to pewna, oryginalna księga. Jedyna w swoim rodzaju, jest oprawiona skórą czarnego trolla. Co ważne, jest zamknięta, zaznaczona pewną lodową pieczęcią. - Nei'qul zrozumiał o jaką księgę mu chodziło, co prawda nie wiedział co w niej jest, ale wyczuł że ten człowiek nie użyje jej w przyjaznych celach.
- Przykro mi... Nie posiadam niczego takiego... - skłamał Khajiit.
- Nie kłam, wyczuwam ją w tym... Twoim sześcianie... Chcę ją kupić. - powiedział stanowczo.
- Dobrze... Ale... Kupiłem ją za tysiąc septimów. - zaczął Nei'qul, miał nadzieję że ten człowiek nie ma przy sobie wielu pieniędzy, jednak w tym momencie mag wyjął sporą sakwę z właśnie taką wartością.
- Ale w międzyczasie jej koszt podrożał... - mag wyjął kolejne 1000 septimów. Khajiit przełknął ślinę. - Ale jednak ja muszę trochę za nią zarobić, w końcu to nie zwykła książką... - mag po raz kolejny wyjął sakwy, teraz razem miały wartość 5 tysięcy.
- Tyle wystarczy? - zapytał trochę już znudzony tymi podchodami człowiek.
- Wystarczyłoby... Ale... Wiesz, chyba jednak nie jest na sprzedaż... Pomyślałem właśnie że chętnie zostawię ją sobie na pamiątkę...
- Dawaj ją! - Wkurzył się mag i uderzył pięścią o stół, Khajiitowi przeszły po plecach ciarki.