Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem obok Oghrena znikąd spadła kupa kamieni oraz ożywieniec.
- Co do cholery?! - wrzasnął zdziwiony Oghren - który jakby ktoś nie pamiętał wciąż ćwiczył przy zamkniętej głównej bramie do królestwa krasnoludów. Ożywieniec wstał powoli, Oghren podszedł do niego wkurzony i skrócił go o głowę. - Nie ma straszenia mnie przeklęty trupie! - po chwili założył topór na plecy i rozejrzał się. - Skąd on się tu na wszystkie brody wziął?

///Post opisujący co się dzieje tam gdzie jest Masil i Zaraza opiszę niedługo.///

Avatar Gniotek7
Właściciel
///przypomniała mi się reklama wody Vitotas ._.///
Siedziała na kolanach Elisif w Karczmie, Elisif powoli usypiała i przestraszyła się, zdziwiona spojrzała na dziecko.
- Co się stało? - spytała zdziwiona, bardziej siebie niż samego dziecka.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif zdziwiona przyglądała się jej.
- Coś się stało? Chce ci się jeść? A może chcesz spać?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Hmm... Może się czymś skaleczyłaś? - podniosła je lekko w powietrze i zaczęła oglądać.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif spojrzała na nią zszokowana.
- Ty... Ty to robisz?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Owszem, ale... Po prostu... Zdziwiło mnie to... Mogłaś jakoś... No nie wiem... Ostrzec mnie jakoś przed tym?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie, to raczej moja wina, byłam śpiąca, jestem trochę zmęczona.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie, nie ma problemu, tylko może... Przeniesiemy się do mojego pokoju? - Elisif nie zwróciła uwagi na Axa, była zmęczona po dłuższym czasie bez spania, oczy jej się kleiły.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif przybliżyła ją do siebie tak że jej głowa znajdowała się przy jej szyi, następnie wstała i poszła do swojego pokoju.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Poczekaj chwilę. - Elisif położyła dziecko na chwilę na łóżku, po czym zdjęła z siebie ubranie i położyła się przytulając Vitę pod kołdrą. - Od razu lepiej... - odetchnęła głośno i zamknęła oczy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Właściwie nie wiem za co - odparła Elisif wciąż z zamkniętymi oczami. - wydaje mi się że postąpił by tak każdy, kto ma trochę serca.

Pragnę też wspomnieć że Elisif miała na sobie wciąż bieliznę żeby nikt nie rzucił mi się do gardła jak pewien osobnik przed chwilą.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Masz rację. - Elisif pogłaskała lekko Vitę po głowie ///bosz to brzmi jakby była psem ;-;/// - Właściwie, jak to się stało że się tam znalazłaś? Dalej tego nie rozumiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Mogę, mogę to chyba uznać ca komplement. - uśmiechnęła się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie wiem... Chociaż w sumie to myślę że gdyby Kate mogła z tobą porozmawiać to podziękowała by ci za całą naturę jaką stworzyłaś. Tak więc dziękuję ci w swoim i jej imieniu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dobrze, pozwolisz teraz że trochę odpocznę, długo już nie spałam.

Avatar
Konto usunięte
//dobra, wbijam//
7. Dywizjon stacjonował właśnie w północnej części Myrthany. Aravil, jego kapitan, utrwalał właśnie swe umiejętności bojowe (czyt. napi**dalał manekina), gdy jeden z szeregowych poprosił go o przyjście.
- O co chodzi? - spytał nieco oburzonym tonem.
- Przed chwilą przybył kurier, który przyniósł rozkazy - rzekł rozmówca.
Aravil zaczął czytać list:
- "Aravilu, ty, oraz twój oddział musi przenieść się na południe. Nasz wróg, elfowie z Naskarr, rozlokował tam wielu żołnierzy, coś musi być na rzeczy". Och, więc o to chodzi... Poinformuj resztę, zbieramy się na południe!
Szeregowy w mig pobiegł z informacjami. Następnego dnia byli już w połowie drogi, gdy napotkali duży oddział elfów. Na oko z 200 chłopa.
- DO ATAKU! - zakrzyknął Aravil i rzucił się w pierwszej linii. Rozgromienie wrogów nie przyniosło mu oraz jego podopiecznym żadnego problemu. Jego zwiększona tolerancja na ból, którą zdobył dzięki wielu odniesionym już obrażeniom, była wręcz nadzwyczaj przydatna. nie musiał w tej walce nawet korzystać z przywołania demonów.
- Phi, oni nazywają to wojskiem? - rzekł żartobliwie do swych ludzi, po czym 7. Dywizjon ruszył w dalszą wędrówkę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif usnęła także niedługo po niej.

Tymczasem Zaraza wykonał na tyle daleki skok że udało mu się złapać biegnącego Masila na nogi, ten wywrócił się a kula potoczyła się po drewnianej podłodze pokoju w którym się znajdowali.
- Puść mnie!
- Najpierw coś sobie wyjaśnimy przeklęty pierdzielu! - Zaraza próbował przytrzymać Masila który próbował się wyszarpać. Zaraza w końcu zdenerwował się i uderzył go pięścią w twarz, Masil przestał się wyrywać za to złapał się za nos z którego zaczęła cieknąć mu krew. Zaraza puścił go i wstał.
- Czego chcesz? - spytał Masil leżąc trzymając wciąż swój nochal.
- Ja?! - wrzasnął Zaraza. - Czego ty chcesz?! Nie po to tyle męczyłem się o to żeby odebrać tę kulę temu pieprzonemu nekromancie żebyś teraz ty mógł mi ją zabrać! - Masil chciał wstać ale Zaraza zasadził mu kopa prosto w brzuch. - Leż! Najpierw trochę mi wytłumaczysz zanim pozwolę ci się choćby ruszyć, rozumiemy się?!
- Emm... - Zastanawiał się chwilę po czym dostał drugiego kopa, tym razem w udo. - Aww! Dobra! Tylko przestań.
- Świetnie - powiedział Zaraza ścierając pot z czoła. - Zacznijmy od początku, kim ty do ku*wy jesteś?!
- Dziwnie, myślałem że mnie poznasz... Tym bardziej skoro współpracujesz z Darcusem, nazywam się Masil.
- To ty... Albo twój klon...
- Wytłumaczył bym się ale wiem że i tak mógłby powiedzieć to każdy klon, mniejsza.
- Dobra, teraz wytłumacz czemu próbowałeś mi zwędzić tą kulę sprzed nosa?
- Jak myślisz, po co Xardasowi mogłaby się ona przydać?
- Nie mam pojęcia, mógłby zniszczyć cały wymiar bo... Nie mam pojęcia! Ten koleś to szaleniec!
- Ehh... Zacznijmy od tego, że to zdobył tą kulę ponieważ miał mi ją dostarczyć. Ona jest mi, potrzebna.
- Że co? - zdziwił się Zaraza. - Na cholerę ci ta kula?!
- Zacznijmy z innej strony, wiesz gdzie się znajdujemy?
- Nie mam pojęcia.
- To, mój wymiar, powstał... Emm, nie specjalnie. Znaczy przynajmniej nie miał wyglądać tak jak wygląda. Teraz muszę to naprawić, i na stałe pozbyć się wszystkich tych przeklętych klonów, oraz innych rzeczy, które tu chodzą.
- Innych, rzeczy?
- No, na przykład widziałem tutaj jakiś czas temu trójkę dziwnych osób, jedna z nich to było elfka, poza tym człowiek zrobiony z kamienia, i jakiś, no nie wiem, dziwny duży koleś. Chyba się zgubili, na szczęście znaleźli trochę cytrusowych ziemniaków więc nie zmarli z głodu.
- Cytrusowych... Zresztą nie ważne, czyli rozumiem że zamierzasz zniszczyć swój wymiar tak?
- Nie, a przynajmniej póki mam inną możliwość, myślę że mógłbym użyć tej kuli w taki sposób żeby nie zniszczyła wymiaru, a naprawiła go, żeby był taki jakim stworzyć go chciałem.
- Jak zamierzasz to zrobić?
- Ehh, gdzieś w tym wymiarze istnieje miejsce od którego jego tworzenie się zaczęło, muszę teraz to miejsce znaleźć, wtedy będę mógł spróbować skorzystać z kuli w mniej destrukcyjny sposób, jeśli to nie zadziała, to po prostu zniszczę ten wymiar i po problemie. Więc jak, mogę już wstać?
- Niech będzie. - Zaraza podał mu rękę i pomógł wstać Masilowi z drewnianej podłogi. - Jak zamierzasz trafić do tego miejsca?
- Nie mam pojęcia, ten wymiar ciągle się powiększa... Zmienia kolejność, nic nie jest w nim takie jakie powinno. Jednak wydaje mi się, że będę potrzebował twojej pomocy.
- Nic nowego, no dobra, jak mam ci pomóc?
- Co najważniejsze, będziesz musiał mi pomóc w obronie przed moimi klonami, nie mam pojęcia w jaki sposób mogły by użyć kuli ale z pewnością któreś będą próbować ją zdobyć, albo po prostu nas zabić. Poza tym myślę że jeśli chcemy jakoś tam dotrzeć musimy znaleźć tą trójkę, jeśli jeszcze żyje, przyda się ich stąd wyprowadzić w razie gdybym musiał ten wymiar zniszczyć, poza tym może udało im się trafić na cokolwiek co pomogło by trafić do miejsca którego szukamy. - W tym momencie grawitacja się zmieniła, Zaraza, Masil oraz kula spadli na sufit, Zaraza rozglądnął się zdezorientowany.
- Co się właśnie stało?
- Już ci mówiłem, tu nic nie działa tak jak powinno, dobra bierz kulę i idziemy.
- Czekaj, jak odróżnię cię od klonów gdybyśmy się zgubili?
- Mam na szyi ten amulet - wskazał na amulet wilka, identyczny jaki nosił Geralt z Rivii.
- Skąd to wziąłeś?
- Nie wiem, znalazłem gdzieś w tym wymiarze, co za różnica skąd się tu wziął? To jak? Idziemy? - Zaraza miał jeszcze powiedzieć coś na temat tego jak ma wziąć tą kulę skoro razi mocą, po czym przypomniał sobie to co właśnie Masil mówił, podniósł kulę, poczuł zapach pieczonego placka, po czym ruszył za Masilem po suficie.

Tymczasem Stratum siedział właśnie w jednym z większych orkowych miast, czekał na ludzi których wysłał przy przekraczaniu granicy pustyni, siedział tutaj z sporą częścią swoich ludzi, mniej więcej 1/3. Reszta rozeszła się do innych małych wiosek, miast, i innych takich rzeczy. Miasto nazywało się Trhe-Ktra i znajdowało się w zachodnio-centralnej części Varantu.

W międzyczasie do Karczmy wszedł jakiś człowiek w błękitnej szacie, kiedy wszedł, w Karczmie od razu zrobiło się chłodno, podszedł to Nei'qula który siedział przy jednym ze stolików i jadł zupę zamówioną przed chwilą u Karczmarza.
- Witaj, kocie, słyszałem że masz przy sobie pewną... Księgę. - jego głos brzmiał niczym lekki zimowy powiew, ściszony, jednak niezbyt potulny, mimo iż zaczął niewinnie, to można było wyczuć że to nie zwykły pielgrzym czy inny alchemik.
- Księgę? Owszem, mam wiele ksiąg, chcesz się dowiedzieć jak dobrze przyprawić mięso horkera? Czy może szukać informacji na temat zaklęć iluzji?
- Nie, to pewna, oryginalna księga. Jedyna w swoim rodzaju, jest oprawiona skórą czarnego trolla. Co ważne, jest zamknięta, zaznaczona pewną lodową pieczęcią. - Nei'qul zrozumiał o jaką księgę mu chodziło, co prawda nie wiedział co w niej jest, ale wyczuł że ten człowiek nie użyje jej w przyjaznych celach.
- Przykro mi... Nie posiadam niczego takiego... - skłamał Khajiit.
- Nie kłam, wyczuwam ją w tym... Twoim sześcianie... Chcę ją kupić. - powiedział stanowczo.
- Dobrze... Ale... Kupiłem ją za tysiąc septimów. - zaczął Nei'qul, miał nadzieję że ten człowiek nie ma przy sobie wielu pieniędzy, jednak w tym momencie mag wyjął sporą sakwę z właśnie taką wartością.
- Ale w międzyczasie jej koszt podrożał... - mag wyjął kolejne 1000 septimów. Khajiit przełknął ślinę. - Ale jednak ja muszę trochę za nią zarobić, w końcu to nie zwykła książką... - mag po raz kolejny wyjął sakwy, teraz razem miały wartość 5 tysięcy.
- Tyle wystarczy? - zapytał trochę już znudzony tymi podchodami człowiek.
- Wystarczyłoby... Ale... Wiesz, chyba jednak nie jest na sprzedaż... Pomyślałem właśnie że chętnie zostawię ją sobie na pamiątkę...
- Dawaj ją! - Wkurzył się mag i uderzył pięścią o stół, Khajiitowi przeszły po plecach ciarki.

Avatar
Konto usunięte
Po kolejnym dniu męczącej wędrówki 7. Dywizjon dotarł w końcu do celu. Już z daleka widać było fortecę elfów, obstawiona przez łuczników.
- Poczekamy do wieczora i zaatakujemy - rzekł Aravil. Tak też się stało. Wieczorem zaatakowali. Wróg miał przewagę liczebną, ale oddział Aravila dawał sobie radę. Do czasu. Walka trwała bardzo długo, a w pewnym momencie 7. Dywizjon zaczął przegrywać. Widząc to Aravil, który również mężnie walczył w pierwszej linii (było to zresztą niespotykane, kapitanowie innych oddziałów zawsze trzymali się na tyłach), zaczął przywoływać kolejne demony, lecz one również na wiele się nie zdały. "Nie przegramy tego", powtarzał sobie w myślach. Nagle stało się coś niespodziewanego. Coś w nim pękło, a on sam uwolnił cały swój gniew. Jego oczy zapłonęły żywym ogniem. W furii zaczął wyżynać kolejnych wojów, nie zważając na przyjmowane ciosy. Jego podwładni, widząc to, zaczęli atakować z większą agresją, gdyż wierzyli, że im się uda. Po walce, która zakończyła się pomyślnie dla Aravila, jego żołnierze zabrali się za łupienie fortu, a on sam zaczął pisać list do dowództwa, by poinformować o pomyślnym przebiegu sytuacji. Nie mógł jednak wciąż zrozumieć, co stało się w czasie bitwy. Nigdy wcześniej nie udało mu się zrobić czegoś takiego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Zamknij się! - wrzasnął mag i rzucił soplem lodu w stronę Karczmarza, Khajiit chciał wstać, mag popchnął go a ten uderzył o stół i zleciał na podłogę. - Było robić tak jak mówiłem. - mag przywołał dwa lodowe atronachy a następnie rzucił się w stronę Khajiita.

Stratum znajdował się w danym mieście, było tam sporo Poświęconych, i kilka razy więcej orków, więc kobieta musiała albo przeczekać do nocy, albo wbić z buta jak ostatnio, Stratum siedział w głównym budynku, siedzibie orkowego generała i rozmawiali.

Avatar
Konto usunięte
Już tego samego dnia Aravil otrzymał odpowiedź, która brzmiała tak: "Wyśmienicie. Przejęcie tego fortu dało nam dużą przewagę, gdyż dzięki niemu jesteśmy o krok bliżej do miejsca, do którego Naskarr regularnie przewozi wojsko swymi statkami. Na razie nie macie żadnych rozkazów".
- A więc można się zabawić! - rzekł do siebie Aravil po przeczytaniu listu. Jego ulubioną rozrywką były pojedynki z tymi ludźmi ze swego oddziału, którzy chcieliby przejąć jego miejsce. Sam zdobył w ten sposób swoją rangę. Dla niego jednak nie liczył się wynik, a frajda podczas samej walki. Dowództwu takie praktyki nie przeszkadzały, gdyż chętnych do wojska było zawsze pełno w Karistanie. Tego dnia dostał jedno takie wyzwanie. Rzucił je pewien mag o imieniu Jarvan (//nie chciało mi się wymyślać tego, poza tym przyda się tylko do określania go inaczej niż "mag" w czasie walki//), który uważał, że jego umiejętności we władaniu ogniem dadzą radę Aravilowi i przywoływanym przez niego demonom. Obaj zawodnicy spotkali się na placu zdobytego fortu, gdzie zebrał się również cały 7. Dywizjon. Rozpoczęła się walka. Jarvan wystrzelił kilka kul ognia, z których Aravila trafiły tylko 3. Nie zrobiło to na nim większego wrażenia, gdyż potrafił wytrzymać nawet kilka ciosów od miecza. Aravil szybko podbiegł do maga i przyzwał demona, który przytrzymał przeciwnika za nogi. Wyprowadził 2 szybkie cięcia, które zakończyły pojedynek. Jeden cios pozbawił Jarvana prawej ręki, drugi zaś głowy.
- A tak dobrze radził sobie w walce z elfami...- rzekł Aravil z pogardą i zszedł z "ringu".

Avatar Gniotek7
Właściciel
Mag uderzył jakimś zaklęciem o stół które przywołało sporą mroźną falę, była ona tak mocna że zmroziła ogień, przeskoczył nad stołem i uderzył pięścią osłoniętą lodem w klatkę piersiową Khajiita. Następnie przywołał zaklęcie które przywołało śnieżycę, oślepiając sporą ilość asasynów.

Stratum siedział na małym drewnianym krześle, po drugiej stronie stołu na sporym orkowym tronie siedział ów orkowy generał.
- A więc twoi ludzie powinni wrócić w ciągu najbliższych kilku dni, tak?
- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to owszem. Musimy też wreszcie omówić sprawę spotkania z Bhor-gulem.
- Nie, na razie załatw swoją część umowy, potem zaczniemy myśleć o spotkaniu z nim, nie myśli się nad tym, póki nie będzie się pewnym że można się z nim spotkać, Mora.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Orkowy generał wstał od razu i wyjął swój topór
- Skąd się tu wzięłaś Mora?! - wrzasnął.
- Czekaj. - powstrzymał go ręką Stratum, który również wstał, spojrzał na nią. - Naprawdę dziwne, skoro się tu dostałaś to najwyraźniej ci zależało na zobaczenie Stratuma, dziwne że się zorientowałaś w takim razie, że to ja, jestem Stratum.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Normalnie używałbym ironii, ale mylisz się, to ja jestem Stratum, jeśli pamiętasz mnie inaczej, to masz problemy z pamięcią.

Mag rzucił w kilku asasynów kolejnymi soplami. Kiedy zobaczył zbliżającego się Karczmarza rozkazał jednemu atronachowi rzucić się na niego. Całe zamieszanie oraz zimno obudziły Elisif.
- Co się tam dzieje... - wstała powoli, szybko zarzuciła na siebie koszulę i spodnie i zeszła powoli schodami, brakowało niewiele żeby jeden z sopli wbił jej się w czaszkę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jak? Mogę zawołać każdego poświęconego, na moje życzenie mogą się tu wszyscy zebrać, ja nimi dowodzę, Stratum nimi dowodzi, ja nim jestem, to oczywiste. Jak mam ci udowodnić oczywistość?

Atronach w którymś momencie uderzył w tarczę z taką siłą że odleciała uderzając Axa w twarz. Elisif szybko zbiegła na dół i zawołała do pierwszego asasyna jakiego spotkała.
- Gdzie jest Maralius? Jest potrzebny!

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wtedy tego pożałujesz, bo dowiesz się że zabiłaś osobę którą, dalej nie wiem po co, szukałaś. Powiedz mi, w jaki sposób mam ci to udowodnić?

Pobiegła czym prędzej do gabinetu.
- Maralius! Ktoś zaatakował Karczmę!
Tymczasem mag zaczął zbliżać się do Khajiita kiedy atronachy zajmowały się asasynami. Podniósł go za gardło i przycisnął do ściany.
- Pppuść mnie... tty... - Khajiit napluł mu na twarz, zaczęło mu brakować powietrza.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Stoi przed tobą. - odparł bez cienia niepewności.

Elisif pobiegła zanim, atronachy rozprawiły się już z tymi asasynami którzy nie chcieli, albo nie dali rady się wycofać. Mag rzucił w końcu Nei'qulem z całej siły o ladę, ten przetoczył się i spadł za nią uderzając głową o podłogę, lekka struga krwi popłynęła z jego głowy. Mag ruszył w jego stronę.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią