Właściciel
Satoshi:
Czujesz się dziwnie, widzisz że całe twoje ciało w strasznym tępie zaczynają porastać brązowe włosy, twarz zaczyna się wydłużać a mięśnie rosnąć. //Tak bepis też//
Fronterin:
-Mam nadzieję że to go nie usmaży.
Helmut:
-U nas.
Vanetina:
-Albo samo dochodzą do władzy.
Helmut
-Na oko... koło 16...
Vanetina
-Mówisz to przywódczyni narodu, który wywołał największą wojnę...
Konto usunięte
- "Cholera, wygrali! No to co teraz ja zrobię? AŁA! Ku**a, nie czuję swojej krtani!"
Właściciel
Satoshi:
I teraz czujesz wszystko. Jesteś lekko większy, silniejszy i cały owłosiony. Możesz wyjść z komory.
Fronterin:
-Chyba można już wyłączyć.
Helmut:
//7:30//
Vanetina:
-Poginęła cała masa cywilów.
Wyłączył i otworzył komorę.
-I co? Teraz nam wierzysz, Satoshi?
Konto usunięte
Satoshi po wyjściu cały czas patrzył na siebie samego. Nie wierzył samemu sobie.
Chciał wykrztusić jakieś słowa... Ale pozostały tylko warknięcia. Jedyne co brzdąkało w jego głowie to jego klasyczne "Cholera..."
- :'<
Helmut
-Cholera... Pokićkało mi się z Koreą... 7:30... Zawsze zapominam, że o 7:30 wychodzę odgarąć śnieg...
Vanetina
-Nie myślmy o tym...
-Spróbuj przemienić się w człowieka.
Konto usunięte
Satoshi słysząc to, zaczął szukać w swojej pamięci odpowiedniej "żyłki".
Usiadł i spokojnie zaczął rozmyślać nad sobą, innymi oraz nad pewnym niepokojącym paradoksem. Oddychał spokojnie, chociaż widać było na jego mordzie soczysty stres i niepokój...
I to zadziałało!
Mięśnie i kości znowu zaczęły zmieniać kształt i położenie, a sam Wilczek odruchowo jęknął.
W końcu było już po wszystkim. Chyba.
Shigekazu próbował zebrać się do kupy przez niemal pół minuty, ale jak już skończył, to...
- No i szlag... Wygraliście... Mam pracować? Będę. Ale czemu ja? Zresztą no... Macie no... Innych! No, jakiegoś młodziaka na pewno znajdziecie...?
Sat zapauzował, wstał, po czym złapał się za głowę i zaczął krzyczeć:
- DOBRA, PRZYZNAJĘ SIĘ! JEŚLI BĘDĘ KIEDYŚ W JAKIŚ SPOSÓB ZAUWAŻONY JAKO WILKOŁAK, TO PÓŁ US*ANEGO INTERNETU ZACZNIE ROBIĆ ZE MNĄ PORNO. JA TO WIEM!!! JA TO W-
Japończyk urwał zdanie, po czym zaczął znowu rozmyślać. Rozluźnił swoje osłabione mięśnie, przytulił siebie samego i zaczął coraz wolniej oddychać...
- Ufff... Bardzo przepraszam. To chyba coś nowego, co nie? Pierwszy raz w taki sposób reaguję...!
//Gm tak bardzo. Misiek, serio... Nie GM-uj sam siebie.
Właściciel
//tutaj raz GMowanje uznam//
Satoshi i Fronterin:
Red Snake-Spokojnje, nic takiego się w internecie nie pojawi.
Helmut:
-Już Slasher ogarnął.
Vanetina:
-Staram się...
Vanetina
-To się bardziej staraj... Przepraszam... Duzo od siebie wymagam i...
Helmut
-Ordnung muss sein, a on go nie zachował.
Konto usunięte
- Mam taką nadzieję...
Satoshi popatrzył się (więc) na resztę załogi.
- Skoro mówicie, że "dawno mnie u was nie było", to może chociaż przedstawcie mi się?
-Alice Fox, zwana Red Snake.
Wskazał na Alice.
-Ja jestem Tommy Picenessi, Fronterin, jestem zastępcą Hawka, czyli drugim dowodzącym.. Kobieta w ciąży to Vanetina von Hohenzollern Habsburg Jagellon Wettin Aprad Romanov-Koniecpolska, Sithanka. Black Hawk to facet, który dowodzi Defendersami, nazywa się on Guliamu Koniecpolski. Brunetka z dzieckiem płci męskiej to moja żona, Alva a te dziecko to właśnie mój syn Michael. Swój pokój masz na 1 piętrze.
//W chwili obecnej jest tutaj 3 ciężarówek...
//Daaaamn, sam znajdzie resztę.
Właściciel
Satoshi i Fronterin:
-A resztę poznasz.
Vanetina:
-Ciezko zapomnieć o tylu ludziach.
Helmut:
-Wiesz że nie znam niemieckiego...
-Później Ryba Cię oprowadzi. Trening będziesz miał rano, czyli tak jak Slasher i Red Snake, Hawk je będzie prowadził, ja mam na razie urlop. Ryba, chodź na chwilę ze mną, musimy porozmawiać na osobności.
Poszedł do innego pokoju, gdzie nikogo nie było.
Helmut
-Porządek musi być. Jak zostawił przy hangarze to niech sam drałuje.
Vanetina
-Helmut może się nie przyznawać, ale... Też ma koszmary... Śnią mu się osoby które zabił, jego towarzysze... W '44 chciał w Normandii odejść na dobre do Aliantów...
Właściciel
Fronterin:
I odeszliście na bok
-O co chodzi?
Helmut:
-Może się nauczy.
Vanetina:
-Kazda wojna ma ofiary...
Helmut
-Już ja tego dopilnuję.
Vanetina
-Erika... To minęło. Wojna skończona. Wygraliśmy.
-No i co? Powiedziałeś już Alice, że ją kochasz? Obiecałeś mi, że nie będziesz się z tym ukrywał.
Właściciel
Helmut:
-Czyli napewno się nauczy.
Vanetina:
-Tylko oficjalnie. Hydra dalej istnieje.
Fronterin:
-Tak, powiedziałem. Zresztą trzeba będzie powiedzieć Hawkowi że można połączyć nasze pokoje, znaczy mój i Alice, tylko nie tak jak u was że wystarczy wyburzyć ścianę, tylko schody z góry na dół.
-Jak wszystko pójdzie dobrze, to załatwimy to przed świętami. I co? Cieszysz się, że jesteście razem?
Poklepał go po plecach.
Vanetina
-Wiem to. A uwierx mi. Dalej bierzemy z Hydry tyle, ile można. Za tydzień pokazujemy myśliwiec grneracji 6.5.
Helmut
-Wiem wiem... Ale pamiętaj, by mnie stopować.
Właściciel
Fronterin:
-Jeszcze jak.
Vanetina:
-Jeszcze pozostaje problem tamtego metalu. Jak go nazwać. Tego zielonego.
Helmut:
-Będę pamiętała
Helmut
-Dziękuję.
Vanetina
-Ja opcjuję na Defenderium.
//Ej a ty nigdy nie dałeś normalnego wyglądu Ryby, lul XD
-Jak będziesz miał czas to oprowadź później Satoshiego, w porządku? Ja muszę iść.
Poszedł do Alvy.
-Wszystko w porządku?
Konto usunięte
- Więc... Tommy? Mogę cię tak nazywać? Rozumiem że pokój mam na górze. Tak?
//Poszedłem do pokoju, więc... Tego raczej nie usłyszałem.
Właściciel
Helmut:
-Zresztą, póki co muszę znaleźć miejsce na złożenie jaj
Fronterin:
//Bo mi się nie chce szukać :V, plus teraz kiedy nikt z jego prawdziwej rodziny, poza ojcem nie żyje przebywa w wersji rybiej.//
-Tak, problem jest taki że mały zaczyna próbować wchodzić na ściany.
Satoshi:
Podszedł do ciebie Ryba.
-Nie, pokój na dole. Twój pokój był na dole.
Vanetina:
-A jakieś inne opcje?
Vanetina
-Novuferro, Kiusum, Radianium, Notropos, Megal, Asimilum...
Helmut
-Wiem, też to dla mnie problem... Większość miejsc jest gęsto zaludniona... Znaczy możnaby spróbować w Bieszczadach. Z tego co słyszałem od Skandynawskich krewnyxh, nikt się tam specjalnie nie interesuje i to idealne miejsce. Bo ja z NIM nie mam oxhoty mieć cokolwiek wspólnego.
-Pójdę po Hawka, może coś wymyślimy.
Poszedł po Hawka, jeżeli był w bazie.
Konto usunięte
Satoshi zamyślił się i odwrócił się do Ryby.
- Można prosić o szybką "wycieczkę" po bazie, wliczając to wizytę w "moim" pokoju? To z czystej ciekawości - zaufaj mi.
Właściciel
Vanetina:
-A może coś powiązanego z miejscem występowania?
Helmut:
-W takim razie zaraz będę musiała lecieć.
Fronterin:
Był. Trafiłeś na niego w laboratorium.
Satoshi:
-Okej.
Zaprowadził cię przed drzwi na dole.
-To jest twój pokój.
Vanetina
-Przy Kiusu, więc Kiusum.
Helmut
-Jakby co pomogę, apokojnie... Będzie dobrze...
Właściciel
Vanetina:
-Brzmi lepiej.
Helmut:
-Sama mogę polecić.
Fronterin:
-Jaką?
Helmut
-Wiem... Po prostu wolę mieć na oku potomstwo... Jeszcze się naukowcom przyrodniczych nauk zachce je badać...
Vanetina
-Wiem... Tylko symbol chemiczny jest dziwny... Kius, Ki czy Kiu...
-Młody próbuje się wspinać na ściany, masz jakiś pomysł, aby temu zaradzić?
Właściciel
Fronterin:
-Nie mam pomysłu.
Vanetina:
-Ki
Helmut;
-Wszystko będzie dobrze. Tak ukryje że nie znajdą.
Vanetina
-Wiem wiem... Niby proste...ale to zależy od wiecu.
Helmut
-I tak się martwię na zapas... Dobra taktyka nawet.
Konto usunięte
Satoshi rozejrzał się po pokoju...
//Zygó, powiec mi co tam widźi
-Eh.. No dobra.
Poszedł z powrotem do Alvy.
-Hawk nie ma pomysłu.
Spojrzał na Michaela.
-Próbujesz włazić na ściany?
Właściciel
Fronterin:
Nagle słyszysz głos z komunikatora.
//Odpisz w Tajpeju//
Satoshi:
Widzisz tam jeden z najnowocześniejszych komputerów świata, duże okno, łóżko, ściany pomalowane na pomarańczowo oraz szafę.
Helmut:
-Jak by co będziesz wiedział gdzie jestem.
Vanetina:
-Problem jest taki że będą chcieli zaraz odkryć gdzie go wydobywujemy, szczególnie USA.
Vanetina
-Wiem to...
Helmut
-Dobrze. Będę się opiekował.
Konto usunięte
- "Serio? Nie mogli wydać pieniędzy na coś bardziej przydatnego?! Na tym to chyba głównie Internet będę przeglądał, a nie jakieś zderzenia atomów symulował...!"
Satoshi położył się na łóżku i złożył ręce niczym Ramzes II w swoim sarkofagu.
- "Cholera, co się ze mną dzieje... I ze światem? Oczywiście, że ze światem!"
Wstał i zajrzał przez okno.