-Czasu będzie mnóstwo jak pozbędziemy się stąd wszelakich intruzów.
Właściciel
- Wampiry i ludzie. - powiedział Krasnolud. - Przy odrobinie szczęścia zajmie to nam kilka dni, a maksymalnie tydzień.
-Najbardziej mnie ciekawi jak będzie wyglądała walka z tymi ludźmi.
Właściciel
- Najpierw Wampiry, jak przeżyjemy to się wtedy zastanowimy.
Właściciel
- No my tak, ale martwię się o resztę chłopaków. Tacy szeregowi to zawsze mają ździebko przesrane.
-Nie ma bitew bez ofiar po obu stronach, czyż nie?
Właściciel
- Ale każdy mądry dowódca stara się te ofiary jakoś ograniczać.
-To prawda, ale nie nie widziałem ani jednego dowódcy, który ograniczyłby je w stu procentach.
Właściciel
- No niestety, ale próbować zawsze można, a nawet trzeba.
-Zrobię co się da, by jeszcze tego dopilnować, ale mocy wskrzeszania jeszcze nie posiadam.
Właściciel
Oghren zamilknął i odszedł, by ruszyć przed szereg i otworzyć Wam wszystkim drogę do serca góry za pomocą Magii Ziemi.
Poczekał aż reszta wejdzie pierwsza, w końcu rannych przenoszą, a dopiero później postanowił samemu wejść do środka.
Właściciel
No i wszedłeś, wiele się tam nie zmieniło.
Ważne, że może poświęcić chwilę na odpoczynek, a tym samym na zbieranie jakiejś ilości energii.
Właściciel
Pora więc tylko znaleźć sobie jakieś miejsce, by nie przeszkadzać Krasnoludom.
No pora, rozejrzał się więc za takim w jakimś miejscu, a następnie przysiadł tam i odpoczął gromadząc jednocześnie energię.
Właściciel
I usiadłeś gdzieś na boku, nie potrzebowałeś specjalnych wygód, a regeneracja energii trwała powoli. Powoli, ale trwała.
Zawsze lepiej powoli, niż jakby miał stać w miejscu, dla niego działało to i tak w sumie jak zwykły sen.
Właściciel
Zregenerowałeś większość energii, lecz zostałeś wytracony z tego "snu" przez trącenie butem.
- Wstawaj, ku*wa. - usłyszałeś głos, podobny do tego, jakim mówił szałojownik Pwent.
- A może zdechł? - spytał inny Krasnal.
- Prędzej ja zdechnę niż on. No, wstawaj. - odparł mu Pwent i jeszcze raz trącił Cię nogą.
-Raz by wystarczyło...- Powiedział stając na obu nogach. No to o co chodzi, wyruszamy dokądś?
Właściciel
- Szef chce Cię widzieć, naradę robimy.
-Ach, no to prowadźcie.- Powiedział idąc zaraz za nimi.
Właściciel
W sali narad raz już byłeś, więc trafiłeś tam razem z Szałojownikiem. Na miejscu był już Oghren, a krótko po nim pojawili się kolejno Goblin i Wilkołak. Widać, że przeżyli i jakoś się trzymają, ale sądząc po bliznach i szwach mało brakowało.
-Wyjątkowo niefortunne starcie.- Pomyślał sobie jeszcze i przystanął gdzieś bliżej i czekał, aż zaczną się narady.
Właściciel
- Zajmijcie miejsca. - rzucił Oghren.
Skoro znalazło się i dla niego to na nim zasiadł.
Właściciel
- Nasza sytuacja jest ch*jowa, ale stabilna. Pozbyliśmy się Goblinów, zostały jeszcze Wampiry i ludzie. W sprawie Wampirów to czekamy na pełnię i atak Wilkołaków, ale ludźmi możemy zająć się już teraz. Potrzeba mi ochotników na szpiegowanie ich, obserwowanie i ewentualne wyłapywanie gońców i kurierów, bo wiem, że tam pełno się ich szlaja. Więc? - spytał i spojrzał na każdego. No i Goblin zgłosił się, a Oghren się zgodził, lecz Pwent i Wilkołak nie mogli, bowiem każdy miał swój wkład w zaplanowanie przyszłego ataku.
-Nie należę do najlepszych szpiegów, mogę najwyżej załatwiać jakieś cele po drodze do ich fortyfikacji.
Właściciel
- Dobra. Dam Ci kilku swoich i Goblina. Razem pobawicie się w zasadzki na kurierów i posłańców.
-Skoro uważasz, że potrzebuję wsparcia... No dobra.
Właściciel
- Jak kogoś złapiecie to trzeba będzie nie tylko go odstawić do nas, ale też dalej pilnować szlaku, a wątpię, żebyś potrafił się rozdwoić.
-Był sposób na to używając magii, stworzenie takiego klona to już jednak ciężki kawałek chleba. Niestety obecnie tego już nie potrafię. A na co wam tutaj ten ich kurier?
Właściciel
- Rozkazy i tym podobne ze sobą przewozi.
-Zwyczajnie wtedy nosi jedynie jakiś zapisek o tym, jego nam średnio potrzeba... No, ale niech będzie.
Właściciel
Krasnolud odprawił Ciebie i Goblina gestem ręki, bo pewnie od razu chciał wziąć się za omawianie późniejszych walk z Wampirami i ludźmi.
//Czyli miał już iść się tym zająć czy teraz mieli gadać o walce z nimi? :v//
Właściciel
//Ty na tę naradę zaproszony nie jesteś, Oghren Cię wyprosił, żebyś wziął się za swoje zadanie i im nie przeszkadzał.//
//Zrozumiano.//
Skoro jego posiedzenie w tym miejscu zostało zakończone to zebrał swoich towarzyszy w tym zadaniu i ruszył ku wyjściu z góry.
Właściciel
Wyjście było uprzednio otwarte przez Magię, więc z Goblinem bez problemu trafiłeś poza górę. Tam czekała już ośmioosobowa gromadka Krasnoludów, czyli trzech tarczowników, trzech kuszników i dwóch wojowników z toporami.
-No to co panowie, ruszamy się czaić na szlaku do ich bazy. Rzecz jasna nie dosłownie...
Właściciel
No i ruszyli, rzecz jasna Krasnoludy przodem, w końcu znały ten teren najlepiej.
Postanowił kwestie dotarcia tam zostawić im, jedynie za nimi podążał.
Właściciel
I dotarliście na małe wzgórze, skąd rozciągał się idealny wręcz widok na Dzikie Pola, zwłaszcza dwie lokalne drogi. W samym wzgórzu uprzednio wykopano ziemiankę, w sam raz dla Was, oraz zamaskowano ją liśćmi, mchem, trawą i kamieniami. Stało tam też kilka innych głazów, w sam raz do zrzucenia ich na wroga lub skrycia się za nimi.
No to teraz chyba należy tam przeczekać do czasu, aż nie zaczną słyszeć jakichś kroków.
Właściciel
Najpierw to trzeba wybrać tych do czatowania za skałami i tych, co będą siedzieć w ziemiance.
On niestety nie nadawał się zbytnio do tego czatowania, więc pozostawił zgłoszenie się do tego nieco mniejszym osobom.
Właściciel
No i zgłosili się kusznicy oraz Goblin, reszta weszła do ziemianki.
No to dołączył do tych co siedzieli w ziemiance, może była przystosowana do jego gabarytów.
Właściciel
No niestety, wejść tam możesz jedynie na czworaka, a jeśli już zdołasz to zrobić, to i tak będzie Ci cholernie niewygodnie.