-Może potrafią jakoś to kamuflować...- Pomyślał sobie, a następnie leciał dalej, nic innego nie mógł zrobić.
Właściciel
W końcu znalazłeś małą nieckę, starannie wymoszczoną futrami różnych zwierząt, gdzieniegdzie walały się też obgryzione do cna kości.
Postanowił przyjrzeć się nieco jakości tych futer, w końcu byle durne zwierzę nie potrafiłoby oskórować innego. Tak samo zrobił to ostrożnie i uważnie baczył na to czego wokół się znajduje.
Właściciel
Były to rzeczywiście futra i skóry, oskórowane, ale jakimś prymitywnym narzędziem lub... pazurem.
-Jakaś zaawansowana forma likantropii? Może...- Pomyślał rozglądając się po tej części jaskini.
Właściciel
Poza tym, co już Ci znane, był nadal ciągnący się do przodu tunel.
Skoro nie dało się nigdzie indziej to leciał dalej do przodu.
Właściciel
W końcu tunel skończył się ślepym zaułkiem. Jednakże nie okazał się on taki ślepy, gdyż po kilkuminutowych oględzinach stwierdziłeś, że możesz jeszcze polecieć w górę. No i zawrócić.
No to w górę, zobaczymy czy prowadzi to na zewnątrz czy do jeszcze innej części tunelu.
Właściciel
Odsunąłeś kamień na końcu tunelu i zobaczyłeś krajobraz prawie taki sam jak wcześniej, z tą różnicą, że niedaleko była jakaś góra.
Postarał się spróbować coś wyczuć z owej góry, może tutaj rozwinie się to polowanie... Lub zakończy.
Właściciel
Możesz spokojnie szukać wiatru w polu. W Dzikim Polu.
//Badum tssss.//
-Cóż, nic więcej nie znajdę.- Powiedział do siebie, a następnie wzleciał wysoko w powietrze i pamiętając trasę, którą poruszał się pod ziemią, poleciał w stronę swoich sprzymierzeńców.
Właściciel
Znalazłeś ich, gdy byli już w drodze.
-Niestety, jaskinia była połączona w kilku miejscach z powierzchnią, więc ostatnia z tych bestii najpewniej uciekła jednym z nich. Po drodze tylko leżę znalazłem, puste...
Właściciel
Oghren (bo załóżmy, że do niego to mówiłeś) skinął głową.
- Tamci dwaj nie żyją, ja się jakoś trzymam, Goblin walczy o życie, a ten cholerny mieszaniec pewnie się wyliże.
-Cóż, ja niestety w żaden sposób nie mogę im pomóc, mag leczenia czy światła ze mnie żaden.
Właściciel
- Na razie zalaliśmy rany bimbrem i daliśmy im bimbru do picia, nim dojdziemy na miejsce to powinno wystarczyć.
-Krasnoludzka medycyna.- Powiedział cicho rechocząc. No, ale w takich warunkach dosyć ciężko o coś rzeczywiście dobrego.
Właściciel
- W naszej kwaterze dostaną bimbru i lekarstwa. Ubiłeś chociaż Ty to coś, co ich zaatakowało?
-Tylko tego pierwszego, drugiego udało mi się najwyżej zranić, dalej zniknął bez śladu.
Właściciel
- A nie mogłeś go jakoś ten... no... wyczuć?
-Problem był taki, że nie. Jakby były to tylko marionetki w czyjejś ręce albo stwory kamuflujące swoją energię, co w obu przypadkach jest dosyć dziwne.
Właściciel
- Marionetki? To by nawet pasowało do tych cholernych pijawek.
-No to kiedy zamierzamy ruszać dalej, te potwory mogą nie wrócić przez najbliższy czas, a przynajmniej potwór...
Właściciel
- Trzeba nam zebrać siły i czekać na pełnię księżyca, wtedy atakujemy Wampiry, a później zostaną tylko ludzie i po sprawie. Rzecz jasna Ty dostaniesz swoją dolę.
-Doskonale... A już wiecie kiedy będzie pełnia?
Właściciel
- Ta noc obejdzie się bez niej, ale następna już będzie właściwa.
-To miejmy nadzieję, że do jutra już będzie wszystko dopięte.
Właściciel
- No raczej, ku*wa, nie inaczej.
//Są już w obozie czy nadal do niego zmierzają?//
-Mam pytanie, czy istnieje sposób na to, żeby wilkołak podczas pełni stracił nad sobą kontrolę i zaczął atakować wszystko co się rusza? Bo wolałbym, by wampiry nie posiadały czegoś co mogłoby to uczynić.
Właściciel
//Idą prosto do tej wydrążonej w górach bazy, gdzie byliście na początku, a jest to droga dość długa, mimo że wyruszyli prawie od razu, jak Ty jeszcze siedziałeś pod ziemią.//
- Haczyk jest taki, że właśnie tak będzie na pewno, tylko nasz znajomy na amulet. Dlatego my wkroczymy o wiele później, żeby nie rzucili się w razie czego na nas, ale tylko na Wampiry i ich sługusy.
-Cóż, trzeba będzie liczyć, że nie będą walczyć między sobą...
Właściciel
- Wilkołak na Wilkołaka podobno bez powodu się nie rzuci, ale nigdy nie miałem ochoty sprawdzać.
-Oby była to prawda, bo to może kosztować nas tam zwycięstwo.
Właściciel
- Przy odrobinie szczęścia nie będziemy musieli się mieszać do walki, tylko rankiem posprzątamy trupy i zabierzemy złoto i inne łupy.
-Może i tak będzie, ale wolałbym na to nie liczyć.
Właściciel
- Jeszcze się okaże, teraz nie ma co prorokować.
-Ciekawe jak się chłopaki trzymają w bazie.
Właściciel
- Pewnie chleją na umór jak nas nie ma.
-To lepiej wracać tam szybko, nim opróżnią ostatnią beczkę.
Właściciel
- Co Ci tak śpieszno do alkoholu, mówiłeś że nie możesz pić? - spytał i podniósł brew.
-Bo nie mogę, ale troszczę się przecież o was.- Powiedział zaśmiawszy się.
Właściciel
Krasnal zawtórował Ci po chwili.
- Jak na zjawę bez ciała jesteś całkiem zabawny. - powiedział, gdy wreszcie skończył.
-Wkrótce się to odmieni, a wtedy dopiero będę musiał sobie przypomnieć jak to jest mieć kaca.
Właściciel
- Uwierz, że z takiej okazji wydamy takie przyjęcie, którego już nigdy nie zapomnisz.
-No to wprost nie mogę się tego doczekać.
Właściciel
I tym radosnym akcentem skończyła się Wasza podróż, gdyż znów trafiliście pod górę, w której zamieszkiwał Klan Oghrena. Drugi Klan Krasnoludów zabrał swoją część goblińskich łupów i wycofał się.
-Dobrze, że chociaż oba klany się zjednały.
Właściciel
- Zjednamy to my się dopiero na jakimś konkretnym chlaniu, ale szkoda, że nie ma na to zbytnio czasu.