Chłopak jęknął cicho czując swoją bezsilność. Mętnym wzrokiem rozejrzał się dookoła.
-H-hmm...? -mruknął cicho. Przez chwilę szarpał się, ale na marne. -W-wypuśćcie mnie... -warknął poruszając się niespokojnie.
Właścicielka
- Nie ma tak dobrze, masz dzieciaku pecha w życiu i sobie dziś ciebie pomęczymy. Jak głośno umiesz krzyczeć? - zaśmiał się Rainford.
Uśmiechnął się słabo i zakaszlał.
-Jak można mieć takiego pecha... -westchnął cicho. -N-nie wypuścicie mnie n-nawet jeżeli p-poproszę? C-czemu ja?
Właścicielka
- Bez rodziny, bez zobowiązań, ot, uroczy dzieciak, o którego zdaje mi się, że martwi się tylko jeden z facetów Kizuki, zajęty rozmowami ideologicznymi w Ervell. Nikt się tak szybko nie zorientuje. -odrzekł milczący wcześniej Zainford i znikąd pojawiając się przy Yukkim, przejechał mu nożem po ręce. Ostrze rozcięło mu rękaw sweterka i lekko nacięło skórę.
Chłopak skrzywił się lekko i poruszył zranioną ręką.
-Yhh... T-tyle wiecie... C-co zamierzacie ze mną zrobić...?
Właścicielka
- Różne rzeczy...
- Tak w sumie możemy wszystko, dopóki duszka nie wyzioniesz. - westchnął Zainford.
Rainford za to swym nożykiem naciął Yukkiemu drugą rękę, nieco mocniej.
-Z-zostaw! -szarpnął się, próbując odsunąć się od mężczyzn. Rany zaczęły go szczypać... W gorszej sytuacji nie mógł się znaleźć...
Właścicielka
- Zaczyna się od "Zostaw!" przez "Proszę" a kończy na "Błagam!!!". No chyba że jesteś wyjątkowo niegrzeczny i będziesz się rządził calutki czas. - zaśmiał się Rainford i znów kilkakrotnie naciął Yukkiemu ręce, patrząc jak z rozcięć wypływa krew.
Okularnik prychnął ruszając się niespokojnie, po każdym cięciu.
-To ta chwila, w której powinienem krzyczeć proszę? -mruknął patrząc na nich spode łba.
Właścicielka
- Niekoniecznie. Możesz w końcu prosić, jak zaczniemy się naprawdę bawić. - odrzekł Rainford, kładąc rękę na udzie okularnika. - Mi to przecie wisi, w końcu i tak nie słucham.
//Śmiesznie by było, jakby te krzyki co Lawrence słyszał to Yukkiego były xD
-C-co ty robisz!? -spojrzał na rękę wampira. -Nie do-dotykaj mnie! -próbował się odsunąć.
Właścicielka
Oczy wampira rozbłysły złowrogo.
- Nie słucham~ - zarechotał ciężko i spojrzał w te wystraszone ślepia, rozcinając materiał spodni Yukkiego.
//ten avek twój jest... creepy
Lul
//Kek.. Kitty go dla mnie narysowała...
Chłopak patrzył na niego zszokowany.
-P-przestań! -skulił się tyle, na ile pozwalały mu łańcuchy.
Właścicielka
Wtem dało się słyszeć huk i złowrogo tupiące, narastające kroki, które nawet Zainforda zaskoczyły. Obaj bracia zaczęli między sobą gestykulować, by w końcu, burcząc coś o wkurzonym Księciu Mgły, uciec. Coś, co przypominało sporego upiora, stanęło przy wejściu do celi i cicho zachichotało.
Yukki lekko zamglonym wzrokiem patrzył na upiora. Jego ciało przeszedł dreszcz a oczy wypełniły się łzami. Chłopak mruczał coś niezrozumiałego pod nosem...
Właścicielka
- Zawsze się te durnie nabiorą. - westchnął upiór z pogardą i zrzucił z siebie grubą płachtę. Był to nikt inny jak Eleazar, który z wyraźną troską podbiegł do Yukkiego i jakoś nie myśląc o oporach, przytulił go, głaszcząc po głowie.
Chłopakiem westchnął cicho nie hamując łez, które zaczęły spływać po jego policzkach.
-C-co t-tutaj robisz... -szepnął cicho pozwalając się głaskać.
Właścicielka
- Muszę niestety pracować, z takimi zwyrodnialcami. - westchnął wampir, ścierając łzy z twarzy Yukkiego. - Przepraszam, że tyle się nacierpiałeś, mogłem cię znaleźć szybciej... - westchnął.
-T-to nie twoja wina... -szepnął. -T-to mój problem... N-nie potrafię o siebie zadbać... -mruknął cicho kuląc się. W końcu łańcuchy pogarszały rany na rękach... Chłopak westchnął cicho. -T-teraz będę uważał. Wszystko w porządku...
Właścicielka
//Luuuul
Eleazar pocałował go w czoło i uśmiechnął się lekko.
- Te twoje pociachane ręce też? - zapytał cicho.
- Może nawet by się wpasowały. - Zaśmiał się. - Jeśli chcesz to możesz mi odsączyć jeszcze trochę krwi, jeśli w zamian dostanę taką "ciekawą akcje". Ale wolałbym najpierw wyjść z tego paskudnego podziemia.-
Właścicielka
//Gdy spodziewasz się od gulasza chociaż "co.tu się odpierdziela?" A tu głucha cisza bo on się tu już niczym nie zdziwi :/
- Może chwilę później, jak za dużo wypiję, to już myślę tylko o jednym... - Kama skupiła się i wybrała jeden z korytarzy. - No, coś czuję, że to w tą stronę.
-Mhm... -skinął lekko głową patrząc na mężczyznę z ukrywanym zaciekawieniem...
Właścicielka
- Czyli że mogę cię tu zostawić? - zapytał ironicznie, zsuwając mu odrobinę okulary i spoglądając w oczy.
Yukki oblał się rumieńcem.
-Jeżeli tutaj nie wrócą to możesz. N-nie jestem potrzebny nikomu więc nie widzę różnicy. -zaśmiał się cicho.
Właścicielka
- Nie doceniasz się Yukki. Nie powinieneś słuchać takich bzdur. - westchnął Eleazar i musnął swymi ustami usta okularnika.
//stwierdzam ulotnienie gulaszanu
- No to w takim razie prowadź. - Wskazał dłonią kierunek który obrała i udał się za nią.
//Skądże znowu, po prostu nie zauważyłem odpisu.
Patrzył na niego uważnie. To dziwne uczucie znowu się pojawiło...
-A to są bzdury? -mruknął cicho a jego wzrok zszedł na usta Eleazara.
Właścicielka
Usta Eleazara były jak były, drobne i delikatne jak na (wiekowego dziada) wampira.
- Takich bzdur, że niby nikt o tobie nie pamięta.
Właścicielka
Mijali po drodze cele, w niektórych były szamoczące się, nie przypominające czegokolwiek kreatury. Później jakieś zmiennokształtne maszkary, próbujące nęcić przemianą w kogoś znajomego.
- Nuuda... nikogo ciekawego, póki co.
-A pamięta ktoś? Nikt się mną nie przejmował w tamtym świecie... Byłem jak ignorowane dziecko. -westchnął cicho spuszczając wzrok.
Właścicielka
- Ćśś... - Eleazar położył mu palec na ustach. - A co jeśli ci nie pozwolę już tak mówić? - rzucił, po czym go pocałował. - Co wtedy zrobisz?
- Znajdźmy to co mamy znaleźć i chodźmy stąd. - Odpowiedział ponuro.
Patrzył na niego jak zaciekawione dziecko.
-Umm... A możesz mi zabronić? Co mi zrobisz, hmm? -poruszył się niespokojnie. Pewnie chciał poprawić okulary ale nie w porę zorientował się, że nie ma takiej szansy.
Właścicielka
- Długa odsiadka? -mruknęła pod nosem Kama i znów się rozejrzała. - O-o! Weron! Jak tam życie? Kto cię tym razem złapał?
- Twój pedałek.
- Móóój? Kiedy ja nie mam żadnegooo... - rzuciła Kama do szczerzącego się zbira.
- Popytaj w Seyo, to się dowiesz. - splunął przez ramię. - Masz kartę, kocie i nie daj się złapać, Rainford ostatnio szybciej podcina żyły, a od tego się dłużej zdrowieje. - rzucił, podając Lawrencowi kartę.
- Teraz to już nie masz nic do gadania. - rzucił i pocałował go namiętnie, acz jeszcze dość delikatnie. Jeszcze.
Yukki prychnął cicho odwzajemniając pocałunek. W końcu oderwał się od niego.
-Czyżbyś zamierzał mnie uciszyć? -mruknął uśmiechając się lekko. -Wątpię, żeby poszło łatwo. Jestem uparty. -stwierdził szarpiąc łańcuchy.
- Jeszcze nigdy nie dałem się złapać i nie zamierzam. - Powiedział chowając kartę. - To możemy się stąd zbierać? Czy chcesz odwiedzić starych kumpli. -
Właścicielka
- Skoro tak się sprawy mają... to nie, nie chcę cię uciszyć. Chcę cię usłyszeć~
//*wiezie Creepy na kucyku*
Kama pokazała mu środkowy palec i zniknęła na parę minut w mroku.
- A, ta skuza to się nigdy nie zmieni, pewnie poszła coś ugrać.
- Niby co? Karton fajek i wino z kibla? - Zapytał sarkastycznie.
Właścicielka
- Raczej karty dla ciebie i krechę fisstechu... a nie, przecież rzuciła. - zamyślił się Weron. - To może dla przyjemności, bo trudno w dzisiejszych czasach namówić kogoś na dobrą partyjkę.
- Dobry diler sam nie bierze. - Odpowiedział krótko. - Widziałem zbyt wiele ćpunów by nigdy nawet nie pomyśleć o spróbowaniu prochów. -
Właścicielka
- To znaczy, że dobrzy dilerzy poginęli. Dziś w Riv jedna trzevia pacjentów to ci po przedawkowaniu fisstechu. Mnie to skutecznie odciąga, ale wciąż wyglądam jak wrak człowieka. - wyszczerzył się.
- Wyglądasz jak wrak człowieka bo gnijesz w pi*****. No chyba że przed przybyciem tutaj wyglądałeś równie dobrze.
Właścicielka
- W sumie to nie pamiętam jak wyglądałem, zanim zacząłem trafiać do kicia. Chyba w końcu muszę zostać, skoro łapią mnie w taki durny sposób, że byle zmiennokształtny pedał sobie radzi. - westchnął z urazą Weron.
- Nie poddawaj się. Po prostu ucieknij gdzieś daleko, na jakieś pozbawione życia zadupie i spędź tam tyle czasu by wszyscy o tobie zapomnieli. A potem zacznij wracać do normalnego życia. -
Właścicielka
- Za bardzo mam chętkę na zabijanie. Ale dzięki za radę. Idź za tą swoją niunią.
- Dobry pomysł. Do następnego razu. - Pomachał więźniowi i udał się w kierunku w którym poszła Kama.
Właścicielka
Kama była kilka cel dalej i rzeczywiście grała w karty z jakimś kolesiem, który mógł zostać wzięty za upiora.
- Ostatnia runda, przegrasz, karty są moje albo coś ciekawego opowiesz. - syknął rozdając pomechaconą talię. Obok nich leżały dwie-trzy karty, o które zapewne się rozchodziło.
Po cichu oparł się o ścianę w pokoju i obserwował po cichu grę w karty.