Stwierdzam zgon bo umar ?
//Obawiam się, że to jeszcze nie ten moment///
-Co tak klęczysz? Uciekaj!
Kopnął go w brzuch, zmuszając go do ucieczki. Z takimi ranami tego szybko nie zrobi, ale właśnie o to mu chodziło.
Właściciel
Zero:
Spróbowałeś się podnieść i nawet udało Ci się przejść kilka kroków. Ale później upadłeś i czułeś ból. A potem nie czułeś już niczego.
//Jeszcze dziś dodam wpis na Cmentarzu.//
Vader:
Tortury zrobiły swoje. Mężczyzna zmarł.
-I widzisz? Twoja magia nie pomogła.
Wbił mu strzałę w czaszkę, a następnie odszedł gdzieś na skraj obozu.
-Strzałą to za mało by mnie zabić, chłystki!- Wrzasnął, po czym podrzucił nieco w swojej dłoni topór, przygotował go do rzutu trzymając go za głową, po czym wykonał prosty zamach od górny wypuszczając topór celując konkretnie w tego pechowego łucznika dalej do nich biegnąc.
Właściciel
Vader:
Więc jest definitywnie martwy.
FD_God:
Zmarł z wyrazem skrajnego niedowierzania na twarzy, gdy topór przebił jego kolczugę i przeszywicę. Natomiast jego kolega, widząc szarżę potwora z piekieł, rzucił się do panicznej ucieczki.
-Czekaj, chcę się tylko zapoznać!- Zaśmiał się gromko biegnąc dalej w jego stronę by rozłupać mu łepetynę korbaczem.
Właściciel
Miałeś ku temu okazję, bo najzwyczajniej w świecie przewrócił się.
-Ha!- Zaśmiał się, gdy ten upadł i uderzył korbaczem o łeb przeciwnika, gdy ten zapewne nie miał jak się bronić, po czym wrócił po swój topór o ile zabił tamtego.
Właściciel
Był martwy, a Ty wyciągnąłeś topór z jego towarzysza w tym samym stanie.
-Cóż za piękny świat.- Zaśmiał się oglądając zakrwawiony topór, po czym dalej rozglądał się za wrogiem.
Poszukał swojego kompana.
///Którego ksywka padnie w wypowiedzi Kuby poniżej ;-;
Właściciel
Vader:
Rouge Shadow, lecz dla Ciebie (jak dla ojca) Rivert, podszedł do Ciebie niemalże bezszelestnie i niezauważenie, po czym usiadł obok.
- O co chodzi? - spytał.
FD_God:
Najwięcej przeciwników miałeś na dziedzińcu, wieżach i tej wieży z balistami, jest więc w czym wybierać.
-Kilka nazwisk, które wydobyłem od jeńca, oraz fakt, że ten gnojek wziął i skonał. A chciałem mu strzelić w plecy.
Chyba na początek warto wyczyścić przeciwników z dziedzińca, wieżami zajmą się strzelcy, a tą w centrum warto zostawić na deser. Roześmiał się zatem głośno rozkładając ręce na boki w oczekiwaniu na wielkich bohaterów chcących spróbować swoich sił.
Właściciel
Vader:
- Więc co chcesz zrobić?
FD_God:
Jednak Ci woleli stać na dziedzińcu, bo "w kupie i z balistami zawsze raźniej." Ale chociaż łucznikami na trzech wieżach martwić się nie musisz, bo Twoi już sobie z nimi poradzili i właśnie idą do ostatniej.
-Pha! Tchórze!- Zaśmiał się idąc w stronę jakiejś grupki dalej rzucając jakimiś obraźliwymi odzywkami w ich stronę byleby ich sprowokować, powinien ich raczej prędko złamać.
Właściciel
Vader:
- Może być ciężko. - mruknął. - Nasi towarzysze odpłynęli z burzą.
FD_God:
W końcu stres, strach i obelgi zrobiły swoje. Pięciu wojowników Stalowych rzuciło się na Ciebie, dwóch od razu ustawiło włócznie pod odpowiednim kątem do pchnięcia, a trzej pozostali zbliżali się wolnej, z mieczami i tarczami w dłoniach.
-Będą myśleli, że ten mag zabił siebie i wszystkich innych swoją głupotą. To dobrze, mniej podejrzeń co do nas.
Właściciel
- Ale mamy też mniej sojuszników. Stalowi pewnie użyją tego jako pretekstu, stwierdzą, że właśnie tak kończą buntownicy.
Jak można na kogoś takiego posyłać w ogóle włóczników, głupota i tyle. Tak jak wcześniej w przypadku łucznika postanowił jednego z nich zdjąć za pomocą rzutu swoim toporem wprost na takiego. Następny nie powinien już być jakimś utrapieniem, więc wolną ręką złapał za jego włócznie i najzwyczajniej ją złamał i zasadził korbaczem zamach od boku na jego ramię. Starał się to w miarę szybko wykonać by mieć jeszcze chwilkę czasu przed przyjściem tamtej trójki.
-A oni mniej ludzi, możemy zadziałać szybciej.
Właściciel
Vader:
- Wiesz, kto jak kto, ale akurat oni na brak ludzi nie muszą narzekać.
FD_God:
Rzut toporem był bezbłędny, a wojak miał dość szybką śmierć. Drugi jeszcze żyje, jakimś cudem przetrwał cios i teraz usiłuje wepchnąć Ci włócznię pod pachę, gdyż jest tam, jak przynajmniej sądzi, słaby punkt tej demonicznej zbroi.
Jako, że ten dalej trzymał włócznię wolną dłonią to raczej nie miał najmniejszych szans zrównać się z jego siłą, więc ten tylko spokojnie trzymał dalej za nią, a dłonią z korbaczem poprawił cios tym razem atakując od góry prosto na jego łeb. Takie coś już powinno go wykończyć, a jak i tak się stało to postanowił szybko pochwycić włócznię martwego już wojaka i rzucić nią jak oszczepem w stronę jednego z nadchodzącej trójki.
Właściciel
Udało Ci się zabić kłopotliwego włócznika, jednak jego towarzysz zdołał zasłonić się tarczą, więc włócznia przebiła ją, a nie jego. Jednak tarcza była już bezużyteczna. Właśnie dlatego odrzucił ją i wyciągnął dodatkowy sztylet, by pozostawić osłoniętą w jakiś sposób tę rękę niedominującą.
-Trzech na jednego? Może mam jeszcze schować rękę za plecami i zamknąć oczy?- Zaśmiał się im w twarz kręcąc nieco kulą u swojego korbacza, po czym wyjął zza pasa drugi topór wolną ręką i czekał aż podejdą jakoś bliżej.
Właściciel
Widać, że podniosłeś poprzeczkę, ale nie zraziłeś ich tym. Wręcz przeciwnie: Ruszyli od razu do ataku. Ten z mieczem i sztyletem skoczył na Ciebie z tyłu, z mieczem celując w szparę między hełmem, a pancerzem, a sztyletem w dłoń z korbaczem. Dwaj pozostali zaatakowali z boków, z wzniesionymi mieczami i chroniąc się tarczami.
-O to chodzi!- Zaśmiał się, wykonując pełen obrót ze swoimi broniami rozłożonymi na boki, tak chciał na początek skontrować atak najpewniej z trzech stron, a raczej miał nieco większy zasięg niż zwyczajny człowiek, więc wykonałby atak jako pierwszy.
Właściciel
Ten bez tarczy odskoczył do tyłu, by uniknąć młyńca. Dwaj pozostali zablokowali ciosy mieczami i tarczami, ale sama siła ciosu odepchnęła ich na pozycje wyjściowe.
Postanowił sam też się nieco cofnąć by mieć w zasięgu wzroku całą trójkę przeciwników.
Właściciel
W zasięgu wzroku możesz mieć jednego, góra dwóch, bo jeden zawsze stara się jakość zajść Cię od tyłu.
Postanowił zatem wykonać szarżę w jednego z nich wymachując swoimi broniami na prawo i lewo by ten miał małe szanse na ucieczkę.
Właściciel
Temu z lewej udało się zablokować dwa ciosy. Jak na kogoś takiego, zwłaszcza przeciwko takiemu przeciwnikowi to całkiem nieźle. Trochę gorzej było, gdy topór przebił jego lekki hełm i dobrał się prosto do mózgu.
-Soczyście!- Zaśmiał się starając się wypchać topór uderzeniem korbacza, po czym odwrócił się do dwójki starając się ich objąć wzrokiem.
-Nie o to chodzi. Zadziałajmy szybciej.
Właściciel
FD_God:
Pozostali przybrali już postawę mocno defensywną, tracąc najwidoczniej swój impet i wolę walki.
Vader:
Zamilkł, czekając aż powiesz, co masz na myśli.
-No ludzie... Ja się dopiero zaczynam rozkręcać.- Zaśmiał się nieco, po czym ruszył w ich stronę patrząc co zamierzają zrobić.
-Jeżeli pierwsi powiadomimy mieszkańców wiosek, że Stalowi polegli w ataku, a część z tamtej wioski po prostu uciekła, to wyjdzie na naszą korzyść. Ktoś tylko będzie musiał się zająć tamtymi ciałami, oraz ewentualnie zatrzymywać Stalowych, by nie weszli nam w drogę.
Właściciel
FD_God:
Dość niepewnie się cofali, najwyraźniej stracili ostatnią chęć walki.
Vader:
- A Ty będziesz nosicielem dobrej nowiny, dobrze myślę?
-Jeżeli uważasz, że jesteś szybszy...
Właściciel
- Idź, chwała i strzały Stalowych spłyną na Ciebie. - odparł ze śmiechem.
-Wiecie, że i tak zdechniecie jak cała reszta to chociaż przyśpieszcie ten proces i dajcie się załatwić.- Rzekł, po czym zaczął biec w ich stronę by wykonać zamach toporem na pierwszego lepszego z nich.
Właściciel
Stalowy zdążył zasłonić się tarczą. Jednak topór skruszył ją, a po niej jego czaszkę. Truchło padło na ziemie, a ostatni z tej trójki rzucił się na Ciebie z wrzaskiem, wyciągając do przodu miecz i podnosząc sztylet.
Nawet nie trzeba się tutaj męczyć, wystarczy zaczekać, aż ten będzie już na tyle blisko by nie móc wykonać uniku, a następnie potężnie uderzyć zamaszystym ciosem z płazu topora by uderzenie rozniosło się po nim całkiem mocno.
Właściciel
Uderzenie zwaliło go z nóg. Padł nieprzytomny, pewnie też martwy.
-Ach, pewnie popękały mu kości, piękna robota, muszę sobie pogratulować.- Stanął nieco dumniej śmiejąc się, po czym ponownie już dla upewnienia uderzył w sam środek głowy leżącego ostrzem topora, tak dla pewności. Następnie już po wyjęciu broni rozejrzał się po polu bitwy, może mógł dostrzec jak idzie jego chłopakom.
Właściciel
Ci już skończyli z ostatnią wieżą, która stawiała najzacieklejszy opór, i ruszyli w Twoim kierunku, idąc na wroga z drugiej strony.
-Nadciąga wasze przeznaczenie!- Zaśmiał się im w twarz, konkretniej tym co jeszcze przeżyli.
Ruszył wpierw po płaszcz i po swoje bronie. Następnie pożyczył od kogoś strzały i ruszył do najdalszej wioski.