Tyle mu podał-zaraz wróce-poszedł do samochodu i wziął towarzysza pod barki
Zaprowadził go do łóżka-śpij ja ide zobaczyć co u psa-wrócił do auta
Właściciel
Hejter
Pies się ucieszył na twój widok.
Pogłaskał go otworzył plecak schował pancerz, wyjął 2 konserwy jedną dla psa drugą dla siebie, sprawdził ile jeszcze konserw i wody mu zostało.
//Niezłe sku*wysyństwo.//
Czekał wraz z oddziałem.
Właściciel
Hejter
Szacujmy, że zapasów starczy na siedem/osiem dni.
Kuba
W końcu się pojawił ostatni członek załogi pojazdu.
Był to Luis. Zwrócił się od razu do ciebie.
-Nie myśl sobie, że będę się do ciebie zwracał "sir".
-ty pilnujesz auta ja ide doprowadzić go do porządku-zamknął auto i wyszedł do recepcji
Właściciel
Hejter
Pies zaszczekał, a ty wróciłeś do recepcji.
- Nie sądziłem, że ktokolwiek będzie się do mnie zwracał "sir".
Właściciel
Kuba
-Nie przyzwyczajaj się.
Hejter
-W pokojach.
- Nie zamierzam. Teraz do portu, czy macie jeszcze coś do załatwienia?
Właściciel
Hejter
Wróciłeś, a on spał w najlepsze. Lepiej odczekać do jutra.
Wziął prysznic ogolił się i poszedł spać
Właściciel
Hejter obudziłeś się rano, w swoim łóżku. W odróżnieniu od Wilhelma, który spał na podłodze.
Zrobił kilka ćwiczeń, przeładował i rozłożył każdą broń i poszedł do psa
- Czyli do portu. - rzekł i opuścił pojazd. Pozwolił by to żołnierze weszli pierwsi, a on po nich. Nie znał się na prowadzeniu takich maszyn, więc pozostawił kierowanie im.
Właściciel
Kuba
Ruszyliście, dość szybko i sprawnie wyjechaliście z miasta i pojechaliście do Los Angeles.
///Zmiana tematu: Los Angeles, ty zaczynasz.
Hejter
Spał na tylnym siedzeniu.
Obudził go lekkom kuksańcem i zjadł z nim po konserwie, wrócił do pokoju
Właściciel
Hejter
Twój kompan brał prysznic.
Na łóżku leżał mały plecak i jego rzeczy.
Położył się na łóżku i czekał
Właściciel
Hejter
W końcu wyszedł.
Od razu się ubrał.
-Louis kazał mi ci pomóc-
Właściciel
Hejter
-Rozumiem. Dba o chłopaków ze starej drużyny.
-zamierzasz zrobić coś w vegas? Czy napi**dalać się do nieprzytomności aż wątroba ci padnie?-
Właściciel
Hejter
-Wyjeżdżam z miasta, dziś.
Mówiąc to włożył do swoich kabur rewolwery.
-Jak nigdy, zgadnij kto ma auto?-
Właściciel
-Heh... jak chcesz.
Wstał. Teraz mogłeś z łatwością poznać, że był to utalentowany żołnierz. Z kacem.
Właściciel
Hejter
-Co powiesz na Chicago?
-Okej, mam nadzieje że wszystkiego nie przepiłeś bo przydałoby się zatankować-
Właściciel
Hejter
-To jest maluch, stać go na znacznie więcej.
-No ja bym przyciemnił szyby, dodał spijler jakieś alusy-
Właściciel
-Gra niewarta świeczki. Wsiadajmy.
-ehh żartowałem, dobra idziemy- wziął wszystkie swoje rzeczy i zszedł do auta
Właściciel
On usiadł obok.
-To jedziemy.
Właściciel
Zmiana tematu: Chicago, ty zaczynasz.
Paul powoli zmierzwł w strone miasta, wielkie światła dziwiły go ale też zaciekawiały.
Właściciel
Przemierzając pustą drogę pełną zdradzieckich wynalazków wiadome było, że będzie go ciągnęło do światła jak ćmę. Dotarł do obrzeży miasta nie zaczepiony przez nikogo.
Wyciągnął łuk i zaczął się skradać rozglądając wokół
Właściciel
Hejter
Na nikogo nie trafiłeś, chociaż w oddali zauważyłeś jeden latający wynalazek, który lądował.
Przyjrzał mu się z bezpiecznej odległości.
//Ale ja nie strzelałem tylko w razie coś wyciągnełem łuk\\