Właściciel
-Do Największego? Spoko. Zostaw tutaj sprzęt.
- Broń czy wszystko, co mam przy sobie?
Nie miał tego sporo, także złożył gdzieś obok strażnika i wszedł do środka.
Właściciel
Brama zamknęła się tak samo powoli.
-Trzecie piętro, lewy korytarz, pokój 24.
Pokiwał głową i udał się pod wskazany adres.
Właściciel
Tam drzwi pilnował tylko jeden żołnierz w kamizelce saperskiej i z LKM'em.
- Ja do Wielkiego Chucka.
Właściciel
-Tutaj jest Największy, który tutaj dowodzi. Pewnie ci się pomyliło, jak każdemu nowemu. Mniejsza, możesz wejść. Ma czas.
Prychnął pod nosem i pokręcił głową, ale nie miał ani czasu, ani chęci, żeby wszystko mu tłumaczyć, tak więc wszedł do środka.
Właściciel
Pomieszczenie zostało wykonane tak, że musiał iść krętym korytarzem, któego ściany były z tektury.
Nieco to go rozbawiło, miał nawet ochotę "przypadkiem" to zniszczyć, ale powstrzymał się i kontynuował marsz.
Właściciel
W końcu dotarł do kolejnych zamkniętych drzwi. W środku był Wielki Chuck i dwójka innych. Stali przy stole i rozmawiali, ale zwrócili uwagę na gościa.
Właściciel
Przywitali się ruchem głowy, a Wielki Chuck chyba go rozpoznał.
-Znowu ty? Jak tam życie?
- Jeszcze żyjemy. - odparł, kładąc pewien nacisk na to pierwsze słowo.
Właściciel
-Rozumiem. Przybyłeś po to, by...?
- Przy okazji podziękować oraz poprosić o możliwość przeniesienie tutaj moich ludzi.
//Ustaliliśmy to gdzieś czy kiedyś? ;-;//
//Poza swoimi ziomkami z wypadów ma tam też kobiety, dzieci i innych mężczyzn, także ten...//
//Taaa... To miałem na myśli piszą w KP o "grupie ocalałych."
Nie dogadaliśmy się.//
Właściciel
///Fuck. Dobra, ile proponujesz?
Właściciel
Jeden z nich się odezwał, nie dając Wielkiemu Chuckowi dość do głosu.
-Przyjmiemy 15 osób.
Miał to gdzieś, czekając na reakcję W I E L K I E G O C H U C K A.
Właściciel
Wielki Chuck pewnie miał niższą funkcję.
-To jest opinia Wyższego. Sorry.
Właściciel
-Wyżywienie, wolne miejsca, woda pitna.
- A jeśli jestem w stanie zaoferować własne zapasy i surowce to coś tym zmienię?
- Zależy czego dokładnie.
- Mamy sporo medykamentów i wykwalifikowanego lekarza, spore zapasy wody butelkowanej, puszkowanego żarcia i konserw, a nawet warzywa i owoce z lokalnej szklarni. Zaś broń... Nie jest tego dużo, tylko kilka osób ma broń palną, a jak ma, to przeważnie pistolety i rewolwery, czasem jakąś strzelbę czy coś. Mamy też sporo amunicji i jeden lekki karabin maszynowy.
Właściciel
-Dobra, to zmienia postać rzeszy.
-Rzeczy.
-Mniejsza. Kiedy możesz ich tutaj sprowadzić i czy potrzebujesz eskorty naszych?
- Czyli mogę sprowadzić wszystkich, tak?
Nim odpowiedział, zerknął na okno, oceniając porę dnia.
Właściciel
Obok okna był zegar pokazujący godzinę 14:02.
- Kilkuosobowa eskorta by się przydała, ale nie jestem pewien, czy sprowadzę wszystko i wszystkich w jeden dzień.
Właściciel
-Wielki Chuck może ci towarzyszyć ze swoim oddziałem.
-I zrobię to z przyjemnością.
- W takim razie ruszajmy, dobrze byłoby przenieść się tu ze wszystkim jeszcze przed zmrokiem.
Właściciel
-Wiesz Chuck, co robić.
-Ta jest.
Wielki Chuck uścisnął dłonie swoim towarzyszom i ruszył ku wyjściu. Warto ruszyć za nim.
Właściciel
Po tym, jak obaj wyszli, to Wielki Chuck lekko go odciągnął na bok.
-Nie kłamałeś, prawda?