Właściciel
Han
-Dajcie współrzędne, gdzie jesteśmy.
-Zbyt duże ryzyko pan ppdjął... Komandorze.
Kali
-Wyglądam Ci na którąś z sióstr Kryze?
Lando
-Ile my, a ile oni.
Moderator
Kali:
-Nie, myślałem że to jakaś wasza broń.
Han:
-Współrzędne..................No to wpadliśmy............Strefa Chissów. A paliwo w napędzie międzygalaktycznym się skończyło, zaś hipernapęd ma zawieszony komputer.
Lando:
-U nich jeszcze się trzymają dwa Providence a u nas jeden Venator. Teraz u nich tylko jeden Providence.
Właściciel
Han
Szybka powtórka z chissańskiego.
-Zawiadomcie Hrabiego. I zrestartujcie komputer
Lando
-Jest nadzieja.
Kali
-Nie, to Blaszanych łbów.
Moderator
Han:
Pojawił się przed tobą niewyraźny rozmazujący się hologram Dooku.
Kali:
-Jak by co ja nic nie wiem.
Lando:
-Być może wygramy.
Właściciel
Lando
-Walczcie.
Kali
-Jakbyś kła.ał, yo byś był już zdekapitowany. Znałeś Jango?
Han
-Potrzebujemy ppmocy. Bitwa kosmiczna o Mandalore została przegrana. Reek musiał umykać. Jesteśmy w przestrzeni Chissów, jesteśmy poważnie uszkodzeni, komputer nam wysiadł-paliwo do napędu międzygwiezdnego nam się skończyło. Potrzebujemy jak najszybszej pomocy. Wysyłam współrzędne.
-Jak który wyda rozkaz do otwarcia ognia, to go rozerwę!!! Chissów się nie atakuje pod żadnym pozorem.
Właściciel
Shmi
-Ben, stoisz i się patrzysz czy pomagasz?
//Bober ku*wa!!!
Konto usunięte
-Oczywiscie ze pomagam do cholery!
Właściciel
-To pomóż mi to wyrzucić poza miasto do ku*wy nędzy!!!
Moderator
Shmi:
Statek stał w powietrzu. Nagle tamten duży znikł a przez pięć minut było oślepiające zielone światło.
Lando:
Droidy coraz bardziej się wycofywały.
Kali:
-Nie. Nie znałem Jango Fetta.
Han:
-..e s.y..e ..s.
Właściciel
Han
-Wyregulować sygnał.
Lando
-Naprzód!!! Ale zostawmy coś dla Watahy.
Kali
-A ja znałam z pierwszej osoby.
Shmi
Jako że ma zamkniętę, to ją to guzik obchodzi.
Moderator
Han:
-Da..j n.c
Kali:
-Ja tylko o nim słyszałem.
Lando:
Droidy wycofywały się w stronę portu lotniczego.
Właściciel
Lando
-Zablokować je.
Kali
-Mnie trenował osobiście. Idziemy
Han wzmocnił sygnał.
Moderator
Han:
-Teraz słyszę.
Lando:
Z portu wychodzą kolejne droidy.
-Zrobili tam fabrykę!
Kali:
Mina typu szacun.
Właściciel
Kali
-No co, jakość to jakość. Mojego brata też miał szkolić, ale coś wypadło.
Lando
-Umocnić się i odpierać ataki.
Han
-Potrzebujemy ppmocy. Bitwa kosmiczna o Mandalore została przegrana. Reek musiał umykać. Jesteśmy w przestrzeni Chissów, jesteśmy poważnie uszkodzeni, komputer nam wysiadł-paliwo do napędu międzygwiezdnego nam się skończyło. Potrzebujemy jak najszybszej pomocy. Wysyłam współrzędne.
Konto usunięte
-Eh... A ponoć taka wszechmocna...
Właściciel
Shmi
-Masz pojęcie, jakie to duże?
Konto usunięte
-Eh nieważne... Teraz. - Użył mocy na statku i spróbował wraz z Shmi wyrzucić to za miasto.
Właściciel
Shmi daje z siebie wszystko.
Moderator
Kali:
Zbrojownia jest w hangarze.
Lando:
Widzisz kilka klonów które się przedostały do środka. Chwilę potem piękny wybuch fabryk.
Han:
-Zrozumiałem. Kara cię nie ominie. Wyślemy wam dwa Lucrehulki.
Shmi i Bober:
Powoli się przesuwa.
Właściciel
Kali się przebiera, ale zostawia swój miecz i pistolety.
Shmi
-Jeszcze trochę.
Lando popatrzył się na mapę miata.
-Coś jeszcze?
Han
-Bo to ja jestem ten zły...-usiadł na fotelu i zdjął hełm. Widać zatroskane oblicze. patrzył się co chwilę na Ahsokę i na wszystkich, ale głównie na Ahsokę.
Moderator
Kali:
//Przy sobie czy w zbrojowni?
Lando:
-Jeszcze tylko w pałacu się bronią.
Han:
-Sir, jakiś statek się do nas zbliża.
Konto usunięte
Używał mocy dalej aby statek się przesunął.
Właściciel
Kali
Przy sobie.
Lando
-No to fajrant kapitanie.
Han
-Niech nikt nie waży się strzelać.
Shmi
Żyłka jej na czole wyskoczyła z wysiłku.
Moderator
Lando:
-I najważniejszy punkt odbity. Bar.
Kali:
-Teraz tylko wejść do sali tronowej i wziąć ich zaskoczeniem.
Han:
-Sir, chcą się z nami łączyć.
Shmi i Bober:
I statek poleciał gdzieś za miasto.
Właściciel
Han
-Łączcie. 100 kredytek, że to Chissowie.
Lando
-"Pod REvanem" czy Canderousa Ordo?
Shmi
-Dobra robota.
Kali
-Idziemy i nie gadamy. Eh, w czerwonym mi nie do twarzy.
Moderator
Lando:
-Canderousa.
Kali:
Weszliście bez problemu do sali. Na środku leżał jeszcze nie sprzątnięty Vizsla. Dookoła pełno było Rojowników i droidów.
Han:
Pojawił się obraz bruneta, Chissa w czarnym, lekko zielonkawym mundurze.
Właściciel
Han
//Thrawn?
Lando
-Spoko... Muszę odespać ostanie kampanię... I tłumaczyć się kuzynowi, dlaczego tak wiele bitwe bez jego...
Kali podeszła nieco na tył. Sprawdza możliwości ataku.
Moderator
Han:
//Misstrus.....Mist....Thrawn.
Lando:
-I tą pod Revanem też. Zresztą podobno mają odbijać generała.
Kali:
Kilku spojrzało na ciebie.
-Imię. Nazwisko. I podaj treść przysięgi.
Właściciel
Han po Chissańsku
-Witam.
Lando
-Dobra. Możę nie lubię włąscicielki, ale dobre ciasta mają.
Kali szybko Mocą sprawdziła przysięgę w jakiejś głowie rojownika i ją wyrecytowała.
-Haidi Ferne.
Moderator
Kali:
//To to samo co Drufgast mówił w gabinecie Jamerta//
-Republika odbija pałac. Możemy za chwilę się spodziewać Jedi w drzwiach. I tamtego klona w oknie.
Jeden z Rojowników strzelił w okno z witrażem za którym był klon.
Han:
-Witaj przybyszu. Czemu naruszyłeś tereny należące do Chissów?
Lando:
-Separatyści byli wkurzeni przez Lucrehulka i Rzeź na Geonosis oraz Żeberka z Grievousa.
Właściciel
Lando
-Ale jakie to pyszne...
Kali
//Coś tak podejrzewałem.
-Rozumiem.
Han
-Mamy pusty bak, komputer nam się zawiesił... Mitth'raw'nuruodo, tak?
Moderator
Han:
-Jaką barką handlową?
-Nie ważne, trzeba było włączyć i wyłączyć, i czy jest pan pewien że dobrze zna Chissański?
Lando:
-Jeszcze nie jadłem.
Kali:
-Republika chce pozbawić Mandalorę honoru!
Właściciel
Kali
-Tak!
Lando
-Jak to się skończy, stawiam wam zupę mandaloriańską kapitanie.
Han
-To pewnie przez akcent, przepraszam. BAK, nie BARKA. BAK!!!
Moderator
Han:
-Czy przybywacie w pokoju?
Kali:
-Nie pozwolimy by Republikańksie psy bezcześciły ziemie Mandalory!
Lando:
Widzisz Providence zatrzymanego w powietrzu.
Właściciel
Lando
-Normalka...
Kali
-Tak!
Han
-Tak, zgadza się. Nie mamy najmniejszej ochoty walczyć.
Moderator
Kali:
-Będziemy bronić pałacu.
Lando:
Widzisz jak z hangaru wypada wymalowany na szybko transparent: Już daj nam zginąć!
Han:
-Czemu nazwał mnie pan kamień walczyć?
Właściciel
Han
-Pie**olony akcent, moment-sprawdza słownik kieszonkowy-a, źle akcent kładę, dobra. Mówisz w basicu? I nie kamień, tylko ochoty.
Kali skinęła głową.
Lando patrzy dokładnie, kto go wystawił.
Moderator
Han:
-Słabo w waszym języku.
Kali:
-Teraz trzeba spalić truchło Vizsli.
Lando:
Widzisz mistrzynię Shmi z wyciągniętymi rękoma ku górze i jakiegoś sitha.
Właściciel
Lando
-No i ekstra, Bena przywiało z najgłebszych czeluści tartaru...
Han
-Mówmy po waszemu, dobrze? Włąsnie powiedziałem, bo dziadowemu, tak?
Kali
-Mogę się tym zająć.
Moderator
//No i czekam na Bobera bo się pogubi.
Konto usunięte
// Nie rozumiesz że czasami kogoś nie ma?
-Ta... Dzięki. Co teraz?
Właściciel
Shmi
-A teraz... Daj mi odpocząć...
Konto usunięte
-Mhm... - Westchnął. - Cholera... Potem lecimy na Coruscant?
Właściciel
-Tak, jasne... Cholera, to było męczące-upadła na ziemię. Jej klatka zaczęła się miarowo podnosić i opuszczać.
Konto usunięte
Usiadł na ziemii. Spojrzał na Shmi.
-Taaaak... Wszystko w porządku?
Moderator
//Rozumiem, dlatego zostawiłem historię abyś się nie zgubił.
Kali:
-On musi zostać spalony godnie. Jak wojownik.
Han:
-Dobrze znasz język Chissów, tylko zły akcent.
Lando:
Statek nagle gdzieś został rzucony za miasto.
Shmi i Bober:
Widzicie generała Landa.
Właściciel
Shmi
-Wycieńczona, ale spoko.
Lando podszedł nad Bena i spojrzał się na niego z góry.
Konto usunięte
Spojrzał na Lando z góry.
-Ooo... Kogo my tu mamy...
Właściciel
//Lando jest na górze. Z resztą, ma dwa czterdzieści wzrostu.
-Chciałem się zapytać o to samo Ben...