Karczma pod Historią

Avatar darcus
Myśliwy wskazał na pustą, drewnianą ławkę stojącą przy ognisku, na której Darcus niepewnie usiadł, Elisif zapewne również, po czym sam usadowił się na drugiej ławce naprzeciwko.
- Ustalmy, że jeśli szukacie kamiennej pantery, czy czegokolwiek innego, i chcecie ze mną współpracować, to nie będziecie mnie okłamywać. Nie jesteście badaczami i to widać gołym okiem. Zapytam więc jeszcze raz. Kim jesteście i co tu robicie? - Przemówił myśliwy z niebywałym, w porównaniu z ciepłotą wcześniejszych wypowiedzi, chłodem w głosie, a także apatią na twarzy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Gdybyśmy mogli ci wszystko powiedzieć to już byś o tym wiedział. Przybyliśmy w moim bratem z Anubel. Potrzebujemy znaleźć tą panterę bo posiada coś czego w inny sposób nie zdobędziemy.

Avatar darcus
- Rozumiem, że twój brat z natury jest małomówny? - Zapytał retorycznie myśliwy, spoglądając przelotnie na Darcusa, który w reakcji na to zmarszczył brwi, a następnie przeniósł wzrok z powrotem na Elisif. - W porządku. Sekrety są lepsze od kłamstw. Szukacie więc kamiennej pantery... - Myśliwy pogładził się po swojej nietypowej fryzurze, wyciętej w kształt przypominający romb. - Tak się składa, że my też. Co prawda wyruszyliśmy do doliny celem znalezienia samicy polnego pełzacza, ale kiedy wpadliśmy na trop zmory myśliwych uznaliśmy, że ten przerośnięty robal może poczekać. Najpierw jednak pozwólcie, że się przedstawię. Jestem Wan. Wan Kenobi. - Myśliwy ukłonił się teatralnie, a w tym momencie, jak na zawołanie, coś błysnęło na jego szyi.

Avatar Omeg12
Założył, że Ax będzie potrzebował trochę czasu na zebranie potrzebnych zapasów. Sprawdził, jaka jest pora dnia, w razie potrzeby - gdyż mógł chyba spojrzeć oczami kogoś z powierzchni - wychodząc na zewnątrz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nazywał się Elisif, a to mój brat, Darcus. Więc znaleźliście jakiś trop, odnośnie tej pantery? - zapytała Elisif w międzyczasie rzucając okiem na jego szyję w poszukiwaniu źródła błysku.

Avatar darcus
- Owszem, a w zasadzie nawet więcej. Raff widział ją na własne oczy. - Wskazał na podstarzałego myśliwego stojącego kawałek dalej. - Poraniła Pazura i uciekła w góry. Na szczęście nikt więcej nie ucierpiał. Okazuje się, że pantera pozostawia za sobą bardzo charakterystyczne ślady, jednak robi to tak sporadycznie, że żaden z nas nie potrafi jej po nich wytropić. Dlatego jesteśmy w kropce. Tylko Pazur mógłby nas do niej doprowadzić, ale jest tak mocno pokiereszowany, że ledwie się rusza. - Wyjaśnił Wan, nie wyglądając ba zachwyconego całą sytuacją. Elisif zaś spostrzegła, że błyskotka na jego szyi to charakterystyczny amulet przypominający pazurzastą łapę. Wokół rdzenia amuletu, którym był niebieski kamień, było coś zapisane, ale z tej odległości nie dało się wyczytać wiele.

Davis mógł zauważyć, że całe podziemia chroniło jakieś zaawansowane pole magiczne. Mimo, iż w normalnych okolicznościach zapewne by go zablokowało, to poczuł się do niego w jakiś sposób dostrojony. Oczami dowolnej osoby na powierzchni mógł dostrzec, że dochodzi południe.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie próbowaliście wezwać jakiegoś uzdrowiciela żeby mu pomógł?

Avatar darcus
///Nienawidzę wchodzić na Jeja na telefonie. Tak, zgadłeś, znowu jakiś post usunięty, tym razem na szczęście krótki. Uroki braku internetu na kompie...///
- Wysłałem parę osób na bagna po zioła lecznicze, ale niewiele pomogły. Niestety nic więcej nie mogę zrobić. W okolicy nie ma żadnego uzdrowiciela, a miasto jest daleko i Pazur mógłby nie przetrwać podróży. - Wyjaśnił Wan, wpatrując się w ognisko.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A co z tym całym Raffem? Gdzie widział panterę?

Avatar darcus
- To nie ma znaczenia. W ciągu kilku ostatnich dni byliśmy tam kilkakrotnie i niczego nie znaleźliśmy. Ani pantery, ani nawet świeżych śladów. Obawiam się więc, że jeśli żadne z was jakimś cholernym cudem nie ma zdolności leczniczych, to wszyscy jesteśmy w kropce. - Rzekł ze słyszalnym poddenerwowaniem w głosie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozumiem. - odparła Elisif po czym skierowała się w stronę brata. - Darcus, nie dałbyś rady kogoś wezwać?

Avatar darcus
- W obecnym momencie to raczej niemożliwe, z kilku powodów. - Odparł Darcus, spoglądając na Elisif. - Ale co z tobą? Przerabiałaś przecież teorię z Maraliusem. Nie mogłabyś czegoś zaradzić? - Zapytał, z zastanawiającym wyrazem twarzy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jeśli nie mamy innego wyjścia to postaram się. Poza tym pamiętaj że to tylko teoria, nigdy nie leczyłam nikogo z poważniejszymi ranami.

W międzyczasie Masil udał się do piętra z ramą portalu i jako iż dostał wiadomość od pewnego znajomego wyciągnął czerwoną kamienną płytkę z odwróconym pentagramem i włożył do otworu w ramie. Podwinął rękawy, zakaszlał głośno i wkroczył do portalu.

Pojawił się w wymiarze Beliara, choć już dawno z pewnych znanych niektórym powodów wymiar nie należał już do niego. Niewiele się tu przez ten czas zmieniło, wciąż wymiar pasował idealnie wszystkim demonom i mrocznym istotom zamieszkującym go.
Masil udał się przez piekielną równinę do małego domu zrobionego w całości z czarnego kamienia. Stał sobie na niewielkim wzgórzu jakby przygotowanym pod dom na samym środku niczego. Mag przeniósł się w dość słabo zamieszkaną część wymiaru, z tych pustkowi nie było widać nawet głównej siedziby Beliara, w której przesiadywał za życia.
Masil podszedł do drzwi i już miał zapukać ale one - również zrobione z czarnego kamienia - rozpłynęły się ukazując wnętrze.
Dom w środku wydawał się jeszcze mniejszy, po prawej było podłużne kamienne łóżko, po lewej był fotel ustawiony przodem to kominka w którym paliło się jakieś ciemne drewno. Na samym środku stał stary drewniany stół bez żadnych krzeseł, wyglądał jakby miał się zaraz rozpaść. Dom nie był zresztą pusty. Właściciel był demonem przypominającym satyra, jednak był wyższy od normalnego człowieka a jego futro było czarne z niewielkimi szarymi pasmami. Siedział sobie na fotelu popijając gorącą czekoladę i czytając jakąś książkę leżącą mu na kolanach.
- Długo wam to zajęło. - powiedział Masil wchodząc do środka i spoglądając na satyra-demona.
- Semangat nie jest demonem łatwym do oszukania. Zresztą gdyby był, nie dałby rady obalić Śniącego, racja?
- Niby tak. A więc co udało się wam zrobić?
- Mamy przygotowany plan, udało nam się już przekazać Śniącemu informacje, ma się przygotować.
- Czyli moja propozycja zachęciła demony?
- Owszem, plany Semangata co do ataku na wasz świat bardzo spodobał się wszystkim spodobał. Nawet ostrzeżenia Śniącego o tym że wy ludzie, jesteście na nas przygotowani zbytnio nie pomogły. Ale atak na dawny wymiar Innosa? To przekonało wielu, nawet większą ilość niż się spodziewałem. W zasadzie jesteśmy prawie gotowi żeby obalić Semangata i ponownie posadzić na tronie Śniącego. Który oczywiście z chęcią przyłączy się do realizacji twojego planu.
Masil zatarł dłonie, nie był pewien czy to wypali. Moc jaką posiadają demony zamieszkujące ten wymiar jest przydatna, ale jakże chaotyczna. Ale z jego siłą i siłą Śniącego... Był pewien że uda mu się nad nimi utrzymać kontrolę.
- W takim razie... Do dzieła.
- Zanim wyruszymy, zapytam cię po raz ostatni. Jesteś tego całkowicie pewien? Słyszałem że niektórzy magowie potrafią przywoływać demony żeby im służyły, ale nawet to często kończy się fatalnie. Zresztą nie muszę ci chyba przypominać o Marduku, racja? Ale żeby myśleć że dasz radę kontrolować ich wszystkich...
- Śniący mi pomoże. Poza tym... Skoro Marduk nie był dla mnie problemem, to co mi z nich? Semangat jest tylko kolejnym szarym kamieniem na ścieżce pełnej diamentów, nie będzie zagrożeniem. Jestem pewien że dam radę, nie traćmy czasu.
- No cóż... - Satyr-demon zamknął księgę i wstał wrzucając ją do kominka. - Jeśli tak uważasz. Nadchodzi więc czas żeby w wymiarze demonów skończył się pokój. Czas na nasz ulubiony chaos. - Satyr-demon położył kubek na stole a ten zawalił się głośno. - Cholera, może przynajmniej znajdę jakiś fajny stół.
Oboje więc wyszli z domu i ruszyli do portalu który pojawił się kilka metrów od nich.

Avatar Omeg12
Tak więc musiał zdecydować, jak powinien zabić czas. Po zastanowieniu postanowił poszukać jakiejś w miarę spokojnej tawerny i napić się czegoś. Może to niezbyt profesjonalne, ale po tym wszystkim chyba właśnie tego potrzebował.

Avatar darcus
- Lepsze to, niż nic. - Wtrącił się Wan, na co Darcus pokiwał głową żywo.

Jedyne miejsce w całym mieście gdzie można by się czegoś napić to sama Karczma pod Historią. Zapewne wszystkie inne zbankrutowały pod wpływem jej popularności, więc cóż... Teraz nawet Karczmarza ktoś już zastępował.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No dobrze, mogę spróbować coś zrobić.

Masil wraz z towarzyszem pojawili się u podnóży sporej wieży obserwacyjnej w dość sporym "mieście" należącym do demonów. Trudno jednak było to dokładnie nazwać miastem bo człowiek prędzej opisał by to miejsce słowem "ruina". Domy były tak różne i poustawiane w tak chaotyczny sposób że nie było problemem się tutaj zgubić. Nie było żadnych murów ani osłon, zresztą nie dziwiło to, w końcu nikt nie spodziewał się ataku z innej strony niż od rozwścieczonego z jakiegoś sposobu sąsiada-demona. Chodzące tutaj demony spoglądały dziko i agresywnie na Masila, jednak nie atakowały, prawdopodobnie z powodu szacunku - a może strachu? - do demona-satyra. Niektóre jednak jakby go rozpoznawały i lekko schylały głowę przechodząc obok. Ogólnie czuć było jakąś gęstą atmosferę, jakby miasto czuło że zaraz ma się coś dziać.
- A więc jaki jest wasz plan? - zapytał Masil spoglądając na towarzysza który rozglądał się przez chwilę po czym otworzył drzwi do wieży.
- Dostaniemy się na wieżę i wyślemy sygnał, demony stojące po twojej stronie dostały już ode mnie informację że to dzisiaj. Mają zająć resztę wież i czekać na nasz sygnał. Nasi sojusznicy zostali podzieleni na trzy grupy, część ma zająć wojska Semangata we wszystkich trzech miastach, druga ma zająć się okupacją fortecy tak żeby Semangat nie był wstanie wydać jakichś dokładniejszych rozkazów. Trzecia, najmniejsza ale najlepsza, uda się z nami do więzienia żeby odbić Śniącego. Po tym zajmiemy się Przyszłym-martwym władcą.
- Świetnie. W takim razie nie ma na co czekać.
- I tak już jest za późno. - powiedział demon i wraz z magiem wkroczyli do wieży.

Avatar darcus
- W porządku. Pazur jest w tamtej chatce, na rogu. Raff pójdzie z tobą, powie ci co i jak. - Wan wskazał na niewielką ruinę z kamienia, która w pradawnych czasach mogła służyć za dom.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif kiwnęła głową bez słowa i udała się w stronę chatki.

Kate tymczasem skończyła się wreszcie pakować. Trochę jej to zajęło ale miała nadzieję że nie będzie musiała w najbliższym czasie wracać do miasta, w końcu tak bardzo miast nie lubiła. Założyła na plecy dość duży plecak pełny ubrań i jakichś innych osobistych mniej lub bardziej przydatnych rzeczy. Ogólnie gdyby ktoś ją zobaczył to można by pomyśleć że się wyprowadza. Zresztą nie planowała prędko wracać, jeśli nie będzie musiała.
Wybiegła z pokoju i rozejrzała się czy jest ktoś w Karczmie z kim mogła się pożegnać, jeśli nie, udała się do wyjścia z Karczmy a następnie z miasta by skierować się z powrotem do być może nie długo martwego lasu.

Avatar darcus
Staruszek, który najwyraźniej nazywał się Raff, ruszył razem z Elisif. Po drodze mogła ona jeszcze usłyszeć zza pleców jak Darcus zagaja Wana na temat Kamiennej Pantery. Kiedy dotarli do chatki, Elisif ujrzała skulonego w kącie, ciężko dyszącego, poranionego wilka, ze śladami zębów i szponów na niemal całym ciele. Raff podszedł do niego, uklęknął, pogłaskał zwierzę po grzbiecie i zaczął szeptać doń czule.

Kiedy Kate wróciła na miejsce, Baba Jaga stała na zewnątrz, w swoim ogródku z kosturami, drapiąc się po głowie i nie mogąc wyjść z podziwu, spoglądała na miejsce gdzie wyrósł wcześniej kostur dziewczyny. Obok, na płotku, siedział widziany już wcześniej przez Kate podczas swej ucieczki kobold, mamrocząc coś w nieznanym jej języku.

Avatar Omeg12
Przysiadł się i zamówił jakiś trunek.

Avatar darcus
Po chwili krzepka, rudowłosa krasnoludzica, która najwyraźniej chwilowo zastępowała karczmarza, podała mu jego zamówienie i wróciła za ladę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif ruszyła powoli w stronę wilka starając się go nie wystraszyć.
- Biedne zwierzę. - powiedziała cicho przyglądając się wilkowi.

- Wróciłam! - zawołała Kate zbliżając się zadowolona do wiedźmy.

Avatar darcus
- Staraj się być delikatna. W obecnym stanie raczej nic ci nie zrobi... - Rzekł staruszek, wstając i gestem zachęcając Elisif by podeszła bliżej.

Baba uciszyła kobolda gestem i spojrzała na Kate. - Ach, świetnie. Chodźmy do środka, przygotowałam coś dla ciebie. - Zaskrzeczała, po czym pokuśtykała do chatki, a potem do piwnicy, pozornie nie czekając na dziewczynę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jestem ostatnią osobą której musisz to mówić. - powiedziała Elisif po czym zbliżyła się nieco pewniej do wilka ale nie wykonując przypadkiem żadnych zbyt szybkich ruchów.

Kate zaciekawiona poszła za Jagą szybkim wesołym krokiem.

Avatar darcus
Wilk tylko dyszał ciężko i drgnął słabo. Nie ruszał się, nawet nie pisnął. Był bardzo słaby, możliwe że nawet nie zauważył Elisif.

Jaga zaprowadziła ją do piwnicy, gdzie na ogniu wciąż stał kocioł, w którym bulgotał brązowy wywar podobny do szamba, po którym pływały różowe, tłuste plamy przypominające oka na rosole. Baba chwyciła złotą misę, która stała obok, a której zdecydowanie wcześniej tu nie było, zanurzyła ją w miksturze, po czym już pełną bez słowa podsunęła Kate pod nos. Choć 'zupa' wyglądała obrzydliwie, to przynajmniej pachniała różami...

Avatar Omeg12
Wypił i w ramach eksperymentu użył mocy, aby sprawdzić, jaka jest różnica.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif podeszła więc bliżej do wilka i przykucnęła przy nim. Jeśli nie zareagował w żaden agresywny sposób to pogłaskała go czule po głowie po czym uniosła ręce nad najcięższymi ranami, skupiła się i postarała się je uleczyć.

Kate wzięła miskę od Baby i przyjrzała się zawartości.
- Co to takiego? - zapytała. Mimo iż wcześniej nic jej się nie stało po wytworach Baby to jednak wolała wiedzieć co pije. Chociaż czy aby na pewno?

Kiedy Masil ze swym towarzyszem dotarli na szczyt wieży satyr-demon rozpędził się i z całej siły uderzył rogami demonicznego strażnika wieży tak że ten spadł z wrzaskiem prosto na dół. Następnie podszedł do znajdującej się na środku wielkiej, czarnej, metalowej kuli unoszącej się nad podłogą.
- Ciekawe, ludzie raczej korzystają z palenisk. - powiedział Masil.
- No tak, bo tutaj ogień ogromnie by się wyróżniał. - odparł demon zabierając zawieszone na filarze podtrzymującym dach wieży urządzenie, wyglądające jak połączenie klucza z niewielkim kosturem. Spojrzał ostatni raz na Masila po czym uderzył zebranym przedmiotem w kulę.
Rozległ się potężny syk wydobywający się z kuli po czym omijając dach w niebo wystrzeliła niezwykle mocna czerwona smuga.
- I to niby się wyróżnia? - zapytał sarkastycznie Masil.
- Skoro nie zmienili tego od tylu lat...
W ciągu następnych kilkunastu sekund z innych wież na terenie miasta rozległa się seria cichszych lub głośniejszych syków a niebo rozświetliło się jeszcze bardziej na czerwono niż zwykle.
Nim zdążyli zrobić coś więcej usłyszeli dochodzące z dołu odgłosy walki i wybuchów.
- Zaczęło się. - powiedział demon-satyr uśmiechając się. - I dobrze, zbyt długo było tu tak spokojnie.

Avatar darcus
Po chwili skupienia i przypomnienia sobie jak to szło, z rąk Elisif zaczęło sączyć się światło w kolorach złota i różu, które spływając na rany zwierzęcia bardzo powoli, aczkolwiek nieubłaganie, goiło je.

- Od tego zrobisz się drewniana, jak ja. - Rzekła Baba, po czym zarechotała. - A teraz pij! - Zażądała ponownie.

Różnica wykryta przez Davisa była chyba raczej żadna. Wyglądało na to, że na efekty trzeba było trochę poczekać...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif widząc że leczenie pomaga nie przestawała używać zaklęcia zmieniając tylko powolnie ustawienie rąk tak żeby wziąć się za leczenie każdej z ran.

To się kiedyś źle dla mnie skończy - pomyślała z przekąsem Kate po czym wypiła duszkiem zawartość miski.

Avatar darcus
Trwało to trochę, ale rany wilka robiły się coraz mniejsze i bardziej znośne. Raff przyglądał się wszystkiemu z boku. - Niesamowite... - Wyszeptał w pewnym momencie.

Wywar był bardzo gęsty i w smaku przypominał ciepłego kokosa. O ile Kate wiedziała, jak kokos smakuje. Po jego wypiciu poczuła sytość, ale nic więcej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif która w pełni skupiła się na ranach wilka słysząc czyiś głos wystraszyła się i podskoczyła lekko.
- Wybacz... - powiedziała spoglądając na myśliwego. - Zapomniałam że ktoś tu w ogóle jest. - westchnęła cicho po czym z powrotem zwróciła się w stronę wilka i wzięła za wyleczenie ran do końca.

Kate mimo iż kokosa nigdy wcześniej nie jadła, smak ten szybko podpadł jej do gustu.

Avatar darcus
- To ty wybacz mi, nie powinienem ci przeszkadzać... Po prostu... Już dawno temu nie widziałem na tej wyspie kogoś, kto by używał magii w tak zręczny sposób. - Wytłumaczył staruszek.

- No, świetnie. Teraz choć ze mną z powrotem na zewnątrz, w domu jest za mało miejsca do tego co mamy zrobić. - Rzekła Baba, odstawiając misę i wychodząc z piwnicy, a potem z domu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Czegoś tam się nauczyłam. - Elisif uśmiechnęła się dokańczając swoją robotę.

Kate bez słowa ruszyła za wiedźmą.

Avatar darcus
Raff pokiwał w zadumie głową i dalej obserwował cały proces. Zajęło to kilka, może kilkanaście minut, ale wilk został w miarę wyleczony. Zostały oczywiście jakieś blizny i zadrapania, ale Elisif nie była w stanie zrobić wiele więcej, zwłaszcza że po tym występie była przemęczona.

Kiedy wyszły na zewnątrz, Jaga stanęła przed wejściem do swojej chatki. - No dobrze. Gdzie masz swój kostur? - Rzuciła przez ramię.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To tyle, więcej nie zrobię. - powiedziała Elisif głaskając wilka po czym wstała i przetarła sobie czoło dłonią. - I tak wyszło mi lepiej niż sądziłam.

Kate zdjęła plecak, tuż pod nim miała zawieszony swój kostur na średniej grubości linie którą przywiązała do kostura.

Avatar darcus
- Nie wiem jak ci dziękować. Pozwolisz, że z nim tu zostanę? Ty lepiej wracaj do reszty, nie wyglądasz najlepiej... - Rzekł Raff, spoglądając z wdzięcznością i współczuciem na Elisif.

- Doskonale... - Baba Jaga zatarła dłonie, po czym wskazała Kate na rosnący w pobliżu krzak. - To teraz zapytaj go jak mu dzień mija i powiedz mi co ci odpowie. - Powiedziała zupełnie tak, jakby to było coś normalnego i wcale-nie-nadzwyczajnego.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Oczywiście, muszę chyba... Trochę odpocząć. - odparła Elisif i powolnym krokiem udała się w stronę miejsca, z którego wcześniej przyszła, rozglądając się za Darcusem.

- Że co? - Kate spojrzała na Babę jak na jeszcze większą wariatkę niż nią była.

Avatar darcus
Wan gdzieś zniknął, ale Darcus nadal był na miejscu. Spostrzegłszy Elisif wstał i zbliżył się, jakby gotów do złapania jej, w razie, gdyby miała się przewrócić. - Wyglądasz mizernie... - Skrzywił się. - Chyba lepiej będzie, jak zabiorę cię z powrotem, co? - Zapytał zachęcająco.

Jaga zerknęła zdziwiona na Kate. - No przecież mówię, że... - Nie dokończyła, bo nagle zesztywniała. -
Zaraz zaraz, nie chcesz mi chyba powiedzieć, że nie znasz nawet podstaw?! - Zdziwiła się niemiłosiernie, niemal podskakując w miejscu z zaskoczenia.

Avatar Omeg12
Też racja. Rozsiadł się więc i zaczekał, przy okazji starając się trochę odpocząć przed czymkolwiek go czekało.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif dopiero teraz zaczęła mocniej odczuwać zmęczenie. Zamrugała kilka razy jakby starając się rozbudzić.
- Może to nie taki zły pomysł. - odparła po chwili.

- Podstaw? Ja... Zazwyczaj nie gadałam z roślinami... - mruknęła Kate nie do końca wiedząc co powiedzieć.

Avatar darcus
- W porządku. - Darcus zaoferował swoje ramię, bezdźwięcznie zachęcając Elisif do oparcia się. - Wrócimy jutro, do tego czasu powinniście zdążyć wszystko przygotować. - Rzucił asasyn do jednego z myśliwych, na co ten podniósł wzrok znad ogniska i spojrzał zaniepokojony na rodzeństwo, koncentrując wzrok głównie na Elisif.
- Na pewno chcecie teraz ruszać w drogę? Moglibyście zostać tutaj, w obozie... - Rzekł z lekka podejrzliwie.
- Mamy w okolicy własny obóz. - Skłamał Darcus. - Tam mamy też resztę swojego ekwipunku, więc powinniśmy go jeszcze odwiedzić przed polowaniem. Damy sobie radę. - Dodał pospiesznie.
- W porządku... - Rzekł niechętnie myśliwy i wrócił do swoich zajęć.
Asasyn jeszcze raz spojrzał na Elisif, wyczekująco.

Jaga podrapała się po nosie w zadumie, przy akompaniamencie nieprzyjemnego dźwięku skrobania. - Niebywałe. Nie znasz nawet podstaw, a mimo tego Kostur Życia wyrósł ci przed nosem jak tylko zjawiłaś się w moim ogródku... - Mruknęła Baba bardziej do siebie, niż do Kate, po czym wskazała na kostur. - A on, mówił ci już coś? - Zapytała skrzeczącym tonem.

Telepata odpoczywał więc. A czekał go... Wieczór, który akurat postanowił się zdarzyć. W rzeczy samej, słońce powoli zachodziło.

Tymczasem w jaskini Adanosa, gdzie wszyscy ocaleni przez niego ludzie przebywali, o ile rzecz jasna nadal tam byli, a jeśli nie, to gdziekolwiek aktualnie przebywali zaczął otwierać się znajomo wyglądający portal. Wyglądało na to, że znajomi z Kręgu zechcieli znów złożyć mu wizytę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif nie mówiąc nic więcej oparła się o ramię brata.

- Emm... Nie, przedmioty raczej zazwyczaj ze mną nie rozmawiają... - odparła Kate.

Adanos wraz z ocalałymi przenieśli się nieco bardziej w stronę Varantu i osiedlili się w jakiejś sporej jaskini. Łatwo można było zauważyć że przybyło kilkudziesięciu ludzi.
Adanos zasnął akurat na ławce opierając głowę o skrzynie stojące za nim.

Avatar darcus
Darcus milcząc wyprowadził ją z obozu, a gdy był już całkowicie pewien, że są poza zasięgiem myśliwych, uprzedził ją o tym co zamierza zrobić, po czym teleportował dwójkę do Karczmy, a konkretnie do pokoju Elisif.

Z kostura wydobyły się jak na zawołanie niezbyt przyjemne wibracje, zupełnie jakby poczuł się urażony. Cóż, w każdym razie coś mówiło Kate, że tak właśnie było.
- No trudno... Trzeba będzie cię nauczyć czucia. W takim razie powiedz mi co wiesz. O magii, naturze i w ogóle... - Wybąkała Baba, nieco zbita z tropu.

- Pobudka, wasza wysokość. - Adanos mógł usłyszeć rozbawiony, żeński głos przed sobą.

Avatar Omeg12
O ile był w stanie wrócił do podziemi, aby sprawdzić, jaki postęp został poczyniony.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dziękuję. - powiedziała Elisif siadając na łóżku. - Chyba muszę się trochę zdrzemnąć.

- Eee... - Kate jeszcze bardziej zamieszało to co poczuła. Najpierw spojrzała na kostur po czym po chwili na Jagę. - To zależy o co ci chodzi...

Adanos otwarł powoli oczy po czym przetarł je i rozciągnął się ziewając przy tym.
- Zaczynam już powoli padać. - mruknął Adanos chyba bardziej do siebie niż do przybysza. Mrugnął dwa razy po czym spojrzał na osobę która do niego przybyła.

Avatar darcus
- W porządku. Ja muszę jeszcze coś załatwić. Do zobaczenia jutro. - Rzekł Darcus, kiwnął głową na pożegnanie, po czym wyszedł.

- Chodzi mi o twoją wiedzę o duszy świata... - Naciskała zniecierpliwiona Baba.

Przed Adanosem stała kobieta ubrana w typowe dla kręgu czarny kombinezon i białą maskę, coś w jej wyglądzie mówiło jednak byłemu bogu, że jest to inna osoba niż ta, z którą rozmawiał wcześniej. - Dostarczam to, co obiecał Cedrik. Żywność, medykamenty, ubrania i takie tam drobiazgi. Ponoć wam brakuje zapasów. - Rzekłszy to pstryknęła palcami, a z portalu obok zaczęły wysuwać się i układać na stos obok skrzynie, beczki, worki i inne pospolite pojemniki, w ilości wręcz odrobinę za dużej dla takiej ilości osób.

Jak zwykle zejście z samej powierzchni aż do kuźni trochę trwało, ale Davis prawdopodobnie pamiętał już drogę, a nawet jeśli nie, to drogowskazy i asasyni napotkani po drodze jak zawsze okazali się pomocni. Ax już czekał, siedząc na krześle i czytając jakieś pismo o nadpalonych krawędziach.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif westchnęła głęboko, przetarła oczy i rozejrzała się po pokoju po czym położyła się na łóżku.

Adanos przyglądał się temu lekko zaskoczony.
- Dość... Sporo tego. - powiedział wstając.
Grupka ludzi siedząca obok zaczęła przyglądać się zapasom łakomym wzrokiem.

Avatar darcus
///A Kate? :v///
- Ciszej... - Usłyszała Elisif szepty, których autorką prawdopodobnie była Gorgoron. A przynajmniej tak brzmiały. - Dopiero zasnęła... - Dodała dziewczynka, po czym zachichotała. Po dłuższej chwili lokalizowania głosu Elisif zdała sobie sprawę, że dobiega on... Spod łóżka? Najwyraźniej tak.

- Śmiało, to dla was. - Rzuciła kobieta do grupki ludzi, po czym z powrotem zwróciła się do Adanosa. - Zgodnie z obietnicą. Potrzeba wam czegoś jeszcze? - Zapytała, podczas gdy zapasy przestały wypływać z portalu.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Gorgoron? To ty? - zapytała Elisif nie ruszając się z miejsca.

Kate stała jeszcze chwilę zastanawiając się co właściwie odpowiedzieć Babie.
- No to ten...
Dziewczyna wciąż nie mając pojęcia co jej powiedzieć poprosiła w duchu - co sama uznała za głupie. - żeby może ten kostur jakimś cudem jej pomógł.

- Poza bezpieczniejszym miejscem, raczej nie. - odparł zadowolony Adanos podchodząc do zapasów i drapiąc się po policzku.
- Zbawco! - usłyszeli wołanie dochodzące od jakiegoś biegnącego do nich człowieka. Miał na sobie utwardzany skórzany pancerz wyglądający na kiepski, domowej roboty. Do pasa przypięty miał prosty lekko zardzewiały ale wciąż nawet ostry miecz. - Zauważyliśmy jednego z lodowych magów na wzgórzu obok tych starych drzew!
- Cholera... - mruknął Adanos. - Czyli nas odkryli. Widziałeś kogoś więcej? - mag choć wiedział że jeśli to jeden z tych potężniejszych członków Kultu to mógłby sam spróbować dokonać jak największych strat. Jednak nie było pewne czy w ogóle planują go zaatakować. Znaczy na pewno planują, ale czy na pewno teraz? Tak czy siak, musiał coś wymyślić.
- Nie, był sam.
- Chociaż tyle, dobra, powiedz ludziom żeby przygotowali się na ewentualne kłopoty, ale niech w miarę możliwości nie panikują, to nic pewnego.

Mag uśmiechnął się widząc odbiegającego jednego z trzech strażników. Przykucnął za drzewem i wyjął z kieszeni jakiś woreczek z którego następnie na ziemie wysypał coś co przypominało skruszony lód. W momencie kiedy ten zaczął się topić obok maga pojawił się drugi, jego szata była w kolorach jaśniejszego niebieskiego od towarzysza a zamiast czarnych pasów na ramionach miała białe.
- A więc są.
- Owszem, wciąż nie wiem czemu to ja się musiałem tym zajmować.
- Mówiłem ci już, to był test.
- Przecież mogliście wykorzystać jeden z tych waszych specjalnych kryształów. Słyszałem że potraficie namierzyć praktycznie każdego!
- To prawda, ale namówiłem wyższych żeby dali nam to załatwić. Widzę w tobie potencjał Sarem, nie jestem tylko pewien czy Kult wykorzysta twoje możliwości w odpowiedni sposób.
- Rozumiem, - mag w ciemnych szatach nie raz już usłyszał od wyżej postawionych członków Kultu że jest w nim ogromna siła, jego opiekun uważał jednak że trzeba go pilnować, żeby Kult nie zablokował mu jego możliwości swoimi zadaniami. - więc co teraz? Wracamy?
- Nie, według Kultu powinniśmy zostawić tych ludzi na ich specjalną próbę, ale ja wolę sprawdzić ciebie. Co powiesz na chłodne przywitanie naszych przyjaciół i ich zbawcy?
- Długo na to czekałem.
- No to zobaczmy na co cię stać.

Avatar Omeg12
Uprzejmie, acz znacząco odchrząknął

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią