Karczma pod Historią

Avatar darcus
- Przypominam ci, że to nie ty tutaj dyktujesz warunki... - Syknął Cedrik, wyciągając ze skrzynki całkiem spory nóż myśliwski. - Ale jeśli chcesz, mogę ci załatwić zgon już teraz. - Dodał, już z większym zadowoleniem, oglądając ostrze pod słabe światło świecy obok.

- No dobra, załóżmy, że ci wierzę. Jak dużo Darcus ci powiedział? - Dopytywał się Głód, kątem oka wpatrując się w ludzki oddział.

- Czy to nie oczywiste? Oferuję wam współpracę. - Nareszcie przeszedł do sedna Konstrukt, tworząc w dłoni mały obłoczek pomarańczowej mgiełki formujący się w kształt czaszki.

Avatar Omeg12
- Zapewne ułamek tego, co wiedział. Jakie to ma znaczenie?

Avatar darcus
- Całkiem spore, chyba, że wcale nie przychodzisz od niego... - Syknął Głód nieufnie, zakładając ręce na klatce piersiowej.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk wtem podchodzi do Masila i wyciąga ,świecącą się bursztynowym blaskiem, flaszkę następnie zbliża ją do jego ust i mu "polewa"

Avatar Omeg12
- Czy jeśli pokażę ci swój umysł zaufasz mi? Bo lepszego dowodu swojego celu nie jestem w stanie ci przedstawić.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A więc tak to chcesz rozplanować. Poczekasz aż załatwię ci prostą drogę do kogoś z Kultu a następnie zabijesz mnie bez mrugnięcia okiem. Sprytnie, su**nsynu. A co do zabicia mnie teraz, to już ci mówiłem. Moje słowa i tak tu nic nie zmienią, jeśli tak bardzo jesteś żądny mojej śmierci to droga wolna, zabij mnie. Ale nie zdziw się jak nie nadarzy się żadna kolejna okazja. Bo Kult zaczął działać, i do tej pory idzie im całkiem dobrze. - odparł jadowitym głosem.

- Nie brzmi to pewnie. - przyznał Wojna. - Jeśli Darcus chciałby się z nami skontaktować, to czemu miałby wysłać kogoś takiego? Musiałeś mieć pieprzonego farta że nie pożarły cię skorpiony po drodze.
- Jesteśmy w stanie rozwalić? - kontynuowali rozmowę ludzie.
- Możliwe, ale wątpię że to będzie takie proste.
- Warto spróbować.
Koleś który prawdopodobnie był ich przywódcą kiwnął głową to jednego ze swoich i ten wyciągnął swój sporych wielkości młot zza pleców i z całej siły uderzył w skałę. Doszło do wybuchu, identycznego jak w momencie kiedy atronach wleciał w obiekt. Tym razem w proch zamienił się młot wojownika. Ten natomiast uderzył z impetem w ziemię i wrzeszcząc zacisnął dłonie. Część oddziału podbiegła do niego.
- Co jest? Co czujesz?
- Moje ręce! - wrzasnął. I rzeczywiście, jego dłonie wyglądały jakby dopiero co ktoś je ugotował.
- Cholera, Cedo! - zawołał przywódca a na wezwanie podbiegł facet z pierścieniami i prawdopodobnie za ich pomocą starał się ochłodzić rany. Okazało się jednak że to nie pomaga.
- Tylko wszystko... Ku*wa... Pogarszasz! - krzyknął.
- Skąd oni biorą te zaklęcia? Rutt! Wiesz o co tutaj chodzi?
- To coś nowego. Jego dłonie wyglądają jakby dopiero co się ugotowały, z drugiej strony jednak wyczuwam że są tak cholernie zimne że powinny mu odpaść!
- Da radę mu je wyleczyć?
- Ach... Nie tutaj, przecież te pierścienie nie są wstanie niczego uzdrowić.
- Będzie trzeba coś wymyślić... Gdyby tylko udało się powstrzymać chociaż trochę ten ból...
- No dalej kutwa! Zróbcie coś! - wrzeszczał dalej.

Kultysta spojrzał na niego lekko zdziwiony.
- Ty? Dlaczego ktoś taki jak ty chciałby z nami współpracować? Zwłaszcza po tym jak zablokowałeś naszą moc?

Nie udało mu się jednak tego dokonać. W momencie kiedy Ulryk zbliżył się z flaszką do Masila ten nagle błysnął potężnym światłem które odepchnęło z impetem rycerza w stronę ściany. Już miał przywalić w sporą szafę znajdującą się pod nią ale nagle znieruchomiał. Masil stał teraz obok łóżka i wycelowanymi dłońmi w Ulryka. Spoglądał tak na niego chwilę po czym "puścił" go na podłogę i usiadł wyraźnie zmęczony na łóżku.
- Niech to... - szepnął.

Avatar darcus
- Postawię sprawę jasno. - Cedrik ponownie podszedł do kultysty i wlepił swój lodowaty wzrok spod maski w jego oczy. - Możesz zgodzić się na moje warunki i pożyć jeszcze trochę, dopóki twoja własna głupota nie doprowadzi cię do zgonu, albo zginąć w cierpieniach na miejscu przez larwę w twojej piersi. - Rzekł krótko, a więzień poczuł ukłucie w sercu. Członek Kręgu najwyraźniej nie kłamał...

Głód już miał coś odpowiedzieć, kiedy doszło do wybuchu. Westchnął smętnie, patrząc z politowaniem na ludzi, ale wtedy nagle zdał sobie z czegoś sprawę. Spojrzał na swoje ręce i obejrzał je z obu stron, a potem przerzucił swój wzrok znów na grupę ludzi. - Powiedzcie mi gdzie potrzebujecie się znaleźć. Już. - Popędził ich, brzmiąc jakby właśnie wpadł na jakiś genialny pomysł.

- Zwłaszcza po tym, jak mnie zaatakowaliście bez namysłu. - Przedrzeźniał maga Konstrukt, ale za chwilę zmienił ton. - Nasze cele nie są takie odległe. Wy, tak jak i ja, macie dość tego świata w jego obecnej formie. Wy potrzebujecie nowych możliwości, by sprowadzić zniszczenie. Ja potrzebuję kogoś, kto się tym dla mnie zajmie. Każde z nas posiada coś, czego potrzebuje to drugie. Współpraca wydaje się na miejscu, czyż nie? - Mówił zachęcająco, bawiąc się eteryczną czaszką w dłoniach.

Avatar
Konto usunięte
- Ughhh - stęknął Ulryk, po czym pozbierał się z podłogi - Widzę że kłamałeś co do potęgi Masila, ale nie powiem to było dość niespodziewane

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Moja głupota. - kultysta zakładnik uśmiechnął się krzywo. - Moja głupota uratowała mnie setki razy i uratuje i tym razem. Wiesz czemu? Bo jestem na tyle głupi żeby zgodzić się na twój fałszywy układ mimo iż jestem prawie całkowicie pewien że pod koniec i tak zrobisz mnie w ch*ja. Tak to już ze mną jest. Zawsze kończy się na tym że pomagam co raz gorszym draniom. Mniejsza, co powiesz na to żeby nie marnować więcej czasu i wziąć się do roboty?

Ich przywódca spojrzał na niego zdziwiony ale nie chciał tracić czasu na zadawanie pytań.
- Musimy przenieść rannego do któreś z orkowych wiosek, ich szamani powinni nam pomóc.

Kultysta stał przez chwilę cicho zastanawiając się nad tym.
- Cóż, być może rzeczywiście pomoc kogoś takiego jak ty przydałaby się Kultowi. Zwłaszcza po stracie Marduka... Ale nie mnie to oceniać. Mogę ci załatwić spotkanie z jednym z wyżej postawionych, może coś z tego wyjdzie.

- Było blisko... - powiedział raczej sam do siebie Masil.
- Masil, chłopie, co się dzieje? Nie wyglądasz najlepiej. - Gniotek wyglądał na zmartwionego.
- Nic wielkiego, tylko prawie doprowadziłem do największego samobójstwa wszech czasów. Ale udało się. Dałem radę.
- O czym ty mówisz?
- Nie czas na opowiadania. - powiedział i spróbował wstać ale poczuł okropny ból głowy i usiadł z powrotem. - Szlag by to trafił. Za co najmniej godzinę muszę wracać do Śniącego i wszystko uporządkować. W międzyczasie muszę się dowiedzieć co z tą maszyną krasnoludów I jeszcze trzeba gdzieś wysłać tych ludzi od Adanosa... Że też wszystko musi się teraz kumulować!
- Śniącego?
- Nic istotnego. Jak tam twoje napady? Pomogło coś?
- Ta, przez ten twój amulet blokujący o mało mnie nie zabili.
- Jest dość skuteczny ale... Zaraz, co?
- To co słyszysz jasna cholera! - zawołał wskazując na Khajiita leżącego na ziemi.
- A co on tutaj robi?
- On? Znasz go?
- A no, widziałem go parę razy w Anubel jakiś czas temu. Udał się z tego co wiem potem na wykopaliska a następnie... No tak, Kult go musiał złapać. Niech to, jakim cudem on tutaj wlazł?
- Ta twoja ognista Pani powiedziała że wpuszczała jakiś czas temu mnie i Elisif, mimo iż przez cały ten czas tutaj siedziałem.
- Ciebie i... - zastanowił się nad tym Masil po czym uderzył się w czoło. - Nie wierzę! Jak mogłem zapomnieć o zmiennokształtności! Czyli jeszcze więcej do roboty... Po prostu świetnie!
- Zwolnij stary, gdzie ci się tak spieszy?
- Mam mnóstwo rzeczy do zrobienia, a to durne osłabienie zabrało mi zbyt wiele czasu. Dobra, muszę to jakoś przemyśleć... Dobra mam pomysł, te, rycerz! - zawołał wskazując na Ulryka, udaj się nad jezioro pod którym powinna teraz czekać spora grupa ludzi, następnie udaj się do wioski jaszczurów i krasnoludów i popilnuj ich na czas jak cię poinformuję. Zarówno wioskę jak i jezioro widać z okna na tym poziomie. Drugi rycerz! - tym razem spojrzał na Marcusa. - Weź tego Khajiita i zanieś go do tego pokoju na górze gdzie jest pełno artefaktów. Jest tam mała cela z kłódką i kluczem, zamknij go tam, potem się nim zajmę. Gniotek! Chodź ze mną, mój znajomy powinien już skończyć coś co powinno ci pomóc ale na tyle żebyś mógł swobodnie żyć. - powiedział wstając wyraźnie zdenerwowany swoim zmęczeniem i powoli udał się do drabiny. - No? Na co czekacie, ruszać się! - zawołał i zlazł na dół.
- Powaliło go. - Abraxas pokręcił głową po czym pobiegł za nim.
Marcus tymczasem wstał z ziemi, podniósł Nei'qula i spojrzał na Ulryka.
- No to sobie wiele z nim nie pogadaliśmy. - powiedział tylko po czym zawiesił sobie kota przez ramię i ruszył drabiną na górę.

Avatar darcus
Cedrik obszedł kultystę dookoła i jednym, zamaszystym ruchem przeciął jego więzy. Mag kultu, którego kończyny zdążyły trochę już odrętwieć, upadł na kolana. - Zacznijmy zatem. - Rzekł Cedrik, nie oglądając się na maga i ruszył do wyjścia z pomieszczenia, zostawiając za sobą uchylone drzwi.

- To złapcie się mnie. - Rzekł krótko Głód, po czym uklęknął przy rannym na jedno kolano i złapał go za ramię. Woja poczuł, że z ich klejnotu upływa spora ilość mocy...

- A zatem na co czekamy? - Zapytał retorycznie Konstrukt, podczas gdy eteryczna czaszka trzymana przez niego w dłoni rozdzieliła się na mniejsze obłoczki, z których każdy wleciał w jednego z kultystów, przywracając im utraconą moc magiczną.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W co ja się ku*wa wpakowałem... - mruknął po czym wstał i powoli ruszył za Cedrikiem.

- Cedo, Gan, zabierzcie go do szamanów, w międzyczasie zajmiemy się problemem tutaj. - powiedział ich przywódca a obaj wskazani złapali Głód za jego ramię.

- No dobrze. - powiedział kultysta przywołując niewielki lodowy blok żeby sprawdzić czy jego moc rzeczywiście wróciła. Większość z młodszych kultystów także spróbowała coś przywołać. - Postaram się sprowadzić kogoś w miarę szybko. - w tym momencie rzucił gdzieś w niebo ów blok lodu a następnie skierował się w stronę młodszych. - Wy powiedzcie swojemu nauczycielowi że wasze praktyki zostały niespodziewanie przerwane, jeszcze do tego wrócimy. - przekazał im po czym użył na nich zaklęcia, w tym momencie wszyscy zamienili się w lodowe posągi które po chwili się rozsypały. Nadzorca uczniów rzucił jeszcze tylko okiem na Konstrukt po czym sam również zniknął zostawiając bo sobie obłok zimnego powietrza.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk głośno westchnął i poszedł zrobić to co mu Masil kazał zrobić i schodzić po schodach, następnie idzie w stronę jeziora gdzie próbuje wypatrzeć tej grupy ludzi co nie powinno być trudne

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tak jak można było się spodziewać Ulryk zauważył nad jeziorem grupę ponad stu ludzi którzy siedziały teraz na całej masie skrzyń, beczek, lub w namiotach.

Avatar darcus
Cedrik wraz z kultystą znalazł się w pomieszczeniu z czterema parami drzwi. Z jednych z nich właśnie wyszli, drugie znajdowały się po ich lewej, trzecie po prawej, a czwarte na wprost. Oprócz tego w pomieszczeniu było kilka półek z książkami i duża sofa ze stolikiem, na którym rozłożone były jakieś papiery i kilka ksiąg. Członek Kręgu bez słowa wskazał magowi na drzwi po prawej.

W tym momencie Głód, wraz z ludźmi którzy weszli z nim w kontakt dotykowy, zaczął najpierw świecić się na niebiesko, a potem całkowicie przekształcać w błękitną, eteryczną masę, która następnie wyparowała. W tym samym czasie jednym z orkowych miast, a konkretnie tym samym, w którym wcześniej Jeźdźcy pozyskali klejnot, można było obserwować podobne zjawisko, tylko odwrotne. Najpierw pojawiła się w nim błękitna mgła, która potem uformowała się w Głód i trójkę ludzi. Kiedy tylko proces dobiegł końca, Jeździec wstał i zaczął krążyć, spacerując w tę i z powrotem. - Wiedziałem! Po prostu wiedziałem! - Mówił tak głośno że prawdopodobnie obudził połowę wioski.

- Jeszcze się spotkamy... - Rzekł Konstrukt, po czym wzniósł się w powietrze i odleciał. Po chwili na jego miejsce wylądował inny, mniejszy, wielkości człowieka i zastygł w bezruchu, w oczekiwaniu. Robił to tak dobrze, że można było pomylić go ze zwykłym posągiem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kultysta rozejrzał się po pomieszczeniu na następnie ostrożnie podszedł do drzwi i je otworzył.

- Nieźle. - przyznał Gan. - Dobra, znajdźmy teraz jakiegoś szamana.
- Jasne. - odparł Cedo i obaj podnieśli swojego wciąż jęczącego z bólu znajomego i ruszyli do domu herszta.

Avatar Omeg12
- To było dziwne - stwierdził, po czym odwrócił się w kierunku Wojny - Rozumiem, że teraz mam rozmawiać z tobą?

Avatar darcus
Za drzwiami znajdował się las. Taki zupełnie zwyczajny, liściasty las, sądząc po roślinności pewnie gdzieś w Myrthanie.

Głód nawet nie zadał sobie trudu żeby spojrzeć na odchodzących. Chyba był zbyt zajęty sobą. Po chwili wcześniejszy proces najwyraźniej-teleportacji powtórzył się i Jeździec zniknął. Pojawił się równie szybko jak zniknął, w tym samym miejscu, w którym pierwszy raz użył tej mocy, czyli we wnętrzu zamieci. - Cholera jasna, wiedziałem, że to jest to... - Mruczał pod nosem, nie oglądając się na otoczenie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie ma o czym rozmawiać. - mruknął Wojna. - Zajmiemy się tym tutaj to być może pójdziemy z tobą. - odparł po czym podszedł bliżej z Kamieniem do lodowej skały by sprawdzić czy jakoś na nią wpłynie.

- Czyli rozumiem że mogę iść? Nie wysyłasz za mną dodatkowo armii elfów szpiegów? - zapytał spoglądając na Cedrika.

Avatar darcus
- Emm, nie sądzę żeby to coś dało. - Rzekł Głód do Wojny, wyrywając się z zamyślenia.

- Nie. - Odparł krótko Cedrik, w swojej postawie okazując oznaki zniecierpliwienia.

Avatar
Konto usunięte
Cóż Ulryk podszedł do tej grupy i postanowił zwrócić na siebie ich uwagę
- LUDZIE WYSYŁA MNIE PAN TEGO WYMIARU, MAM WAS ZAPROWADZIĆ DO NIE DALEKIEJ WIOSKI

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiesz, dopiero co dzięki temu cacku udało nam się tutaj w ogóle przyjść i przy okazji załatwić parę lodowych gnojków, więc wolałem spróbować. - odparł Wojna.

Kultysta odwrócił się więc do niego plecami i ruszył przez drzwi.

Część z ludzi spojrzała na niego trochę zdziwieni.
- Gdzie on jest? Myśleliśmy że to on do nas przyjdzie! - zawołał jeden z bliżej siedzących ludzi.
- Tak to już z nimi jest! Pewnie nie ma na nas czasu!

Avatar darcus
- To znaczy, to coś daje dość dużo mocy, ale samo w sobie zrobi niewiele więcej ponad teleportowanie cię. Jeśli się jednak nie mylę, powinno zasilić twoją magię. Może spróbuj jej użyć? - Zaproponował Głód, zastanawiając się.

W tym momencie kultysta usłyszał jak drzwi się za nim zatrzaskują. Jeśli się odwrócił, zobaczył... Las. Ani śladu drzwi, budynku, czy czegokolwiek. A to ci dopiero sztuczka...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Wojna kiwnął głową i spróbował rzucić jakieś podstawowe zaklęcie w skałę.

Kultysta rozejrzał się i westchnął głęboko.
- Świetnie. - mruknął i ruszył wzdłuż lasu, teraz musiał sobie wszystko dokładnie zaplanować, żeby niczego nie zje**ć.

Avatar darcus
Z rzuceniem zaklęcia nie było żadnego problemu, klejnot świetnie uzupełniał rezerwy magiczne Wojny. Ale czy zaklęcie zadziałało, to już inna historia.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Skończyło się na tym że kula ognia rzucona przez Wojnę po prostu odbiła się od skały powodując kolejny wybuch i zniknęła w zamieci.
- Szlag by to trafił. - mruknął Wojna.

Avatar darcus
Głód zastanowił się jeszcze przez chwilę. - Biorąc pod uwagę naturę tego, czym wydaje mi się, że nasze źródło mocy jest... - Mówił, ewidentnie starając się dobierać słowa właściwie, rzucając co chwilę z lekka zaniepokojone spojrzenie obecnym w pobliżu ludziom. - ...nie widzę innej opcji niż wyniesienie tego czegoś poza wymiar. - Rzekłszy to skrzywił się lekko, spoglądając na Wojnę, wyraźnie zniechęcony brakiem możliwości.

Avatar Omeg12
Davis usiadł sobie gdzieś w pobliżu i rozmyślał nad sensem swojego życia.

Avatar darcus
Tymczasem w wymiarze Beliara, w miejscu, gdzie dokonywała się egzekucja Semangata, nastąpiło niemałe zamieszanie. Szeregi demonów stojących po stronie Śniącego zaczęły się rozstępować. Tłum rozbijał się, tworząc korytarz dla kogoś, kto z pewnością zwracał na siebie niemałą uwagę. W końcu z miejsca na podium można było wreszcie zobaczyć, kto to. Była to trójka demonów, a przynajmniej tak się wydawało. Dwoje z nich bardziej przypominało ludzi, niż mieszkańców piekieł, jednak byli wielcy, więksi od większości obecnych w tłumie istot, ich skóra była ciemnoszara, mieli pazury, a na głowach po dwa sporej wielkości rogi. Przed nimi szedł nieco mniejszy, ale już bardziej demoniczny w kształcie wojownik odziany w grubą, ciężką zbroję i dzierżący w dłoni spory topór. Wkrótce grupka zatrzymała się kilkanaście metrów od samego Śniącego, a ten wyróżniający się spośród pozostałych dwóch wystąpił naprzód. - Thrum hain ghul straga dorre! - Przemówił w jednym z licznych demonicznych dialektów, spoglądając po poplecznikach przywróconego do władzy władcy wymiaru.

Avatar
Konto usunięte
- No cóż tak to bywa ale spokojnie ludzie zaprowadzę was tam gdzie jest bezpiecznie, a więc za mną
Następnie Ulryk idzie w stronę wioski, z nadzieją że ludzie poszli za nim

Avatar Gniotek7
Właściciel
Ludzie spojrzeli na Głód nieco zdziwieni, kilku z nich uniosło brwi.
- Hmm... - zastanowił się Wojna. - Jeśli rzeczywiście jesteśmy wstanie to zrobić, to nie byłoby to takie głupie, chyba. - odparł po chwili.

Między grupą ludzi do których przyszedł Ulryk doszło do rozmów, niektórzy zaczęli wstawać. Część rozglądała się po leżących tu przedmiotach jakby bali się je zostawić. Kilku nawet wzięło jakieś mniejsze lub większe worki. W każdym razie minęła nieco dłuższa chwila ale zmęczeni ludzie ruszyli powolnie za rycerzem.

Avatar darcus
- W porządku, ale to pomóż mi trochę. Zabierzemy to do otchłani, tam będzie można to rozwalić na kawałki bez obaw że efekt się pogorszy. - Rzekł Głód, po czym przywołał nieco mocy do swoich dłoni, wyciągnął je naprzód, podszedł nieco bliżej i zaczął otaczać lodową skałę energią.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Dobra goście. - Wojna spojrzał w stronę ludzi. - Jeśli nie macie przypadkiem ochoty na wycieczkę to radzę się wam odsunąć. - powiedział po czym wziął się za pomoc drugiemu Jeźdźcowi.

Śniący zmrużył oczy i przyjrzał się przybyszom.
- Nie wiem kim jesteście. Ale nie jest to ni czas, ni miejsce na rozmowy.

Avatar darcus
Wkrótce błękitna energia spowiła całą skałę oraz Jeźdźców, a w powietrzu rozległ się dźwięk cichego, ale narastającego szumu i wibracje, podczas gdy w zamieci dookoła pojawiały się zakłócenia. Wojna czuł jak z klejnotu wydobywa się ogromna moc, a po chwili ziemia zatrzęsła się, dookoła eksplodowało światło i skała, tak jak i Jeźdźcy, zniknęła bez śladu.

Pojawili się w dobrze im znanej Otchłani, a konkretnie na jednej z wielu skał lewitujących w przestrzeni spowitej czarnymi chmurami. Dookoła latały wielkie nietoperze, spłoszone przez pojawienie się Jeźdźców, ale obłoki były tak gęste, że nie dało się zobaczyć, co jest dalej.

Demon w zbroi zaśmiał się. - Nawet nie wiesz, co właśnie wyzwoliłeś. Semangat był pierwszy, ale nie ostatni. Mroczny Książę zawarł przymierze z Wyrzutkiem i już wkrótce Kraina Wiecznej Ciemności będzie należeć do nich, a ty... - Wojownik wskazał swym toporem na Śniącego. - ...nie dostąpisz zaszczytu spoglądania na ich chwałę! - Przemawiał demon fanatycznym głosem, przejawiając żywe przekonanie do wymawianych słów, niczym prorok głoszący przyjście swego boga.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co to za bzdury o których przyszedłeś tutaj mówić? - spytał Śniący spoglądając na demona. Semangat był nikim, i świadczy o tym choćby że pokonał go człowiek! Jeśli ma on wspólnego cokolwiek z czymkolwiek to jedynie ze swoim własnym egoizmem i słabością!

W momencie kiedy zniknęła skała zniknęła także zamieć która teraz pojawiła się dookoła Jeźdźców. Na pustyni zostali tymczasem tylko oddział ludzi oraz Davis. Problem pojawił się jednak wraz z portalem który pojawił się chwilę po zniknięciu skały. Najpierw posypała się z niego salwa lodowych sopli a następnie wyskoczyła stamtąd piątka kultystów którzy rzucili się na ludzi.

W tym momencie w górach nad Gothą pojawił się ten sam kultysta który wcześniej rozmawiał z Konstruktem i rozejrzał się po okolicy w poszukiwaniu go.

W międzyczasie Ulryk i prowadzeni przez niego ludzie dotarli wreszcie do całkiem sporej już wioski krasnoludów i jaszczurów.

Avatar darcus
- Dobra, rozwalmy to i wracajmy. Ja rozsadzę ją od środka, a ty nas osłoń przed odłamkami, w porządku? - Zapytał retorycznie Głód i skoncentrował się na skale, starając się nie oglądać na to, co było dookoła.

Konstrukt wciąż stał tam, gdzie zastygł ostatnio, niczym zwyczajny posąg stojący w górach ot tak.

Demon zarechotał ponownie, będąc rozbawionym nie wiadomo czym. - Na jego miejsce wstąpi inny. A potem następny. I kolejny. Nigdy nie zdołasz się od nas opędzić, teraz, kiedy naszym celem jest sam świat boga ciemności! A ty, jego sługus, będziesz wkrótce błagał o litość u stóp mojego pana... - Demon spoważniał nagle, równie niespodziewanie jak się pojawił. - Chyba, że pokłonisz się przed nim już teraz i zgodzisz się uznać go jako swego jedynego władcę... - Rzekł zagadkowo, tak, jakby kryło się za tym coś więcej, niż tylko poddaństwo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Na twarzy Śniącego pojawiło się coś co mogło być jego rodzaju uśmiechem.
- Niech więc przyjdą. Umarł Semangat, i będą umierać następni! Tak długo jak ja żyję! A nawet jeśli umrę, to żyje ktoś kto dopadnie was nie ważne jak długo będziecie się ukrywać w waszych norach. Skończ te swoje żałosne groźby póki mam cierpliwość. Wróć, jak będziesz gotowy umrzeć dla swoich marnych panów.

- Niech ci będzie, tylko uważaj. - odparł Wojna i przygotował się by w razie czego zatrzymać kawałki skały.

Kiedy kultysta zauważył po chwili Konstrukt szepnął jakieś słowo i obok niego pojawił się inny. Niebieski materiał z którego stworzona była jego szata był znacznie ciemniejszy, poza tym znajdowało się na niej wiele białych wzorów i znaków nieznanego znaczenia.
- Golemie! - zawołał ten z którym rozmawiał już wcześniej. - Wróciłem, i sprowadziłem kogoś z kim możesz się dogadać.

Avatar darcus
Na twarzy demona pojawił się grymas goryczy, który po chwili przekształcił się w pogardliwy uśmieszek. Następnie uniósł topór do góry i wrzasnął. - Non straga suun derra! Za Księcia Ciemności! - Krzyknąwszy to z niespotykaną siłą rzucił swoim toporem w Śniącego, zaś jego dwaj przyboczni zaryczeli niczym byki i cała trójka dobyła ostrzy, rzucając się naprzód.

- Dobra, jedziemy... - Głód oparł się o skałę, pobierając z klejnotu dużą dawkę mocy i świecąc dłońmi na niebiesko. Po chwili lód elsplodował, dosłownie rozerwany od środka, zaś jego odłamki rozleciały się na wszystkie strony.

Konstrukt zadrżał, ale nie poruszył się. W jego oczach powoli rozpaliło się pomarańczowe światło, wyglądające tym razem jak płomień z czeluści piekieł. - Uważaj głupcze, bo twoja ignorancja doprowadzi cię kiedyś do grobu... - Rzekł cicho, niemal szepcząc. Po chwili w mgnieniu oka poderwał się i doskoczył do niższego rangą maga, niemal przykładając swoją twarz do jego i choć był tylko niewiele większy od człowieka w swej obecnej postaci, to wciąż sprawiał wrażenie potężnego. - Nigdy więcej... Nie zwracaj się do mnie... W ten sposób... - Mówił, brzmiąc podobnie jak człowiek w złości cedzący słowa przez zęby. - A co do ciebie... - Zwrócił się do drugiego, tego widzianego na miejscu po raz pierwszy. - Domagam się współpracy. - Rzekł krótko.

Avatar Omeg12
Davis obecnie leżał i chrapał. Jeszcze nie nadeszła pora na koszmary, więc na razie spał w miarę spokojnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Śniący bez większego problemu wyminął topór i wydał z siebie coś w rodzaju krzyku. W tym momencie demony dookoła chwyciły broń i rzuciły się na intruzów niemal ich zalewając. Śniący zrobił kilka kroków do tyłu i splunął w nich salwą ognistych kul.

W tym momencie Wojna użył swych dostępnych mocy by zatrzymać tak dużo lodu jak tylko był wstanie.

- Daruj sobie. - mruknął ten drugi podczas gdy pierwszy odsunął się ostrożnie. - Jeśli chcesz zakładać szkołę savoir vivre'u dla moich ludzi to marnujesz mój i swój czas. Lepiej przejdź do szczegółów. Czego od nas oczekujesz i co możesz dać w zamian?

Davis spał spokojnie dopóki jeden z ludzi którzy w tym momencie toczyli walkę z kilkoma kultystami nie kopnął go z impetem.
- Rusz tą swoją cholerną dupę i nam pomóż! - wrzasnął po czym mieczem osłonił się przed lodową włócznią która poleciała prosto na niego.

Avatar darcus
O ile demon w zbroi nie był zbyt mocny i zdążył powalić ledwie trzech przeciwników niż padł upieczony żywcem przez ogień Śniącego, to jego dwaj przyboczni, najwyraźniej odporni na ogień i niezwykle wytrzymali, walczyli jeszcze przez dobre kilkanaście minut i pokonali lub zabili przynajmniej kilkudziesięciu przeciwników, zanim ostatecznie sami padli, zalani kolejnymi ich falami.

Odłamki, które miały trafić w Jeźdźców, zatrzymały się i opadły na ziemię. Reszta odleciała w przestrzeń, płosząc tylko kilka nietoperzy wokół. Głód stał tak chwilę, jakby nie mogąc przez moment pojąć, że już po wszystkim. - No, nareszcie... - Odetchnął w końcu z ulgą.

Konstrukt przymrużył oczy. - Widziałem co robicie i słuchałem głosów, które przemawiały do mnie z głębin. Chcecie zniszczenia. Sprowadzacie je. Nie uda się wam to jednak, bo śmiertelnych z tej ziemi chronią starożytne moce. Moce, które ja potrafię pokonać. Nie zrobię jednak tego sam. Potrzebuję kogoś, kto poniesie moje słowo, poprowadzi dzieło zniszczenia, które ja, tak jak wy, pragnę sprowadzić. Każde z nas potrzebuje pomocy drugiego, nawet jeżeli nie zdaje sobie z tego sprawy. - Mówił z przekonaniem i tajemniczym uporem, który miał swoje źródło gdzieś w najmroczniejszych zakamarkach jego umysłu...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Śniący przez cały ten czas obserwował walkę, kiedy się skończyła skierował się do demona-satyra który siedział obok niego i czytał książkę.
- Skontaktuj się z Masilem kiedy będzie miał czas i poinformuj go o tym co tu się wydarzyło, czuję że to może być dopiero początek kłopotów. - powiedział mu po czym spojrzał w stronę tłumu demonów które teraz zebrały to co zostało z przeciwników i rzuciły to przez przywróconego władcę. - Wy tymczasem wracajcie do swoich domów i grot. Czeka nas jeszcze wiele walk z wrogami którzy będą chcieli nas powstrzymać! Ale pamiętajcie! Tak długo jak ja nami przewodzę i wy stoicie po mojej stronie, jesteśmy wstanie zrobić wszystko!
Rozległy się krzyki i wrzaski demonów, wyraźnie spodobała im się wizja kolejnych walk i zwycięstw.

- No dobra, nie poszło tak źle. - przyznał Wojna. - Zastanawia mnie tylko czy ci goście którzy zesłali to z nieba mają tego więcej. Zwłaszcza że nie wygląda to na coś to da się rozwalić w zwykły sposób.

W międzyczasie kiedy Konstrukt mówił pierwszy z kultystów przeniósł się dokądś teleportem, ten drugi zaś założył ręce słuchając go.
- Nie mierz nas swoją miarą Konstrukcie. - powiedział po chwili. - Zniszczenie jest naszym narzędziem, nie celem. Mamy do zrobienia jeszcze wiele, i nie wszystko polega na wybiciu jakiegoś marnego miasta. My nie tylko niszczymy ale i tworzymy, nową przyszłość. Nie zmienia to jednak faktu że czuję że twoja pomoc mogłaby nam się przydać, zwłaszcza po tym jak straciliśmy jednego z naszych najlepiej zapowiadających się współpracowników. Tak długo jak będziesz wstanie pomóc nam, my pomożemy tobie.

Avatar darcus
Kiedy rozbrzmiał gwar i demony zaczęły się zbierać, jeden z przybocznych Śniącego, a konkretnie demon przypominający uskrzydlonego jaszczuroczłeka, zaczepił go na osobności, chcąc mieć pewność, że nikt niepowołany ich nie usłyszy. - Nie chciałbym rujnować euforii sytuacji, ale chyba nie tylko ja zwróciłem uwagę na to, że te dwa stwory nie do końca przypominały demony?... - Rzucił, widocznie zaniepokojony.

- Przydałoby się dowiedzieć coś więcej i wybadać sytuację. Powinniśmy wrócić i przepytać tego gościa, który twierdził że przychodzi od Darcusa. To może być poważniejsza sprawa. - Zaproponował Głód.

Konstrukt wyraźnie zadrżał, kiedy nazwano go Konstruktem. - Niech będzie... Ale następnym razem masz mi mówić po imieniu... - Syknął, po czym niechętnie podał mu dłoń.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Po pewnym czasie większość demonów się rozeszła, w miejscu w którym teraz Śniący spoglądał na ruiny starej twierdzy Beliara myśląc nad czymś. Poza nim oraz ów demona został tylko satyr-demon który oparty o mur czytał jakąś książkę.
- Masz całkowitą rację. - przyznał wtedy Śniący. - Ta trójka była zdecydowanie kimś kto raczej nie mieszka w naszym wymiarze. Będzie trzeba się o nich czegoś dowiedzieć, mogą stanowić w przyszłości poważny problem dla naszych planów.
- Zbadam ciała tej trójki, może uda mi się coś z nich dowiedzieć. - powiedział satyr zamykając książkę.

- Dobry pomysł. - odparł Wojna spoglądając na drugiego Jeźdźca jakby oczekując aż ten ich przeniesie.

- Wpierw muszę je poznać. - powiedział kultysta ściskając rękę Konstruktu.

W tym samym czasie w tymczasowym obozie założonym przez grupę idącą w stronę lodowej skały w Myrthanie osoby które do tej pory nie zasnęły mogły wyczuć niewielkie wibracje ziemi, jakby coś się pod nią przemieszczało. Mariok otwarł oczy zdziwiony i podniósł się lekko w momencie kiedy twórca ów niewielkich trzęsień znalazł się jakieś trzydzieści metrów od Victorii.

Minęła dłuższa chwila kiedy Masil wraz z Gniotkiem dotarli do sporych wielkości jodłowego lasu, jedynego który znajdował się na terenie Masilium. Był to zresztą ten sam las w którym zmieniło się jedno drzewo w momencie kiedy Cedrik przesunął wymiar Masila.
- No dobrze, tutaj mieszka istota która stworzyła ci ten poprzedni tymczasowy amulet. Dałem mu... Jej... Temu, moje stare notatki spisane jeszcze w tym samym roku w którym opuściliśmy wyspę. Mam nadzieję że mu się stworzyć ten amulet.
- Brzmisz dość niepewnie. - zauważył Abraxas. - Czym dokładnie jest ta istota?
Masil podrapał się po głowie jakby szukając odpowiedzi.
- Nie do końca jestem wstanie powiedzieć.
- Jak to? Przecież musiałeś ją widzieć, nie?
- Niby tak. Problem polega na tym że to nie koniecznie jest jedna osoba... W sensie... Cholera. Mam pewne podejrzenia kim to może być, ale to tylko spekulacje.
- A więc?
- Po kilku kontynentach, w tym w Starym, krąży pewna legenda starsza chyba nawet od Xardona. Ponoć kiedyś w jakimś niezwykle starym jodłowym gaju żyła niezwykle dziwna istota, nikt nie miał pojęcia kim była ani nie ma zapisków jak naprawdę wyglądała. Jedynie co się o niej ostało to jej niezwykłe możliwości. Mimo iż prawdopodobnie nie była nikim humanoidalnym, a tym bardziej magiem, posiadała ciekawą umiejętność która pozwalała jej wysysać energię z pokonanych magów. Dzięki temu potrafiła miotać we wrogów kulami ognia lub przywoływać zmarłych do pomocy. Problem polegał na tym że kiedy pochłaniała następną moc, poprzednią natychmiastowo traciła. Coś dziwnego wydarzyło się ponoć pewnego dnia kiedy do gaju w którym żyła ta istota zawędrował doświadczony zmiennokształtny. Raczej z powodu wypadku a niżeli siły istoty udało jej się pokonać maga i nabyć jego moc przemiany. Kiedy to dziwne stworzenie odkryło nowe możliwości postanowiło że wreszcie opuści gaj i będzie podróżować ukrywając się wśród innych zwierząt. Niezwykle dziwne rzeczy zaczęły się dziać jednak kiedy istota opuściła ów gaj. Legenda mówi że kompletnie straciła kontrolę nad swoimi nowymi mocami co spowodowało że w nie kontrolowany sposób zmieniała się co raz to inne istoty. Raz wilk, raz jakbyś spasiony krasnolud a innym razem wielki smok który ledwo co był wstanie unieść się na swoich małych skrzydłach. Największym problemem stworzenia było jednak to że wraz z ciągłymi zmianami ciała zmieniał się też jej sposób myślenia i zachowanie. W końcu istota zupełnie oszalała i ostatnia cząstka jej rozsądku powiedziała jej żeby ukryć się gdzieś na zawsze przed światem. Tak też zrobiła, i jest to moment w którym kończy się ta legenda.
- Brzmi interesująco... Ale chyba nie chcesz mi powiedzieć że...
- Dość dawno, bo około tygodnia przed tym jak wziąłem się za plan stworzenia własnego wymiaru spotkałem pewne dziecko. Dziewczynka niedaleko pewnej wioski na granicy z Varantem stała w ogrodzie wtulona w jodłę. Nie było to zwykłe dziecko, jej lewa dłoń była dziwnie malutka, nawet jak na kogoś tak młodego, z drugiej strony jej prawa noga była dziwne zdeformowana, jakby wygięta pod dziwnym kątem. Podszedłem wtedy do niej i zapytałem czy nie mógłbym jakoś pomóc. Kiedy nie odpowiedziała położyłem jej dłoń na ramieniu i niemal nie umarłem ze zdziwienia kiedy w mgnieniu oka odrzuciła mnie ogromna łapa która przez tą krótką chwilę przypominała mi łapę trolla. Jednak trolla tam nie było, tylko to dziwne, samotne dziecko. Powiedziało mi wtedy żebym je zostawił, że ono musi tutaj zostać bo się boi i nic o sobie nie wie. Jedyna rzecz którą pamiętało to jodły, i te drzewa uspokajały ją. Przysiągłem wtedy sobie i jej że znajdę kiedyś dla niej dom i ją tam zabiorę. I w końcu tak się stało. Teraz żyje w tym lesie, i to ono miało stworzyć dla ciebie amulet. Problem w tym że wcale nie wiem czy w ogóle się udało. Mimo że dzięki temu że znajduje się w lesie w którym rosną tylko jodły i jest wstanie w większości przypadków kontrolować swoje przemiany, to wciąż jest szalone. Odkąd znalazłem dla tego dom w tym lesie, byłem tutaj dziesięć razy. Za każdym razem przybiera inna formą i wymyśla coś dziwnego. To z pewnością nie jest stworzenia któremu można ufać, ale jest też czymś czego w żadnym innym miejscu wszechświata nie znajdziesz, a to wystarczający powód by pozwolić mu żyć. Masilium jest bowiem domem dla wyrzutków. A czy nie ma lepszego przykładu wyrzutka niż istota nieznanego pochodzenia oraz prawdziwego wyglądu którego szaleństwo jest drugim imieniem i musi żyć otoczone konkretnym rodzajem drzew? Nie wspominając o tym że wiele faktów stoi za tym że to rzeczywiście może być ta istota z legend.
- A co z pierwszym imieniem?
- Że co?
- Mówisz że drugie imię tego stworzenia to szaleństwo, a co z pierwszym? Mówisz chyba się jakoś do niego zwracać, nie?
- Ach tak. Jej prawdziwe imię to Aldagai, co w starym elfickim oznacza zmienną. Pasuje dla obu płci jak i nazwy dla jakiegoś konkretnego stworzenia, więc wydawało mi się że nie ma nic lepszego.
- A więc zmierzamy do Aldagai, istoty która albo mi pomoże, albo postanowi mnie zjeść. - rzekł Abraxas znajdując zwieńczenie historii Masila.
- Dlatego chciałem z tobą porozmawiać. Bądź niezwykle ostrożny i staraj się być delikatny. Aldagai jest istotą którą jak możesz się domyśleć jest niezwykle łatwo zranić lub zdenerwować, a to w jaki sposób się to może skończyć, jest jedną z największych zagadek cholernego wszechświata.
- No dobra, miejmy nadzieję że wyjdzie nam to na dobre.
- Dokładnie. A teraz chodźmy wreszcie i nie marnujmy więcej czasu. - odparł Masil i wreszcie oboje wkroczyli pomiędzy jodły.

Avatar darcus
- Rozejrzę się po okolicy. Może być ich więcej. - Nie czekając na odpowiedź, demon wzniósł się w powietrze i odleciał.

Głód pobrał trochę więcej niż zwykle mocy z klejnotu i w procesie podobnym jak wcześniej przeniósł ich z powrotem w dokładnie to samo miejsce na Ziemi, w którym wcześniej zniknęli.

- Kain. Nazywam się Kain. - Kain miał wyjątkowo mocny uścisk, nawet jak na żyjący posąg. Ręka kultysty niemal zabolała.

Victoria skoczyła na równe nogi, wpatrując się w tajemniczego sprawcę i próbując zorientować się czym był. Jednocześnie spięła wszystkie mięśnie, jednocześnie gotowa do działania, jak i krzyku, by w razie czego obudzić towarzyszy podróży.

Avatar Omeg12
- Hm? O, już się robi.
Wstał, po czym spróbował przeprowadzić lobotomię na najbliższym kultyście.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W momencie kiedy Jeźdźcy pojawili się na pustyni tuż obok nich z ziemi uniósł się jeden z niemal dwudziestu przywołanych teraz przez kultystów lodowych atronachów i nie widząc bliższego celu rzucił się prosto na nich.
W tym samym momencie kultysta na którego skierował się Davis niemal od razu padł na ziemię łapiąc się za głowę z wrzaskiem. Nie ważne z kim zazwyczaj walczyli, nie byli przygotowani na zmiany bezpośrednio pod ich czaszką.

- Postaram się żeby reszta poznała twoje imię. - odparł kultysta. - Tymczasem ty nie potrzebujesz znać mojego imienia. Jest nawet szansa że nigdy więcej nie będziemy rozmawiać. W Kulcie jest wiele osób i jest duża szansa że będziesz musiał przywyknąć do rozmów z co raz to innymi osobami.

Victoria póki co nie była wstanie ujrzeć gościa jako iż cały póki co znajdował się pod ziemią przemieszczając się. Ominął kobietę jakieś dziesięć metrów od niej i ruszył w kierunku drzewa. W tym samym momencie na dół spoglądała złodziejka trzymając w objęciach śpiącą Saki. Mariok za to podniósł się teraz z ziemi i odszedł kilka kroków od ogniska w ich stronę.
- Ostrożnie. - powiedział cicho, ale spodziewając się że Victoria go usłyszy. - Chyba wiem co to jest.

Avatar darcus
Głód rzucił tylko okiem na Wojnę porozumiewawczo po czym uśmiechnął się półgębkiem. W tym momencie atronachy jeden po drugim zaczęły eksplodować za sprawą błękitnej energii, zaś Jeździec rzucił się do poszatkowania kultystów.

- To żaden problem. Mnie też jest wielu... Jeśli wiesz o co mi chodzi. - Rzekł Kain enigmatycznie, z czymś co mogło być nutką zadowolenia. - No, to od czego zaczynamy? - Zapytał w końcu.

Niebieska spojrzała na goblina pytająco, unosząc dłonie w geście niewiedzy, a jednocześnie bacznie obserwując tajemnicze 'coś' pod ziemią.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kultyści rozbiegli się unikając ataku Głodu i miotając w niego salwą lodowych kawałków. W tym samym czasie Wojna chwycił swój miecz i z całej siły rzucił nim w jednego z kultystów, ten jednak zamroził go w powietrzu to spowodowało że runął na ziemię. Członek oddziału który wciąż tam był rzucił wtedy w maga toporem wbijając mu go w kręgosłup.

- Z tego co wiem przerwałeś naszą akcję niszczenia Gothy. - odparł kultysta spoglądając w dół góry - Więc trzeba wziąć się za to. To ostatnie duże miasto z wyjątkiem Anubel w całej Myrthanie którego jeszcze nie sprowadziliśmy na kolana.

Mariok podszedł jeszcze kawałek i w momencie kiedy to coś pod ziemią było już niemal pod drzewem gwizdnął głośno budząc przy tym Jacka który podniósł się szybko i chwycił za szpadę.
- Co jest? - rozejrzał się zdziwiony.
W tym momencie stworzenie pod ziemią stanęło w miejscu na chwilę po czym ruszyło ze zdwojoną prędkością w stronę goblina ten stanął tylko w miejscu i uśmiechnął się pod nosem. W chwili kiedy istota była już jakieś dziesięć metrów od Marioka ziemia rozsypała się dookoła. Z podziemi prosto na goblina wyskoczył robal niemal dwa razy większy od niego. Dziwna niebiesko-zielona larwa z pomarańczowym łebkiem wylądowała na goblinie i zaczęła lizać go po twarzy niewielkim językiem przypominającym koci, z wyjątkiem tego, na głowie nie było śladów żadnych innych narządów. Goblin zaśmiał się głośno i po krótkim machaniu rękoma zepchnął z siebie larwę.
Chwilę zajęło mu podniesienie się z ziemi, a kiedy wreszcie się mu udało wciąż uśmiechając się poklepał larwę po mięsistym grzbiecie, co spowodowało że wydała z siebie głośny odgłos brzmiący podobnie do mruczenia kota, a następnie rzekł:
- Panie i panowie, poznajcie Marka.

Avatar Omeg12
- Czyli działa - stwierdził z satysfakcją, po czym wykrzyknął - Kto następny!?

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie jeden z kultystów rzucił w Davisa lodowym blokiem wielkości mniej więcej jego nogi.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią