Karczma pod Historią

Avatar
Konto usunięte
- No cóż ognisko o którym mówił Sir Marcus nie jest zwykłą, przynajmniej dla was nie obeznanych z naszym "domem", palącą się kupką drewna, nasze ogniska są zrobione z wykręconego miecza wbitego w kupkę kości nieumarłych które , jeśli się nie palą, to się przynajmniej tlą. Z nie wiadomych dla mnie powodów my naznaczeni przez Mroczny Znak jesteśmy związani z tymi ogniskami i możemy się między nimi teleportować.


- Mam nadzieje że nie- Powiedział Albert

Avatar darcus
- Nie wiem, ale mam złe przeczucia... - Mruknął Darcus, który właśnie kończył swoją działkę pracy.

- Jak wygląda organizacja wewnętrzna kultu? - Kontynuował członek Kręgu Pierścienia, stale w tej samej pozycji i tym samym tonem.

Głód, z jakiegoś powodu cichy i skonsternowany, ruszył za Wojną, kiwnąwszy tylko głową w odpowiedzi.

Tymczasem gdzieś na południu od Montery, na polu, na którym akurat pracował rolnik, zaczął padać śnieg. Ale nie z nieba. Pojawiał się tuż nad polem i po prostu spadał. - Hę?! - Mruknął zadziwiony rolnik, podnosząc głowę do góry, kiedy nagle w czoło uderzyła go kula gradu, posyłając go na glebę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Brzmi użytecznie. - odparł Gniotek. - Cholera, Masil najwyraźniej szuka mieszkańców dla swojego wymiaru praktycznie wszędzie.

- Trudno nie mieć złych przeczuć, w końcu chodzi o Kult, nie? Wszystko co jest z nimi związane jest kłopotliwe.

- Ach, to zależy o co dokładnie ci chodzi. - odparł mag.

Wojna ruszył więc w raz z Głodem w zamieć mając nadzieję że osłony starczy dla ich dwóch.

Tymczasem Davis który powoli zbliżał się do miejsca upadku skały, ujrzał grupę ludzi wychodzących z jednego z miasteczek orków. Żelazna brama się otwarta, i wyłoniło się stamtąd około dwudziestu ludzi uzbrojonych w podobne, ciemne i ciężkie pancerze. Jeden z nich powiedział coś jeszcze tylko do orka przy bramie po czym cały oddział ruszył w tą samą stronę w którą zmierzał Davis.

Avatar
Konto usunięte
- Ja mam złe przeczucia do wszystkiego- powiedział Albert, widocznie spokojniejszym tonem, wygląda na to że ochłonął po locie- Zwłaszcza jeśli chodzi o magie ..........

- No i jest użyteczne - odparł Ulryk - jednakże ta dogodność nie jest warta swojej ceny,

Avatar Omeg12
Zadrżał nieco, jednak nieprzerwanie kroczył w obranym kierunku.

Avatar darcus
- W rzeczy samej. - Potwierdził Darcus i usiadł przy ognisku.

- O to co nazywasz kręgami. - Doprecyzował Cedrik.

Osłony starczyło aż zanadto, zwłaszcza, że w obecności Głodu powiększyła się dwukrotnie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Magia jest dobra, tak długo jak ktoś wie kiedy przestać jej używać. - powiedział Czytelnik który teraz wyjął tę samą książkę którą wcześniej wziął z biblioteczki z podziemi i dosiadł się do ogniska. - Sporo osób niestety ma z tym problem.

- Wierzę ci na słowo. - powiedział Karczmarz który teraz podszedł do szafek znajdujących się na ścianie, otwierał je i zamykał w poszukiwaniu czegoś. - Mam nadzieję że Masil wróci jak najszybciej.

Davis szedł więc spokojnie przez pewien czas za oddziałem ludzi którzy najwyraźniej nie zwrócili na niego uwagi. Dopiero jakiś czas później kiedy w oddali w ciemnościach był wstanie ujrzeć coś przypominającego ruszającą się białą kulę, jeden z ludzi niosących pochodnię zauważył go kątem oka.
- Hej ty tam! - zawołał. - Szefie, ktoś za nami lezie!
Oddział stanął w miejscu, po chwili naprzód wystąpił jeden z ludzi który wydawał się kompletnie niczym nie wyróżniać z pośród pozostałych.
- Ty! Kim jesteś?

Wkrótce do ogniska dosiedli się także Mariok z Jackiem.
- To może jakieś szanty, co? - zapytał Jack rozglądając się po twarzach pozostałych.

- Nie ma tu wiele o czym mówić. Działa to mniej więcej w taki sam sposób jak u zwykłych magów. Różnica polega jednak na tym że u nas kręgów jest siedem. W tym ostatnim znajdują się sami przywódcy całego Kultu, nie mam pojęcia gdzie oni się w ogóle znajdują, nigdy też żadnego z nich nie widziałem. Niektórzy sądzą że ich jest kilkudziesięciu, inni natomiast mówią, że jest tam tylko ten jeden, najwyższy. My większość informacji i zadań dostajemy od kręgu szóstego, chociaż jeśli ten siódmy w ogóle istnieje, to pewnie oni dostają te zadania od niego. Im niżej w kręgu jesteś, tym mniej ci wolno i mniej w ogóle wiesz. A ja i tak wiem całkiem sporo jak na kogoś w trzecim kręgu, no ale wiesz, dobrzy znajomi potrafią sporo dać. Powiem więcej, uważam nawet, że moja wiedza i znajomości to tylko kolejny powód, że z zabijaniem mnie powinieneś się raczej wstrzymywać. Bądźmy szczerzy, myślisz że nastraszyłeś mnie tymi swoimi maszynami tortur? Ha! Nie nie nie, sprawa wygląda tak, że jestem wystarczająco inteligentny żeby potrafić dojrzeć plusy i minusy wszystkiego co robię. I ewidentnie wydaje mi się że jesteśmy się wstanie dogadać.

- Całkiem sprytny ten kamień. Teraz postarajmy się tylko nie zgubić w tej zamieci. - mruknął Wojna i oboje wkroczyli głębiej.

Avatar darcus
- Powinniśmy ustalić warty. - Zaoponował Darcus, 'wpatrzony' w ogień. - Nigdy nie wiadomo, co na nas czeka podczas snu. - Dodał, wstając. - Ja stanę pierwszy, kogo mam budzić potem? - Rzucił zapytanie, 'rozglądając się', jednak zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, zgłosiła się Victoria.
- Ja zostanę. Na całą noc. - Rzekła chłodno, jakby zamyślona.
- Z całym szacunkiem Victorio, ale to nie jest najlepszy... - Zaczął mówić asasyn, ale niebieska ucięła.
- Nie potrzebuję snu, jak wy, więc nadaję się do tego najlepiej. W dodatku z nas wszystkich mam najlepsze zmysły. Nie przyjmuję od ciebie odmowy, chyba, że jednak nie zależy ci na nas. - Rzekła ostro, odwróciła się na pięcie i oddaliła kawałek, nie czekając na odpowiedź.
Darcusa na moment zatkało, ale zaraz otrząsnął się. - W porządku... - Rzekł cicho, po czym usiadł ponownie.

- Ależ skąd, te sprzęty są tylko na pokaz. Miały uzmysłowić ci twoje położenie i wywrzeć odpowiednie pierwsze wrażenie. Prawdziwy ból zadajemy w inny sposób... - Wyjaśnił złowrogo Cedrik. - Mam nadzieję, że jesteś gotów wydać swoich pobratymców. W przeciwnym razie będę trzymał cię przy życiu w nieustającej agonii tak długo, jak będzie trzeba. - Rzekł całkowicie bez emocji.

Jak na zawołanie, moc klejnotu zdawała się pokazywać Jeźdźcom drogę. Kiedy mieli zboczyć z trasy wyznaczonej przez kamień, zapora nie pojawiała się przed Głodem i Wojną, ale kiedy kroczyli naprzód, przemieszczała się wraz z nimi.

Avatar
Konto usunięte
- Cóż nie mogę się nie zgodzić z tą myślą - Powiedział spokojnie Albert - Dlatego nie przepadam za magią, do pewnego stopnia magia jest jak narkotyk,


- Cóż chętnie bym poznał tego całego Masila - Powiedział Ulryk- Ma pani była by wielce zaciekawiona osobą posiadającą cały wymiar na własność

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jack spoglądał chwilę na odchodzącą Victorią po czym zaśmiał się głośno.
- No, przyznać trza że cię zgasiła. Podoba mi się to!

- Jest to prawda. - przyznał Czytelnik przewracając stronę książki. - Ja na szczęście nie opieram się na niej tak bardzo. W zasadzie to w ogóle nie potrafię używać zwykłych zaklęć. Bez moich zwojów byłbym pewnie bezbronny... No, w sumie mógłbym w kogoś rzucać książkami, ha!

- To dość zabawne, cały czas zwracasz się do mnie jakbyś wiedział co wiem. Problem w tym że może się okazać że wiem nie do końca to czego byś sobie chciał. Czekaj, czekaj, niech sam zgadnę, chcesz żebym ci powiedział gdzie leży nasza siedziba, racja?

- Twoja pani? - Gniotek przerwał na chwilę przeszukiwanie szafek i spojrzał na niego zaciekawiony.

Avatar darcus
///A Jeźdźcy? :v///
Darcus uśmiechnął się pod nosem, usłyszawszy Jacka. - Fakt, jest dość ostra. Zdążyłem nawet to w niej polubić... - Przyznał, odprowadzając Victorię 'wzrokiem'.

- Siedziba, miejsca spotkań, kolejnych uderzeń, bazy wypadowe. Mów wszystko co wiesz o miejscach gdzie moglibyśmy schwytać kogoś wyżej postawionego w waszych szeregach. - Potwierdził Cedrik.

Avatar Omeg12
- Zwykłym podróżnikiem, który chyba zobaczył coś ciekawego - odpowiedział, jednocześnie próbując sięgnąć kuli umysłem

Avatar
Konto usunięte
- Cóż jestem jestem prawdopodobnie bardziej bezbronny niż, mimo iż mam swoją broń - powiedział Albert, jego spokój był lekki załamany- wiesz w końcu jestem tylko chirurgiem

- Ah moja Pani, Lady Sarah się zowie jest władcą Londoru i opoką jej poddanych, ja zostałem wysłany przez nią z misjom znalezienia pewnego zbiega i pustego który to skradł rzecz wielce ważną dla mej Pani

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Najwyraźniej masz farta. Bo jeśli o moje zdanie chodzi, to te w Złotej Gildii, to szkoda gadać. Elfka to w ogóle jest cały czas zamyślona i chyba boi się z kimkolwiek rozmawiać. Słyszałem też że miała trochę na pieńku z Oghrenem, ale myśmy raczej jej nic nie zrobili. A ta druga? Na wszystkie potwory morskie, nie zdążysz nawet na nią spojrzeć a ona już zabije cię trzy razy w myślach! Chyba ma jakiś uraz do facetów. No pecha mam ostatnio jak cholera!

- Spodziewałem się tego. Co do siedziby, to nie powiem ci ani słowa. Nie przenosiłem się jeszcze do niej nigdy będąc przytomnym, podejrzewam że tylko ci z wyższych kręgów coś wiedzą. Co do baz wypadowych to może z wyjątkiem stolicy to o żadnych nie słyszałem, większość przenosimy właśnie z siedziby. Co do kolejnych uderzeń, no to wiesz, jestem w trzecim kręgu. Póki mi czegoś nie zlecą to się o tym nie dowiaduję. Ale... Myślę że mam pewien pomysł jak można by coś załatwić, no ale wiesz, na nic mi to bo i tak planujesz mnie zabić, nie?

- Zwykłym podróżnikiem, co? Na środku pieprzonej pustyni? Po tych terenach raczej zbyt wiele ludzi nie podróżuje. Zgaduję że zmierzasz w stronę tej skały, co?
Tymczasem Davis wyczuł że obiekt wyglądający z daleka jak kula był w rzeczywistości fragmentem zaklęcia, prawdopodobnie tego samego który spowodował upadek meteorytu.

- Nie nie doceniaj swoich umiejętności, przyjacielu. Jest bardzo prawdopodobne że nie raz przydasz się znacznie bardziej niż wściekły wojownik z toporem. - powiedział Czytelnik przewracając kolejną stronę książki.

- Myślisz że ten zbieg jest gdzieś w tym wymiarze? - zapytał Gniotek który teraz trochę bardziej zaczął zastanawiać się nad bezpieczeństwem w tym wymiarze.

///No momentami już się gubię w tym wszystkim :L///
Mimo pomocy kamienia trochę zajęło Jeźdźcom przejście przez całą zamieć. Kiedy wreszcie wyłonili się z niej po drugiej stronie ujrzeli ogromną lodową skałę wbitą w ziemię. Sama skała pulsowała jasnym błękitem. Dookoła nich panowała zamieć, byli teraz nią otoczeni.
- Niech to, rzeczywiście spory ten głaz. Jak myślisz, po co to tutaj spadło?

Avatar
Konto usunięte
- Dzięki, mam jednak nadzieje że moja pomoc nie będzie potrzebna- powiedział Albert

- Cóż tak i nie, jego trop zaprowadził mnie do specyficznego ogniska które przeniosło mnie tutaj i teraz no zgubiłem ten trop

Avatar Omeg12
- Więcej interesujących rzeczy w okolicy nie widzę. A na łażenie po pustyni mam swoje powody.

Avatar darcus
- Powinieneś rozejrzeć się czasem pośród asasynek. Te to nadają się tylko do wykonywania rozkazów. - Rzekł żartobliwie Darcus, korzystając z tego, że akurat nie znajduje się wśród swoich ludzi. - Ale Victoria... Cóż, powiedzmy, że nie powiem o niej nic złego, bo nie przeżyłbym odwetu. - Szepnął najciszej jak mógł.
- Słyszałam to! - Dobiegł ich głos Victorii niemal natychmiast.
Darcus wyglądał właśnie dostał w twarz.

- Mów. - Uciął Cedrik, znów okazując oznaki zniecierpliwienia.

- Cholera, sam nie wiem. Nie wygląda na naturalną robotę. Pewnie ktoś chciał sprowadzić tę zamieć, czy coś... - Zastanowił się Głód, po czym spojrzał sugestywnie na Wojnę. - Rozwalimy to? - Zapytał w pewnym momencie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No może lepiej żeby nie była. - przyznał Czytelnik i zaśmiał się.

- Mam nadzieję że tego twojego zbiega nie ma w tym wymiarze, myślałem że chociaż tutaj jest stosunkowo bezpiecznie. - powiedział Gniotek wyjmując z jednej z szafek skórzany woreczek pełen jakichś ziół i rozejrzał się za garnkiem lub jakimś innym większym naczyniem.

- Widać od razu że ściemniasz. - odparł mu członek oddziału. - Ale może się do czegoś przydasz, choć z nami. - dokończył i ruszył z powrotem w stronę zamieci a reszta ruszyła za nim i po chwili znowu nie dało się wśród nich praktycznie wyróżnić nikogo dowodzącego.

Jack zaśmiał się głośno a nawet Mariok parsknął leżąc na ziemi i spoglądając w niebo.
- Na morzach dopiero można było spotkać prawdziwe kobiety! - zaczął po chwili myślenia pirat. - Silne i tak zwinne że spokojnie pokonałyby w walce nie jednego twardziela. Zresztą zdarzało się że niektórym okrętom takowe dowodzą! Na przykład taka Patty, o ile się nie mylę, uznawana jest za jedną z dziesięciu najgroźniejszych piratów na całej tej przeklętej wodzie! A przy tym wszystkim, to niech to! Jakie one bywają piękne! Powiadam ci, jak dorwę tego sukinkota który mnie tak wrobił, to na jego kościach nie zostanie nawet najmniejszy kawałek mięsa! Znam takich jednych z pewnej wyspy, co to ludzi zjadają. Jak się nim zajmę to chyba go tak wyślę na małe wakacje!

- No cóż, znasz jakieś sposoby żeby przenosić się do ludzi, no nie? Jeśli znalazłbym się na zewnątrz, to jest szansa że udało by mi się jakoś omamić któregoś z magów i wmówić mu że udało mi się uciec albo coś. Podejrzewam że tylko ci z najwyższych Kręgów mogą mieć o was jakiekolwiek pojęcie. Może uda mi się przenieść wraz z kimś w jakieś miejsce w którym znalazłaby się większa ilość kultystów. Wtedy, czy tam jacyś twoi ziomkowie mogliby przenieść się do nich. Problem polega na tym że, po pierwsze z tą obrożą to możesz sobie najwyżej o takim wspaniałym planie pomarzyć bo od razu by się pokapowali że coś jest nie tak. A po drugie, oczekuję czegoś w zamian.

- Dziwne by było gdyby chodziło o samą zamieć. Ale myślę że nie ma co o tym myśleć, tylko rzeczywiście po prostu rozwalić to dziadostwo.
W tym samym momencie skała zabłysła i blisko dookoła niej pojawił się niebieski krąg z jakimiś dziwnymi znakami. W tym samym momencie ze zamieci wyłoniło się około dziesięciu lodowych atronachów które rzuciły się na Jeźdźców.

W tym samym czasie kiedy noc nastała już na niewielkich górach nad niewielkim miastem Gotha pojawił się jeden z członków Kultu. Spojrzał na miasto i uśmiechnął się. Użył jakiegoś niewielkiego zaklęcia i za nim pojawiło się sześciu innych kultystów. Ich szaty były zupełnie szare i nie nosiły żadnych oznaczeń.
- No dobra młodzi, czas sprawdzić czy się do czegoś nadajecie, mam nadzieję że pamiętacie zaklęcie. Połączcie siły i zobaczmy czy się wam uda.

Avatar darcus
- Może i masz rację. Jak dla mnie koleś nie jest tego wart. - Darcus wzruszył ramionami.

- Nie jesteś w pozycji, żeby wysuwać jakiekolwiek żądania. - Wytknął Cedrik kultyście.

- I to mi się podoba! - Zakrzyknął Głód, chwytając za sierp i rzucając się w bój.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż, widzę jednak że moje mimowolne pojawienie się u was może nie wyjdzie mi tak całkowicie na złe. Już teraz czeka mnie trochę złota za tą ostatnią akcję, tylko czekać aż Michael wszystko rozliczy.

- Skoro najwyraźniej nie zależy ci na schwytaniu nikogo z wyższych kręgów, to twoja strata. - odparł mag uśmiechając się krzywo.

Avatar Omeg12
Poszedł za nimi, jak go poproszono

Avatar darcus
- Miejmy tylko nadzieję, że nikt więcej nie ucierpi. - Rzekł Darcus, wzdychając na wspomnienie śmierci Oghrena, a wcześniej także Sana.

- Daję ci ostatnią szansę by współpracować bez bólu. Jeśli jej nie wykorzystasz, będę musiał przejść do nieco bardziej... Dosadnych środków. - Syknął Cedrik siarczyście.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Tak, ci przeklęci magowie i tak zabrali już zbyt wielu naszych. Trzeba z nimi wreszcie coś zrobić.

- I teraz jeszcze śmiesz mi grozić? Odpowiedziałem na wszystkie twoje pytania jakie mi do tej pory zadawałeś. Czego jeszcze niby oczekujesz? Chcesz mnie teraz zabić? Jasne, droga wolna. Bo jeśli myślisz że pomogę ci złapać któregoś z wyższych kręgów za nic, to nie jesteś wcale taki mądry. Nie ważne jak długo będziesz mnie torturował, jeśli nie będę miał nic w zamian, to mogę choćby udawać że się zgadzam na układ, a jeśli tylko spotkam kogoś z moich to wystarczy jeden krzyk, a oni już i tak mnie zabiją. Ja i tak jestem martwy, oferuję ci współpracę, a ty w zamian za to próbujesz mi grozić. W takim przypadku się nie dogadamy.

Po pewnym czasie Davis wraz z oddziałem ludzi zbliżyli się do wielkiej zamieci.
- Cholera, wygląda na to że jakoś to osłaniają. Trzeba będzie się jakoś przez to przebić.
Tymczasem w środku szalała już walka.
Wojna wyciągnął swój miecz i rzucił się na najbliższego przeciwnika. Ten rozpadł się na pół od uderzenie mieczem następnie Jeździec skoczył na innego i przygwoździł go do ziemi, chciał sprawdzić czy Kamień jakoś na to zareaguje. Tymczasem dwa z atronachów rzuciły się na Głód.

Znalezienie Masila zajęło demonom kilka godzin, a kiedy wreszcie im się udało to nawet nie byli pewni czy w ogóle żyje. Leżał wbity w ziemię kilkaset metrów od ogromnej fortecy Semangata którą osobiście wgniótł w ziemię. Był niemal że przezroczysty i wyglądał jakby to nie było jego ciało a sam duch. Zanieśli go teraz pod ruiny fortecy pod którą już teraz stał Śniący otoczony przez niemal połowę mieszkańców wymiaru Beliara. Tuż przed nim na kolanach znajdował się Semangat skuty całkowicie łańcuchami.
- Widzisz bowiem zdrajco. Nie ważne jak bardzo zależało ci na władaniu tym wymiarem, o czym marzyło wielu poza tobą, to jednak ja, wybrany na jego zastępcę nie jestem przeciwnikiem, którego powinno się lekceważyć.
- Wybrali cię ludzie! Nic nie warte ścierwa!
- A teraz przyjaciel tych samych ludzi zamienił twoją marną fortecę w pył, obalając cię. Naprawdę myślałeś że zamknięcie mnie w więzieniu załatwi całą sprawę? Myślałeś że po przejęciu tronu wszyscy obrócą się przeciwko mnie? Nie, ja mam znajomych, znajomych którzy mają znacznie większe zdolności i znacznie lepsze plany niż ty. Nie ważne jak nasz wymiar jest silny, to ci którzy ostrzegali mnie po śmierci Beliara, wiedzieli że jeśli zaatakujemy ich wymiar to nas wybiją. Masil udowodnił że rzeczywiście są na tyle potężni. Ale ty miałeś to gdzieś, wolałeś myśleć że zasiądziesz na przedzie wielkiej armii i podbijesz inne wymiary! A teraz zobacz jak skończyłeś.
- Jestem demonem! My wszyscy nimi jesteśmy! Zostaliśmy stworzeni by podbijać!
- To prawda. Myślisz jednak że pokonanie cię udałoby się gdybym nie obiecał innym czegoś w zamian? Jest jeden przeciwnik na którego pokonaniu każdemu z nas zależy bardziej niż na ludziach. A dzięki mnie i Masilowi, jesteśmy wstanie doprowadzić do tej walki i wygrać!
- Zaraz... - Semangat pomyślał chwilę po czym się zaśmiał. - Nie wierzę! Ty naprawdę myślisz że uda wam się wygrać z sługami Innosa? Ha! I to niby ja jestem głupcem... Sprowadzisz na nasz wymiar zagładę! Nie jesteś nikim innym jak samobójcą!
- Sami nie mielibyśmy szans. Ale nie jesteśmy sami.
- Wszyscy przez ciebie umrzemy! Wszyscy!
- Ty na pewno. - mruknął Śniący i skinął głową a jaskrawy zielony demon który pomagał przy ataku na więzienie wpełzł przez gardło do ciała Semangata i roztopił go kwasem od środka.
W tym momencie przybiegły dwa orkowe podobne demony, jeden z nich niósł na rękach Masila.
- Znaleźliśmy go! Trochę to zajęło, ale sam widzisz w jakim jest stanie!
- Cholera, nie wygląda to dobrze.
- Musi odpocząć, zabiorę go do jego wymiaru. - powiedział demon-satyr podchodząc do nich. - Jego ludzie się nim zajmą.
- No dobrze, miejmy nadzieję że jak najszybciej wyzdrowieje, tymczasem... Mamy tutaj sporo do roboty.

Avatar darcus
- Święte słowa, przyjacielu. Święte słowa... - Mruknął Darcus, kiwając głową w zamyśle.

Cedrik przez chwilę stał w milczeniu, zastanawiając się. - Masz charakterek. Podoba mi się to. W porządku, załóżmy, że jestem gotów na współpracę z tobą. Czego chcesz w zamian? - Zapytał.

Moc zawarta w klejnocie uderzyła z impetem w przeciwnika i rozbiła go na tysiące kawałków. Głód zaś wykonał zamach sierpem, pozbawiając obu atronachów głów, po czym wyprowadził kopniaka z ćwierćobrotu, co poskutkowało wydobyciem się mocy z kamienia i posłanie obu na ziemię w kawałkach.

Avatar Omeg12
- Przebić? Jak zamierzacie to zrobić? I co to w ogóle jest? - telepata zasypał ich pytaniami

Avatar
Konto usunięte
- Heh no ale znając nasze szczęście, moja pomoc prawdopodobnie będzie potrzebna, i zapewne, na nasze nieszczęście, nie będzie ona wystarczająca, albo nie nie zdołam dotrzeć do tego który będzie jej potrzebował - Powiedział Albert z widoczną nutą smutku w jego głosie

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ochrony. - odparł kultysta. - Prędzej czy później i tak dowiedzą się że ich wydałem więc jestem już trupem. Nie ważne co sobie o mnie myślisz, ale nie miałem dużego wyboru jeśli chodzi o dołączenie do Kultu. Jestem szczurem, nie obchodzi mnie nic innego niż przeżycie. Dlatego jeśli chcesz żebym ci pomógł musisz zagwarantować mi ochronę. Poza tym jest jeszcze coś. Mówiłeś że nie zamierzasz ryzykować z wypuszczeniem mnie gdziekolwiek. A ja nie zamierzam zostać twoim dożywotnim więźniem. Dlatego chcę żebyś załatwił mi rozmowę z Masilem.

- Dobra, skoro już tutaj siedzimy, a jutro mamy skopać parę lodowych zadów, to ja się trochę prześpię. - powiedział po chwili zamyślenia Jack po czym ziewnął głośno i położył się na ziemi.
Mariok siedzący obok niego zaczął tymczasem czyścić róg który miał przypięty do swojego pasa.

- Nie myśl o tym czego nie dasz rady zrobić, tylko rozmyślaj jak to zrobić a jestem pewien że nie raz uratujesz nam skórę. - odparł Albertowi Czytelnik i przewrócił następną stronę książki.

- W wydarzeniach z ostatnich dni wiadomo że jeśli na środku pieprzonej pustyni pojawia się cokolwiek związanego z lodem, to wiadomo że to sprawka tych lodowych sukinkotów. A to znaczy że trzeba to sprawdzić. Cedo, dawaj pierścień.
- Idę. - powiedział jeden z ludzi i podszedł do zamieci a następnie wyciągnął dłonie do przodu, na palcu wskazującym jego prawej dłoni znajdował się srebrny pierścień z ciemnym niebieskim kamieniem. W tym momencie przed nimi pojawił się tunel powietrzny który blokował większość zamieci przepuszczając tylko trochę zimna i wiatru.
- Mam nadzieję że nie przeszkadza ci lekki mróz. - jeden z wojowników uśmiechnął się i cały oddział ruszył do środka zamieci.

W tym samym momencie Wojna złapał jednego z atronachów i rzucił nim o lodową skałę. Doszło do oślepiające wybuchu który rozniósł lodowego przeciwnika na kawałki.

Avatar darcus
- Co wiesz o Masilu? - Zapytał Cedrik, w którego oku przez otwór w masce widać było błysk.

- Dobry pomysł... - Darcus również ułożył się na boku, twarzą do ognia i zamknął oczy, jak mogłoby się wydawać, niepotrzebnie.

- Ilu jeszcze? - Rzucił Głód, rozglądając się wokół za kolejnymi przeciwnikami, wyciągnąwszy swój sierp z roztrzaskanych fragmentów atronacha, po czym rzucając się na kolejnego.
///Trzeba będzie pożyczyć od nich ten pierścień i zabrać do stolicy :v///

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiedziałem że musicie się znać. Trochę o nim wiem. Z tego co słyszałem narobił problemów Kultowi. Najważniejsze jednak jest to że stworzył tą swoją norę w której mogą zamieszkać wszyscy ci dla których nie ma miejsca nigdzie indziej. To idealnie miejsce dla takiego szczura jak ja. - mimo iż na początku kultysta był nastawiony mocno agresywnie w stosunku do Cedrika, tak jego głos i ton ciągle się zmieniały. Wcześniej mówił o Kulcie zamyślonym głosem. Teraz w jego głosie słychać było coś w rodzaju skrywanego smutku, i być może strachu?

Mariok tymczasem podrapał się po głowie po czym wstał i wspiął się na drzewo na którym siedziała elfka.
- Część. - powiedział spokojnie a elfka jęknęła i aż podskoczyła wystraszona.
- Emm... Część. - powiedziała po chwili, w jej głosie nie było niechęci do goblina co raczej niepewność.
-,Pewnie przeszkadzam, spoko już sobie idę.
- Nie! Możesz zostać... Ja... Po prostu się zamyśliłam.
- Na pewno? Bo nie chcę żebyśmy sobie zaczęli skakać do gardeł jak to miałaś z Oghrenem.
- Co... Ja... Słuchaj po prostu on z natury nie znosił elfów, a mnie doprowadzało to do szału. Ale to wcale nie znaczy że mi nie przykro z powodu jego śmierci, w końcu nie zależnie od wszystkiego był członkiem naszej Gildii, tak?
- Jasne w porządku, nie wlazłem tu po to żeby o cokolwiek cię oskarżać.
- A... Właściwie to po co przyszedłeś?
- Chciałem zapytać cię o imię. No wiesz, znam imiona reszty chłopaków, do złodziejki boję się podejść, no więc zostałaś mi tylko ty. Ale zazwyczaj nie bardzo masz ochotę gadać z całą pączka więc pomyślałem że spróbuję teraz.
- Po prostu... Jesteście dla mnie trochę zbyt energiczni, a ja byłam raczej przyzwyczajona do spokojnego życia.
- Jasne, rozumiem. To jak, powiesz mi swoje imię? - zapytał goblin który teraz siedział już na tej samej grubej gałęzi co elfka i machał nogami.
- Chyba muszę cię zawieźć, ponieważ nie pamiętam swojego imienia. Od czasu wielkiego wybuchu w Fenevii straciłam praktycznie wszystko z wyjątkiem mojego brata. Potem udałam się w podróż do Myrthany. To był koniec i początek wszystkiego, więc moje imię również wyleciało mi z głowy. A od tamtej pory nie było mi praktycznie potrzebne.
- Naprawdę? Bo jakoś ta złodziejka korzystała z jakiegoś imienia.
- Podsłuchiwałeś nas?! - krzyknęła elfka zdecydowanie zbyt głośno po czym zasłoniła sobie usta dłońmi i spojrzała na dół na resztę zawstydzona . Czytelnik uśmiechnął się tylko pod nosem i przewrócił kolejną stronę książki.
- Nie podsłuchiwałem tylko po prostu przeleciało mi to przez uszy! To nie moja wina że tak głośno rozmawiacie.
- My?! To wy śmiejecie się na całą salę! - syknęła elfka i chciała chyba jeszcze coś powiedzieć ale straciła równowagę i niemal by spadła z drzewa ale w ostatniej chwili Mariok złapał ją za rękę i wciągnął z powrotem.
- Dzięki. - szepnęła cicho i odwróciła się od niego głową wyrywając przy tym swoją rękę.
- No dobra, przyznaję się że trochę was podsłuchiwałem, ale po prostu byłem ciekaw dlaczego z nikim innym nie rozmawiacie! Nie obrażaj się przez to na cały świat!
- Hej gołąbki moglibyście trochę kurde ciszej bo ja tu zasnąć próbuję! - zawołał z dołu Jack.
- Sam jesteś gołąbek ćwoku! - odkrzyknął Mariok.
- Jasne. - mruknął pirat i przewrócił się na drugi bok.
- Głupi frajer. - prychnął goblin po czym spojrzał na ramię odwróconej elfki zastanawiając się czy spróbować się z nią dogadać czy może pieprzyć to wszystko i iść spać.

Avatar darcus
- Świetnie. Masz to jak w banku. - Rzekł Cedrik bez cienia emocji w głosie.

Darcus uśmiechnął się lekko, wsłuchując się w rozmowy. O dziwo, coś takiego właśnie go koiło.

Avatar Omeg12
- Skądże by znowu - mruknął, po czym ruszył wraz z nimi

Avatar
Konto usunięte
- Spróbuje to zrobić........... - Powiedział Albert, przez dłuższą chwilę był on cicho, widocznie pogrążony w myślach
- Chyba powinienem pójść spać, późno się robi a ja jestem mniej niż przyjazny jeśli się nie wyśpię - Po tym zdaniu młody chirurg poszedł do jakiegoś pustego namiotu

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Oba? - upewniał się kultysta. - Bo jeśli zamierzasz mnie oszukać, to wcale nie różniłbyś się wiele od Kultu. Przemyśl to, żadnego zmieniania czegokolwiek. Chcę ochrony mojego zadka niczym jakbym był twoim wymarzonym synusiem. A co do Masila, to chcę mieć pewność że wysłucha mnie do końca zanim postanowi że nie ma na mnie czasu.

Mariok siedział jeszcze chwilę w zamyśleniu po czym postanowił spróbować jeszcze raz.
- To jak z tym imieniem? - zapytał niepewnie jakby obawiał się że elfka zrzuci go z drzewa.
- Już ci mówiłam. Nie pamiętam go. - odparła cicho.
- No a... To... To drugie?
- Naprawdę musi cię to aż tak interesować? - zapytała z cieniem zdenerwowania w głosie.
- Po prostu byłem ciekaw. Jesteśmy Gildią, tak? Sama to powiedziałaś. Nasza grupa powinna się trzymać razem i sobie pomagać. A trudno zająć się tym kiedy część nie ufa ci nawet na tyle by opowiedzieć o swoim imieniu.
Elfka siedziała krótką chwilę w ciszy po czym westchnęła głęboko i spojrzała na goblina.
- No dobrze. Saki, imię którym nazywa mnie moja przyjaciółka nie wzięło się znikąd. Język elfów z Fenevii różni się trochę od tego tradycyjnego, który powstał jeszcze kiedy rasa elfów ogromny czas temu się dopiero rozwijała. Głównymi zmianami są wprowadzone przez naszych przodków nazwy dla większości fauny i flory. Spowodowane jest to tym że kiedy na Starym Kontynencie elfy zaczęły trafiać na odmiany zwierząt lub roślin które nie były nazwane w tradycyjnym języku elfów zaczęli nazywać je po swojemu. Problem polegał na tym że większość ów nowych gatunków nazywano w niezwykle podobny sposób. Spowodowało to że nazwy dla starych bardziej znanych zwierząt zbyt nie pasowały do tych nowych. Zmieniono więc dawne nazewnictwo na takie, żeby pasowało do wymyślonego schematu. W przypadku zwierząt system jest dość prosty, kiedy już powstanie nazwa dla danego stworzenia, tworzy się odmianę męską przez dodanie an na końcu, lub w przypadku płci przeciwnej, żeńskiej, dodaje się i.
- A więc Saki... A raczej Sak to...
- Kot. Taką nazwę wymyślił lud Fenevii... - tutaj przerwała na chwilę. Z jej zielonego oka spłynęła powoli łza która zatrzymała się na moment na policzku po czym poleciała w dół wzdłuż drzewa. - Oczywiście w czasach kiedy jeszcze żył...
Mariok nie wiedział za bardzo co powiedzieć. Od początku wiedział że elfka... Saki, musiała przeżyć coś co ją załamało. Wciąż nie do końca orientował się w dawnych wydarzeniach Starego Kontynentu, ale teraz zaczął rozumieć czemu obie kobiety raczej trzymają się z dala od reszty. Jeśli Saki nie hiperbolizowała, to w Fenevii doszło do wydarzenie które doszczętnie wybiło większość jej gatunku mieszkającego tam. To tłumaczyłoby mu teraz jej nietypowy kolor skóry i oczu, który jednak na dalszą metę mu się podobał. Tej złodziejce też najwyraźniej musiało się coś przydarzyć, ale zamiast wpaść w tak głęboki smutek jak Saki, ta zamiast tego stała się niezwykle agresywna do większości otoczenia. Tylko właśnie dla Saki była nastawiona przyjaźnie. Czasem zastanawiał się nawet czasem czy między nimi nie ma czegoś więcej. Ale nie chciał teraz pytać elfki ani o złodziejkę ani tym bardziej o Fenevię. Widział bowiem że ten temat ją boli. Teraz jednak wypadałoby coś powiedzieć.
- Naprawdę nie wiem co się wydarzyło w tamtych dniach, ale to musiało być dla ciebie cholernie.
- Było. - powiedziała Saki. - Ale nie przejmuj się tym, - uśmiechnęła się na siłę krzywo i niewyraźnie. - nie chcę ci zasmucać nie potrzebnie dnia.
- Cóż... W zasadzie to i tak dzień się skończył, co nie? Więc wiesz, jakbyś miała jakiś problem to...
- Spokojnie. - przerwała mu. - Poradzę sobie, w końcu nie mam wyboru nie?
- Jasne. W takim razie nie będę ci dłużej zawracał dupy. - Mariok wstał i oparł się o drzewo wciąż stojąc na gałęzi. - Ale pamiętaj, że jakby co, to złodziejka nie jest jedyną osobą na której możesz polegać. Gildia jest z tobą. Michael musiał ci o tym mówić.
- Tak... - skłamała. W rzeczywistości jedyna rozmowa którą przeprowadziła z Michaelem polegała na czymś kompletnie innym, czymś o czym reszta nie wiedziała. - Tylko słuchaj... Nie używaj póki co mojego... "imienia"... Muszę najpierw pogadać z nią.
- No dobra, jak tam chcesz, więc póki co zostajesz elfką. - uśmiechnął się - No to do zobaczenia rano. - pożegnał się po czym zeskoczył z drzewa i zwinnie wylądował na ziemi. Następnie udał się do ogniska i usiadł przy nim bez słowa.
Saki tymczasem oparła się o drzewo westchnęła głęboko i zamknęła oczy. Nawet nie usłyszała kiedy złodziejka wspięła się do niej po czym objęła ją ramieniem.

Masil czuł jakby umarł jeszcze w momencie kiedy pojawił się w swoim wymiarze i jego niby sekretarka wezwała dwóch krasnoludów by ci zabrali go do wieży. Gniotek niemal nie dostał zawału kiedy cała trójka pojawiła się na ich piętrze. Marcus natomiast tylko uniósł głowę.
- Witam panie Abraxas. Elisif już musiała pójść? - przywitała się ognista w momencie kiedy krasnoludy położyły właściciela wymiaru który powoli zaczął być co raz bardziej widoczny.
Gniotek przez chwilę patrzył na Masila z otwartymi ustami po czym dotarły do niego słowa kobiety.
- Że co? Przecież Elisif już od dłuższego czasu znajduje się w mieście.
- Przecież dopiero co nie dawno przybyliście tutaj, myślałam że mieliście coś tylko znaleźć, prawda?
- Czekaj, czekaj. Coś się pani chyba pomyliło. Odpoczywałem tutaj już... No dość długo, do czasu aż pojawił się ten koleś. - tutaj wskazał na Nei'qula wciąż leżącego na ziemi.
- Dziwne, nie pamiętam żebym go dzisiaj widziała.
- A widziałaś mnie i Elisif?
- No oczywiście. - kiwnęła głową a Gniotek podrapał się po brodzie zastanawiając się nad czymś. - No dobrze, prosiłabym żebyście w miarę możliwości popilnowali Pana Masila, powinien się niedługo obudzić, ja tymczasem muszę się czymś zająć. - powiedziała po czym wyparowała zostawiając po sobie przez chwilę kłębek dymu. Krasnoludy spojrzały po sobie wzruszyły ramionami i ruszyły na zewnątrz.
- Wygląda na to że ochrona tego wymiaru ma swoje wady. Będę musiał powiedzieć o tym Masilowi gdy tylko... Zresztą. - teraz spojrzał na swojego przyjaciela. - Jasny szlag, co mu się stało?

Jeźdźcy właśnie zajęli się ostatnim z atronachów w momencie kiedy ujrzeli przejście otwierające się w zamieci, minęła chwila i wyszli z niej ów ludzie w zbrojach oraz Davis.
- No proszę, ktoś nas prześcignął. - powiedział jeden z wojowników, ten sam który gadał na początku z Davisem i wyszedł z oddziału stając obok Jeźdźców i spojrzał na skałę. - Cholera, dziwne że zostawili to tutaj bez większej ochrony.

W tym samym czasie nowi członkowie Kultu znajdujący się w górach nad miastem Gotha połączyli swoje siły i wzięli się za przywoływanie jakiegoś większego zaklęcia. Minęło trochę więcej czasu i niemal całe góry nad miastem pokryła ogromna ilość lodu.
- Tak jak się spodziewałem. - mruknął mag nadzorujący ich działania. - Tradycja jest ważna. A teraz pokażcie im jak kończy się przeciwstawianie Kultowi Firnu!
W tym momencie cały lód zaczął się trząść i kruszyć co po krótszym czekaniu spowodowało ogromną lodową lawinę mniejszych lub znacznie większych lodowych odłamków która runęła prosto na miasto.

Avatar
Konto usunięte
- A więc to jest ten Masil? hmmm wygląda jakby ledwo parę sekund temu desperacko walczył o swoje życie przeciwko jakiemuś straszliwemu monstrum- Powiedział Ulryk

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No zdrowy to on raczej nie jest. - przyznał Gniotek. - Mam nadzieję że nie wymyślił znowu czegoś głupiego. Ostatnio z tego co słyszałem miewał... Dość niebezpieczne pomysły.

Avatar darcus
- Mam jednak jeden warunek. - Rzekł po chwili wpatrywania się w milczeniu w kultystę Cedrik, po czym ruszył do stolika stojącego na granicy światła. Odkręcił stojący na nim niewielki słoik i małą pensetą leżącą chwilę wcześniej obok wyciągnął z niego mały, czarny kształt.

To z czego żadna z rozmawiających na drzewie osób nie zdawała sobie sprawy (a może zdawali, tylko postanowili uporczywie milczeć na ten temat?), to fakt, że mieli słuchacza. Victoria siedziała na ziemi kawałek dalej z oczami zanurzonymi w ciemności poza obozem, nasłuchując i zastanawiając się. - Co się tam stało?... - Zastanawiała się na głos cichym szeptem, niesłyszalnym przez nikogo. Czyżby ktoś podzielał jej własny los?

Głód, który jako pierwszy spostrzegł przybyszy, zwrócił na nich uwagę Wojny szturchańcem i porozumiewawczym kiwnięciem głowy. - Ejże, a wy tu czego? To nasz teren... - Rzekł, niezadowolony z obecności ludzi.

W tym momencie w ziemię przed magami w Gocie uderzył promień mocy, roztapiając lód i pozostawiając po sobie niewielkie koło spalonej ziemi. Jeśli zwróciło to uwagę któregoś z kultystów, to patrząc za źródłem energii mógł w cieniach nocy spostrzec na niebie lewitującą, humanoidalną postać czarnego konstruktu, z migocącym w ciemności klejnotem na głowie, powoli obniżającą się ku podłożu...

Avatar Omeg12
- Obyś nie wykrakał - mruknął, po czym wykonał skan tego dziwnego miejsca, choćby po to, żeby sprawdzić czy telepatia tam działała.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kultysta obserwował chwilę Cedrika próbując zobaczyć co takiego teraz trzymał.
- Co tym razem? - zapytał po chwili.

Zarówno Mariok który właśnie położył się na ziemi, ani wtulone w siebie teraz obie kobiety na drzewie nie zwróciły kompletnie uwagi na Victorię. Złodziejka zresztą nie widziała w niej zagrożenia choćby siedziała teraz w dziupli pod nimi i jawnie podsłuchiwała. Gorzej było jednak z goblinem, widziała ona bowiem w nim ewentualnie zagrożenie, nie dla siebie rzecz jasna, a dla Saki.

Kultyści zdziwieni spojrzeli w stronę raczej nie trudnego do zauważenia konstruktu. Ten wyraźnie wyższego stopnia przyjrzał się temu który się zjawił.
- Kim ty do cholery jesteś? Jak śmiesz przeszkadzać w działaniach Kultu?!

- Wasz? - zapytał człowiek na przodzie uśmiechając się. - Jeśli ta gigantyczna piaskownica należy do kogokolwiek, to są to orkowie. A tak się składa że mamy z nimi sojusz.
- Nie jesteś jedynym który ma kontakty z orkami. - warknął Wojna spoglądając na nich. Jemu też za bardzo nie podobała się "wizyta".
- Kontakty? Oj nie, nasz przywódca dogaduje się z Bhor-gulem wystarczająco dobrze by mógł wysłać na was choćby i pół orkowej armii. Doprowadza teraz do czegoś czego nie potrafili zrobić ci frajerzy z Myrthany przez wieki. Ale to wcale nie znaczy że musimy tu teraz walczyć między sobą. Zwłaszcza że zgaduję że nie jesteście po stronie Kultu.
Tymczasem Davis wyczuł że w tej okolicy raczej nie było niczego co blokowałoby jego zdolności. Nie zmieniało to jednak faktu że wyczuwał ogromną ilość energii znajdującej się tutaj, dokładniej mówiąc wydobywającej się z lodowej skały i otaczającej ich wszystkich.

Avatar darcus
- Sam miałeś słuszność zauważyć, że ta obroża wzbudziła by podejrzenia twoich przyjaciół. Dlatego muszę upewnić się, że mnie nie zdradzisz, w inny sposób. - Cedrik odwrócił się i podszedł z powrotem do kultysty. Za pomocą pęsety trzymał małego, czarnego, wijącego się robaka przypominającego larwę o 'żuczych' rogach i licznych odnóżach.

Konstrukt opuścił się jeszcze nieco niżej, tak, że był teraz niewiele wyżej niż kultyści. Z pustej twarzy umieszczonej na szczycie trzymetrowego ciała spoglądały na ich przywódcę niewielkie, pomarańczowe oczy. - Wiecie że w tym miejscu kiedyś przywołano całkiem potężnego demona? To było podczas wojny ludzi z orkami. Ich szamani stali w tym miejscu, dokładnie tu, gdzie wy stoicie teraz. - Rzekł, jakby właśnie spotkał się z kultystami przy herbatce, a nie przerwał ich działania. Wyglądało na to, że najwyraźniej coś knuł...

- Dobra dobra, lepiej nam powiedz co tu robisz, człowieku. Jakoś wątpię żeby ta wizyta wynikała z czystej ciekawości. - Syknął Głód, mrużąc oczy pod kapturem i wpatrując się w przywódcę oddziału.

Avatar
Konto usunięte
- Hmmmm Mam w sumie pewien pomysł jak mu pomóc ale nie jestem pewien czy to zadziała - powiedział Ulryk, widocznie w dość zamyślonym stanie

Avatar Gniotek7
Właściciel
- I jak to coś ma niby działać? - zapytał kultysta podejrzliwie.

- Myślisz że interesuje nas co ta marna rasa stworzyła w tym marnym miejscu?! Już wkrótce cały ten kontynent będzie pokrywał lód! A ty nie dasz rady nam przeszkodzić! Dalej kadeci! Pokażcie mu jak kończy się zadzieranie z Kultem Firnu! - krzyknął nadzorujący kultysta i reszta uczniów zaczęła miotać w niego lodowymi soplami, kawałami lodu czy promieniami zimna.

- Najpewniej kultyści zrzucili coś nie małych wielkości na sam środek pieprzonej pustyni. A my raczej nie stoimy po ich stronie. Więc logicznym jest że trzeba było to sprawdzić, nie? To co mnie jednak niepokoi, to to że raczej nie starali się tego ukryć, a teraz tego nie bronią.
- Wysłali kilka atronachów...
- Myślisz że gdyby im na tym zależało to wysłaliby jakieś lodowe kostki? Albo to cholerstwo nie wymaga ochrony... Albo coś knują.

- Co żeś znowu wymyślił? - zapytał Gniotek niepewnie.

Avatar
Konto usunięte
- Moglibyśmy spróbować mu dać flaszkę Estusa, i pewnie zapytasz co to jest więc wolę odpowiedzieć teraz, Flaszka to specjalna...... no flaszka w której nieumarli przetrzymują leczniczą esencje ognisk, innymi słowy mikstura lecznicza

Avatar Omeg12
- Nie mam większego pojęcia, co się tutaj dzieje - przemówił Davis nabrawszy trochę pewności siebie - I szczerze mnie to nie obchodzi. Mam może do czynienia z jeźdźcami apokalipsy? - zwrócił się do gospodarzy

Avatar darcus
- Och, zobaczysz... - Przez chwilę w głosie Cedrika słychać było nową emocję. Satysfakcję. Nie potrwało to długo, albowiem kultysta poczuł coś dziwnego... Zaczęło się od ucisku w klatce piersiowej, ale potem sprawy potoczyły się szybko. Ubrania kultysty i jego skóra na piersi rozerwały się, a żebra złamały się na środku i odgięły na zewnątrz, jakby ciągnięte jakąś niewidzialną siłą. Krew obficie trysnęła na podłogę, a ta sama siła chwyciła płuca oraz serce i pociągnęła je na zewnątrz, niemal wyrywając. Mimowolnie przerażony widokiem i potwornym bólem jakie towarzyszyły otwarciu jego własnej klatki piersiowej, mag kultu spostrzegł, że mimo iż nie mógł oddychać, to jego serce, z naczyniami krwionośnymi napiętymi do granic możliwości, gotowymi rozerwać się w każdej chwili, nadal bije. W tym momencie przez mgłę bólu i szoku kultysta spostrzegł jak Cedrik podchodzi i przykłada insekta do jego serca. Ten zaś natychmiast wgryzł się w mięsień, co poskutkowało bólem jeszcze większym.
- Wystarczy Kari, dziękuję. - Odezwał się odsuwając Cedrik, do kogoś kogo albo nie było w pomieszczeniu, albo był poza zasięgiem wzroku więźnia. I w tym momencie cały proces się odwrócił. Płuca i serce z insektem wróciły na swoje miejsca, żebra odgięły się z powrotem i złączyły w miejscu złamania, zaś rozerwane płaty skóry zaczęły narastać ponownie. Po chwili poza krwią na podłodze i zniszczonym ubraniem po procesie nie było śladu. Kultysta nic nie czuł, z wyjątkiem lekkiej zadyszki. Cedrik zaś stał, przyglądając się.

Dosięgnięcie Konstruktu nie było łatwe. Nawet pomimo iż uszkodzenie niewątpliwie bardzo mocnego materiału z którego był zrobiony graniczyło z cudem, to jeszcze dookoła niego była jakaś aura, od której odbijały się wszelkie ataki. Konstrukt pokręcił głową i opuścił się dalej, stając na ziemi, a z chwilą kiedy dotknął gruntu dookoła z cichym szelestem rozeszła się niewielka fala energetyczna. W tym momencie kultyści poczuli, jakby ktoś wyssał z nich całą energię magiczną. Stali się bezbronni. - A potem tego demona, razem z armią mieszkańców zmienionych w nieumarłych, pokonali ledwie dwaj wojownicy. Zaprawdę, fascynująca rasa... Podobne historie miały też miejsce na północny zachód stąd, w niejakim mieście Anubel. Tam także z rąk ludzkich zginęło kilka potężnych demonów. - Kontynuował, gestykulując intensywnie i mówiąc z przekonaniem, wręcz z pasją. Pomimo stanu, w którym postawił kultystów, wcale nie wyglądało na to, że zamierza zaatakować. Wręcz przeciwnie, raczej czekał na odpowiedź, tak, jakby to była najzwyklejsza rozmowa.

Głód spojrzał na Wojnę pytająco, jakby chciał, by to on mówił. Nic zresztą dziwnego, bezpośredniość Davisa mogła zbić z tropu. W końcu o ile część orków wiedziała o istnieniu Jeźdźców, tak pozostałe rasy, w tym ludzie, nie powinni mieć o nich zielonego pojęcia.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Jesteś pewien że to zadziała prawidłowo na kimś kto... Nie jest nieumarłym? - zapytał Karczmarz spoglądając na rycerza.

Wojna przyglądał się chwilę Davisowi zamyślony po czym odparł.
- Ta, to my. Jakiś problem?

- Co to... Ku*wa... Było? - zapytał po chwili kultysta spoglądając na niego ze zszokowaną miną.

- Co jest? - zdziwił się nadzorca nowych kultystów próbując rzucić jakieś zaklęcie. Reszta młodych rozglądała się po sobie przerażonych. - Czym ty do cholery jesteś i dlaczego opowiadasz nam te nic nie warte historyjki?!

Avatar Omeg12
- Owszem, nawet parę. Ale moje problemy się tu niewiele liczą. Przysłał mnie niejaki Darcus, podobno wasz krewny. Potrzebuje wsparcia w walce z... tak naprawdę to nikt nie wie czym. Tak czy owak, chyba byłoby miło, gdybyście chociaż z nim jakoś porozmawiali.

Avatar darcus
- Centauriańska larwa genocyda. - Odparł zadowolony Cedrik. - Wyczuwa, kiedy zamierzasz zdradzić i sprawia, że kończy się to dość... Nieprzyjemnie. - Wyjaśnił, podchodząc bliżej kultysty, po czym przy pomocy małego kluczyka zdjął mu obrożę, którą następnie odłożył na ten sam stolik, z którego wcześniej wziął larwę. Potem chwycił w dłonie jakąś skrzynkę i zaczął w niej grzebać, przy akompaniamencie szczęku metali.

- Darcus?... - Szepnął Głód, mrużąc oczy i wodząc nimi po gruncie. - Jak nas znalazłeś? - Zapytał w końcu, utkwiwszy swój wzrok w Davisie.

- W tamtym mieście jest coś dziwnego. - Konstrukt zdawał się nie zwracać uwagi na pytania maga, kontynuując swą opowieść. - Nie tylko upór tamtejszych mieszkańców, ale coś jeszcze... Coś, co każe im trwać za wszelką cenę. - Zrobił małą przerwę, by spojrzeć w oczy przywódcy grupy kultystów. - Sam lód nie wystarczy, żeby ich pokonać. - Podsumował swój najwyraźniej już skończony wywód.

Avatar
Konto usunięte
- Pojęcia nie mam ale nawet jeśli nie zadziała to nic gorszego nie powinno mu się stać

Avatar Omeg12
- Głownie poprzez łut szczęścia. Ale pomogły mi w tym moje unikalne zdolności, paru assasynów i jeden ciekawy artefakt. Nie wiem, czy powinienem o tym rozmawiać w towarzystwie.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- A skąd mam wiedzieć czy to cholerstwo nie jest wadliwe? Jakim cudem ma rozpoznać czy rzeczywiście was zdradzam czy udaję że to robię żeby Kult się w niczym nie połapał? Jaka jest pewność że w momencie wykonywania tego już bez tego niemal samobójczego zadania, to gówno nie odbierze czegoś w zły sposób i nie skończy się moim zgonem? - magowi kompletnie nie podobała się wizja łażenia z tym czymś zbyt długo.

Wojna spojrzał na Davisa nieco zdziwiony. Ale przysłuchiwał się pytaniom Głodu.
Oddział ludzi tymczasem otoczył i przyglądał mu się.
- To dziadostwo jest otoczone jakimś dziwnym typem magii. - mruknął jeden z nich. - Rutt, wiesz może jak to może działać?
- Z tego co mi się wydaje, - zaczął jeden z wojowników z włócznią na plecach i krótką szarą bródką. - to główny cel tej skały jeszcze nawet się nie wydarzył. To dość oczywiste że postawienie zamieci w takim miejscu nie jest tego głównym celem. Problem w tym że nie bardzo mam pojęcie co to może być.

- A mówisz mi to bo? - Nadzorca kultystów był już wyraźnie zdenerwowany tym że traci czas, a jeszcze bardziej tym że nie bardzo miał co z tym zrobić.

- Jak tak mówisz, to można spróbować. - powiedział po chwili zastanowienia Karczmarz.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią