Właściciel
Abraxas szybko się odsunął i wstał rozglądając się.
Właściciel
Abraxas spojrzał na nią i szybko doskoczył do Elisif.
- Uciekać. Szybko. - powiedział trzęsąc nią po czym szybko pobiegł w stronę wyjścia. Elisif wstała po chwili i pobiegła za nim.
Właściciel
Elisif otrząsnęła się powoli.
- Co to było... - po chwili udało jej się zebrać i rozejrzała się. - Gdzie jest Abraxas?! - zawołała rozglądając się.
Próbował wstać. Zważając na ból oparł się o najbliższą ścianę.
- Boli jak cholera. - zaklął.
Kiedy zobaczył Victorie podszedł do niej i sprawdził czy przeżyje.
Właściciel
- Został... - powtórzyła do samej siebie cicho. Nie potrafiła powiedzieć nic więcej.
Właściciel
Elisif przypomniała sobie coś po raz kolejny i rozejrzała się za Darcusem.
Właściciel
- Jasna cholera... Walon popilnuj jej, kojarzę to miejsce, niedaleko stąd jest chatka jednej z czarownic.
- Jasne. Czekaj... Czarownic? Nie chodzi, aby o te wcześniej spotkane siostry?
Właściciel
- A co chcesz zrobić? Nie damy rady jej donieść do miasta w takim stanie.
Właściciel
- Dobra, popilnuj jej, spróbuj jakoś przytrzymać wyciek krwi, zaraz przyjdę. - powiedziała i pobiegła w las. Wróciła dopiero po dwudziestu paru minutach, przyszła z nią staruszka od której wzięli Gniotka oraz jej ochroniarz który nie wyglądał na zadowolonego.
- To ona. - powiedziała do staruszki Elisif.
- Wiedziałam że branie go to głupi pomysł, ale spodziewałem się że problemy będzie sprawiać on, nie to o czym mówisz.
- Jak dla mnie to powinniśmy zostawić ich samych, albo dobić. - powiedział jeleniowaty strażnik.
- Cicho siedź, ludzie mawiają że każdemu należy się druga szansa. - odpowiedziała staruszka przyglądając się raną kobiety.
- A to nie z powodu tego co ludzie mówią odeszłaś do miasta?
- Nie przeszkadzaj, nie przyszliśmy tu żeby gadać czemu zamieszkałam w lesie. - odpowiedziała mu a on przewrócił oczami, przyglądał się postacią z pogardą i założonymi rękami. - Co dokładnie spowodowało te obrażenia?
- Walka. Dokładnie to z kamiennymi stworami.
Właściciel
- To raczej nie były zwykłe golemy patrząc po obrażeniach. Dobrze, musimy zanieść ją do miejsca kawałek stąd, jest tam ołtarz przy którym będę mogła jej pomóc.
- Ołtarz? Brzmi to trochę jakbyś chciała ją poświęcić.
Właściciel
- A to brzmiało jak słowa typowego mieszkańca miasta który wierzy legendą, tak, a potem was wszystkich pozamieniam w żaby. Chcesz jej pomóc czy nie? Patrząc na jej stan dużo czasu nie mamy.
- Dobra chodźmy.
Mimo bólu Walon starał się wziąć Victorię i zabrać ją do wyznaczonego miejsca.
Właściciel
///z większym uczuciem Kubon, z uczuciem///
Po niedługiej wędrówce dotarli to pewnego miejsca przy dużej skale w lesie. Przy skale - która od ich strony była płaska. - stały dwa kamienne filary a pomiędzy nimi widać było pełno rosnących pnączy ułożonych w kształt jaja na ścianie. Ktoś wrażliwy na magię mógł wyczuć jej dużo w tej okolicy.
- Dalej. - powiedziała staruszka. - Zanieś ją do tych pnączy.
Wykonał polecenie. Powoli i ostrożnie ułożył na pnączach Victorię.
Właściciel
Nie musiał jej długo trzymać gdyż pnącza szybko zaczęły się ruszać i łapać za ciało Victorii. - jakby ktoś nie doczytał to pnącza stały w pozycji pionowej. - nie minęło dużo czasu nim całkowicie oblazły kobietę i zasłoniły ją całkowicie, wyglądało to jak kokon. Elisif zastanawiała się cały czas czy to bezpieczne, rzeczywiście, z zewnątrz mogło to wyglądać strasznie. Na początku kiedy Victoria została cała otoczona poczuła ból, że coś wnika jej między organy przez ranę w brzuchu, chwilę po tym jednak poczuła ukojenie. Znajdowała się w czymś w rodzaju transu w jakim znajduje się larwa podczas przemiany w motyla. Czuła jak powoli przestaje czuć ból, z jakiegoś powodu w ogóle nie musiała oddychać, czuła się tak że nie mogła być do końca pewna czy w ogóle jeszcze żyje. W końcu przestała czuć nic, jakby zasnęła.
- To trochę potrwa. - powiedziała staruszka, przez pnącza nie przechodził ani jeden odgłos z zewnątrz. - jej ciało musi się zregenerować, przy takich ranach potrwa do dzień lub dwa, spokojnie, zostanę tutaj i będę się nią opiekować, kiedy już będzie lepiej dostarczą ją do waszego miasta.
- Czyli... Wracamy do miasta? - zapytał Walon towarzyszkę. Jeśli się nie mylę to nie mamy tu zbytnio nic do roboty.
Właściciel
- Powinniśmy też zabrać ciało... Tamtego mężczyzny, zakon asasynów musi się dowiedzieć co się stało.
Karczmarz tymczasem po tym jak udało mu się wydostać z okolic w których byli wcześniej ruszył w swojej skurczonej postaci w jakąś stronę, wyglądało to tak jakby wiedział gdzie idzie. Jakby miał jakiś cel.
Właściciel
Walon wraz z Elisif dotarli do zwłok i zanieśli je do miasta. Weszli z martwym ciałem do Karczmy, po drodze mijając tylko zdziwione miny strażników. Po Khajiicie nie było śladu, elfka zaś siedziała przy stole zamyślona, dopiero kiedy weszli skupiła się. Elisif rozejrzała się za kimś kto aktualnie pełnił rolę karczmarza.
Właściciel
- Miejsce gdzie się udaliśmy okazało się pułapką... - powiedziała cicho. - Darcus i Abraxas gdzieś zaginęli... Chyba tak zostali...
- Piekło. Masakra. Rzeź. Tak mogę to streścić.
Właściciel
- W tym co mówi Walon jest dużo prawdy. W miejscu w którym mieliśmy odstawić Gniotka dla bezpieczeństwa czekał na nas ten obsydianowy konstrukt, wspominał coś o jakiejś przepowiedni i że on jest wspominanym w niej Kainem. Potem pojawił się William, dawno nie widziałem takiego chaosu... Gniotek kazał mi uciekać, mi i Walonowi udało się uciec dzięki Victorii i jemu... - powiedziała patrząc na ciało w swych rękach. - Nie mamy pojęcia co się stało z Darcusem i Gniotkiem... Błagam oby wyszli stamtąd cało...
Właściciel
- Jak to? Gdzie on jest? Co się z nim dzieje? - zaczęła wypytywać Elisif.
Właściciel
- Telepata? - powtórzyła zdziwiona. - Może chodzi mu o tego człowieka który ostatnio przybył tutaj? ,Czy on dalej jest u was w szpitalu?
Właściciel
- Będzie trzeba z nim porozmawiać... Ja chciałam się teraz udać do Ayli, zostawiłam u niej Vitę.
Właściciel
Elisif ruszyła za nim do podziemi a następnie skierowała się w stronę szpitala asasynów.
- Witaj Ayla. - powiedziała otwierając drzwi.
Właściciel
- Dziękuję że się nią zajęłaś, po tym co się tam wydarzyło, cieszę się że jej nie wzięłam. - powiedziała i podeszła bliżej żeby przyjrzeć się dziecku.
Walon nie chcą przeszkadzać Elisif podszedł do zastępcy Karczmarza i poprosił o piwo.
Davis był obecnie w centrum miasta. Jego próba poprawienia sytuacji finansowej udała się znakomicie. Miał prawie kompletny zestaw kart tarota i pożyczony z karczmy stół, więc był był całkiem przekonujący jako wróżbita. Z początku planował używanie zdolności telepatycznych do swojej przewagi, ale szybko odkrył, że wystarczy mówić ludziom to, co chcą usłyszeć.