Walon wypił trochę wody i rozglądał się za pustelniczką.
Właściciel
Nie było nikogo widać, zaczynało się robić coraz ciemnej, słyszał tylko wiatr.
Walon szukał drewna, żeby rozpalić ognisko.
Właściciel
Nie dał rady się ruszyć dalej niż na kilka metrów z powodu ran, a palmy nie dałby rady ściąć bez niczego ostrego. Zostało mu tylko czekać.
No to czekał .-.-.-.-.-.-..-.-.-.-
Właściciel
///To twoje -.-.-.-.-...-..-.-.-.- nie było potrzebne.///
W którymś momencie z powodu iż była noc w końcu zasnął. Jednak nie obudził się tam gdzie zasnął. Znalazł się na dużym dwuosobowym łóżku z jakiegoś ciemnego drewna, paczka leżała na stoliku obok niego. Przed nim były drewniane zamknięte drzwi, poza tym w pokoju nie było niczego ani nikogo innego.
// ;-;
- Jest tu kto? - zawołał.
Właściciel
Nikt nie odpowiedział, po chwili jednak zauważył jeszcze coś, jego nogi były z powrotem zdrowe, nie było śladu po ranach.
Skoro nogi były zdrowe to Walon wstał i poszedł w kierunku wyjścia zabierając paczuszkę po drodze.
Właściciel
Drzwi prowadziły do dużego pomieszczenia, po lewej znajdował się spory stół metalowy, stało na nim pełno butelek z różnokolorowymi płynami. Tylko w jednej z butelek było coś innego. W butelce widać było jakąś małą święcącą niebieską kulkę latającą po środku jakby chciała się wydostać. Butelka była zakorkowana. Walon miał wrażenie jakby dochodziły z butelki jakieś odgłosy, czyżby słowa?
Walon ostrożnie podszedł do butelki i zbliżył ją do ucha, żeby lepiej słyszeć.
Właściciel
- Pomóż mi... - zdawało się słyszeć z butelki cichy jęk, który z brzmienia przypominał głos kobiety.
- Co?!
Walon zdziwiony o mało nie upuścił butelki, ale złapał ją w ostatniej chwili. Wahał się przez długi czas czy otworzyć butelkę, ale w końcu postanowił to zrobić.
Właściciel
świecąca kulka wzleciała w powietrze latała chwilę w miejscu po czym poleciała z impetem w stronę Walona. W tym momencie przez chwilę czuł ostry ból głowy, trwał on zaledwie kilka chwil po czym wszystko wróciło do normy. Po kulce nigdzie nie było śladu.
Walon wstał i rozejrzał się czy nie ma żadnych drzwi.
Właściciel
Były. Jednak kiedy je zobaczył z powrotem zaczęło mu się robić nie dobrze, widok przed oczami zaczął mu się mglić, zachwiał się i zemdlał.
Obudził się w pomieszczeniu w którym został postrzelony, leżał w tym samym miejscu, po paczce nie było ani śladu, brama którą wcześniej próbował zniszczyć była otwarta. O ścianę obok opierał się znany już mu człowiek z głową jelenia, stał oparty o ścianą z założonymi rękami patrząc na niego. Czyżby to mu się tylko przyśniło?
- Co się stało? To był sen?
Właściciel
- Ha! - zawołał - Mam jeszcze raz przebić ci nogi żebyś uwierzył? - po czym spoważniał. - Ktoś chce z tobą rozmawiać. Farciarzu.
- Jestem cholernie ciekaw kto to.
Właściciel
- Kobieta do której domu chamsko się włamałeś. Masz szczęście, gdyby nie ona dawno dołączyłbyś do tych trupów w przejściu. - odparła istota. - A teraz idź już, mam dość patrzenia na twoją paskudną gębę.
Milutki - pomyślał Walon.
- Idę już, idę. - powiedział na głos i poszedł we wskazanym kierunku.
Właściciel
Kiedy wszedł przez otwartą bramą trafił na spore pomieszczenie z dużym kotłem po środku, stała przy nim pewna starsza kobieta - czyli jeszcze nie staruszka ale już nie młoda kobieta. - i mieszała sporą łyżką, za nią na ławce i w szafkach znajdowało się pełno różnych składników alchemicznych. Po jej prawej stało niewielkie łóżko a po lewej klatka. W klatce ujrzał pewną osobę po której od razu rozpoznał że jest to ten o którym mówiło drzewo.
- Nareszcie jesteś. - powiedziała nie patrząc nawet na niego.
- Tak... Jestem. Widzę, że w klatce znajduje się osoba, której poszukuje.
Właściciel
- Tak, to on. Przepraszam też za mojego ochroniarza, jest nieco... Agresywny.
- Zrozumiałe. Czy odpowiesz mi na dwa pytania: Skąd ten człowiek się u Ciebie wziął i kim jesteś?
Właściciel
- Nazywam się Farilda, i jestem czarownicą. A skąd on się tu znalazł? Przyprowadziła go do mnie moja siostra, był zbyt agresywny więc musiałam go tu zamknąć.
- Wiesz czemu jest taki agresywny?
Właściciel
- Nie jestem właściwie pewna, przybył z miasta, więc pewnie oni wiedzą więcej. Podejrzewam że może to być coś w rodzaju choroby, a może klątwy? Nie wiem, próbowałam z nim porozmawiać ale on mówi tylko w kółko o Bhor-gulu.
- Bhor-gul? Ten ork, który zjednał sobie pobratymców na pustyni? Ciekawe co on ma z tym wspólnego.
Właściciel
- To troll. - poprawiła go Farilda. - Owszem też mnie to zastanawia, jednak żeby mieć pewność trzeba by się najpierw dowiedzieć więcej o tej osobie, a to wiedzą prawdopodobnie tylko ludzie w mieście.
- Mógłbym zabrać go do miasta.
Właściciel
- To raczej nie jest dobry pomysł, nie dałbyś rady nad nim zapanować, wyrządziłby zbyt dużo szkód. Ale jeśli chcesz szukać pod konkretnym imieniem to spróbuj popytać osobę imieniem Elisif, wymknęło mu się parę razy to imię. Kto wie, może mieszka w mieście i wie coś na jego temat?
- Rozumiem. Wyruszę jak najszybciej, ale najpierw oddasz moją broń i zwierzaka?
Właściciel
- Ach tak, przepraszam. Wszystko czeka u góry.
- Postaram się wrócić jak najszybciej. Żegnam.
Walon poszedł na górę, zabrał swoje rzeczy, broń, zwierzaka i odszedł w kierunku miasta.
Właściciel
Po drodze spotkał tylko Kate które pomachała mu na pożegnanie i zniknęła wśród drzew.
Elisif tymczasem leżała w ogrodzie wraz z córką przyglądając się gałęzią drzew.
//No to pominę czas.
Walon wrócił do miasta i nie mając pomysłu gdzie szukać Elfis poszedł do ogrodu zapytać się o radę drzewo.
Właściciel
- Widzę że ktoś się zbliża, no nie, znowu on? - zapytało drzewo zdziwione. Elisif spojrzała tylko w stronę Walona nie zwracając na siebie uwagi.
- Tak, tak. To ja. Wróciłem właśnie z wyprawy. Będzie co opowiadać w Karczmie. Ale do rzeczy. Znalazłem tego człowieka, ale jest bardzo agresywny. Kobieta, która się nim opiekuje mówiła, że w kółko mówi o Bhor-gulu.Powtarzał też jedno imię: Elfis. Czy nie wiesz kto to?
Właściciel
- To ja. - powiedziała kobieta leżąca na ławce po czym wstała. Masz na myśli Abraxasa? Gdzie on jest?
//Znów coś spieprzyłem ;-;
- Tak. Minęło trochę czasu odkąd wyruszyłem aby go znaleźć. Po kilku przygodach znalazłem go w pewnej chacie. Mieszkająca tam kobieta zajęła się nim, ale musiała zamknąć go w klatce, ponieważ jest bardzo agresywny. Zaprowadzę Cię tam... I przy okazji nazywam się Walon. Walon Vau.
Właściciel
- Czy... Czy wszystko jest u niego w porządku? Czy nic mu się nie stało?
- Nie widziałem żadnych większych obrażań.
Właściciel
Elisif odetchnęła z ulgą.
- Bałam się już że coś mogło mu się stać. Dobrze, pokaż mi gdzie on jest.
- Chodźmy.
Walon z Mirdem zaprowadził Elisif do chaty, w której był Karczmarz.
Właściciel
- Witaj bracie, to dobry pomysł wynosić to poza teren Karczmy? - zapytała się Elisif darcusa.