Właściciel
Oghren ruszył za nim patrząc po strażnikach gotowy do obrony.
Właściciel
Oghren zaczął się rozglądać za swoim toporem.
Davis westchnął. Nie miał ochoty zaglądać do pieca, ani mierzyć się z czymkolwiek z niego wyjdzie.
-Wygląda na to, że mamy przerąbane - powiedział. Dla pewności zrobił kolejny skan.
Właściciel
Oghren schylił się i rozejrzał pod stołami.
Walon nie mając nic do roboty wyszedł z Karczmy i udał się do zastępcy Karczmarza. Poprosił o mięso i coś do picia. Dla odmiany odmówił piwa.
-Więc kto wchodzi do środka? - spytał się Sana, zdając sobie sprawę z idiotyczności pytania.
Po posiłku zapytał Karczmarza:
- Nie wiesz może czy nie ma tu okazji do zarobienia pieniądza czy jakieś rozrywki?
- Nie tyle co robota w Karczmie, ale w mieście. W końcu wielu mieszkańców przychodzi tu, żeby pogadać. Nie zasięgnąłeś nieco słowa?
-Albo jesteś cholernie pewny siebie, albo ci zwyczajnie nie zależy. Rób swoje.
Wyciągnął ostrze, w razie gdyby musiał coś przesunąć wewnątrz pieca. W sumie nie musiał tego robić, ale wydawało się to naturalne. Wszedł do środka.
//Nie wiedziałem, jakiego słowa użyć.
Nie mogąc nic zrobić z widocznością skierował się do odkształcenia.
Do dłuższym milczeniu powiedział do Zdzicha:
- Nalej mi czegoś. Jakiś porządny alkohol.
Wyciągnął rękę w jego kierunku.
- Może być. - odparł Walon.
// Nie mówiłeś, że to kosa ŚMIERCI ;-;
Wypił napój.
- Oooo... Cholernie mocne! Z czego to się robi?
Spróbował dla odmiany wetknąć w kulę ostrze.
Właściciel
///"Walon wyszedł z Karczmy a następnie udał się do zastępcy Karczmarza żeby coś kupić". Serio, tylko ja zauważyłem brak logiki w tym zdaniu?///
Oghren podniósł topór i rozejrzał się po czym wyszedł z Karczmy i zawołał.
- Gdzie ja do ch*ja jestem?!
Właściciel
- Nie! Co mam niby pamiętać?! To jak pewnie w jakimś ciemnym miejscu napadliście i zanieśliście tu?
Właściciel
- Hmm...To że jestem krasnoludem i nienawidzę nie mieć przy sobie swojej broni! - zawołał.
Właściciel
- Hmm... Pomyślmy... Kojarzę tylko jakieś duże pomieszczenie pełne krasnoludzkich znaków, i jakiegoś gościa w kapturze... Też krasnolud, ta, na pewno krasnolud.
Właściciel
- Strzałką? Niee... Ten krasnolud wydawał się spoko.
Nie uśmiechało mu się tracić ręki dla jakiegoś zadania o nieokreślonym bliżej celu. Obrócił się i zaczął się czołgać w kierunku, w którym teoretycznie powinno znajdować się wyjście.
-Czym ty... wy jesteście? I czemu walicie mną po ścianach? To jest perfekcja w waszym wymiarze? - Bez żadnych innych pomysłów postawił na gadkę.
Właściciel
- Nie wiem... Jak wyglądał ten kto mnie niby uśpił?
// Kurde. Miało być, że wyszedł z pokoju ;-;
- A właściwie to zajmujesz się produkcją alkoholu, a nie tylko jego spożywaniem?
Właściciel
- Zaraz... A skąd mam wiedzieć że to nie wy mnie zaatakowaliście i ogłuszyliście co?!
- Jasne. Masz jakieś piwo?
-Serio? Bo ja zawsze byłem dość pojętny! - rozejrzał się za zniekształceniem i/lub wyjściem.