Właściciel
Abraxas tymczasem dotarł do jednej z wiosek orkowych.
- Patrzcie no Mora! - krzyknął jeden z orków.
- To Mora? Taka zgarbiona?
- Oni nie nadają się do chodzenia po naszej pustyni, może pokażmy mu że nie powinien tu przyłazić!
Jeden z orków wyjął toporek i pobiegł w stronę Abraxasa. Kiedy był blisko ten sypnął mu piaskiem w oczy, następnie doskoczył do niego i przegryzł tętnicę szyjną.
- A to pieprzony człowiek! Zabić go! - pozostali orkowie rzucili się na niego. W momencie kiedy dwóch z pięciu orków zbliżyło się do niego postaci Karczmarza zapłonęły ręce i wykonał szybkie zamachy pazurami na wrogów w klatkę piersiową. Nie mieli na sobie pancerzy gdyż nie byli przygotowani na coś takiego. Obaj padli martwi. Jeden z pozostałych podniósł spory kamień i rzucił w niego, ten złapał go i odrzucił rozbijając mu czaszkę.
- Cholera! - wrzasnął jeden z dwóch pozostałych. - To nie może być Mora!
- Co za różnica! No dalej! Zabij to!
- Czemu ja?!
- Jesteś ork czy baba?!
- No i kto to... - w tym momencie Abraxas wykonał szybki skok wbijając mu pazury w oczy, wszystko w środku głowy zaczęło mu się przypalać. Drugi ork rzucił broń i zaczął uciekać w przeciwną stronę. Gniotek jednak dogonił go i skoczył mu na plecy.
- Bhor-gul!
- Co?! Nie zostaw mnie!
- Gdzie Bhor-gul?! - krzyknął wściekle.
- Nie mam pojęcia! Idź do Poświęconych! Ja jestem tylko zwiadowcą!
- Gdzie oni być?!
- Wszędzie! Idź do jakiegokolwiek większego miasta!
- Głupi ork! - powiedział wgryzając mu się w gardło. Potem wstał i ruszył dalej.
Tymczasem Walon nie wiedząc skąd usłyszał jakiś kobiecy głos.
- Dziękuję... - usłyszał cicho wypowiedziane słowo, wypowiedziane niepewnie z nutką strachu.
Pomyślał szybko, co mógłby wykombinować. Przeskanował teren, po czym się uśmiechnął.
-Ptak spróbuje ukraść ci sakiewkę.
Zaczął szukać umysłów ptaków w okolicy dostatecznie dużych, żeby dało się je przejąć. Mógł to zrobić w sumie wcześniej, ale nie oczekiwał żadnych kłopotów.
Zamiast kontrolować jednego naraz posunął pięciu ptakom sugestię ataku na krasnoluda do ich podświadomości, czy też w tym przypadku całego umysłu.
Ten gość coś wie Odwołał ptaki i spojrzał na krasnoluda wyczekująco
-Więc dostałeś wróżbę. Szukasz czegoś jeszcze?
-No żeż... naprawdę jestem jedyny w tym cholernym mieście cudów? Po co ci moje zdolności?
Spróbował przypomnieć sobie, czy widział kiedyś taki symbol. Nie wydawało mu się.
-O kim tu mówimy?
-Hmm. Najwyraźniej powinienem więcej patrzeć ludziom na palce. Mam się zwijać?
Właściciel
- Okazało się że czekał tam na nas ten obsydianowy konstrukt który był wcześniej u was trzymany. Nazwał siebie Kainem z jakiejś przepowiedni, potem zjawił się William, i było tylko gorzej...
Spakował karty, wydobył ukrytą pod obrusem broń i ruszył za krasnoludem.
Właściciel
- Nie do końca, Darcus i Abraxas gdzieś zniknęli, Victoria ledwo przeżyła... Do tego jeszcze ten gnom... - Ciarki ją przeszły na samą myśl o tym co się stało.
Uścisnął assasynowi dłoń.
-Ciężko było cokolwiek odczytać ostatnio. Wszystko u was w porządku?
- No niestety. Jakiś stwór zwany Konstruktem i jego kamienne sługusy urządziły niezłe piekło.
Właściciel
///oj tam pomyliłem sobie :L///
- Mam tylko nadzieję że się znajdą... - powiedziała biorąc Vitę na ręce.
// Najpierw chciałem odpisać Darcusowi potem Tobie. Sam też mam grupy do ogarniania.
Walon oderwał się od piwa.
- Co? Kto mówi?
Właściciel
Elfka siedząca przy stole spojrzała na niego jak na wariata, nikt poza Walonem tego nie usłyszał
- Ech... Musze się położyć. Mam urojenia.
Właściciel
- To nie urojenia. - usłyszał ponownie, tym razem nieco bardziej pewnym głosem.
- W takim razie kto mówi? - odpowiada cicho.
Właściciel
- No... Ja... A kto inny?
-Ech... przejdę od razu do roboty.
Przeszedł do przestrzeni mentalnej. Dobrze pamiętał, jak wyglądał umysł Darcusa, więc z marszu rozpoczął proces poszukiwania.
- Jaki Ja?
// Trochę to potrwa.
Właściciel
- Nie zauważyłeś? Nic nie poczułeś? - pytał zdziwiony głos. - Jestem... Świetnie, tyle lat życia w tej butelce spowodowało że tylu rzeczy nie pamiętam...
- Butelka? Czyli to Ty byłaś w butelce, którą zbiłem?
Właściciel
- No... Tak, dlatego dziękowałam... Kto wie ile bym tam siedziała gdyby nie ty...
- No tak. Możesz mi coś o sobie powiedzieć? Coś co oczywiście pamiętasz.
Właściciel
- Ja... Sama wiele nie pamiętam. Z tego co mi się wydaje za nim zamknęli mnie w butelce byłam jedną z czarownic... Albo to zamknęła mnie jedna z nich? Nie jestem do końca pewna...
Elfka przyglądała się Walonowi zdziwiona, podeszła do Karczmarza i powiedziała cicho.
- Lepiej nie dawaj mu więcej piwa, już wygląda na podpitego.
Zbadał dokładniej ów odkształcenia, szukając ich źródła albo chociaż jakiejś zależności - czegokolwiek przydatnego.
Powrócił do swojego ciała. Westchnął.
-Znalazłem kilka zaburzeń przestrzeni mentalnej. Będę musiał je przebadać samodzielnie. Przyjdę do was, jak tylko coś wykombinuję.
Potrzebują nadzoru nade mną?
-Wierzę. Chodźmy już. To może trochę potrwać.
Davis wyszedł i poszedł spacerem do najbliższego odkształcenia.