Właściciel
///tak na wszelki wypadek xd///
Elisif zeszła tą samą drogą którą weszła i pobiegła do Karczmy
Człowiek z kamienia stał zamyślony patrząc się na ranną kobietę która jęczała z bólu.
- Spokojnie Allease, oni się tobą zajmą, wyjdziesz z tego cało.
Właściciel
Elisif wyszła z Karczmy gdyż jak wiadomo nie przepadała za krwią. Udała się do ogrodu żeby przemyśleć coś.
Kobieta którą Człowiek-kamień nazwał Allease nie przestawała jęczeć z bólu a z oczu leciały jej łzy.
Właściciel
- Dobrze tylko zróbcie to ostrożnie... Niosłem ją już jakiś czas.
Właściciel
- Jasne że znam! Osobiście ją przeprowadziłem przez portal między wymiarowy! - Bardzo powoli i ostrożnie podniósł ją - którędy do tego szpitala?
Właściciel
Szedł bardzo powoli za nim
- Jasna cholera, wiecie kim mogli być ci ludzie? Ci którzy nas zaatakowali?
Właściciel
Zszedł nimi na dół
- Dzięki za pomoc, szczerze nie spodziewałem się jej...
Właściciel
- Jasne - szedł dalej wskazaną drogą - spokojnie Allease, zaraz sobie odpoczniesz.
Właściciel
Położył ją powoli i odgarnął jej włosy z twarzy.
- Jeszcze raz dzięki, cholera nawet nie wiem co by się stało gdyby umarła... Kompletna katastrofa...
Właściciel
Kiedy zobaczył przedmiot otworzył szeroko oczy, był mocno zaskoczony
- Nie wierzę... Człowieku... Może o tym nie wiesz ale właśnie uratowałeś życie... Życie wszystkich...
Właściciel
- Może nie słyszałeś, ale właśnie uciekliśmy z naszego wymiaru. Ja, Allease i jeszcze 4 inne osoby. Został zniszczony. Każdy z nas ma ze sobą właśnie takie urządzenie, musimy zamknąć pewną pęknięta sferę żeby to co zniszczyło nasz wymiar, nie dostało się tutaj.
Właściciel
- Los, trudno to wyjaśnić u nas działa to inaczej niż u was... Po prostu zostało uruchomione pewnie... Zrządzenie które spowodało rozpad naszego wymiaru.
Właściciel
- Nie potrafię tego wyjaśnić tak żeby ktoś z waszego wymiaru zrozumiał, może Allease dałą by radę tylko jak widzisz teraz... No sam popatrz
Właściciel
- Słuchaj, na razie doprowadźmy ją do lepszego stanu. Jestem Baraką, nie tknę jej krwi póki nie wyrazi na to zgody.
Właściciel
- Dzięki, ja tu przy niej posiedzę, a następnie zbiorę resztę...
Właściciel
- Spokojnie, umiem dochować tajemnicy.
Właściciel
Po jakichś 2 godzinach do Karczmy weszła Elisif
- I co, co z nimi?
Właściciel
- Hmm... Kim oni właściwie byli? Nigdy nie widziałam kogoś podobnego
Właściciel
- Mówisz poważnie? Hmm... - Usiadła obok niego - To chyba nie jest normalne? Że ktoś z innego wymiaru tak nagle przychodzi?
Właściciel
- Tylko nie naciskaj, możliwe że nie będzie chciała powiedzieć.
Właściciel
- Rób jak uważasz, ja pójdę do swojego pokoju się przespać. - poszła
Właściciel
Elisif poszła spać. Gdzieś godzinę później wszedł do Karczmy Garrus.
- Dajcie coś mocnego
Właściciel
Garrus wypił ją w 1/3 duszkiem
- Ehh, w tych orkach mi coś nie pasuje.
Konto usunięte
(Slejt postanowił zgłosić się do Darcusa więc do niego poszedł)
-Darcus zgłaszam się do służby i czekam na zadanie.
Właściciel
Garrus rzucił okiem na slejta potem zwrócił się z powrotem do Darcusa
- Możliwe, ale ci jego orkowie. Nie jestem pewien czy uda mu się nad nimi zapanować.