Właściciel
- Dobrze, wyruszam - pobiegła w stronę obrzeży miasta
U darcusa
- Chciałem zaproponować pomoc, jedno słowo a moje szkielety ruszą do boju. Oszczędziło by ci to wielu ludzi... Wiem że pewnie nie przepadasz za mną ale cóż, to chyba dobra decyzja?
Właściciel
- Ehh... Nie przepadam za nim, ale zrobię to, a teraz wyruszę już do niego, nie co zwlekać - zniknął
Tymczasem - ponieważ miasto nie było tym największym Kate dotarła do granicy miasta i zobaczyła grupę asasynów
- Jestem tu na zlecenie Mistrza
Właściciel
Nagle wszyscy na granicy zobaczyli maszerującą w ich stronę całą armię szkieletów, na ich przodzie szli jacyś kościani magowie w takich samych szatach jak Xardas - jeden z nich widząc asasynów, uniósł ręce i cała armia stanęła. Następnie sam zaczął iść w stronę przywódcy asasynów
Właściciel
- Przybywamy na zlecenia Xardasa, mamy wam pomóc
Właściciel
Szkielet Mag pokazał reszcie parę gestów a te ruszyły na stanowiska
- Za ile spodziewacie się tych demonów?
Właściciel
- No więc, kiedy się ich spodziewacie?
Właściciel
- Nienawidzę czekać na niewiadome - stanął obok niego i patrzył w niego
Właściciel
- Ha! Powiedz to Xardasowi to z powrotem wyśle nas do wymiaru Beliara. Oj nie! Wolę już
tutaj czekać i siedzieć bezczynnie tam!
<Wombat nie ogarniał o co chodzi więc wyszedł z karczmy i poszedł do lasu zbierać grzybki halucynki. Nagle usłyszał szelest...>
- Ej ty ! Tak, ty ! Chodź no tutaj ! Umiesz zbierać jagody ?
- Spi***alaj - i wombat poszedł dalej.
Właściciel
///Darcus przecinek w, niepoprawnym miejscu///
<Tymczasem Elisif w szpitalu czuła nie co lżejszy ból, nie zbierało się jej już na płacz. A przynajmniej na razie
Właściciel
///nie prawda, powinien być "No to, czekajcie" albo wcale ._.///
<Nagle Elisif ścisnęło coś mocno w brzuchu, lekko jęknęła po czym straciła przytomność - jeśli ktoś był w środku to zwrócił na to uwagę>
Właściciel
Elisif była ciągle nie przytomna - a jeśli próbowała ją obudzić, to bezskutecznie
Właściciel
Minęło może z 10 minut kiedy Elisif otwarła oczy
- Oh.. Dziwnie się poczułam... Co się stało?
Właściciel
- Nie wiem, poczułam najpierw jakiś mocniejszy ból w brzuchu, później widziałam jakieś dziwne obrazy. A teraz jak się obudziłam... Czuję się znacznie lepiej... Dokładnie jakby... Jakby mu się udało...
Właściciel
- Jakby jakiegoś demona... Krzyczał... Potem padł... Widziałam także... Także Karczmarza który padł... Padł na ziemię... Nic więcej nie pamiętam
Właściciel
- Mówił że jeśli zabije Marduka to wtedy zostanę uleczona... Jednak martwi mnie ta druga część... Boję się że coś mu się stało...
Właściciel
- Mogę poczekać. a tak właściwie, Czemu mnie tu przenieśliście?
Właściciel
- Wtedy byście ją odbudowali prawda? - Przeraziła się na myśl że Karczma mogła by przestać istnieć
Właściciel
- To dobrze. Cóż - siedziała chwilę myśląc - skoro nie ma teraz nic ciekawszego do roboty, to może opowiedziała byś mi jak dołączyłaś do Zakonu?
Właściciel
- Uratował was? Przed czym?
Właściciel
- Współczuję ci, musiałaś mieć ciężko...
Konto usunięte
(Tymczasem Slejt wracał do karczmy)
-Pfff.. . Jeszcze trochę
Właściciel
- Można wręcz powiedzieć że świetnie, tak jak przed chorobą
Konto usunięte
(dotarł do karczmy)
-Wróciłem!
Właściciel
- Masz rację - Także się uśmiechnęła - macie tutaj jakąś bibliotekę?
Konto usunięte
(Slejt rozejrzał się)
-... No super... Nie ma ich.
(usiadł na krześle przy stoliku i próbował zasnąć ponieważ był zmęczony)
Właściciel
- Dzięki, udam się tam i poczytam coś ciekawego - uśmiechnęła się ponownie po czym wyszła z pokoju
Tymczasem do Karczmy wszedł Akryl
- Widziałeś gdzieś karczmarza?
Konto usunięte
(Slejt spał i mówił coś przez sen)
-Nie zabijaj go.....