Konto usunięte
Postać krzywo spojrzała na Darcusa i rzekła:
-Co ty mówisz? Ehh... dobrze więc ide ich zwabić.
Postać gdzieś pobiegła.
(2 min później)
Przychodzi 4 osobowy patrol uzbrojonych po zęby ciemnych elfów.
Właściciel
- Nie przeszkadzaj, sam się nimi zajmij <powiedział przyglądając się dalej kwiatkowi>
Właściciel
///Raczej wątpię żeby ta kosa zabiła ich wszystkich na raz (4 patrole to coś w okolicy 10-20 ludzi - nie ma ch*ja żeby ta kosa była tak wielka///
- Ten kwiat... <wyjął pewien papier z kieszeni, naskicowany na nim kwiat wyglądał identycznie jak ten obok nich>
Właściciel
///Właśnie dałeś mi świadomość, że nie umiem ;_;///
- Według księgi w której znalazłem ten rysunek, te kwiaty wyginęły za czasów, kiedy ludzie mieszkali w jaskiniach i tłukli się badylami po głowach. Ponoć kwiat ten ma jakieś tajemnicze właściwości... Wiele bym dał żeby móc go zbadać... Jednak nie wiem czy nie zepsuje się w naszych warunkach... A jeśli jest ostatnim z swego "gatunku"?
Właściciel
- Że czym? Jeśli to o czym mówisz mi powie czy ten kwiat będzie wstanie przeżyć w naszym środowisku to chętnie skorzy... Gdzie my właściwie jesteśmy?
Konto usunięte
-Więc jednak nie jesteście zwykli. Jestem Slejt miło was poznać.
Właściciel
<Gniotek wstanie i przygląda się Slejtowi>
- Darcus gdzie twoja uprzejmość? Witaj, kim jesteś i skąd wzięły się te "ciemne" elfy?
Właściciel
- Gdybyś tak przywitał mnie kiedyś... W karczmie, to dużo piwa byś nie kupił <zaśmiał się, a potem przyjrzał się z powrotem kwiatowi> Hmm, a więc o co chodzi z tym kosturem?
Konto usunięte
-Ehh... te elfy żyją tu od stuleci. Kiedyś były normalnymi elfami ale pewnego dnia przyszedł pewien wędrowiec do króla elfów i oświadczył że ma miksturę która powoduje bycie nieśmiertelnym. Więc król elfów kupił miksturę ale gdy nieznajomy wyciągną miksturę rzucił ją na ziemię i uciekł. Okazało się że to nie mikstura tylko trujący dym który powoduje zmienienia się w istotę wrogo nastawioną. A gdy dym zmienił kogoś osoba zarażona mogła zarażać inne ale nie ludzi.
Właściciel
- Cholera ile te elfy miały królów? No dobrze, ale co TY tu robisz?
Konto usunięte
- Jestem "Jagrem" i poluje tutaj.
///Jager postać dobrze wyszkolona w walce , wspinaczce i polowaniu ///
Właściciel
- Niezbyt... Dobra inaczej. Gdzie TERAZ jest ten artefakt? I czy w ogóle jeszcze istnieje?
<do slejta> Właściwie nigdy wcześnie nie widziałem tych elfów. Gdzie my jesteśmy?
Konto usunięte
-W lesie niedaleko miasta.
(Nagle zobaczył dużego jelenia)
-Poczekajcie!
Pobiegł za jeleniem.
Konto usunięte
-Wróciłem! i mam jelenia.
To co może omówimy to wszystko w karczmie?
Właściciel
- A które bóstwo miało moce zbliżone do tego kostura?
<Nagle przybiega szkielet Akryl, co pewnie trochę zdziwiło slejta :D>
- Gniotek jest problem!
- Co znowu?
- Elisif zachorowała
- Co? O czym ty bredzisz?
- Nie wiem, mówiła tylko żeby was znaleźć. I jak zobaczę Masila to na niego uważać
- Że co? Dobra chodźmy. Slejt, jeśli chcesz nam pomóc to rozejrzyj się w okolicy za ziołami leczniczymi i spotkamy się w mojej karczmie
<Akryl pobiegł a Gniotek za nim>
Konto usunięte
Jagr stoi w miejscu i patrzy na szkielet ze zdziwieniem.
-EeEeEe....
-Och.. lepiej pójde po te zioła.
Właściciel
<Kiedy dobiegli do Karczmy Gniotek od razu wbiegł do pokoju Elisif. Chyba nigdy nie widział jej w gorszym stanie. Miała bladą twarz, przekrwione oczy a obok niej wszędzie walały się puste butelki po miksturach leczniczych>
- Elisif, hej? Co się stało? Akryl, kiedy ją tutaj znalazłeś?
- Jakieś 10, może 30 minut temu. Nie wiem nie liczyłem!
- Cholera, Elisif! Odezwij się
<Elisif otwarła oczy i popatrzyła się na nich>
- Witaj... Gniotek
- Co się stało?
- Masil...
- Co?! CO Z NIM?!
- Muszę odpocząć...
- Proszę opowiedz tylko co się wydarzyło
<Akryl>
- Myślę że lepiej będzie jak damy jej chwilę odpocząć
Konto usunięte
Do karczmy wchodzi Jagr który jest zakrwawiony.
-Gniotek... Gniotek...
(Pada na ziemie)
Właściciel
- Ku*wa mać, jeszcze tego nam brakowało, Akryl! Weź go i zanieś do mojego pokoju. Darcus! Poszukaj u siebie czy nie masz czegoś co mogło by jej pomóc. Ja spróbuję się dowiedzieć o co tutaj do cholery chodzi <wybiega z karczmy a Akryl bierze slejta na ręce i kładzie w moim łóżku w moim pokoju w mojej karczmie (xd)>
Konto usunięte
-Aaa...Akryyll...weź te ziooła...
Zasypia i po chwili się budzi
-Ooooni.... byliii w lesie... i mnie chieli zaa...zabić.
Zasnął.
Właściciel
///Poprawniejszym stwierdzeniem było by, "zemdlał" :D///
- Emm no dobra... <kładzie je na boku i bierze z szuflady bandaże i zaczyna bandażować (serio gniotek?) slejta>
Właściciel
<Elisif z zamkniętymi oczami wypiła jednak dalej nic nie mówiła>
<Akryl zdążył zabandażować go (bandażami) i próbował go ocucić>
Konto usunięte
<Akrylowi się nie udało>.
Właściciel
<mineło może z 5-6 minut kiedy otwarła oczy, wyglądały nie co lepiej jednak dalej nie najlepiej>
- Masil... Przyszedł... Mówił że wraca z jakiejś farmy... I ma dla mnie chleb... To wszystko zaczęło się dziać kiedy już go spróbowałam... Jego wtedy już nie było... Nie spodziewałam się tego...
Konto usunięte
<Nagle budzi się>
-...ehem? Gdzie ja jestem? <łapie się za głowę>
Właściciel
- Nie mam pojęcia... Wyszedł bez słowa...
<Akryl do slejta>
- Jesteś w karczmie, przyszedłeś z ziołami cały w krwi, zdołałem cię zabandażować (bandażami xDD), co się stało?
Konto usunięte
-Jakie zioła? I oco ci chodzi? <wstaje>
<Nagle dostał drgawki>]
-oo wiem.. Wracałem z ziołami.. Nagle coś do mnie powiedziało że mam uciekać. Więc biegłem i w pewnej chwili rzucili się na mnie mężczyźni w czarnych strojach walczyłem ale jeszcze więcej ich przybyło więc biegłem dalej.
Właściciel
- Ciesz się że przeżyłeś, dobrze odpocznij a ja zaniosę te zioła
<podnosi je i wychodzi z pokoju Gniotka>
Konto usunięte
-Ide lepiej zwinąć mój namiot.
<wyszedł z karczmy>
Właściciel
<Akryl wraca>
- Co? Gdzie on polazł? Ten typ miał ze 3 głębokie rany! Gdzie on polazł?!
<wybiega z karczmy i dobiega do niego> Gdzie ty leziesz?! Powinieneś odpocząć!
Konto usunięte
<Odpycha go>
-Robię to co powinienem
<biegnie w stronę miejsca próby zabójstwa>
Właściciel
- Ej czekaj! <biegnie za nim>