Właściciel
<Gniotek wyszedł na balkon i wykonywał głęboki oddech>
Właściciel
///Zapominasz że nie umiem czytać///
<Elisif wzięła skalpel i nacięła sobie rękę, skąd zaczęła małym strumieniem lać się krew do fiolki>
Właściciel
<Rano Elisif wstała jak to zwykle w okolicach 6-7 rano, ubrała się, ponieważ jak zwykle spała nago. (dostał bym bana na twoim PBF :3) Następnie poszła zobaczyć czy Gniotek jest u siebie jednak JAK ZWYKLE był czymś zajęty więc go nie było. Przez większość czasu siedziała w pokoju i myślała o rzeczach których nie chce mi się tu rozpisywać. O 11 wyszła z pokoju i poszła do składu jako tako ogarnąć cały bałagan który został tam dalej po tym jak to Oghren (krasnolud pijak) "pilnował karczmy". O 14 przyszedł Masil...>
- Witaj Masil, widziałeś Gniotka?
- Musiał się gdzieś udać, słuchaj wiem że kobiety mają ponoć lepszy gust. Udaliśmy się z Gniotkiem na farmę na której kiedyś mieszkałem. Mój jeszcze żyjący dziadek upiekł nam świetny chleb. Powiedział żebym dał go spróbować wszystkim których znam więc pomyślałem że ty też spróbujesz <Masil różnił się kilkoma małymi szczegółami od prawdziwego Masila, ten z wizji miał zielone oczy (Masil oryginał ma niebieskie) oraz miał niewielką bliznę na policzku, która jak się przyjrzeć miała kształt litery Z, Elisif nie zwróciła na to prawdopodobnie uwagi>
- Dobrze czemu nie, chętnie spróbuję
<"Masil" kładzie chleb na stole>
- Świetnie, później mi opowiesz jak smakował, a mi Gniotek kazał po coś iść <wchodzi na zaplecze i zamyka się>
<Elisif ucięła trochę chleba i samego jedząc popijała Gniotkowym Miodem (czy jak on się tam nazywał :D)>
<mniej więcej po godzinie zaczęła czuć ból brzuch, z początku zwymiotowała jednak potem zaczęło się robić co raz gorzej. Ból głowy... Brzucha... Nawet halucynacje... Miała wrażenie że z cienia w rogu karczmy spogląda na nią jakaś dziwna postać... Następnie widać jak leży w łóżku przez dłuższy czas pijąc miksturę leczniczą mając nadzieję że zadziała, w okolicach 17 przychodzi Akryl, po czym po dowiedzeniu co się stało wybiega... I dalej wiadomo co się stało... Po wszystkim wizja się urywa>
Właściciel
<Darcus wyczuwał że niby Masil nie przypadkowo otruł Elisif, planował to długo przed tym. Z tego co wyczuł, ta osoba należała do... Zentry. Jednak nie wiadomo czy została wysłana przez nich, czy ten Czarny Legion>
Właściciel
<Gniotek tak się zamyślił że aż podskoczył na balkonie, po chwili przyszedł do niego>
- Co? Czego się dowiedziałeś?!
Właściciel
- CO?! NIE! PRZECIEŻ ICH ZNISZCZYŁEM! ICH BAZA ZOSTAŁA ZAWALONA! JAK TO MOŻLIWE?!
Właściciel
- Nie mam pojęcia! Przecież widziałeś co zostało z ich bazy! Nie możliwe że ktoś z tamtąd wyszedł!
Właściciel
- Możliwe... Możliwe że chciał się zemścić... Czuję że Elisif jest chora z mojej winy...
Właściciel
<Darcus widzi jakąś osobę z krótką brodą robiącego coś przy stole alchemicznym, robi jakąś truciznę. Nie wiadomo po co... Znajduje się on... w okolicach... (Nagle coś przerywa)>
- Darcus! <woła Gniotek> cholera, zapomnieliśmy o tym demonie. Myślę że powinniśmy się podzielić i jeden zajmie się Elisif, drugi demonem
Właściciel
<Widzi że ta osoba znajduje się w okolicy lasu w którym pojawili się po pokonaniu Beliara>
Właściciel
- Jasna cholera <chwyta sztylet i wybiega>
Konto usunięte
-Chyba nie jestem im potrzebny.
<wbija magiczny topór w drzewo i idzie do namiotu.
Właściciel
<Gniotek ledwo dawał radę za nim nadążyć>
- Daleko... Jeszcze?!
Właściciel
- Mam nadzieję! Nie jestem najlepszym... Biegaczem! <co raz wolniej jednak wciąż biegł za darcusem>
Właściciel
<zauważył jaskinię przy skale jakieś 100 metrów od miejsca gdzie się pojawili, Gniotek wywrócił się obok Darcusa ze zmęczenia>
- Poczekaj chwilę...
Właściciel
///Nie była///
<w jaskini siedział ten sam koleś którego widział darcus, dalej robiąc jakąś miksturę>
Właściciel
<tylko parsknął>
- Naprawdę myślisz że wam wyjawię?! Jesteście śmieszni! I na daremno szukać tutaj tego! W mojej pamięci też tego nei znajdziesz! Wiem do czego jesteście zdolni! Mój pan też wie! A Karczmarz zapłaci za to co zrobił!
<Gniotek dopiero co wszedł do jaskini zmęczony>
- Znalazłeś tego gnoja?! I co?! CO MÓWI?!
- Hahaha! Jesteście żałośni! Moja śmierć i tak nic wam nie da!
Właściciel
<Darcus słyszy rozmowę w głowie tej osoby, siedzi ona w tej samej jaskini tylko spokojnie czyta księgę>
<nagle ta osoba słyszy w głowie czyiś głos>
- Mam dla ciebie zlecenie
- Co?! Jak ty! Przecież...
- Tak... Wszyscy tak myśleli... Ale jednak jestem... I muszę się zemścić... Zemścić za to co on zrobił!
- Kto?! Co zrobił?!
- Karczmarz... TEN WREDNY NIC NIE WARTY KARCZMARZ!!! Wasze bractwo poległo, dlatego zwracam się do ciebie... Ten przeklęty arcymistrz okazał się nic nie wartym robalem! Jednak ty... Możliwe że ty będziesz mi w stanie pomóc
- Ale jak?
-Przygotuj truciznę, potężną truciznę. Taką która nie zabije, lecz osoba która jej skosztuje będzie cierpieć po wsze czasy!!! Tylko ty ją znasz! Jesteś w tym najlepszy! Masz ją zrobić ZRÓB JĄ DLA MNIE!
- Ale co po tym mistrzu?!
- [i]Potem... Musisz upiec chleb
- Chleb...?
- Tak IDIOTO! CHLEB!
- Ale po co?!
- Dodasz do jego składników tą truciznę i zaniesiesz to osobie zwanej Elisif
- Myślałem że chcesz żeby to Karczmarz popamiętał...
- BO O TO MI CHODZI!!! Ta cholera Elisif jest dość ważna dla Karczmarza... O tak... Zajmij się tym! Wtedy dostaniesz należytą zapłatę. A być może... Staniesz się kolejnym z mych sług... Beliar upadł, więc spokojnie zacząć swoje panowanie... Muszę tylko pozbyć się tego cholernego Śniącego ARGH!!! Nie ważne! Teraz zajmij się tym co ci karzę! TYLKO MNIE NIE ZAWIEDŹ!
- Dobrze... Skoro mój arcymistrz ci ufał to i ja to zrobię
<następnie kiedy ta osoba otwiera kufer... wszystko znika.... Koniec wizji... Tak jakby ktoś wymazał pamięć>
Właściciel
- O to nie powinieneś pytać mnie Ugh... Haha! Będą kolejne ofiary!!! WSZYSCY ZGINIECIE!!!! <pluje krwią na twarz darcusa>
Właściciel
<pluje krwią na podłogę>
- Tak!!! Zrób to!!! Jesteś nic nie wartym robalem! Mój was zgniecie! Was obu! Skończycie gorzej niż możecie to sobie wyobrazić! <kaszle>
Właściciel
<niestety nie znalazł nic to by miało wspólnego z tym głosem i trucizną był tylko przepis na chleb... zwyczajny... prosty... chleb, tymczasem Gniotek siedział zamyślony na zewnątrz jaskini>
Właściciel
- Co? <bo jego głosie można było się domyśleć że nie był zbyt wesoły> dowiedziałeś się czegoś?
Właściciel
- Jasna cholera... Znam tylko jedną osobę która by pasowała...
Właściciel
- Spokojnie darcus... Nie jestem tego całkowicie pewien... Znałem też parę innych mniejszych demonów... Myślę że teraz powinniśmy zająć się Wall-durem... Przez Marduka lub innego demona który chce żebym cierpiał Wall-dur ma więcej czasu na przygotowanie się, musimy zająć się najpierw nim
Właściciel
- Dobra... Jednak ja nie chcę na to patrzeć <bierze za drugie ramię>