<tymczasem Karczmarz dojechał do Gór Pustkowia, terenów pod którymi zamieszkiwał dzielny i wojowniczy ród krasnoludów, ukrył się za jedną z skał kiedy zobaczył wóz prowadzony przez krasnoluda z jakimś papierem w rękach, obok wozu maszerowała 4 krasnoludów z muszkietami>
- Za jakąś godzinę dotrzemy do granicy
- Świetnie, Król Arwid II się ucieszy z tego co mamy mu do zaproponowania
- Owszem, poczekajcie muszę się odlać
- Tylko żeby ci nie zamarzł
- A co? Aż tak ci na nim zależy?
- I tak ci się nie przyda
<zaczęli się śmiać>
<w głowie Karczmarza>
Cholera... To ci, którzy mają przysłać wiadomość naszym, muszę ich powstrzymać
<wyskakuje za kamienia z mieczem>
Stać! Dalej nie pójdziecie!
- Co?? A ty tu czego!? Mamy wiadomość dla waszego króla więc zejdź mi z drogi
- Wiem, że ją macie <miota kulą ognia która wysadza wóz w drobny mak, jeden z krasnoludów zostaje trafiona w łeb kawałkiem wozu i pada trupem, reszta ląduje na ziemi, jeden z nich nie przytomny, reszta powoli wstaje>
Oddajcie ten papier a puszczę was żywych!!!
- Zastrzelcie go! Już!
<Karczmarz podbiega i przebija jednego z nich mieczem, w tym samym momencie obrywa z muszkietu w żebra>
- Ugh... <pada na ziemię>
- Dobra, ostatnie słowa?
- Ja mam parę
<krasnoludy zauważają Masila na koniu>
- A ty to kto!?
- Twój największy koszmar <strzela z swojego muszkietu w jednego krasnoluda, potem podchodzi i ostatniemu przywala z całej siły kolbą>
- A ty skąd się wziąłeś?
- Myślałeś że pozwolę ci jechać samemu co? Dasz radę wstać?
- Chyba tak <powoli ale unosi się i opiera o skałę, śnieg wieje im w twarz> Podasz mi tamten papier? <pokazuje na zwitek papieru leżący obok trupa krasnoluda>
- Jasne, trzymaj
<otwiera i zaczyna czytać>
- Jasny szlag...
- Co tam piszę?
- Opowiem po drodze, wracajmy
<wsiadają razem na konie Masila ponieważ koń Karczmarza zwiał podczas strzelaniny>

Zaloguj się






