Tak też dobył młota i stanął nawet jeszcze wyżej ponad szeregiem Gwardii Grobowej aby atakować krasnoludów w głowy - wykorzystując do tego pełnie swych sił, starając się miażdżyć ich głowy i tarcze z każdym jednym ciosem.
Jego sytuacja i tak była wyjątkowo podbramkowa, więc mógł tylko ruszyć pomóc reszcie jego sojuszników. Przy okazji pierw cofnął się jeszcze i zabrał mieczyki Gadeona, może miał jakieś miejsce gdzie mógłby je trzymać bez konieczności posiadania pochwy na nie. Wypadało chyba wrócić na mury i wesprzeć swoich.
Właściciel
Bilo:
Udawało się, wielu legło od Twoich ciosów, zarówno ze zmiażdżonymi głowami, jak i pogruchotanymi tarczami i rękami, które owe tarcze dzierżyły.
//Boli takie zabijanie Krasnoludów, nie? :V//
FD_God:
Musiałbyś trzymać je w dłoni lub przy pasie, niestety w kontakcie z Tobą zaczynając się zapalać i powoli, acz konsekwentnie, przepalają Ci pancerz.
To był idealny moment na odłożenie ich na ziemi i spróbowanie zniszczenia ich świetlnym młotem, może zda to jakiś efekt.
// Kubuś, czy moj wincek padl czy żyje ? ten od widm i plugastw... //
Właściciel
Angel:
//Wiem, który to. Jeszcze żyje, jeśli zechcesz nim zagrać. Choć nie wiem, czy nie opłaca się bardziej zrobić nowej postaci.//
FD_God:
I faktycznie dało! Gdy tylko głowica młota uderzyła o miecze, nastąpił mały wybuch, którego siła posłała Cię na pobliską ścianę.
Postanowił sprawdzić czy wszystko z nim w porządku, a następnie czy nadal ma obok siebie swoją broń. Na koniec wypada sprawdzić czy cokolwiek zrobił tym szabelkom.
//Dlaczego mi to zrobiłeś//
-Cóż za dumny lud polega w jakże głupiej wojnie..- stwierdził głosem pełnym żalu..tylko tak aby krasnoludy go usłyszały, po czym wykonał kolejny cios..i kolejny-.
Właściciel
Bilo:
W końcu brodacze zaczęli tracić inicjatywę. Zdrowi wycofali się do wież i zamknęli je. Zabrali ze sobą część rannych, ale wielu zostało i zginęli oni dość szybko z rąk Gwardii, która nie zważała na ich prośby o litość, łaskę, honorową śmierć w boju czy inne tego typu bzdety.
FD_God:
Z Twoją bronią wszystko w porządku, Ty też jesteś cały, co najmniej lekko ogłuszony. Jednak i jatagany przetrwały bez większego uszczerbku.
-Następnym razem cię pokonam Gadeanoen!- Powiedział do siebie i dał sobie spokój z tymi jagatanami, rozejrzał się gdzie mógłby jakkolwiek pomóc.
A zatem ponownie zszedł z murów aby stanąć na placu, tam rozejrzał się za czymś w czym mógłby pomóc.
Właściciel
FD_God, Bilolus:
W sumie to wszędzie, bo na murach, pod murami, przy bramie, na wyłomach i na dziedzińcu ciągle trwają walki.
Tak też ruszył na dziedziniec, starając się uderzyć w przeciwnika od tyłu - każdym atakiem zakręcał szerokie koła, tak żeby zdejmować kilku lekko opancerzonych lub natychmiast wyeliminowywać ciężej opancerzonych.
No to najlepiej tam gdzie bliżej, postarał się namierzyć jakąś grupę swoich i ruszył do nich z pomocą starając się strącić co bliższego przeciwnika zamachem swojego młota.
Właściciel
FD_God:
Zabiłeś jakiegoś Nieumarłego bez większych problemów i przebiłeś się do czwórki innych Paladynów.
Bilo:
Zabijałeś ich, a wielu nawet nie zdawało sobie sprawy kto ich zabił. Jedynie jeden Paladyn przeżył, gdyż uratował go pancerz.
-Jak sytuacja?- Spytał grupy w międzyczasie starając się przede wszystkim obronić teraz siebie jak i tych towarzyszy.
Właściciel
Ataki nadchodziły jedynie ze strony szeregowych Nieumarłych, a nie byli oni przeciwnikami dla Was, więc nie wyrządzili żadnych szkód.
- A co, nie widać? - spytał jeden z Paladynów. - Jakoś się trzymamy, wyżynamy to setkami, a oni i tak dosyłają nowych.
-Najlepiej byłoby pozbyć się tego skąd ci nieumarli wciąż się pojawiają, problem jest taki, że do tego trzeba nieco większej siły przebicia! W dodatku czy kiedyś im się w ogóle skończą?!
-Powiedz mi Paladynie bom bardzo ciekaw, jak obstawiasz - ilu z was padnie jeszcze dzisiaj pod moim młotem ?- zapytał zakręcając potężną bronią nad głową, przygotowując się do silnego uderzenia prosto w bok swego przeciwnika -.
Właściciel
FD_God:
- Nie mam pojęcia, ich ciągle jest pełno. Może on trzymał tu kilkusettysięczną armię i miał ją rzucić na Elarid, ale my weszliśmy mu w paradę? - wysnuł domysł Paladyn.
Bilo:
- Tylko jeden. - powiedział, a jego twarz wykrzywił wyraz wściekłości. Następnie rzucił się na Ciebie, wykonując potężny zamach swym mieczem, od lewej do prawej, chcąc pozbawić Cię głowy.
Zdjął zatem swój hełm i odrzucił go na bok - czekając aż Paladyna spotka niespodzianka na którą Znait złapał już wielu - jako Upiór nie był materialny, zatem ukazał swą głowę ponownie jako czaszkę którą już wcześniej przeraził goblina w tawernie.. a gdy cios już przeleciał błyskawicznie odrzucił młot po czym pchnął swego przeciwnika przez pierś mieczem którego szybko dobył.
-Szkoda, że niestety my nie mamy tutaj wszelakiej pomocy, ale ta armia wydaje się jakby nie miała końca, w dodatku mają jeszcze jakiegoś przeklętego niezniszczalnego strażnika.
Właściciel
FD_God:
- Jakoś go ostatnio nie widzieliśmy. To dobrze, nie?
Bilo:
Zaskoczenie było zupełne i cały plan poszedł jak po maśle. Paladyn zaczął konać. Już miał upaść, ale w ostatniej chwili chwycił się Ciebie i zaczął mówić coś po cichu.
Teleportował się w tył..i podniósł swój hełm. Nie miał zamiaru dać Paladynowi dość czasu na rzucenie zaklęcia.. docisnął go nawet magią bólu.. tak żeby ciało wokół ostrza cierpiało setki razy gorzej niż wcześniej.
-Mów za siebie, w dodatku prawie też pokonałem Gadeona, raz na zawsze. Niestety zdążył się teleportować w bezpieczne miejsce. Dowództwo ma jakieś plany poza możliwie ewentualnym wyczerpaniem, którychś ze stron?
Właściciel
FD_God:
- Powiedzieli, że przyślą nam posiłki, ale nikt nie powiedział, kto dokładnie przybędzie z pomocą.
Bilo:
I po chwili owe cierpiące ciało zniknęło w eksplozji światła, pochłonęła ona kilkunastu wrogów i Ciebie też by zabiła, ale zdążyłeś wymknąć się śmierci. Znowu.
Patrzył na to wszystko w ciszy.. stał tak chwilę jak posąg po czym podszedł wolnym krokiem do miejsca w którym ciało eksplodowało i rozejrzał się za jednym ze swych mieczy.
-O ile mowa o tych wieżach oblężniczych, to trochę już po ptakach. W ogóle to co robi nasze dowództwo? Ich widzę intensywnie wspomaga swoich wojowników.
Właściciel
Bilo:
Eksplozja ta to było zwyczajnie za mało, by zniszczyć miecz, a więc był on w pobliżu, rzecz jasna nietknięty.
FD_God:
- Strategia, ale podobno Amhiranta i Uther mieli przybyć którąś z wież.
//Cholerny Chiaotzu, znowu się nie udało.//
-To ja mam jeszcze dużą nadzieję, że jakieś wieże zostały na polu bitwy i wciąż atakują obrońców na murach... Póki co ta walka wydaje się jakby nie miała końca.
Wolnym krokiem podszedł aby ów podnieść po czym rozejrzał się wokół w poszukiwaniu kolejnych celów
Właściciel
FD_God, Bilolus:
Wasze rozmowy i inne czynności przerwał okrzyk jakiegoś Mrocznego Elfa, który trafił do wszystkich walczących w zamku:
- Nadeszli! Pakt Trzech przybył!
Fantastycznie.- stwierdził teleportując się na basztę, wpatrując się na pole bitwy.. oraz w ich wsparcie
-Chyba żartujecie... Jeżeli to serio prawda, to nie mamy tutaj szans!
Właściciel
FD_God:
- Czyli uciekamy? - spytał ten sam Paladyn, z którym wcześniej rozmawiałeś.
- Czyli wykonujemy taktyczny odwrót żeby się przegrupować i rozpirzyć Plugastwo? - poprawił go inny.
Bilo:
Z baszty miałeś wspaniały widok na armię Paktu. Pojawiła się od wschodu, a była... Ogromna. Dziesiątki tysięcy Nieumarłych różnych rodzajów, tysiące Mutantów, setki Demonów... Nawet Ty byłeś pod wrażeniem, a widziałeś już setki armii i wojsk. Tak wielkiej nie zebrano chyba od czasów świetności Twego Pana.
-Zdecydowanie, ta walka jest najpewniej skończona, a zostawanie tutaj tylko sprawi, że zostaniemy otoczeni i zginiemy...
Strażnik stał tak na baszcie wpatrując się w owo wojsko w ciszy..dopiero po dość długim momencie stwierdził
- Możecie z nami walczyć.. możecie nas zranić.. możecie nas zabić ale Pan Mroku ma wielu zwolenników a z każdą waszą śmiercią.. jest ich coraz więcej.- stwierdził jadowitym głosem który poniósł się po polu bitwy.. starał się on wywołać w głowach słabszych umysłów przerażenie.. specjalnie do tego użył nawet sporo magii bólu aby wywołać ból w piersi nie chronionych magią światła..jakby ów szept miał wyrywać im duszę -.
//Za długą przerwę sobie zrobiłem i wypadłem z obiegu.. Powiedzmy, że ona zginęła.. Ale przypominam o elfie i tamtym dziwnym gościu którzy są w podróży//
Właściciel
Zero:
//No wypadłeś, ale dla tej Drowki to ja chętnie mogę kontynuować fabułę, to zależy od Ciebie. A skoro twierdzisz, że wróciłeś na dłużej, to jeszcze dziś wezmę się za post startowy w Górach Hiru i dodam Smoczą Rezydencję.//
Bilo:
Odniosłeś niezły efekt, bo większość żołnierzy Cesarstwa pierzchła, niektórych zabito podczas odwrotu. Na placu boju pozostali nieliczni Kapłani, Inkwizytorzy i Paladyni, lecz i oni się wycofywali, chociaż robili to w sposób zorganizowany i osłaniali ucieczkę pozostałych.
FD_God:
Tak więc ruszyliście, skutecznie robiąc za straż tylną uciekających mas piechoty, wspierali Was w tym Kapłani swymi zaklęciami i Inkwizytorzy, również Magią, ale i ową tajemną bronią.
Chwilę ponapawawszy się owym widokiem odwrócił się i teleportował do twierdzy - ponownie do hali tronowej i zaczął rozglądać się za Baronem.. miał w końcu u strażnika spory dług.
//Czyli już w pełni się wycofali?//
Właściciel
FD_God:
//Stanowczo zbyt długo przedłużałem ten wątek, więc tak.//
Bilo:
Trafiłeś tam, lecz Gadeona tam nie było. Na tronie leżały jedynie jego zaklęte Magią Ognia jatagany, które podobno mogły się teleportować do właściciela. Poza nim nie było to nic i nikogo, zniknęła nawet osławiona Gwardia Grobowa.
W ciszy zlustrował wzrokiem puste pomieszczenie po czym ruszył ku pokoju do którego wcześniej nie miał okazji wejść - do tego przy którym spotkał Gadeona.
Właściciel
Był on szczelnie zamknięty.
Zatem teleportował się na drugą stronę
-No i po co to wszystko, przybyła armia paktu i ch*j z tego oblężenia, tak samo ten strażnik...
Właściciel
Bilo:
I prawie natychmiast znalazłeś się w tym samym miejscu, z tą różnicą że upadłeś i czułeś spore zirytowanie. Przynajmniej jesteś bogatszy o doświadczenie jakim jest nieudana próba przebicia się przez drzwi chronione magiczną zaporą.
Tymczasem usłyszałeś kroki na korytarzu i gdy skierowałeś tam swój wzrok, zobaczyłeś jakiegoś Wampira. Sądząc po ranach, pancerzu i mieczu w dłoni wrócił on dopiero co z pola bitwy.
- Mój pan Cię wzywa, Strażniku. - powiedział krótko i odwrócił się, aby zaprowadzić Cię do Gadeona.
FD_God:
- Może my też dostaniemy wsparcie, kto wie? - spróbował podtrzymać na duchu resztę jeden z Paladynów, gdy tak Wy znaleźliście się już w obozie. Za plus można wziąć chociaż to, że armia Paktu nie atakuje.
Tak też powstał i ruszył w owym kierunku - podążając za krwiopijcą.
Właściciel
Zaprowadził Cię do sali tronowej, siedział tam już Baron, lecz widać było po nim, że nie jest w najlepszym stanie.
- Dziękuję Ci za Twą służbę, Strażniku. - powiedział. - Wykonałeś swe zadanie, ale teraz nie będziesz już potrzebny na zamku Heresh. Możesz odejść, lecz zaczekaj, aż otrzymasz coś, co powinienem Ci wręczyć zgodnie z umową. - wyjaśnił i pstryknął palcami, a później skrzywił się z bólu. Następnie towarzyszący Ci Wampir wyszedł, zapewne po to, aby przynieść ten podarek, o którym mówił Gadeon.
Skinął głową a jego oczy - czerwone przez cały czas bitwy zmieniły kolor na biały. Stał tak w ciszy wpatrując się w Barona, czekając na ów podarek.