- Na te mniejsze to i mi się zdarzyło..wybitnie wymagające nie były.
Właściciel
- To z tym będzie wybitnie rozrywkowo.
Lunaaax
- A mniej więcej za ile oni przybędą.
Właściciel
- Nie wiem. Trzeba dać im przynajmniej kilka dni.
Właściciel
Na Twoją lakoniczną odpowiedź, odparł jeszcze krócej, najkrócej jak się da: Milczeniem.
Lunaaax
W końcu ponownie się odezwała:
- Dokąd właściwie będziemy szli?
Właściciel
- Przez Przełęcz Martwego Orka, Martwe Bagna i w kierunku Głazogarbów. - odpowiedział po chwili wahania.
Lunaaax
- Dzięki - odrzekła.- Jest coś jeszcze, co powinnam wiedzieć czy wszystko w swoim czasie?
Właściciel
- Wszystko w swoim czasie. - powtórzył Drizzt.
Moderator
Rafael początkowo zignorował przybysza, dalej siorbiąc swoje piwo. Ale mimowolnie jego oczy przypatrywały się ciężkozbrojnemu przybyszowi. W karczmie pełnej krasnoludów naraz znalazło się aż dwóch ludzi. To nie może być przypadek.
Właściciel
Gdy Ty tak się przypatrywałeś tenże przybysz pochłonął już trzy kieliszki czystej wódki i chyba nie zamierza przestać.
Właściciel
On jednak nie odpowiedział.
Właściciel
- Słyszałaś o Tytanach? - zagadnął wreszcie Drow.
Lunaaax
- Ponoć niegdyś tutaj panowali... A czemu pytasz?
Właściciel
- Tak tylko. Podobno ludzie mają naturalną potrzebę by rozmawiać, nie lubią ciszy i przerywają ją najbardziej błahym pytaniem, byleby się skończyła.
Lunaaax
- Sama lubię ciszę, więc nie musiałeś jej przerywać.
Właściciel
Lunaaax:
Jedynie przewrócił oczyma i zawrócił do miejsca, w którym omawiał coś z Krasnoludem.
FD_God:
Przekroczyliście już wejście na Przełęcz Martwego Orka.
Bilo, Rafael:
//Czekam na odpisy.
Tak, tak. Zaczynamy. Za chwilę przekonacie się co dla Was szykuję.//
-Czy to już jest ta cała przełęcz?- Zapytał wampira oraz dodatkowo postarał się podsumować swoje umiejętności magii ognia.
Moderator
Patrzył się dalej, w myślach obstawiając, że zaprzestanie po ośmiu.
Właściciel
- Tak, ale naszym ostatecznym celem jest fort, który tu leży. - wyjaśnił Wampir.
Ty natomiast mogłeś stworzyć iskierki na palcach, całe dłonie pokryć ogniem (nie robi Ci krzywdy, ale bajerancko wygląda) i miotać małe kule ognia.
To i tak jest całkiem już przydatne, żadne więzy mu nie groźne przynajmniej, ale wciąż można więcej.
-A w tym forcie co będziemy mieli zrobić?
- Nie przeczę..ale dla sportu wszystko.
Właściciel
Rafael:
Byłeś blisko. Skończył na tuzinie.
- Jesteś Łakiem, nie? - zagadał nagle.
Bilo:
- To będzie coś więcej niż sport, zapewniam.
FD_God:
- Dowiesz się na miejscu. Tutaj Ci nie powiem. Zbyt wiele tu wścibskich uszu.
-Przecież jesteśmy tu tylko we dwójkę...- Westchnął ciężko idąc dalej.
Właściciel
- Przełęcz Martwego Orka. Orka. - wyjaśnił, dobitnie podkreślając ostatnie słowo.
-Martwego.- Dodał równie podobnym tonem.
Lunaaax
- Nie obmówiliście wszystkiego do końca, skoro tam wracamy? - zapytała, wciąż idąc koło niego.
Właściciel
FD_God:
- Uwierz mi, że Orkowie, i na pewno nie martwi, przyglądają nam się z tamtego wzniesienia. - rzekł i dyskretnie wskazał na małe wzgórze obok.
Lunaaax:
- Umówiliśmy. - zaprzeczył. - Ale nie w pełnym gronie.
-Czyli mówisz, że w forcie już będzie bezpiecznie? Ręczę za to słowo.
Właściciel
Trafiliście wreszcie pod imponujące mury i bramę Fortu Kvatch.
-Dosyć surowa architektura.- Rzekł wzruszając ramionami. No to warto przywitać się ze strażą.
Właściciel
Wampir załatwił formalności i spokojnie weszliście do fortu.
-No to skoro już tutaj jesteśmy, to po co tu przybyliśmy? Tu chyba w końcu jest bezpiecznie.
Lunaaax
Kiwnęła głową w odpowiedzi.
Moderator
- A co co chodzi? - Rafael był nieco zdziwiony bezpretensjonalnym zachowaniem nieznajomego.
Właściciel
Rafael:
- Może tego nie wiesz, ale czuć od Ciebie, że jesteś Łakiem. - powiedział i zastrzegł szybko: - Bez obrazy. Tak poza tym to jestem Vau. Walon Vau. A Ty?
FD_God:
W odpowiedzi udał się do centrum fortu.
Lunaaax:
Również się tam udałaś.
//FD, Lunaaax: Możecie na razie nic nie pisać. Zaczekam, aż Bilolus odpisze i Walon zwerbuje Rafaela. Wtedy zaczniemy na serio.//
Moderator
- Rafael - Łak sam się zdziwił, że tak łatwo wypowiedział swoje prawdziwe imię, mimo że nie znał prawdziwych intencji nieznajomego. Czuł jednak, że ta znajomość zmieni jego dotychczasowe życie.
- Sport czy nie sport, fajnie będzie uje**ć gnoja.- po czym spojrzał na Barmana -. Daj coś bo nie mogę tak siedzieć o suchym pysku.
Właściciel
Bilo:
No niestety, nie napiłeś się, bo łowca pociągnął Cię za ramię i wskazał na drzwi.
- Już czas. - rzekł i ruszył ku wyjściu.
Rafael:
Walon kilka razy zaciągnął się powietrzem w karczmie.
- Duży kot. - stwierdził. - Pantera? Nie... Prędzej tygrys. Niemniej, Twoje zdolności bardzo nam się przydadzą, a do tego Twój sprzęt, też nie jest jakimś z dolnej półki... Byłbyś chętny na wyprawę? Nie obiecuję, że wrócisz, ale jeśli wrócisz, to okryty splendorem wiecznej chwały i bogactwem, a minstrele będą śpiewać o nas pieśni. To jak?
- Teraz ? Serio !- spytał lekko wkurzony doborem czasu swojego towarzysza, po czym z niechęcią ruszył -.
Właściciel
//Bilo może sobie na razie odpuścić odpisywanie. Czekam jeszcze na Rafaela.//
Moderator
Rafael był autentycznie zadziwiony niesamowitymi zdolnościami przybysza. A raczej jego nosa. Łak nie miał żadnego pojęcia, jak nieznajomy to robi.
- Czemu nie? Chętnie wezmę w niej udział.
Właściciel
Rafael:
- Dobra, to idziemy.
Nie przedłużając...
Lunaaax, FD, Bilo, Rafael:
Wszyscy zostaliście zaprowadzeni przez swych przewodników do warowni w centrum fortu. Weszliście do sporego pomieszczenia, wyściełanego skórami zabitych zwierząt, na ścianach wisiało kilka obrazów, wypchanych łbów i sztuk broni.
Jednak najwięcej miejsca zajmowały ustawione w koło krzesła. Wampir, Walon, Drizzt i van Helsing zajęli miejsca, Wy też powinniście to zrobić.
Tymczasem przez drzwi naprzeciwko tych, którymi tu weszliście wszedł Krasnolud z bujnął szarą brodą, w hełmie z rogami i tarczą z wizerunkiem kufla pieniącego się piwa.
- Niektórzy z Was znają mnie osobiście, inni nie. Ale połączył nas wspólny cel. Na sam pierw się przedstawię: Jestem Buenor Stalowa Głowa, zarządca tego fortu. Ten, który ubił tuzin Orków swoi hełmem, łyżką i kuflem piwa. - wyjaśnił krótko. - A oto pozostali: Drizzt Bezgłośna Klinga, największy szermierz jakiego wydał Elarid. Abraham van Helsing, łowca potworów z ramienia Inkwizycji Światła, a w wolnych chwilach poeta i wynalazca. Walon Vau, wygnany szlachcic, któremu ostatnio powodzi się na krasnoludzkim dworze, niezrównany wojownik z magicznymi artefaktami, sporą ich znajomością i ekspert od wszelkich ras. No i, oczywiście, Baku Sem, pół-Wampir, znawca wszelkiej Magii, ten który spędził swoje życie pośród każdej z ras, zaczynając na ludziach i Elfach, a kończąc na Demonach i Drowach. Jednak powinien wykorzystać swoją wiedzę w słusznych celach. Reszty nie znam, więc przedstawcie się, zanim zjawi się reszta.
Gdy Krasnal skończył, zauważyliście jak van Helsing i Baku mierzą się spojrzeniami pełnymi w równym stopniu ciekawości co wzajemnego gniewu. Niemniej, żaden nie wyciągnął broni i chyba powinniście iść w ich ślady.