Właściciel
Poruszenie tutaj głową lub dłonią to jest wysiłek, a więc o rzucaniu czymkolwiek nie ma mowy. Jednakże zaklęcie to nie mogło długo Was trzymać, Paladyn stopniowo opadał z sił, choć kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund możecie tak jeszcze powisieć.
Jako, że był dobrym strzelcem to chociaż chciał go bardziej zdenerwować czy też przerwać zaklęcie poprzez naplucie mu na głowę, a konkretniej do oka tudzież do ust.
Właściciel
O Twoich zdolnościach plucia do celu krążyły legendy po całej Pustce, Tym Wymiarze i podobno Wymiarze Demonów. Jednakże nawet celne trafienie go śliną w oko nie zmieniło nic w Waszym obecnym stanie. Dopiero później zaklęcie zaczęło słabnąć, a Paladyn sięgnął po miecz, uformował w drugiej dłoni świetlistą tarczę i przerwał inkantację, by zacząć z Wami kolejną, i zapewne ostatnią, walkę.
Cała grupa była wyczerpana tak jak i on, ale miał zasadniczy problem jakim był brak hełmu. Ścisnął więc mocniej swój topór oraz tarczę i wraz ze swoimi szybko zaszarżował na niego z każdej strony, by miał małe pole do uników, a także każdy miałby się wtedy przysłonić tarczą.
Właściciel
Sam musiałeś przyznać, że stawał dzielnie i przez kilka minut walczył równie dobrze, co wcześniej. Jednakże przewaga liczebna, rany i zmęczenie zaczynały dawać o sobie znać i w końcu padł on od twego topora, wcześniej jeszcze raniąc Zdrajcę. Rozłożył się na kamiennej posadzce, a ta zaczynała czerwienić się od jego krwi. Po chwili podniósł głowę, spojrzał na Ciebie i powiedział coś, czego nie zrozumiałeś. Później uśmiechnął się i wyzionął ducha, ginąc z owym uśmiechem na ustach.
Dla pełnego bezpieczeństwa kazał on swoim ludziom jak i samemu sobie stamtąd jak najszybciej uciekać, nie było to najpewniej zwyzywanie go w jakimś języku, a najpewniej czar.
Właściciel
Uciekliście, jednakże nic się nie stało.
I tak nie mieli co tutaj podwędzić, więc ruszył on rozejrzeć się z całą tą gromadką co dzieje się na zewnątrz, może już jego ludzie odnaleźli maga.
Właściciel
Ze wszystkich Twoich ludzi brakowało dwóch, ale pozostali zdołali schwytać dwie persony w szatach z kapturami.
-A gdzie reszta?- Spytał patrząc po zebranych. No i co to za jedni.- Wskazał jeszcze na kapturników.
Właściciel
- Rycerz i Pan Ognia poszli po Ogary, żeby gonić jakieś osoby, co uciekły z grodu. - wyjaśnił Demoniczny Marszałek. - A Ci dwaj zarzekają się, że obaj są Magami, choć Centaur wspominał nam tylko o jednym i zastanawiamy się, którego zabić. Ale jak na Was patrzę, to chyba lepiej będzie jak przetestujemy ich zdolności na Was.
-A chociaż powiedzieli w czym są czarami, wolę uniknąć bycia testerem kul ognia czy czegoś, w dodatku zawsze jeden może być jakimś uczniem drugiego... No to kto sprawdza jako pierwszy?
Właściciel
- Obaj mówią, że są Magami Leczenia, a szef ze wszystkich wygląda najgorzej.
-Dobra, ku*wa... Dawać mi tu jednego, a drugi do Zdrajcy i niech mi plecy wyleczy.
Właściciel
Tobie trafił się starszy człowiek, zgarbiony wiekiem i być może jakąś chorobą. Niezdanie spróbował sięgnąć swoją ręką Tej rany, ale że mu to nie szło, to powiedział w końcu:
- Mógłbyś się schylić? Całkiem spory jesteś.
-Żeby mi przy okazji jeszcze kręgosłup nie wypadł. Przeszukaliście ich?- Spytał jeszcze swoich nim się nachylił.
Właściciel
- Ta, mieli tylko jakieś ziółka i buteleczki. - wyjaśnił Marszałek. - Zabraliśmy, nie wiadomo czy to nie jakaś trucizna czy inna ch*joza.
-Mądrze.- Powiedział już klękając na jedno kolano, oczywiście plecami do tego domniemanego maga leczenia.
Właściciel
- Jesteś Demonem, prawda? - spytał starzec, nim zaczął zabieg.
-Zaliczam się do tych obdarzonych przez nich mocą, więc nie.
Właściciel
- Na jedno wyjdzie. - mruknął i przyłożył dłoń do Twojej rany. W tym miejscu poczułeś kojące ciepło, jednakże zaczęło ono rosnąć i rosnąć, w końcu stało się nie do zniesienia nawet dla Ciebie i zaczęło boleć jak diabli. Twój ból ukrócił Zepsuty, wbijając topór w czaszkę starca. Wyklęty chciał zrobić to samo z młodzikiem, który leczył Zdrajcę, ale inni go powstrzymali, bo Nadczłowiek rzeczywiście trafił na Maga Leczenia.
-Ku*wa, co to miało znaczyć?- Powiedział sycząc z bólu. Kim ten stary grzyb był?!- Spytał tego wciąż żywego.
Właściciel
- Ma... ma... Magiem Światła, panie. - odparł tamten, chyba bojąc się, że jak to zdradzi to i on zostanie zabity.
-Czyli jak ten pan grodu, którego zabiliśmy... Lepiej dla ciebie byś ty był tylko magiem leczenia.
Właściciel
Pokiwał nerwowo głową i przełknął ślinę, a później kontynuował zabiegi na Twym nadludzkim towarzyszu.
Coś mu nie ufał, ale lepszego wyboru nie miał. Swoje rany mógł chyba jeszcze przeczekać, najwyżej całą tą gromadką zaczekaliby jeszcze na powrót reszty nadludzi, a potem wyruszyli do bazy.
Właściciel
No niestety, Wasze rany są dość poważne, więc zejdzie się Wam dość dużo czasu na takim leczeniu, nawet jeśli kolega da z siebie wszystko.
-Oddajcie mu te jego ziółka i inne wywary, potrzeba nam tu na szybko jakiegoś zatamowania i wyleczenia, by w ogóle dotrzeć do obozu.
Właściciel
Ktoś podał mu to, co kazałeś, i kuracja Zdrajcy idzie już szybciej.
No to pozostało czekać na chociaż zatamowanie swoich ran i powrót reszty chłopaków z ich wyprawy po uciekinierów.
Właściciel
Cała kuracja trwała kilka godzin, ale przynajmniej jesteście już sprawi, choć potrzeba czasu na ostateczne wygojenie się wszystkich ran. Wszyscy jesteście w komplecie, no może poza tamta dwójką.
-No i gdzie oni ku*wa mać są?!- Chce ktoś tu zostać i na nich poczekać? W końcu mamy dowieźć tego maga do obozu.
Właściciel
- Zostanę. - powiedział Pan Ognia.
- I ja. - dorzucił Demoniczny Marszałek.
- Ja w sumie też mogę. - dodał Krwawy Topór.
-Trzech to lepiej nawet, niż jeden. Mało kto was zaskoczy. Możecie też w sumie ruszyć za nimi.- Powiedział, a następnie rozejrzał się za swoim wierzchowcem.
Właściciel
Był on zapewne przed bramą, tak jak pozostałe.
-Związać tego maga jakoś do ogara i wracamy, tam też ktoś potrzebuje pomocy...- Powiedział, a następnie ruszył na swojego i dosiadł go czekając na resztę.
Właściciel
Cóż, był on w kiepskim stanie, ale mimo to dzielnie doniósł Cię do samej bazy, choć tam padł z wyczerpania (nie, nie zdechł, po prostu jest zmęczony).
Zasługiwał na odpoczynek, więc tam jedynie pogłaskał go po łbie, niestety nie miał przy sobie żadnego wynagrodzenia. Postanowił od razu zabrać ich maga leczenia do tego rannego człowieka centaura.
Właściciel
Leżał tam gdzie wcześniej i dziw, że jeszcze żył.
No to wysłał tam do niego tego maga leczenia, a samemu skierował się do centaura, by z nim porozmawiać.
Właściciel
Zajęty był właśnie rozmową z Goblinem, tym od pułapek, ale odprawił go na Twój widok.
- I jak było?
-To co zawsze, tylko ten pan grodu był paladynem przez co sprawy się nieco skomplikowały.
Właściciel
- W sumie widać to po twoim stanie. A gdzie reszta? Zabił ich?
-Dwóch podobno goni za uciekinierami, a trójkę zostawiłem, żeby na nich czekali lub ruszyli za nimi w pościg. Reszta ma się stosunkowo dobrze, ale będę musiał naprawić zbroję w Pustce.
Właściciel
- A kiedy do tej całej Pustki się wybierasz?
-Jak najszybciej, w dodatku znaleźliśmy jeszcze dwóch nowych do ferajny to nie wiem czy nie wcielić ich do grupy... Tak samo chcę zabrać tamtą kobietę...
Właściciel
- Zawsze mogą zostać z nami, choć jest to Twój wybór.
-Nie mój tylko ich, ja ich nie zmuszę do zostania takimi jak ja, głównie dlatego, że istnieje tu ryzyko śmierci.
Właściciel
- No to się ich spytaj. Jak rozumiem nie ma już czego rabować w tym grodzie, prawda?
-Aktualnie to miejsce stoi w płomieniach, więc nie wiem czy nawet warto się tam udawać.