Karczma pod Historią

Avatar darcus
Kain zaśmiał się, a zrobił to jeszcze zanim Davis zdążył ukończyć drugie zdanie, jakby starając się swym śmiechem zagłuszyć głos telepaty. - Nie powiedział ci, prawda? - Kain obniżył nieco dłoń, by dostosować się do kształtu topniejącej klatki z lodu. - Nie wiem czy wiesz, ale zanim zyskałem świadomość, ja i Darcus... Przez chwilę byliśmy złączeni. Widziałem jego przeszłość i uwierz mi... Nigdy wcześniej, ani później, nie ujrzałem takiego mroku. To jego powinieneś się obawiać, nie mnie... - Przekonywał Kain, czyniąc coraz większe postępy w roztapianiu klatki.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym samym czasie Szczur, jak to sam siebie nazywał kultysta, siedział na skraju lasu za jednym z drzew opierając głowę na dłoniach.
- Su**nsyn. - mruknął po czym wstał z ziemi i wyszedł z lasu. Nawet się nie rozglądał, mruknął coś tylko i nagle zniknął.

Część ludzi słuchająca Ulryka jęknęła zapewne widząc wizję powrotu do jakże bezpiecznej teraz Myrthany.
- Toż to groźby! - zawołał ten sam starszy chłop. - Bawią się nami!
- Zamknij że się już ty spróchniała kłodo. - syknął jakiś dorosły facet, który stał obok w ubrudzonej farmerskiej koszuli i źdźbłem pszenicy w ustach. - Nie wiem kim był ten cały Adrian, ale uratował nam dupska, a teraz dzięki niemu jesteśmy tutaj. Powinieneś więc klękać i całować tą ziemię za to że pozwolono nam tu zostać. A zamiast tego wolisz szukać wszędzie problemów jak rasowy zdziadziały gbur.
- Jak śmiesz tak do mnie mówić! Trzydzieści lat zajmowałem się moją farmą! Gdybyś na niej pracował...
- To albo spieprzył bym stamtąd najszybciej jak się da, albo bym cię ukatrupił. Bo jeśli ktokolwiek był wstanie z tobą pracować, to chyba musiały mu pomagać jakieś dobre duchy czy inne gówno.
Część ludzi zaśmiała się. W tym momencie Ulryk poczuł jak coś lekko pociąga go za nogę. Kiedy spojrzał w dół ujrzał małą dziewczynkę która patrzyła teraz na niego wielkimi, niebieskimi oczami.
- Panie rycerzu, to to jest nasz nowy dom? - zapytała nie puszczając jego nogi.

- To na pewno sprawka Kultu? - zapytał Adanos spoglądając na papier. - Oni raczej zamienili by całe miasto w lodową wystawę posągów aniżeli zrobili coś takiego.

- Michael. - powiedział cicho i tak sucho że nawet on uniósł lekko głowę przed siebie zdziwiony. Zakaszlał głośno i wstał z ziemi. - A twojej siostrze, - zaczął już nieco bardziej wyraźnie. - jeśli to rzeczywiście była ona, to pewnie trochę zajmie. Problemy z Kultem, jak zawsze. - mówił kiedy w międzyczasie podszedł do stołu i postawił go w prawidłowej pozycji po czym chwycił nóż i z pewnymi problemami, ale po chwili udało mu się go wyciągnąć i schować do kieszeni. Oparł się o stół i przez moment spoglądał na leżące na ziemi ciało zasłonięte częściowo przez wymięty biały materiał. Myślał o czymś przez chwilę po czym spojrzał na Natalie. - Naprawdę aż tak głośno było mnie słychać? - spytał.

Wojna skupił się więc teraz na tym, by spróbować przenieść promień w bok, w miarę możliwości powoli.

Tak jak za każdym razem, Szczur obudził się po jakichś dziesięciu minutach. To co było dość niespodziewane, to to że otaczało go teraz sześciu kultystów, jak udało mu się szybko rozpoznać po otrząśnięciu się, z czwartego kręgu.
- A więc w końcu się pojawiłeś. - powiedział jeden uśmiechając się.
- Beveb już zastanawiał się czy zginąłeś czy uciekłeś.
- Dobrze wiesz że gdybym umarł to już dawno byście o tym wiedzieli. I owszem uciekałem, bo okazuje się że Myrthańczycy mają znacznie więcej je**nych pomocników niż się komukolwiek mogło wydawać.
- Bzdura, jeśli kogoś mają, to ci z wyższych kręgów na pewno o nich wiedzą.
- Może.
- Może? Koleś, naprawdę myślisz że mogli cokolwiek przegapić? Nie po to planowali tyle lat by teraz się okazało że przegapili taką bzdurkę.
- Mniejsza z tym. Czy Revana jest tutaj?
- Nie ma jej, dostała jakieś zadanie wraz z paroma nowicjuszami. Zresztą dla ciebie nie robi to różnicy bo i tak do niej nie pójdziesz.
- Co? Niby czemu?
- Beveb kazał nam czekać aż się pojawisz i cię przyprowadzić.
- Nie mam mu nic do powiedzenia.
- Ale on tobie ma, i to całkiem dużo. - odparł kultysta z uśmiechem.
Cała banda się zaśmiała po czym dwóch złapało go za ramiona i zabrali ze sobą.

W tym samym czasie Kain oraz towarzyszący mu kultysta przenieśli się do Fenevii, dokładniej mówiąc stali teraz na górce i spoglądali na skażonego elfa który właśnie zamienił się w lodowy posąg starając się przejść z pochodnią przez zamieć otaczającą skałę która teraz się tu znajdowała.
- To jest jeden z ważnych celów. - powiedział kultysta po chwili milczenia. - Straciliśmy już jedną ze skał w Varancie, a ta w Myrthanie może być niezwykle ciężka do ochrony. Możliwe że o tej prawie nikt nie wie, nie zmienia to faktu że nie możemy popełnić tego samego błędu i zwlekać z ochroną. Dlatego ważną rzeczą dla Kultu jest żebyś ty, czy któryś z twoich pomocników zostali tutaj i chronili go przed czymkolwiek co postanowi się zbliżyć. Jeśli oczywiście jesteś wstanie się tym zająć.

Avatar Omeg12
- Jakoś wciąż boję się ciebie ba... to znaczy... eh, roztapiaj tą klatkę szybciej. chcę już mieć to z głowy.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk uklęknął i spojrzał dziewczynce w oczy
- Na tą chwilę tak, ale bez obaw jestem pewien że sprawy w waszym dawnym domu się uspokoją niedługo i jeżeli będziecie chcieli wrócić tam, to zdołacie to zrobić bez problemu

Avatar darcus
- Nie. Kult zdecydowanie miał z tym coś wspólnego, zwłaszcza że zaobserwowano ich w pobliżu, ale to nie ich robota. - Rzekł Cedrik. - Tylko Kain mógł zrobić coś takiego. - Dodał po chwili, odwracając się i oglądając jeszcze inny papier.

- A i owszem, szłam tutaj z powierzchni. Przez chwilę można było pomyśleć, że to nie jest głos człowieka... - Rzekła wymownie Natalie, podchodząc nieco bliżej trupa i przyglądając się mu. - To kostnica? - Zapytała po chwili, rozglądając się ponownie.

Wojnie raczej nie sprawiło problemu przeniesienie promienia. Po chwili udało mu się nawet zrobić to bez poruszania się. Nadal jednak wydawało się Jeźdźcowi że wiązka jest za mała i w gruncie rzeczy dość słaba, jak na to co mógłby zrobić.

- Dajcie mi godzinę. - Odparła forma Kaina w Fenevii. - Do czego służą te skały? - Zapytał konstrukt po chwili, spoglądając na kultystę.

Kain zaś w swej głównej postaci spojrzał w oczy Davisowi, dokładając drugą rękę do w połowie roztopionej już klatki, generując takie ciepło, że proces przyspieszył dziesięciokrotnie, co jednak nie było zbyt przyjemne dla telepaty. - Darcus to demon. Pamiętaj o tym, zanim mu zaufasz. A jeśli nie wierzysz... - Wyprostował się, całkowicie roztopiwszy lód, co pozwoliło Davisowi odetchnąć z ulgą od żaru. - ...to sprawdź sam. - Dodał, stukając się w klejnot na swoim czole.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Ale... Tu jest fajnie! - zawołała zadowolona dziewczynka po chwili.
W tym momencie podbiegła do nich wyglądającą na nieco wystraszoną kobieta.
- Tu jesteś! Mówiłam ci żebyś nie odchodziła. - powiedziała biorąc ją na ręce. - Bardzo pana przepraszam.
- Mamo! Zostaniemy tutaj?! Proszę! Te jaszczurki są takie fajne!
- Możliwe. - kobieta uśmiechnęła się i poklepała córkę po głowie.

- Kain? - Adanos spojrzał na Cedrika ciekawy. - Ostatnio miałem trochę rzeczy na głowie i chyba nie za bardzo jestem w temacie.

Michael uśmiechnął się pod maską.
- Patrząc na mnie i na niego, to w sumie można tak powiedzieć. - odparł podchodząc do ciała Oghrena po czym podniósł je i położył z powrotem na stole. - Ale w rzeczywistości tak nie jest, to siedziba Złotej Gildii, a raczej tego co kiedyś będzie mogło nazwać się naprawdę Gildią. Na razie to zlepek dziwaków szukając sławy i pieniędzy, czy coś takiego. Ten tutaj był jednym z nich. - powiedział zakrywając dokładniej ciało.

Jeździec więc po nauczeniu się lepiej sterować promieniem, starał się teraz wykorzystać jakoś więcej mocy z Kamienia żeby zwiększyć siłę promienia.

- To jeden z najwygodniejszych i najprostszych sposobów żeby zamienić cały Stary Kontynent w wielkie lodowe pustkowie. Skały te mają wystarczającą moc żeby zamienić w pojedynkę dany kraj w przestrzeń w zupełności skutą lodem. Same z siebie mają kilka zabezpieczeń, ale jak pokazuje przykład z Varantu, potrzebna jest im ochrona.

Avatar darcus
- Kain to Konstrukt stworzony w dawnych czasach przez wyznawców Marduka. Na długo po ich śmierci, a na krótko przed dniem obecnym, niejaki Darcus wraz z towarzyszami odnaleźli go i zabrali do swojej siedziby. Tam doszło do incydentu z Kamieniem Umysłu, który sprawił, że Kain zyskał świadomość i ogromną nienawiść do całej ludzkości. Teraz, kiedy zdobył inny Kamień Nieskończoności, jest szalenie potężny i z tego co mi wiadomo planuje coś potwornego. Krąg nakazał mnie i mojemu zespołowi się nim zająć, a jeśli, tak jak podejrzewam, nawiązał współpracę z Kultem, to w tej chwili nasze wspólne zmartwienie. - Cedrik podał Adanosowi kolejny kawałek papieru. Ten już nie ruszał się i wyglądał na najzwyczajniejszy rysunek. Przedstawiał ludzką sylwetkę bez twarzy, nie licząc oczu, o czarnej, metalicznej powłoce, żeby nie powiedzieć skórze, i z kawałkiem starego materiału otulającym głowę na kształt kaptura. Kartka była w rogu podpisana imieniem "Kari", które coś Adanosowi mówiło.

Natalie podeszła do trupa i przesunęła palcami po przykrywającej go płachcie. - Ach, tak. Widzę. A ty? - Zapytała od niechcenia, odwracając się i podchodząc do ściany, a następnie kładąc na niej dłoń, tak jakby to było coś zwyczajnego.

Wojnie nie zajęło długo opanowanie podstaw kontrolowania Kamienia. Po kilku minutach ćwiczeń Głód pojawił się obok. - To będzie musiało wystarczyć. - Rzekł, z lekka zaniepokojony, ale już nieco bardziej pewny niż jeszcze przed chwilą.

Kain zmrużył 'oczy' spoglądając na zamieć. - Potrzeba będzie nieco więcej finezji... Ale w porządku. Popilnuję waszej skały. Co jeszcze? - Zapytał naprędce, przenosząc wzrok z powrotem na kultystę.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk przez krótką chwilę wpatrywał się w małą dziewczynkę,jednakże w pewnym momencie poczuł że oczy mu się zaczynają się stawać mokre oraz to że coś zaczęło spływać mu po policzkach
- Co do....- wymamrotał do siebie po czym starł to z policzków, następnie sprawdził swoją opancerzoną dłoń jednak znalazł tam nic
- Eh.....?
Ściągnął rękawice po czym odkrytą ręką dotknął miejsce w którym rękawica tknęła jego policzek, tam poczuł że ten skrawek metalu był mokry
- Czy to....... ale ............. - powiedział pod nosem po czym powoli ruszył wgłąb wioski

Avatar Omeg12
Davis wziął głęboki oddech, po części żeby opanować nieco nerwy, a po części aby po prostu zaczerpnąć chłodnego powietrza.
- Dobrze więc... zobaczę, co masz mi do pokazania.
Telepata już miał okazję obejrzeć umysł Darcusa jak i kamień nieskończoności, ale nie z bliska. Nie miał pojęcia w co się pakował, ale biorąc pod uwagę prawdopodobne intencje rozmówcy nie było to nic przyjemnego. Niemniej wiedziony ciekawością dotknął kamienia umysłem.

Avatar darcus
W tym momencie Davis doznał wizji, a jednocześnie okropnego przerażenia, które zdawało się być jej elementem.

Wszystko widział w sposób szybki, chaotyczny i mglisty, tak jakby coś celowo, lub nie, zakłócało wizję. Spoglądał oczami jakiegoś stworzenia, które odziane było w czarną szatę. Jego widoczne części ciała składały się wyłącznie z kości, a w rękach miało potężną, pięknie wykonaną bojową kosę, którą Davis już gdzieś widział, a konkretnie w rękach przywódcy asasynów, podczas jego ostatniej potyczki z Kainem. Stworzenie raz po raz szatkowało kosą istoty na swej drodze, zaś wizja przeskakiwała w taki sposób, że pokazywała tylko krwawe momenty, pomijając w dużej mierze przemieszczanie się czy gonitwę. Krew i flaki lały się naokoło, podczas gdy wszelkie istoty, czy to ludzkie, czy inne, ginęły w okrutnych męczarniach, błagając o litość, cierpiąc i wrzeszcząc z bólu. W pewnym momencie, kiedy Davisowi zaczęło od tych wszystkich scen być mocno niedobrze, istota za pomocą najprawdopodobniej magii przeniosła się, ale tym razem do miejsca, które było telepacie znajome. Wystrojem przypominało bowiem podziemia asasynów. Szaty stworzenia zmieniły kolor na biały, a jego szkielet pokrył się ciałem. Istota podeszła do lustra wiszącego w pomieszczeniu i w tym momencie Davis zobaczył w nim twarz Darcusa, dziką, usatysfakcjonowaną i zadowoloną z dokonanego dzieła zniszczenia.

Wizja skończyła się. Davis klęczał w piachu, podpierając się rękami. Był cały zdrętwiały i dyszał ciężko. Wciąż odczuwał przerażenie i obrzydzenie tym, co ujrzał. Czy był to efekt naturalny, przypadkowy, czy zamierzony, jaki wywarł na niego Kain, nie wiedział.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Kari... To ta sama Kari? Czemu pokazujesz mi ten rysunek akurat teraz? Ma coś z tym wspólnego? - Adanos był trochę zdziwiony, zwłaszcza że pamiętał jej wygląd nieco inaczej.

- Ja? - zapytał Michael myśląc o tym. - Ja jestem tylko kolejnym, najdziwniejszym z dziwaków wśród nich. I zapewne ostatnią z osób z którą chciałabyś się zadawać. - powiedział obserwując trochę nietypowe ruchy kobiety.

- Na dłuższą metę i tak nie mamy żadnych szans, ale trzeba go po prostu złapać i spieprzać stamtąd najszybciej jak to możliwe. - powiedział Wojna który właśnie przestał bawić się promieniem.

- Nie martw się, jak już uda nam się przejąć ten kontynent, albo chociaż jego część, wtedy ujrzysz prawdziwe piękno. Przynajmniej my tak to widzimy, racja? - uśmiechnął się kultysta.

W tym samym momencie Ulryk wpadł w Masila który wraz z Gniotkiem wychodzili z wioski.
- Hej, rycerzu! A ty gdzie tak pędzisz? - powiedział łapiąc go magią i odsuwając dwa metry od siebie. - Przestraszyli cię ci ludzie czy jaszczurki?

Szczur w tym właśnie momencie stanął przed Bevebem. Wyróżniał się mocno na tle innych kultystów. Był mocno umięśniony i mierzył lekko ponad dwa metry. Ponadto ubrany był w coś co wyglądało jak mieszanka ciężkiej płytowej zbroi oraz szaty kultysty. na jego ciężkich naramiennikach spoczywały teraz dwie czaszki orków patrzące w boki. Spoglądał on na kultystę swoim szyderczym uśmiechem opierając się o wielki topór stworzony że stalhrimu i pokrytego widocznymi błękitnymi runami.
- Trochę cię nie było, Nezum.
- Powiem ci to samo co twoim sługusom, czyli prawdę. Dopadli nas jacyś magowie, dość silni, prawdopodobnie współpracują z tymi gnojami z Anubel.
- Owszem, ty i twój mistrz zostaliście zaatakowani przez kogoś, kto ponoć może być poważnym zagrożeniem. Kult wspominał o jakimś Kręgu czegoś tam... Ale ich nazwa mnie nie obchodzi. Tak długo jak są naszymi wrogami, tak długo wszyscy zginą. Ważne jest za to to, że chwilę przed tym jak twój mistrz zginął ty zniknąłeś gdzieś na długi czas.
- Kazał mi uciekać, a ty dobrze powinieneś pamiętać że teleportacja to moja specjalność, oni jednak dawali radę za mną nadążać. W końcu jednak im zwiałem, ale trochę to zajęło.
- Więc mówisz że nie próbowałeś przypadkiem komuś dostarczyć jakichś informacji na temat Kultu, co?
- Masz mnie za szaleńca czy samobójcę? To ostatnia rzecz na którą mam ochotę. - Szczur poczuł się trochę spokojniej, znał Beveba na tyle by wiedzieć że nigdy nie słuchał dokładnie to ci wyżej od niego mają mu do powiedzenia. Ku jemu szczęściu tym razem pominął swoim maleńkim mózgiem fakt, że Nezum, jak brzmiało jego prawdziwe imię, znajdował się w rzeczywistości w ogóle poza Starym Kontynentem.
- Cóż... - teraz Beveb uśmiechnął się jeszcze szerzej obnażając swoje żółte zęby. - Dostałem wiadomość że skoro twój mistrz zginął, przechodzisz pod moje skrzydła. A to oznacza że teraz masz wykonywać moje rozkazy.
- Świetnie. - mruknął Szczur. - Więc którego buta mam ci wypolerować, wieprzu?
- Ha ha! Nie jesteś tego nawet godzien! Nie... Kult zlecił mi znalezienie kilku moich żeby wysłać ich do ochrony pewnego ważnego obiektu w Myrthanie. I zgadnij kogo chcę wysłać!
- Hmmm... Trudna zagadka. - odparł pogardliwym sarkazmem Nezum. - Mnie?
- Brawo dziecinko! Ale to nie koniec, specjalnie dla ciebie, wysyłam także twoich ulubionych przyjaciół! Całą szóstkę!
- Zapowiada się najlepsza misja w życiu...
- No ja myślę! No dobra. - Beveb nagle spoważniał. - A teraz wynoś się już stąd, bo i tak zmarnowałeś już zbyt wiele mojego cennego czasu. Wyruszacie o świcie.
- Jasne... - Szczur odwrócił się teraz i wyszedł z pomieszczenia. Bardzo przydatna informacja, zwłaszcza że znajdujemy się pod ziemią, ty tłusta świnio - pomyślał idąc tunelem i zastanawiając się która strona konfliktu pierwsza go zabije.

Avatar darcus
- Owszem, ta sama. Wykonała ten rysunek, ale to akurat jest Kain. Nie mam nic dokładniejszego, co by go przedstawiało. - Wyjaśnił Cedrik.

Natalie z powrotem odwróciła się do Michaela. - Hej, mogę cię dotknąć? - Zapytała nonszalancko, jakby zupełnie ignorując to co przed chwilą powiedział.

- Dobra. Idziemy. Ty odwrócisz uwagę tego... Czegoś, jeśli jeszcze tam jest, a ja złapię tego kolesia, jeśli jeszcze żyje. - Rzekł Głód, używając energii klejnotu by otoczyć ich obojga błękitną energią, a następnie teleportować.

- Świetnie. Czy zrobienie ze mnie strażnika jest jedynym, co zostało do zrobienia? - Zapytał Kain w swej formie nieopodal lodowej skały, zakładając ręce na klatce piersiowej, nieco zniecierpliwiony.

Avatar Omeg12
- No cóż... udało ci się zmienić nieco moją perspektywę - przyznał Davis, dalej klęcząc - Co teraz? Bo wiele raczej w ten sposób nie osiągnąłeś

Avatar
Konto usunięte
- Co..... ehm Nie nie nie ja tylko ehm potrzebuje trochę samotności żeby coś ..... przemyśleć i ehhhm hmm
Wtem Ulryk spuścił głowę i spojrzał na podłogę po czym spróbował ominąć Masila

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Rozumiem... Zgaduję że skoro ma te Kamienie o których wspominałeś, to pokonanie go nie będzie prostym zadaniem?

Michael przyglądał się jej chwilę zastanawiając się o co jej może chodzić z tym dotykaniem wszystkiego.
- Jeśli chcesz dotknąć mnie, a nie moje ubranie, to zostaje ci tylko to. - powiedział wyciągając przed siebie swoją kościaną dłoń.

- Niech ci będzie. Już my mu pokażemy! - zawołał Wojna unosząc pięść.

- Nie znam póki co następnych rozkazów, muszę wrócić do reszty. Jeśli znajdzie się coś ważniejszego niż wybijanie wieśniaków w wioskach to damy ci znać. - odparł kultysta.

Avatar darcus
- W zasadzie to ma tylko jeden Kamień, ale to wystarczy, by był szalenie niebezpieczny. Pozostałe Kamienie są niestety poza naszym zasięgiem, ale niedawno odkryliśmy dokument opisujący stworzenie broni, która ułatwiłaby znacznie pokonanie Kaina. To powinien być nasz następny cel. - Wytłumaczył Cedrik.

Natalie, nie namyślając się długo, złapała Michaela za rękę. Nie trwało jednak długo, zanim puściła ją, z wyrazem głębokiego zaskoczenia na twarzy i odskoczyła jak poparzona. - O cholera... To było mocne... - Odetchnęła głęboko po czym rozmasowała jedną dłoń drugą.

- W porządku. Wrócę więc do moich zajęć. - Odparł Kain przy kultyście i zastygł w miejscu, a światła w jego 'oczach' zgasły.

W momencie kiedy Kain przy Davisie miał coś powiedzieć, pomiędzy nim eksplodowała błękitna energia, która odrzuciła obu w przeciwne strony. Z powstałego wybuchu wyskoczyli dwaj Jeźdźcy Apokalipsy. Wojna ruszył zająć natychmiast gotowego Kaina walką, zaś Głód doskoczył do Davisa i złapał go. Zajęty przez drugiego Jeźdźca konstrukt nie zdążył zareagować i po chwili cała trójka zniknęła, pozostawiając na pustyni tylko rozwścieczonego Kaina.

Pojawili się chwilę później gdzieś w lesie, z pewnością Myrthańskim, zaś Głód oparł się o drzewo, oddychając ciężko. - Intensywnie... - Szepnął pomiędzy oddechami.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wszystko zawsze sprowadza się do co raz to potężniejszych artefaktów. - westchnął Adanos. - Co to za broń?

- Coś nie tak? - Michael spojrzał na swoją dłoń zastanawiając się o co mogło jej chodzić.

Po kultyście towarzyszącemu Kainowi po chwili został tylko lodowy posąg.

- Poszło całkiem sprawnie. - rzekł Wojna rozglądając się po okolicy.

Masil spojrzał zdziwiony na oddalającego się rycerza.
- Ciekawe. - mruknął Masil po czym wraz z Gniotkiem podeszli to grupy ludzi która teraz znajdowała się pod wioską.
- Sporo ich. - zauważył Abraxas.
- Podziękuj Adanosowi. - powiedział cicho do towarzysza po czym zwrócił się do ludzi. - No dobra ludzie, teraz słuchajcie mnie uważnie. Wasz zbawiciel postanowił że póki w Myrthanie panuje taka chłodna aura, to zostaniecie tutaj. Wkrótce przeniesiemy tutaj wasz sprzęt i wszystko co udało wam się zebrać. Wtedy zajmiecie się rozbudową tutejszej wioski, reszta mieszkańców z pewnością wam pomoże. Jeśli ktoś ma z tym jakieś problem, to chętnie otworzę mu portal z powrotem do Myrthany, ale skutków możecie się domyśleć. - Masil rozejrzał się teraz po ludziach szukając czy ktoś ma jakiś problem. - No... To tyle...
- Jeśli chodzi o przenoszenie... - w tym momencie podszedł do nich Zaraza. - Na mnie czas, muszę się stąd zbierać.
- Jakiś konkretny cel podróży?
- Może być Myrthana, tylko może jakieś ustronne miejsce.
- Jak tam chcesz, tylko pamiętaj że jak będziesz chciał znowu tu przyjść to musisz zapieprzać do Anubel.
- Jasne.
Masil otwarł więc świecący się na pomarańczowo portal, a Zaraza rozejrzał się jeszcze tylko po wiosce, skinął głową do maga wszedł do środka.

Avatar Omeg12
- Nawet nie będę zadawał pytań - skomentował, po czym rozejrzał się po otoczeniu

Avatar darcus
- Ostrze Świata. Podobno po stworzeniu będzie posiadać moc tak wielką, że dorówna nawet Kamieniom Nieskończoności. - Rzekł krótko Cedrik. - Elisif z rodu Certain, siostra tego Darcusa, ma obecnie ten dokument. Przywództwo Kręgu chce, żeby uczestniczyła w tworzeniu broni. - Dodał.

- Nawet całkiem sporo. - Odparła zagadkowo Natalie, spoglądając na Michaela z zaciekawieniem.

- To może ja jedno zadam. Wiesz gdzie jest Darcus? - Zapytał Głód, spoglądając na Davisa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Darcus... Pamiętam jak wczoraj kiedy przybył do mojego wymiaru wraz z tym swoim przyjacielem i chciał żebym oddał im dobrowolnie całą swoją moc. Czemu akurat jego siostra?

Michael oparł się teraz o ścianę i uśmiechnął się.
- Ciekawe, jestem już na takim etapie że wystarczy mnie dotknąć i już wiadomo jak bardzo jestem zepsuty.

Wojna milczał również spoglądając na telepatę.

Avatar darcus
- Casimir, nasz przywódca, twierdzi, że jest wyjątkowa. Znając go, pewnie chętnie widziałby ją w Kręgu... - Cedrik prychnął. Czyżby w jego głosie słychać było... Zazdrość? Za chwilę jednak kontynuował - Możliwe, że jest nawet... - Już miał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język. - Nie. Nie mogę ci tego powiedzieć, dopóki nie będziesz jednym z nas. Przykro mi. - Wyjaśnił, jakby nieco poirytowany tym faktem.

- Nie łam się. Z tego co mi wiadomo na świecie istnieją tylko dwie żywe istoty które potrafią w ten sposób czytać z dotyku. I nie chodziło mi o zepsucie... - Wyjaśniła Natalie, patrząc Michaelowi wnikliwie prosto w maskę.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Współpraca z wami, a dołączenie do was to dwie różne sprawy. Jeśli uda nam się pokonać Kult czy Kaina, wciąż zostanie wiele osób którym może przydać się pomoc. A podejrzewam że was może to nie do końca interesować.

Michael założył teraz ręce i wyraźnie spoważniał.
- Więc niby co innego mogłaś we mnie wyczuć? To tak jakby oglądać kamień i mówić że jest czymś więcej niż kamieniem. Może przypominać statek albo twarz, ale to wciąż tylko kamień.

Avatar darcus
- Nie, jeśli ja mam coś do powiedzenia na ten temat. - Powiedział wymownie Cedrik, prostując się. Po chwili rozejrzał się nerwowo, jakby bał się, że ktoś trzeci go usłyszy. - Posłuchaj, w Kręgu dzieje się teraz coś w rodzaju... Przewrotu. Wielu wśród nas uważa, że zgubiliśmy swój prawdziwy cel całe wieki temu. Nie zgadzamy się tylko co do tego jaki powinien on być. Nikt nie mówi o tym głośno, ale... Kilku z nas chętnie zagarnęłoby władzę. - Członek Kręgu odchrząknął. - Nie musisz być w Kręgu, przynajmniej dopóki to się nie wyprostuje, ale proszę, dołącz do moich ludzi i razem naprawmy to wszystko. - Rzekł Cedrik z pasją, wyciągając w kierunku Adanosa rękę. W jego otwartej dłoni spoczywał prosty pierścień z czarnego metalu, bez ozdób czy cech charakterystycznych.

- Tak więc właśnie uważasz? Że jesteś kamieniem? - Natalie uśmiechnęła się z politowaniem, ale zaraz potem spoważniała. - Kamienie nie mają żalu. Ani tęsknoty. Ani gniewu. Ani strachu... - Rzekła w końcu, lustrując swego rozmówcę wzrokiem.

Avatar Omeg12
- Nie mam pojęcia, co się właśnie stało. Skąd miałbym wiedzieć, gdzie on jest?

Avatar darcus
Głód wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Wojną, zdziwiony. - Mówiłeś, że przychodzisz od niego. Sądziłem, że dał ci jakieś... Namiary... - Rzekł, odwracając wzrok z powrotem na Davisa.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Cóż... W zasadzie to już pomogłeś mi w moich planach. Więc powinienem się chociaż odwdzięczyć. Jeśli trzymając swoją stronę po zażegnaniu konfliktu będę mógł wrócić do moich celów... - tutaj na chwilę Adanos zatrzymał się. - To z pewnością możesz na mnie liczyć. - dokończył podnosząc pierścień z dłoni Cedrika i założył go na palec wskazujący u prawej dłoni.

- Owszem. Różnica polega na tym że jestem wyjątkowo głupim i naiwnym kamieniem. Mimo tych wszystkich lat... Żyję już tak długo i straciłem już tyle.Tak dawno pojąłem jak bardzo trzymanie się tych wszystkich ważnych dla ludzi rzeczy nie ma sensu... A potem co? I tak jakieś durne rozmowy potrafią mnie doprowadzić do szału, i tak wciąż mam ochotę płakać... Jestem zmęczony, zmęczony od tak bardzo dawna. Ale wiesz co jest najgorsze? Że z jednej strony mam ochotę wreszcie odpocząć, odejść wreszcie z tego świata, a z drugiej wciąż mam coś do zrobienia, i wiem że oszalałbym w zaświatach gdybym pamiętał że nie dokończyłem wszystkich spraw.

Wojna uniósł teraz ręce.
- Ej ej, koleś. Czyli chcesz mi powiedzieć że ryzykowaliśmy przypalenie własnych dup żeby cię stamtąd wyciągnąć tylko po to by okazało się że nawet nie wiesz gdzie jest Darcus? Jaja sobie z nas robisz? - Jeździec wyglądał teraz na rzeczywiście zdenerwowanego.

Avatar Omeg12
- To znaczy... ostatnim razem gdy go widziałem, był w podziemiach miasta [tu wstaw nazwę], ale biorąc pod uwagę ile się dzieję może równie dobrze być na drugim końcu świata.

Avatar darcus
///Anubel///
- Dobra, a wiesz może gdzie będzie? - Dopytywał się Głód, lekko zniecierpliwiony.

Z pierścienia założonego przez Adanosa wydobyła się jakaś magia, która okryła go szatą podobną do tej Cedrika, a w jego dłoni złożyła identyczną białą maskę. Po chwili magia zawróciła, a ubranie zniknęło.
- Dziękuję. Zobaczysz, nie pożałujesz. - Rzekł pokrzepiająco Cedrik.

- Mój ojciec, gdyby tu był, pewnie by powiedział, żeby się nie załamywać, bo wszystko można zmienić i tak dalej... Ale wiesz co? Nie będę rzucać hasłami bez pokrycia. Zamiast tego opowiem ci, co mi się przydarzyło. Szukałam swojej siostry przez sto pięćdziesiąt lat. W tym czasie straciłam dom, ojca, wszystkich krewnych, a potem cały gatunek. Została mi tylko ona, tylko Victoria, gdzieś daleko, poza zasięgiem. Wszyscy mówili mi, że to niemożliwe, że ona na pewno nie żyje, że nie ma sensu szukać trupa i mam się z tym pogodzić. A ja ją znalazłam. - Rzekła Natalie, z dumą w głosie. - Nie wiem, co to za sprawy, które masz do załatwienia, ale możesz to zrobić. Nie wiem, na ile prawdziwe są twoje słowa, ale na pewno nie brakuje ci uporu. A z uporem można wszystko. - Zakończyła swój przydługi wywód, wpatrując się w maskę rozmówcy.

Avatar Omeg12
- O ile dobrze pamiętam kazał mi przekazać mu informację o waszym położeniu. To sugeruje, że nie miał zamiaru się nigdzie wybierać w najbliższym czasie. Jednak nie powiedział mi o tym, że mogę zostać napadnięty przez jakiś kultystów, więc chyba zaszło parę nieprzewidzianych okoliczności.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- No dobrze. - Adanos klasnął w dłonie. - A więc od czego zaczynamy?

- To musi być wspaniałe uczucie po tak długim czasie spotkać członka rodziny. Tak się składa że moje zadanie też skończy się na spotkaniu. Ale raczej nie będzie uścisków i łez, a krew i krzyk. A jeśli mój plan w pełni się uda... - teraz spojrzał przez maskę prosto w oczy Natalie wówczas kiedy jego głos brzmiał śmiertelnie poważnie. - Krwawić będą miliony.

Avatar darcus
- Dobra. Gdzie jest to miasto? - Głód kiwnął głową w zastanowieniu.

- Twoja współpraca otwiera nową ścieżkę. Spróbujemy wyręczyć Elisif i zdobyć Perłę Wody. - Rzekł Cedrik, chwytając za pióro i kałamarz, po czym zapisał coś na jednym z wciąż licznych papierów leżących na stole.

Natalie z początku odwzajemniła śmiertelnie poważne spojrzenie Michaela, ale po chwili uśmiechnęła się. - Już mi się podobasz... - Mruknęła i puściła mu oczko. - To kogo konkretnie planujesz ukatrupić? Krasnoludy? Orków? Merów? - Zapytała, zreflektowawszy się, nie dając mu czasu zareagować na to, co powiedziała ledwie moment wcześniej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- I gdzie planujemy to zdobyć?

Michael westchnął głęboko i usiadł na stole obok krasnoluda.
- Gdybym ci teraz powiedział to cały mój plan poszedłby się je**ć. Liczy się to że to więcej niż jedna rasa. I dobrze dla każdego będzie jeśli dojdzie do ich eksterminacji.

Avatar darcus
- Popytamy wśród orkowych szamanów. Jeśli to nie wyjdzie, spróbujemy na południowych wyspach. Osoba taka jak ty, wyczulona na magię wody, powinna wyczuć ducha wody bez problemu. - Wyjaśnił Cedrik, kończąc pisanie i odstawiając kałamarz.

- A co ja mam z tym wspólnego? - Zdziwiła się Natalie, marszcząc brwi.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Warto spróbować. - przyznał dawny bóg.

- Ty? Kompletnie nic. Ale ściany mają uszy. - w tym momencie Michael przesunął dłonią w rękawicy po fragmencie leżącym na jego lewym policzku fragmencie maski. Natalie nie mogła tego raczej wiedzieć, ale dokładnie w tym miejscu, pod maską, znajdował się komunikator który zapewniał mu stały głosowy kontakt z Atlasem. - Poza tym myślisz że doszedłbym tak daleko gdybym mówił o wszystkim każdej pierwszej napotkanej kobiecie? Nie ufam osobom które uważają mnie za przyjaciela i zginęłyby za mnie, a co dopiero komuś kogo znam od dziesięciu minut.

Avatar darcus
Cedrik bez słowa wskazał mu na drzwi, te same, którymi wcześniej wyszedł z jego siedziby kultysta.

- Zaczynam rozumieć dlaczego jesteś tak sfrustrowanym człowiekiem. - Zauważyła Natalie. - Mniejsza o to. Mówiłeś coś o jakiejś gildii? - Zapytała.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Adanos wstał więc i ruszył w stronę drzwi.

- Złota Gildia, tak. To pomysł Abraxasa, a ja to wykorzystuję.

Avatar darcus
Po przejściu przez drzwi Adanos znalazł się na środku pustyni. Nagła zmiana temperatury mogła go odrobinę przytłoczyć, ale po chwili usłyszał za sobą trzask. Kiedy jednak się odwrócił, ujrzał tylko Cedrika, żadnych drzwi. - Nie mogłem przenieść nas bezpośrednio do dowództwa orków, tamto miejsce chronią jakieś czary, w których łamanie nie mam czasu się bawić. Wobec tego uznałem, że pojawianie się w środku miasta też nie jest zbyt mądre, dlatego musimy niestety się przejść kawałek. - Rzekłszy to członek Kręgu wskazał na północ i sam ruszył w tamtym kierunku, podążając do widocznych kawałek dalej zabudowań.

- I co robicie? - Dopytywała się niebieska.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie ma problemu, i tak muszę się rozruszać po incydencie z drzewem. - odparł Adanos i ruszył za Cedrikiem.

- Ogólnie rzecz biorąc można jednak powiedzieć że wysyłamy tą dziwną zgraję na pomoc komuś lub zdobycie czegoś i w zamian pływami w złocie, przynajmniej w teorii. O jakieś dokładniejsze odpowiedzi zapytaj Abraxasa, mi wystarcza to że mam przykrywkę dzięki której mogę zajmować się swoimi planami.

Avatar darcus
Przechadzka była o tyle przyjemniejsza, że jakiś czas wcześniej zdążył już zapaść zmrok i nie było tak nieznośnie gorąco, zapewne w szczególności dla Cedrika, odzianego na czarno. Wkrótce potem dwójka dotarła pod bramy miasta, a jako iż mowa była o stolicy orków, zapewne strzeżonej.

Natalie sprawiała wrażenie jakby nie usłyszała ostatniego zdania Michaela. - Mogę do was dołączyć na jakiś czas? Od czasu odnalezienia siostry cierpię na ciężki przypadek braku zajęć. - Rzekła tonem udającym marudzenie, uśmiechając się.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Nietypowe jak na dawne czasy było to że przed wejściem stał nie tylko jak zawsze oddział orków, ale i trójka ludzi, należących w tym przypadku do Poświęconych.
- Stać mory! - zawołał jeden z orków który jako pierwszy ich zobaczył, w tym momencie reszta obróciła się w ich stronę, nie mówiąc już o tym że orkowie na murach już od kilku minut mieli ich na celowniku swoich kusz. - Nie wyglądacie mi na Poświęconych, czego tu?

- Przestań mówić "nas". - zezłościł się Michael. - Ja nie jestem częścią ich, nie jestem częścią niczego. A poza tym i tak musisz poczekać na Abraxasa, to od niego zależy decyzja.

Avatar
Konto usunięte
Ulryk po prostu na razie szedł przed siebie, gdzie nie miał bladego pojęcia wiedział jedynie że gdzieś gdzie było mniej istot,
- Czekaj
Nieumarły rycerz podniósł głowę i zorientował się że poszedł w złym kierunku, po tej realizacji walną sobie Facepalma
- Ulryk ty idioto

Avatar darcus
- Idziemy się zobaczyć z waszym przywódcą. A teraz zejdźcie z drogi. - Cedrik uniósł dłoń, zaś orkowie przy bramie nagle w dziwny sposób poczuli, że dwójka ludzi stojących przed nimi nie jest żadnym zagrożeniem i koniecznie powinni zostać przepuszczeni, podczas gdy kusznicy na murach nagle poczuli wyjątkowo silną senność nie do opanowania.

- Spokojnie, przecież nic się nie dzieje. - Uniosła dłonie w prześmiewczej defensywie, uśmiechając się wobec łatwości z jaką Michael się denerwował. - Chociaż w sumie to nie do końca mówisz prawdę... - Dodała nieco ciszej.

Tymczasem Amshor, wywijając zręcznie ognistym toporem, torował sobie drogę przez wymiar Leng, który znajdował się głęboko we wnętrzu Morgradu, chaotycznego bytu otulającego centrum Wszechświata. Metaliczny wojownik zagłębiał się coraz bardziej w korytarze starożytnych, aczkolwiek wciąż zamieszkanych, zabudowań pod krwistoczerwonym niebem, z trudem radząc sobie z chroniącymi ich demonami legionu Eligora, pana tego wymiaru. W końcu, po wielu godzinach szukania drogi w budynkach wijących się jak labirynty i przecinających górzystą ziemię tego świata niczym rzeki, Amshor dotarł do komnaty przypominającej dawną siedzibę samego Beliara, z kolumnami, licznymi ozdobami i wielkim tronem, na którym siedział władca wymiaru, Eligor. Nie przypominał jednak demów zamieszkujących Drugie Królestwo, a raczej te, które były dawniej najbliższe bogu ciemności. Był pokryty czarną skórą poprzetykaną tu i ówdzie czerwonymi pasami, jego głowa bardziej niż ludzką przypominała pysk potwora, przy plecach miał dwoje średniej wielkości skrzydeł, przy nienaturalnie wielkich łapskach spore szpony, zaś zamiast nóg od pasa w dół wężowy ogon, który był jednak na tyle krótki, by podczas niskiego lotu nie ciągnął się po ziemi.
- Eligorze! - Zawołał Amshor, pewnie maszerując w jego stronę, mimo iż wyczerpany po walce, to z silnym poczuciem, że dopnie swego.
- Amshor... - Rzekł demon w zadumie, podnosząc wzrok, zaś w jego pysku zdawał się płonąć ogień. - To prawdziwa arogancja z twojej strony pojawiać się tutaj. Mój mistrz chętnie obejrzałby twoje zwłoki... I wynagrodził mnie za to... - Eligor wydawał się zadowolony perspektywą którą właśnie przytoczył, podnosząc się z tronu i wprawiając skrzydła w ruch, by unieść się niewysoko ponad ziemię.
- Jestem tu po to, żeby złożyć ci propozycję. - Rzekł Amshor, podpierając się swym toporem. - Gdy dam ci znak, masz powiedzieć swemu panu że jestem tutaj i demoluję okolicę, on zaś ma wezwać Powierników. Oni opuszczą Krainę Kuźni, a ja zajmę się swoimi sprawami. - Zażądał krótko metaliczny wojownik, wpatrując się bezceremonialnie w demona dwukrotnie większego od niego samego.
- A dlaczegóż miałbym pomagać tobie, wygnańcze, zdradzając jednocześnie mojego mistrza i narażając się na gniew sił, z którymi ani ty, ani ja, nie możemy się równać? - Zapytał wymownie Eligor, cały czas pogardliwie się uśmiechając, kiedy spoglądał na nieproszonego gościa, jakby miał nad nim jakąś przewagę, co samego przybysza niemiłosiernie irytowało.
- Ponieważ cenisz sobie swoje życie. Jeśli odmówisz, zabije cię... - Odparł krótko coraz bardziej zdenerwowany Amshor, chwytając swój topór pewniej i prostując się w geście który ewidentnie oznaczał groźbę.
Na to Eligor kłapnął szczękami i zmrużył oczy, z których po wpatrzeniu zdawały się błyskać iskry. - A co sprawia, że sądzisz, iż jesteś w stanie? - Zapytał, zdradzając oznaki gniewu.
- Nie pogrywaj ze mną, demonie. Pokonałem Samaela, z tobą też sobie poradzę. - Chełpił się Amshor, unosząc topór w górę.
Eligor w mgnieniu oka, na które ewidentnie możliwość jego skrzydeł by nie pozwalała, gdyby nie jakaś magia, rzucił się na Amshora i zasadził mu potężny cios pięścią. Metaliczny wojownik odleciał na ścianę, po drodze swym pędem niszcząc jedną z kolumn.
- Wygląda więc na to, że ten stary cap tylko się z tobą bawił! - Wrzasnął demon i ponownie ruszył naprzód, chcąc złapać metalicznego wojownika, ledwie jednak zdążył go chwycić za gardło i unieść, jego ciało zostało przeszyte na wylot potężnym ostrzem ognistego topora, zmuszając go do upuszczenia swej zdobyczy, cofnięcia się i złapania oddechu, podczas gdy jego wnętrzności zapłonęły.
- Przekonasz się, że jestem wystarczająco silny i przeciw tobie, Eligorze... - Syknął Amshor z triumfalnym uśmieszkiem, podnosząc się i stając w pozycji bojowej.
- Argh... Na szczęście nie będę musiał... Już wiedzą... - Mruknął podejrzanie zadowolony demon mimo niemal śmiertelnej rany, za którą teraz chwytał się jedną ręką.
- O czym ty mówisz?! - Zdziwił się i zirytował metaliczny, wskazując go groźnie toporem.
- ...ponieważ zawsze byłem lojalny wobec moich mistrzów... - Eligor uśmiechnął się, przenosząc wzrok na coś, co znajdowało się za Amshorem...
Ten odwrócił się prędko, ale było już za późno na reakcję. Został uderzony złotą laską i posłany w powietrze, podczas gdy w całym pomieszczeniu zapanował niezwykle jasny, niemal oślepiający blask. Przez całe to zamieszanie dało się słyszeć rechot Eligora, który, sądząc po odgłosach, wycofał się na bezpieczną odległość, podczas gdy Powierniczka imieniem Światło zbliżyła się do Amshora, który właśnie opadł na ziemię, dematerializując swój artefakt i przywołując w dłoniach dwa krótkie ostrza stworzone z czystego światła...

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Myślę... - mruknął jeden z orków zaczarowany przez Cedrika. - Że te mory, jak to mory, i tak pewnie nie stanowią zagrożenia.
- Taa, pewnie masz rację... - odparł drugi również niezbyt zgodnie ze swoją wolą.

Michael założył w tym momencie ręce, wyglądało na to że rozmowa zaczyna go męczyć.
- Niby w którym miejscu?

Avatar darcus
- Chodźmy. - Rzekł Cedrik do Adanosa i ruszył naprzód, wiedząc, że orkowie nie będą więcej sprawiać kłopotów. Kiedy przekroczył bramę, pobieżnie rozejrzał się po mieście, nie zwalniając kroku.

- Wystarczyło krótkie dotknięcie żeby zauważyć, że jesteś czegoś częścią. A przynajmniej kiedyś byłeś. I tęsknisz za tym... Jeszcze. - Rzekła zagadkowo Natalie, w zamyśleniu ostrożnie dobierając słowa.

Powierniczka przygwoździła Amshora. Choć jego skradziona moc ognia, jeśli tylko odpowiednio wykorzystana, mogła dać mu przewagę w walce z dowolnym żywiołem podstawowym, to przeciwko Światłu miał niewielkie szanse. Został już na starcie zepchnięty do defensywy, która niewiele dawała, gdyż Powierniczka nieugięcie zadawała szybkie ciosy swymi ostrzami, w mgnieniu oka niszcząc bariery przywoływane przez wygnańca i zostawiając podłużne, świetliste rany na jego metalicznej skórze. Kiedy przeciwnik Powierniczki w końcu padł na ziemię, wyczerpany, ona stanęła nad nim, gotowa zadać ostateczny cios, gdy nagle jakiś hałas zza pleców odwrócił jej uwagę. Obróciła się na pięcie, gotowa do obrony, i w samą porę, bo właśnie potężna wiązka mrocznej energii uderzyła w nią z pełną siłą, ledwie dając czas na reakcję. Kilkanaście metrów przed Powierniczką znajdował się Eligor, trzymając w dłoni Berło Cienia, skradzione jakiś czas wcześniej. Jego oczy promieniowały żółtym blaskiem... Światło myślała szybko. Wiedziała, że nie będzie w stanie poradzić sobie z czymś tak nagłym i potężnym w ten sam sposób w jaki pokonała Amshora. Szybko zdematerializowała ostrza i przywołała w dłoni swoją Laskę, a następnie wystrzeliła promień mocy we wroga. Dwa żywioły zderzyły się, wzajemnie się anihilując, nie mogąc przezwyciężyć siebie nawzajem. Wydawało się, że dojdzie do impasu, ale Powierniczka miała coś, czego Amshor, Eligor, ani ktokolwiek kto stał za ewidentnym opętaniem tego ostatniego, nie mógł mieć. Doświadczenie. Po chwili koncentrowania uwagi jej promień zaczął się powiększać, powoli, acz nieubłaganie niszcząc wiązkę ciemności, aż w końcu dotarł do jej źródła, wywołując niewielką, aczkolwiek silną eksplozję, która spowodowała że demon dzierżący Berło upuścił je, odleciał kawałek i upadł, uderzając głową w kolumnę. Światło nie czekała. Celując cały czas swoją laską w nieprzytomnego Eligora, doskoczyła do drugiego artefaktu, leżącego teraz na ziemi i podniosła go. Wtedy jednak spostrzegła, że do Berła przypięta jest jakaś karteczka. Spojrzała na jej zawartość i wzdrygnęła się. Wiedziała, że musi natychmiast powiadomić o tym swoich braci... Odwróciła się, chcąc czym prędzej dokończyć sprawę Amshora, ale jego już nie było...

Avatar Gniotek7
Właściciel
Stolica zmieniła się trochę od czasu gdy pojawił się tutaj naznaczony ork będący po stronie Kultu. Było tu teraz znacznie więcej strażników i ogólnie wyglądało na to że miasto ma teraz dużo bardziej wzmocnioną obronę. To co jednak najbardziej rzucało się w oczy, to to że teraz łaziła tu dość duża ilość ludzi, a konkretnie, Poświęconych.

- No tak, ty i te twoje magiczne paluszki. - mruknął Michael. - No dobra. Jest coś takiego czego jestem częścią. Coś bez czego szlag trafiłby wszystkie możliwości dzięki którym teraz tutaj siedzę. Coś do czego istnienia teraz potrzebna mi była Złota Gildia... Coś... - tutaj Michael zawahał się na chwilę, jakby nie był pewien czy chce to mówić. - Coś czego możesz stać się częścią.

Avatar darcus
Cedrik skierował się prosto do siedziby przywództwa orków, gdziekolwiek to było, spoglądając co chwilę czy Adanos za nim idzie.

Na twarzy Natalie pojawił się uśmieszek. - I o to chodzi. Zamieniam się zatem w słuch. - Rzekła krótko i wlepiła oczy w Michaela.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Adanos podążał za Cedrikiem bez słowa rozglądając się tylko po mieście.
Po pewnym czasie dotarli do sporego budynku znajdującego się na środku stolicy który był tym czego właśnie szukali, siedzibą. Pod drzwiami siedziało na ziemi dwóch orków i grali w karty.

- Bardzo, ale to cholernie bardzo dawno temu kilka lat po wydarzeniach które ukształtowały moje życie udało mi się odkryć utajnione wiadomości na temat pewnej organizacji. Czarna Rękawica była grupą istniejącą jeszcze od zamierzchłych czasów. Ponoć organizacja pojawiała się wiele razy pod inną nazwą, niezwykle często z innymi celami. Ale zawsze niezależnie od wszystkiego byli ogromną zintegrowaną siecią osób która potrafiła mieć swoich niemal w każdym miejscu. Wydobyłem dużym kosztem wszelkie dane na temat tej organizacji i odtworzyłem ją. To było coś pięknego, coś czego mi brakowało. Jedynym czymś stosunkowo bliskim sensowi tej grupy mógłbym nazwać Bractwo Asasynów, jednak to wciąż nie jest to samo. W Czarnej Rękawicy nie było nigdy żadnych zasad, tylko cel, i miliony sposobów na osiągnięcie go. W tej organizacji można było trafić na praktycznie każdego. Zarówno na młodą pielęgniarkę dla której liczy się tylko zdrowie innych jak i psychopatycznych skazańców gotowych wymordować całe miasto byle tylko dostać to czego pragną. To było świetne, to... Jest świetne. Czarna Rękawica długo przede mną jak i za moich rządów rozpadała się wiele razy, ale jesteśmy jak karaluchy, prędzej czy później odrodzimy się, nie ważne co. Często odnajdą nas starzy członkowie, często znajdą się nowi, to nie ma znaczenia, tak długo jak jesteśmy wstanie pokazać innym że nie ważne jak brutalna jest władza albo jak okrutne są warunki, my i tak znajdziemy sposób by wykonać swoje zadanie. Mógłbym dniami i nocami opowiadać ci o tym jak wiele różnych kompletnie nie związanych ze sobą celów miała Czarna Rękawica, ale nie jest to ważne. Liczy się to gdzieś tam w świecie jest ktoś kto przeszkadza wielu żywym istnieniom i, co ważniejsze, naszym interesom. To jest mój cel Natalie. Niezależnie od tego jak wiele problemów macie tutaj, ja muszę utworzyć nową sieć Rękawicy by móc wrócić tam skąd przybyłem i zakończyć swoje zadanie. A do tego potrzebuję ludzi. Ludzi, do których mogłabyś się nadać. - Michael wypowiedział to wszystko wydawać by się mogło na jednym oddechu po tym jak zeskoczył ze stołu i zaczął chodzić w te i we wte.

Avatar darcus
- Którędy do najwyższego szamana? - Zapytał Cedrik bez zbędnych ceregieli, podchodząc do orków i unosząc dłoń, celem usunięcia z ich umysłów jakichkolwiek podejrzeń.

Natalie słuchała z zamysłem. - Ten ktoś... Ten który przeszkadza... Kto to jest? - Zapytała w końcu, zebrawszy myśli.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Koleeeś. - ziewnął ork rozciągając się. - Szamani przychodzą do siedziby Bhor-gula tylko jeśli muszą się naradzić czy podrapać po jajkach. Tak to wszyscy są w swoim wielkim obozie na wschodzie stolicy, niemal że przy murze. Tam też znajdziecie tego swojego najwyższego szamana.
- Jeśli mogę się wypowiedzieć. - wszedł im do rozmowy ten drugi ork który teraz opierając dłonie na kolanach patrzył na nich. - To nie polecam wam iść do tego głównego z szamanów. Trudno się z nim dogadać no i cholernie się wywyższa przy każdej możliwej sytuacji. Jeśli mam być szczery, to znacznie lepiej jak udacie się do Ur-shaka. Ten koleś może i nie ma teraz praktycznie żadnej władzy, ale wciąż wie naprawdę dużo i ma spore poszanowanie wśród nas, wojów.

- Nie mogę ci powiedzieć. - odparł niemal natychmiast, jakby to nie był pierwszy raz kiedy ktoś zadaje mu to pytanie. - Jest na to za wcześnie.

Avatar darcus
Cedrik kiwnął głową, po czym spojrzał na Adanosa. - Lepiej się odziej w nasze szaty, szamani nie powinni widzieć twojej twarzy. - Rzekłszy to, nie ociągając się, ruszył na wschód.

- Skrywasz dużo tajemnic, Michaelu. - Zauważyła Natalie. - W porządku. Zgadzam się. - Dodała po chwili namysłu.

Tymczasem w Krainie Kuźni Powiernik imieniem Cień pospiesznie zjawił się wśród swoich braci, rozmawiających przy swym kamiennym ołtarzu. - Wiadomość od Światła. Mamy natychmiast do niej dołączyć. - Rzekłszy to zniknął, a jego bracia i siostry tylko spojrzeli po sobie, po czym dołączyli do niego.

Chaos nie czekał. Od dłuższego czasu obserwował Powierników i wiedział, że taka okazja może się drugi raz nie zdarzyć. Wparował do kuźni i urządził masakrę. Pracujący tam Twórcy nawet nie zdążyli się zorientować, co ich uderzyło. Kiedy skończył, kilka minut później, zostało tylko kilka trupów i jeden spory, metalowy klucz. Były Jeździec czym prędzej podniósł go i zniknął, zadowolony z dzieła zniszczenia, jakiego dokonał.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią