Właściciel
Przyjrzał się mapie.
- Zdobyłeś ją od tego kota?
Właściciel
- Hmm, jeśli rzeczywiście mógł udać się do któregoś z tych miejsc to do któregoś z tych na zachodzie lub w okolicach centralnych, chyba że w połowie zmienił zdanie i ruszył w inną stronę. Cholera, zbyt dużo miejsc, zbyt mało czasu. Musimy poszukać w księgach historii tych miejsc i tego jakiś skarbów skrywają. Tylko gdzie takich ksiąg szukać?
Właściciel
W tym samym momencie do Karczmy wbiegł Akryl.
- Gdzie jest darcus? Mamy problem! - krzyknął dysząc.
Właściciel
- Cholera, to nie jest sprawa na która może zwlekać, wracałem właśnie z zbierania roślin alchemicznych kiedy zobaczyłem że coś dzieje się w wieży Xardasa, widziałem Ebona który wrzeszczał żebym pobiegł po kogoś z miasta. To było jakieś 20 minut temu, nie wiem co teraz się tam dzieje, ale nie wyglądało to na wizytę turystów.
Właściciel
Akryl czym prędzej otwarł drzwi i pobiegł przez bramę w stronę wieży Xardasa. Kiedy dobiegli po jakimś czasie wszędzie widać było zwłoki golemów, szkieletów - oraz co dziwne gdyż Xardas nigdy z nich nie korzystał - Atronachów mrozu. Kiedy przebiegli z górnego okna wyleciał jakiś szkielet z wbitym w swoją klatkę piersiową soplem lodu po czym rozpadł się i zleciał na dół, u góry wciąż widać było błyski lodowych pocisków, kiedy Akryl w raz z Darcusem byli już kilkanaście metrów od wieży ziemia cała zatrząsnęła się, błyski u góry ucichły, nie minęło nawet kilka sekund kiedy z wieży zaczęły się sypać cegły po czym runęła z cała siła na ziemię parę metrów od obu postaci, tabun kurzu wzniósł się w górę po czym po chwili wszystko ucichło.
Właściciel
Akryl który po uderzeniu wieży o ziemię przewrócił się, leżał teraz rozglądając się.
- Nie mam... Pojęcia... - mówił wciąż zdyszany po biegu, tak szkielet ten męczył się mimo wszystko. - Ebon! - wrzasnął po czym nasłuchiwał odpowiedzi, nic. - Ebon!!! - w tym momencie zobaczył że coś się rusza, ręka kamiennego golema wystająca spod wieży. - Ebon! - Akryl wstał i podbiegł próbując wyciągnąć Ebona, wyciągnął, jednak samą rękę która ignorując jego i darcusa zaczęła czołgać się przy pomocy palców w stronę miejsca gdzie wcześniej stała wieża. (leżała ona tak że byli mniej więcej obok jej środka.) Akryl spojrzał na Darcusa po czym pobiegł za ręką.
Właściciel
Ręka golema doszła po chwili do Ebona stojącego u podnóża wieży od drugiej strony od której stali Akryl z Darcusem, Ebon wziął ją do ręki (która mu nie odpadła) i przyczepił ją sobie w miejsce gdzie była wcześniej. Rozejrzał się jeszcze po czym odezwał.
- Cholera, przeklęty... Mag. - Akryl spojrzał na Darcusa i zamachał do niego żeby do nich podszedł.
- Co się tu stało na moc nekromantów?
- Przyszedł jakiś mag, w błękitnej szacie, mówił że szuka Xardasa, mówiłem temu idiocie że nie ma go w wieży ale on nie chciał słuchać, dwa szkielety chciały go wyprowadzić ale ten zamroził je, potem przywołał atronachy... Zaczęło się piekło, zimne, piekło.
Właściciel
- Ja... Właściwie nie mam pojęcia... - spojrzał na leżącą wieżę.
- Pamiętasz czy Xardas wspominał coś o jakichś ostatecznych zabezpieczeniach czy czymś w tym rodzaju?
- Niech no pomyślę... Chyba nie... Chociaż może... - w tym momencie ziemia znowu się zatrząsnęła, tym razem znacznie mocniej, coś się zbliżało, coś pod ziemią. - Cholera już wiem! Odsuńcie się od wieży! Szybko! - Krzyknął Ebon i zaczął biec w stronę przeciwną do wieży, Akryl ruszył tuż zanim, ziemia nie przestawała się trząść.
Właściciel
Ebon zaczął bardzo powoli się podnosić.
- Taak... Och, moje kamienie... - wstał powoli i spojrzał na Akryla. - chudy, żyjesz? - Akryl obrócił się powoli na plecy.
- Nie... Nie czuję nogi.
- Nie masz jej, znaczy masz, ale złamaną.
- Cholera... - podniósł głowę żeby spojrzeć na swoją nogę leżącą obok po czym oparł ją z powrotem o ziemię.
Właściciel
- Poradzę sobie... - Mówił Akryl powoli - co to do cholery było?
- Jak zapewne wiesz, zostałem przywołany do tego świata dużo wcześniej od ciebie - zaczął Ebon. - bardzo dawno temu, kiedy Xardas był jeszcze młody, ale już wtedy potężny, chciał wybudować tutaj wieżę, jednak odkrył tutaj pewne podziemne tunele prowadzące do pewnego przejścia, przejście zawsze stało zamknięte, jednak przed wejściem, zawsze czatował smok, potężny, biały, starożytny, ten sam którego widzieliśmy teraz. Xardas nie chciał zakładać swojej głównej wieży w innym miejscu, gdyż to właśnie w tym, było mnóstwo energii, dzięki której mógł prowadzić badania, dogadał się więc ze smokiem, że pozwoli mu tu zostać, zasypać podziemne pomieszczenia wraz z smokiem, i zbudować tutaj wieżę. Ale w zamian, kiedy stanie się potężnym nekromantą, najsilniejszym, niepokonanym, podaruje smokowi potężną magię, siłę tak mocną że smok, jako iż już teraz jest legendarny, będzie nie do pokonania. Smok czekał więc bardzo wiele lat. To było dawno temu, zanim na tronie zasiadł Rhobar pierwszy, zanim Karczma jak i samo miasto powstały. Zanim bezimienny zniszczył barierę przy której tworzeniu pomagał Xardas, i odegnał stąd Śniącego. Teraz, smok prawdopodobnie smok przebudził się, ma już dość czekania. Chce zdobyć swoją moc.
Właściciel
- Nie wiadomo, z tego co wiem całe swoje życie strzegł wrót podziemnych i czekał na nią. Może chcieć się zemścić na kimś więcej niż sam Xardas, a może poleci gdzieś żeby założyć swoje legowisko, opcji jest wiele, nikt nie może wiedzieć do końca jakie są jego zamiary.
Właściciel
- Zaniosę go. - odparł Ebon. - tylko nie wiem właściwie... Gdzie mielibyśmy się udać... Nigdy wcześniej nie opuszczaliśmy wieży na dłużej.
Zaraz ruszył za Parakhiem, przysłuchiwał się rozmowie w milczeniu.
Właściciel
Ebon wziął Akryla na ręce po czym ruszyli za darcusem. Akryl odezwał się.
- A wiadomo właściwie dokąd prowadzą te wrota?
- Nie, smok nigdy nie pozwolił ich otworzyć, a Xardas wolał nie ryzykować.
- Mam pomysł, a gdyby tak znaleźć kogoś i spróbować rozpocząć wykopaliska w tych okolicach?
- Nie wiem czy to dobry pomysł, a nawet jeśli, poczekajmy te kilka dni aż ci noga odrośnie.
- Jasne.
Zaraza spojrzał na nich.
- Mogę, jednak powątpiewam czy orkowie ucieszą się na nasz widok, zwłaszcza teraz.
Właściciel
- Z czasem tak, można powiedzieć że ja i Ebon byliśmy swego rodzaju ulubieńcami Xardasa, Ebon może się z powrotem złożyć, a mi kości odrastają.
- No dobra, tylko kiedy ruszamy? Chcecie się przygotować?
Właściciel
- Świetnie. - Zaraza poruszał kilka razy rękami a portal otwarł się obok nich. Tym razem Zaraza wskoczył pierwszy.
Właściciel
Minęła chwila kiedy pojawili się w Varancie, od razu można było poczuć gorąc okolicy, co ciekawe w wiosce kawałek od nich można było zobaczyć dwójkę Poświęconych rozmawiających z orkiem.
- Zaraz, to nie są przypadkiem ci co byli ostatnio w waszej okolicy?
Właściciel
Jeden z orków ją zauważył.
- Ty Mora! Stój!
Dwóch poświęconych spojrzało w jej stronę, wyjęli bronie, nawet głupi zorientował by się że to jej wizyta nie zapowiada spotkania przy kawie.
Tymczasem Zaraza bez słowa ruszył za Parakhiem.
Właściciel
Jeden z orków podbiegł do niej od tyłu i popchnął ją ręką w ramię.
- Mówię do ciebie głupia Moro!
Właściciel
W tym samym momencie orkowie którzy to widzieli rzucili się na nią bez ostrzeżenia, a było ich sporo jak iż to w końcu obóz nie? Jeden z poświęconych do nich dołączył a drugi pobiegł gdzieś w głąb wioski.
Właściciel
Poświęcony wybiegł z obozu informując orków żeby lepiej się oddalili, jak to orkowie, nie posłuchali i teraz stali w czwórkę w bramie czekając na kobietę. Tymczasem poświęcony który miał zamiar udać się do jednego z obozów poświęconych w górach natrafił na Zarazę i Parakha, podbiegł do nich i upadł opierając się ręką o ziemię, nigdy wcześniej nie biegł tak szybko w takiej ciężkiej zbroi, i to jeszcze na pustyni. Zaraza obejrzał się i spojrzał na ów Poświęconego.
- A ten tu skąd? - spojrzał zdziwiony na Parakha, a potem z powrotem na Poświęconego leżącego tuż przy jego nogach.
Właściciel
- Jakaś kobieta... - dyszał zmęczony i mówił bardzo powoli. - Nie wiem kto to... Ale nie jest bezpieczny... Załatwiła bez problemu obóz orków, słyszałem krzyki dochodzące z stamtąd, to nie jest zwykły człowiek... Na pewno... Biegłem ile sił w nogach ale to nie miało sensu... I tak by mnie dogoniła... Zauważyłem was więc pomyślałem... Że może jesteście wstanie pomóc...
- Kim jest ta... Kobieta?
- Nie... Nie mam pojęcia... Rozwaliła cały obóz w pojedynkę... Nie wiem kto to ale widać było że chce mnie dopaść... Nigdy tak szybko nie biegałem... Ona gdzieś tam jest... Teraz pewnie mnie szuka... Nie zdziwiłbym się gdyby była wstanie mnie wyczuć... To... To prawdziwa bestia...
Wiadomości z tamtego Poświęconego wiele nie zdobyła, główna grupa Poświęconych podzieliła się i większość ruszyła w różne strony Varantu, ten człowiek którego zabiła oraz człowiek który wpadł na Zarazę i Parakha od razu wyruszyli w stronę tej wioski w tej pertraktacji w celu pokoju.
Właściciel
Zaraza otwarł za sobą portal i wyciągnął z niego kostur, następnie podciągnął Poświęconego tak żeby leżał obok niego, nie zanim.
- Jeśli myślisz przeklęty potworze że jesteś wstanie pokonać któregoś z nas, jesteś w błędzie, a jeśli myślisz że zabijesz jego, i uciekniesz, także się mylisz. - Zaraza podniósł za zbroję Poświęconego i popchnął go w portal, człowiek krzyknął i zniknął, portal jednak nie zamknął się. - Za teraz nie komplikuj, i zdychaj. - Zaraza stał w miejscu, czekał na pierwszy ruch.
Właściciel
- Nie powinniśmy jej tutaj zostawiać. - szepnął do Parakha, choć spodziewał się iż kobieta i tak go słyszy. - Jest niebezpieczna.
Właściciel
Zaraza przyglądał się jej przez chwilę.
- Niech będzie, a tamtego kolesia wysłałem w miejsce, gdzie może któryś z naszych będzie w stanie mu jakoś pomóc.
W tym samym momencie w Karczmie centralnie na ladzie, znikąd pojawił się Poświęcony, uderzył o ladę i zleciał na podłogę od strony stolików.
Co do Stratuma, większość ludzi ruszyła wgłąb pustyni, niewielkie kilkuosobowe grupy ruszyły do nie których wiosek, jest duża szansa że Stratum szukał jakiejś większej osady, czy czegoś w tym rodzaju, ten poświęcony oraz ten który uciekł oddzielili się od reszty właściwie niedaleko od samej granicy Varantu z Myrthaną.