Karczma pod Historią

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W takim razie chyba przeżyje tutaj trochę dłużej. - uśmiechnął się pirat. - Ale to nie zmienia faktu że ci frajerzy dalej będą mnie szukać.

Elisif objęła ją ostrożnie.
- Chcemy ci pomóc, ale musisz się uspokoić. Twoja mama na pewno chciałaby żebyś była dzielna.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W zasadzie to mało. Słyszałem tylko jak jeden z nich rozmawiał z tą kobietą. Kazał jej pilnować żeby Elisif nie opuszczała miasta. Śledziłem ją od tamtego czasu, dlatego przyszedłem wtedy do ratusza.

- Postaramy się, naprawdę. Tylko już nie płacz.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Przybywam z Wolnych Wyspych, położonych daleko stąd na oceanie. Cóż można powiedzieć że ktoś zrobił mnie w konia. Przeszukiwałem pewne ruiny w poszukiwaniu skarbów, po paru godzinach znalazłem skrzynię. Otwieram i puf, jestem w lesie w samym środku Myrthany. Jak tylko znajdę tego su**nsyna który mnie w to wrobił!

Elisif powoli ruszyła za dziewczynką a Gniotek szybko do nich dołączył.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Być może. Nie rozumiem tylko jak ja mam wam pomóc? Umiem walczyć, wątpię żeby brakowało wam kogoś takiego. A skarbów tu pewnie wielu do wykopania nie macie.

- Wiedziałem że tu jest coś nie tak. - mruknął Abraxas.
- Co? O co tu chodzi? - spojrzał zdziwiona Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Pokonać? Właściwie to uciekła. Poza tym to nie jest chyba zwykły mag. Podejrzewam że to może być ktoś więcej.

- O co tutaj chodzi? Kim ty jesteś i co zrobiłeś? - spojrzała na Gniotka przestraszona.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co możesz mieć do powiedzenia czego on nie może wiedzieć? - wciąż nie rozumiała.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Załóżmy że masz rację. Jakie konkretnie macie plany?

- Raczej nie mam dużego wyboru. - odparła Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Stolicy? Cholera, jest aż tak źle?

- Darcus o nim wspominał. Aczkolwiek nie zagłębiałam się, to nie są sprawy którymi bym się interesowała.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- W takim razie od czego mam zacząć? - zapytał ruszając swoim pistoletem w rękach.

- Marduka? Tego Marduka? Masz na myśli demona którego przyzwał Abraxas? - Elisif wyglądała na zaskoczoną.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Pirat energicznie chwycił jego dłoń i potrząsnął mocno.
- Wyluzuj! Nie jestem rekinem. Jeszcze. - uśmiechnął się, puścił jego rękę i ruszył do wyjścia z ratusza.

Elisif miała ochotę przewrócić oczami ale powstrzymała się.
- Nie pierwszy raz to słyszę. Tylko po to mówicie to mi? Jest w tym mieście cała masa osób które lepiej potrafiłyby wykorzystać tę informację.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- I zawsze to robicie poprzez bawienie się czyimiś uczuciami? Jak przed chwilą? - Elisif wyglądała na rozgniewaną.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif na samą myśl o tym przeszedł dreszcz.
- Dobrze, przekazałeś mi informacje o tym że miasto jest zagrożone, jakby chociaż przez chwilę nie było. Pytanie tylko co ja mam z tym zrobić? Większej ochrony i tak nie zyskamy.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Kim ty... Kim wy właściwie jesteście?

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Nie chcę marudzić, ale trochę kiepsko wam to wychodzi. - odparła Elisif.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Wiem mało, jakoś nigdy mi na tym nie zależało. Najgorsze jest to że zawsze jestem mieszana w sprawy, w które nie chciałabym być mieszana, mniejsza. Nie wiem o co mogłabym was zapytać, nie jestem kimś kto nosi listę pytań która zada kiedy spotka kogoś kto wie bardzo wiele.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Co... Co to było?
- Nie ważne. - podała mu rękę a ten wstał przy jej pomocy. - Chodźmy już lepiej.
- Ok? - zdziwił się Gniotek ale nie miał ochoty się zagłębiać. Ostatnio często słabł więc wydało mu się to w miarę normalne.
Po tym oboje ruszyli w stronę ratusza.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Tymczasem łódka którą płynął Zaraza stanęła na kamiennym brzegu a małpa w skórzanym ubraniu z długim wąsem uśmiechnęła się.
- To tutaj?
- Tak. - odparł małpiszon wskazując góry w oddali. - Tam jest leże smoka. Ale lepiej uważaj, w tych okolicach znajduje się granica, więc duża szansa że trafisz na Tedrriasów. Oni nie są tak cywilizowani, więc lepiej ich omijaj.
- Czy jest w okolicy ktoś kto mógłby mi pomóc dostać się do legowiska? Te góry nie wyglądają na łatwe do przedostania się.
- Bo nie są, pewnie dlatego też smok wybrał sobie tamto miejsce. - teraz zamyślił się na chwilę. - Jeśli udasz się bardziej na wschód powinieneś trafić na wioskę Sla'eshów. Co prawda oni raczej wolą niziny i bagna, ale może oni znają kogoś kto mógłby cię tam zaprowadzić. Tylko nie ufaj im zbytnio, to mistrzowie trucizn i cichych zabójstw, więc nie zdziw się kiedy poczujesz sztylet wbijający się w twoje plecy.
- Postaram się zapamiętać. Dzięki za przewóz, bez ciebie dalej tkwiłbym na tamtej wysepce.
- Spoko. Jeśli kiedyś odzyskasz swojego magicznego konia to odwiedź Wiśniowy Florian, chętnie powitam cię z rodziną.
- Jak będę miał czas to z przyjemnością.
- Szerokiej drogi, i uważaj na węże i niedźwiedzie. - powiedział Hii-Khon, nowy małpi przyjaciel Zarazy, który trafił na niego kiedy ten umierał z pragnienia i zabrał go w stronę regionu górskiego Garr-kan - który w języku Zhong, czyli małpiej rasy której członkiem był Hii-Khon - znaczy "Ogniste Sople". Małpa odepchnął teraz wiosłem łódkę od brzegu i ruszył na północ wzdłuż brzegu. Zaraza uśmiechnął się, założył plecak z zapasami od Hii-Khona i ruszył dalej.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Kiedy Elisif i Karczmarz dotarli do placu handlowego podszedł do nich Kroth-gar.
- Szukałem cię.
- Byłam... Zajęta.
- Skoro wasze miasto jest póki co bezpieczne radziłbym ci wyprowadzić ludzi z podziemi. Mówiłem o tym twoim rycerzykom ale ci tylko dygoczą i mówią że czekają na twój rozkaz.
- A co z wami?
- Zostawię tutaj większość moich ludzi, będą was chronić, skoro uzgodniliśmy pokój przydałoby się udowodnić że rzeczywiście tak jest. Ja jednak wrócę na pustynię, mam tam kilka spraw do załatwienia.
- To dobry pomysł? Czy twoja grupa nie zrobi przypadkiem czegoś... Głupiego?
Kroth-gar westchnął.
- Czy skończy się kiedyś ten cholernie długi moment kiedy wy, ludzie, przestaniecie nas traktować jak dzikie bestie?
- Nie to miałam na myśli po prostu...
- Nie ważne. Nic nie zrobią, radziłbym ci jednak pilnować twoich rycerzyków bo jeszcze pomyśli jeden z drugim że to zdrada kraju i dojdzie do walki. A wtedy wasze miasto może kiepsko skończyć.
- Zapamiętam to.
- To świetnie, w takim razie idź do swoich i powiedz im że miasto bezpieczne, ja przygotuję moich chłopaków. - powiedział ork i dumnie ruszył w stronę bramy.
Tymczasem Elisif zaczęła rozglądać się za którymś z więcej znaczących asasynów.

w międzyczasie w obozie ekspedycji nie działo się zbyt dobrze. Po krótszej chwili wiadomość o całym zajściu rozeszła się po obozie. Kiedy zebrała się większa grupa ludzi Garrus już dawno nie żył. Doszło do dyskusji, co teraz? Jak możemy kontynuować wyprawę skoro generał nie żyje? Może powinniśmy wrócić do miasta i poinformować wszystkich? W obozie doszło do kłótni i podziałów. Część ludzi uważała że powinni wracać jak najszybciej i poinformować miasto o tym co zaszło. Inni uważali że mimo wszystko muszą postarać się pomóc elfom. Wśród drugiej grupy doszło do kolejnych podziałów, kto powinien teraz dowodzić? Jedni mówili że powinni wybrać nowego przywódcę z paladynów najwyższych stopniem, inni że trzeba wybrać kogoś z asasynów. Doszło do kłótni i kilku bójek, głównie kiedy pary razy padały oskarżenia od jednej grupy że ta druga to wszystko uknuła i teraz chcą dokończyć swój plan (w zależności od tego która grupa którą oskarżała).

Avatar Gniotek7
Właściciel
Elisif podeszła więc do niego.
- Mógłbyś przekazać swoim na dole że miasto jest już bezpieczne i że można wracać do domów? Przy okazji wspomnij że ludzie którzy niestety stracili dom niech zbiorą się na rynku.

- Jak mamy pomagać komuś chwilę po tym jak straciliśmy naszego dowódcę?! Skąd mamy wiedzieć że ci którzy go otruli nie planują i nas powybijać? Skąd mamy wiedzieć czy zdrajcy są wśród nas?! - zawołał jeden z paladynów wymach*jąc przy tym rękoma na lewo i prawo.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- Miejmy nadzieję że to nie potrwa długo. Chciałabym już wrócić do normalnego porządku, przynajmniej częściowo.

Teraz doszło do szeptów w grupie.
- A może to oni spiskują? Zawsze wydawali mi się jacyś podejrzani.
- To asasyni, zabójcy, czemu mamy im niby ufać?
- Pewnie czekali na odpowiedni moment żeby się go pozbyć, teraz pewnie zajęli się także miastem.

Avatar Gniotek7
Właściciel
W tym momencie w wiosce elfów usłyszeli krzyk. Po chwili ci którzy byli najbliżej jej ujrzeli jednego z lekarzy wylatujących przez bramę. Uderzył z impetem o kamień rozbijając sobie czaszkę. Na świeżym stosie trupów stał elf z kosturem w ręku.
- Mam dość patrzenia jak mój lud cierpi wówczas kiedy krasnoludy śpią sobie w swoich górach i piją piwo! Czas żeby winowajcy zapłacili za to co zrobili! Nie pozwolę żeby choroba, ludzie, czy ktokolwiek inny mnie powstrzymał! - kiedy wyciągnął nóż i wbił go sobie w rękę krew rozprysnęła się i zebrani ujrzeli ślady magii. Magii która raczej nie była zbytnio znana w okolicy. Magię krwi.
Trupy ze stosu zaczęły powoli się unosić i przylegać do ciała maga łącząc się w dziwną masę. Po chwili wszystkie trupy i on, były jednością. Stał teraz przed nimi kilku metrowe, obleśne monstrum zrobione z dziesiątek ciał. Nie przypominało już elfa. Nie przypominało niczego.
Bestia wydała z siebie dziwny odgłos przypominający połączenie ryku z bulgotaniem wody i wymachnęło zmutowanymi rękami dookoła. Z ziemi zaczęli wychodzić ożywieńcy. Paladyni przestali dyskutować, teraz wyjęli broń i byli gotowi do walki.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Abominacja zaszarżowała z całej siły w stronę bramy wywracając wszystkich na swojej drodze. Paru elfów znalazło swoje łuki i poczęło strzelać w stwora jednak wszyscy szybko się zorientowali że broń tego typu nie robi mu prawie żadnych szkód. Jeden z paladynów rzucił się z mieczem na stwora jednak wtedy ręce ciał tworzących stwora złapały go i pochłonęły zwiększając lekko potwora.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Jeden z trupów który był fragmentem abominacji zaczął się palić i po chwili odpadł. Stwór ze wściekłością podniósł trupa i rzucił nim w maga.

Avatar Gniotek7
Właściciel
Abominacja szybko zaczęła się roztapiać w symfonii agonalnych dźwięków, po chwili zostały z niego resztki zwłok. Nieumarli których przywołał stwór nie sprawiali większego kłopotu i do tego momentu nie ostał się ani jeden.
- Magia krwi... - mruknął jeden z elfów i podszedł do resztek z potwora. - Wiedziałem że ten idiota sobie nie odpuści.
Jeden z paladynów rozejrzał się i powiedział głośno.
- Ktoś mi jest wstanie powiedzieć co to ku*wa było?

Masil leżał ledwo przytomny pod drzewem i obserwował swoim zdrowym okiem magów którzy wciąż grzebali wśród kuźni oraz jego ksiąg. Nagle jeden z magów przyglądających się Masilowi rozpadł się na kawałki obryzgując wszystko dookoła. W miejscu gdzie stał wcześniej mag pojawił się człowiek Pięciu, tym razem jednak nie zabrał żadnej ze swoich kobiet. Poprawił swoją skórzaną kurtkę i spojrzał na pozostałych magów.
- Co on tu robi?! Zabić go! - krzyknął jednak nagle z jego oczu zaczęły wydobywać się płomienie, płonął od środka. Trzeci mag przywołał ogromną zamieć która poleciała w stronę Masila oraz brutala. Z ziemi tuż przed metalowcem wysunął się wielki bęben który ochronił jego oraz Masila, następnie uderzył w niego pięścią bęben z taką siłą że maga rozsadziło ochlapując kuźnię golemów. Następnie odwrócił się do Masila.
- Dawno się nie widzieliśmy Masil.
- Cześć Raijin, nie spodziewałem że postanowicie pomóc.
- Rada doszła do wniosku że w końcu trzeba pomóc wam, śmiertelnikom.
- Dobrze wiesz że też jesteś śmiertelny.
- To nie zmienia faktu że nie łatwo mnie zabić. - powiedział i podał rękę Masilowi.
- Czuję że mam z wami sporo to obgadania.
- Owszem.

Tymczasem kogoś mogłoby ciekawić, co się stało z tą szóstką co to przybyła z innego wymiaru? No cóż, po dłuższym czasie wreszcie udało im się zebrać i dokonać rytuału który zamknął ich stary wymiar sam sobie raz na zawsze. Po całej akcji większość rozeszła się w swoje strony. Rages i Allease razem ruszyli w daleką podróż żeby wreszcie znaleźć wymarzony spokój. Timmy oraz Tray wrócili do miasta ale widząc cały chaos postanowili że znajdą sobie pracę i dołączyli do wykopalisk na terenach starej wieży Xardasa. Drazok oraz Araniel również ruszyli w swoje strony ale nikt nie wie gdzie dokładnie. Kto wie, może ktoś ich kiedyś spotka.

Wykopaliska tymczasem szły co raz lepiej. Wieża Xardasa została rozniesiona na czynniki pierwsze i wszystkie księgi i inne artefakty były segregowane. Paladyni stacjonujący tam wreszcie dostali wiadomość o tym co wydarzyło się w mieście. Gethar postanowił jednak nie ruszać się póki co z miejsca i dopilnować by wykopaliska się udały. Więc wysłał tylko list do Elisif z kilkoma radami które mogły pomóc jej rządzić na czas nieobecności Garrusa.

Elisif wraz z Gniotkiem udali się do Karczmy żeby wreszcie porządnie odpocząć i poczekać aż ludzie wreszcie wyjdą na powierzchnie.

Michael tymczasem po obudzeniu czuł się inaczej niż zwykle, wiedział że to ten dzień kiedy...
- Możesz się wreszcie zamknąć?
- No co? Każda historia potrzebuje narratora.
- Ale nie musisz być nim ty, poza tym nikt cię nie słucha.
- A ty?
- Gdybym mógł wybrać bycie głuchym to już dawno bym to zrobił. Mniejsza, załatwiłeś już wszystko?
- To zależy, możesz mi przypomnieć co miałem załatwić?
- Bardzo śmieszne, przecież ty nie możesz zapominać, nie jesteś człowiekiem.
- Zapominasz chyba kto mnie stworzył.
- Racja.
- A więc?
- Zamknąłeś wszelkie inne wejścia poza tymi które znasz tylko ty?
- Zamknąłem.
- Przygotowałeś wysyłkę z mojego konta z rocznym opóźnieniem?
- Przygotowałem.
- I najważniejsze, podłożyłeś telefon tam gdzie powinieneś?
- Tak.
- Genialnie.
Michael [czyt. Majkel] wstał wreszcie i zaczął się przygotowywać. Poza Atlasem nie powiedział nikomu że ucieka, i nie zamierzał informować nikogo innego. Po ostatnich wydarzeniach nie ufał zbytnio nikomu, nawet najbardziej zaufanym przyjaciołom. Dlatego wstał dzisiaj tak wcześnie, dlatego spał w domu o którym istnieniu prawie nikt nie wiedział. Dlatego poprosił Atlasa żeby wszystko mu załatwił. Opuszczał to miejsce, raz na zawsze.
Obwiązał bandaże dookoła głowy i szyi tak że został tylko otwór na oczy. Następnie założył na siebie swoją kurtkę oraz maskę.
- Miejmy nadzieję że wszystko się uda, chociaż ten jeden raz. - założył plecak, podniósł swój telefon z biurka, wybrał właściwy numer i zadzwonił.

Avatar Gniotek7
Właściciel
- To nie prochy, tylko głupota. - odparł ten sam elf.
- Co to w ogóle za magia? Nie kojarzę czegoś takiego, tym bardziej żeby elfy były sługami Beliara, skąd pewnie wyszło do cholerstwo. - zastanawiał się paladyn.
- Beliar? Oj nie, to magia krwi. Wątpię żeby ktokolwiek z was w tych stronach ją kojarzył gdyż pochodzi ona z stąd skąd ja oraz ten dureń, z Thedas.
- Thedas? - zapytał teraz inny paladyn który podszedł bliżej, wyglądał na dość młodego. - Słyszałem o tym kontynencie, to cholernie daleko stąd. Podobno magowie przez możliwość opętania przez demony są pilnie strzeżeni w kręgach maginów.
- Owszem, to dlatego wielu głupców sięga po magię krwi, a to dlatego że to nie tylko potężna magia ale zarówno niezwykle prosta do nauczenia nawet dla początkujących magów. Uciekliśmy z nim stamtąd jakieś pięć lat temu, od tamtego czasu mieszkaliśmy tutaj. Myślałem że wreszcie darował korzystanie z tej bluźnierczej magii. Im więcej się z niej korzysta, tym w większe opętanie się wpada.

Masil siedział teraz na krześle i przykładał sobie lód do podbitego oka. Raijin dopiero co opuścił jego wymiar a flaki wciąż walały się wszędzie. Rozglądał się za goblinami jednak nie mógł ich teraz dojrzeć. Nie wiedział czy to przez że się gdzieś zaszyły, czy to dlatego że był cholernie pobity i zmęczony.
Siedział tak przez dłuższy czas rozmyślając aż nagle usłyszał dziwny piszczący odgłos, jakby formujący się w muzykę. Co dziwne odgłos ten brzmiał jakby powstał dawno temu tylko teraz był w jakiś magiczny sposób odtwarzany. Masil wstał niechętnie i zaczął rozglądać się za źródłem odgłosu.
Po krótkiej chwili zauważył leżący za kuźnią czarny prostokątny płaski przedmiot, który z przodu miał coś w rodzaju szyby, jednak już z daleka widział że coś się na niej świeci. Podszedł powoli i podniósł przedmiot. Wyglądał dziwnie, niczego takiego wcześniej nie widział i nie miał pojęcia skąd to się tu wzięło. Kiedy przyjrzał się bliżej na szybce widać było kilka rzeczy. Na samej górze pisało słowo "Michael". Masil zastanawiał się chwilę czy to nazwa przedmiotu? Czy może podpis jego twórcy? Jednak jego uwagę przyciągnęły dwa koła na dola z dziwnym wzorkiem przypominającym mu banana z okrągłymi zakończeniami. Jedno koło było zielone, drugie czerwone. Prócz pod kołami widniały dwa napisy, "Odbierz" i "Odrzuć".
- Po co w tym czymś takie proste instrukcje? Przecież gdybym chciał rzucić już dawno leżało by to kilkadziesiąt metrów stąd. Chyba że... - Chyba że to jakieś przyciski, pomyślał Masil.
Jako iż postanowił że odrzucić może samodzielnie, i to dość daleko patrząc na to że przedmiot był dość lekki. Postanowił że wybierze koło zielone, może dostanie jakąś przesyłkę? Co można odebrać przy pomocy czegoś takiego?
Kiedy nacisnął zielone koło usłyszał czyjś niewyraźny głos.
- Halo?
- Halo? Ty mówisz? - zapytał Masil przyglądając się przedmiotowi.
- Przyłóż telefon do ucha.
- Telefon? O czym ty mówisz?
Dziwne urządzenie westchnęło głęboko.
- Przyłóż mnie do ucha.
- Po co?
- Po prostu to zrób.
Masil posłuchał, od razu zaczął słyszeć lepiej gadające urządzenie.
- Już, powiesz mi może czym ty jesteś?
- Słuchaj, to co mam ci do powiedzenia może brzmieć dla ciebie dziwnie ale wysłuchaj. To co trzymasz przy uchu to nie ja. To urządzenie dzięki któremu się z tobą komunikuje, taka telepatia w pudełku.
- Czyli to miałeś na myśli mówiąc telefon? - zapytał Masil.
- Dokładnie tak. Słuchaj, nie dzwonię do ciebie przez przypadek, wiem że się nie znamy, ale potrzebuję twojej pomocy.
- Mojej? Czemu akurat mojej?
- To nie był mój wybór, ale skoro mój przyjaciel uważał że tobie powinien podrzucić ten telefon to znaczy że możesz mi pomóc.
- Jak to możliwe? Twój przyjaciel jest członkiem tej sekty magów?
- Co? - po głosie można było wywnioskować że się zdziwił. - Nie ważne. Przyjrzyj się ekranowi telefonu, co widzisz?
Masil przyglądnął się.
- Jakąś nazwę, lub imię, oraz czerwono koło dzięki któremu mogę odrzucić, chociaż nie wiem po co skoro mogę zrobić to rękoma.
- Chodzi o odrzucenie rozmowy. - odparł głos.
- Aaaa, to by miało sens.
- Dobra, pod moim imieniem zaraz powinien wyskoczyć ci komunikat...
- A więc ty jesteś Michael?
- Czyta się Majkel, tak to ja. Zaraz wyskoczy ci tam napisany na biało komunikat oraz niebieski przycisk, naciśnij go.
Rzeczywiście, po chwili ukazał się komunikat oraz dwa przyciski, czerwony i niebieski. "Osoba dzwoniąca chce się do ciebie przenieść. Wykonać? Na przyciskach było napisane "Przenieś" oraz "Nie przenoś".
- Naciśnij niebieski. - odezwał się głos.
- Właściwie czemu mam to robić? Skąd mam wiedzieć że nie jesteś jakimś demonem?
- Nie mam czasu na wytłumaczenia, albo mnie przeniesiesz, albo będziesz mnie miał na sumieniu.
- Koleś, nawet cię nie znam.
- Ale poznasz jeśli zaakceptujesz, i wierz mi, nie pożałujesz.
Masil stał tak jeszcze przez chwilę zastanawiając się. Raz już dzisiaj ominął śmierć, nie dosłownie oczywiście. Ale czy uda mu się drugi raz jeśli okaże się że to jakiś płatny zabójca? Albo demon. Kto go tym razem ochroni? Nikt. Cóż, czasami trzeba zaryzykować. - pomyślał i nacisnął przycisk.
- Dzięki. - Masil usłyszał lekko chrapliwy głos za sobą. Odwrócił się zaskoczony.
Ujrzał kogoś dziwnego, sam nie wiedział czego się spodziewać. Był to średniego wzrostu mężczyzna, a tak przynajmniej wyglądał z postury i z głosu gdyż całe ciało miał zasłonięte. Na głowie nosił ciemno zieloną maskę w której były tylko otwory na oczy zasłonięte jednak ciemnymi szybkami tak że nie było widać oczu. Maska zasłaniała cały przód i górę głowy jednak reszta też nie była widoczna przez przypominający bandaż czarny materiał owinięty woku całej głowy i szyi. Ponad to na sobie miał czarną kurtkę z kieszeniami na dole, klatce piersiowej oraz ramionach z zamkiem na środku. Poza tym czarne spodnie i eleganckie szare buty bez sznurowadeł czy rzep. Całe ubranie nie wyglądało na robotę jakiegokolwiek tutejszego krawca. W ogóle nie jak na robotę tych czasów. To co jednak było z nim najbardziej dziwnego to jego ręce. Lewa wyglądała normalnie, czarna skórzana rękawica. Jednak jego prawa... To było jedyny nie zasłonięty fragment ciała, problem w tym że to były same kości, dosłownie. Koścista prawa dłoń w jakiś magiczny sposób się jeszcze trzymała, co więcej mógł nią ruszać. Poza tym nosił na plecach duży skórzany plecak.
- A więc to ty jesteś...
- Michael.
- Chyba nie tego się spodziewałem. - powiedział Masil.
- Dziwne by było gdybyś się mnie spodziewał. Ale teraz już jestem, nareszcie wolny.
- Czyli... Jednak jesteś jakimś demonem?
- Czy pobyt w piekle od razu wrzuca mnie do kategorii demona? Nie, jestem człowiekiem... No może nie takim normalnym, ale człowiekiem. A ty jesteś kimś komu zawdzięczam życie.
- Właściwie, to skąd ty się tu przeniosłeś?
- Słuchaj sprawa jest prosta. Chętnie bym się rozsiadł i zaczął o sobie opowiadać, problem w tym, że nie mogę.
- A to czemu?
- Nie wiem jak ci to wyjaśnić. Przenosząc się tutaj właściwie was uratowałem...
- Nas?
- No was wszystkich, wszystkich ludzi, orków i kogokolwiek wy tu jeszcze macie.
- Niby w jaki sposób?
- Tym że będę milczał o tym skąd jestem. Bo gdybym powiedzieć skąd pochodzę i co się tam wyprawia... Ktoś mógłby się chcieć tam dostać, albo ktoś stamtąd mógłby dostać się tu. Dlatego będę milczał. A tak przy okazji, oddaj telefon.
- Czemu?
- Bo to moja własność i jest mi potrzebna.
- Przecież mi go dałeś... - Masil nie chciał oddać urządzenia, kto wie? Może dowie się dzięki niemu skąd ten typ pochodzi?
- Bo musiałem to zrobić żeby się tu przedostać, kapujesz? A teraz masz mi go oddać.
- A co jeśli tego nie zrobię?
- Zabije cię.
Masil się zaśmiał głośno.
- Jak chcesz to niby zrobić? Zabić... Mnie? Ty?
- Czy wyglądam na kogoś kto żartuje? - zapytał poważnym tonem Michael. Masil przyjrzał mu się. Rzeczywiście wyglądał na kogoś kto dużo przeżył, może lepiej z nim nie zaczynać?
- Niech ci będzie. - powiedział i rzucił Michaelowi telefon. Ten podszedł do kuźni i wrzucił go do lawy, następnie wyjął drugi i zrobił dokładnie to samo. - Czemu to zrobiłeś?!
- Bo w tym momencie odciąłem się od miejsca z którego przybyłem, to był jedyny sposób żeby się tu dostać. Dzięki mnie, jestem wolny. Wy jesteście wolni.

Temat zamknięty

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Gniotek7
Właściciel: Gniotek7
Grupa posiada 18854 postów, 10 tematów i 15 członków

Opcje grupy Karczma pod ...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Karczma pod Historią