Moderator
Marek
- Jak groźne to jest?
Właściciel
Marek
- dla mnie raczej niegroźne, ale ty możesz od kichania mieć podrażnione gardło. Radzę ci unikać ostrego jedzenia
Moderator
Marek
- Czyli ostry sos do kanapek kupiłem na marne.
Ciężko wzdycha.
Właściciel
Marek
- oczywiście możesz go zjeść, ale nie jestem pewna, czy spodoba ci się efekt uboczny - odparła Rose. - a na niego chyba nie ma lekarstwa
Moderator
Marek
- Ale sama grypa przejdzie?
Zapytał licząc na to, że tak.
Właściciel
Marek
- oczywiście - kiwnęła głową. Nagle naszła cię ochota na papryczki chili. Rose położyła się na ziemi.
- zabiorę cię do domu. Dość już przeżyłeś, jeszcze na zawał mi tu zejdziesz
Moderator
Marek
- Co racja to racja. Tylko mnie naszła ochota na papryczkę chili, a nie mogę jeść tych papryczek.
Próbuje zwalczyć siłą woli pokusę na papryczki
Właściciel
Marek
Pokusa jest coraz większa. Papryczki chili, najlepsze na świecie.
- Marek?
Moderator
Marek
- Ta grypa mnie wykańcza!!!!
Biega zataczając okrąg
Właściciel
Marek
Potknąłeś się, tuż przy pokrzywach. Pikantnych pokrzywach. Kichnąłeś. Pokrzywy zaczęły wyglądać całkiem smacznie.
Moderator
Marek
- Nie mogę! NIE MOGĘ TEGO ZROBIĆ! TO WSZYSTKO JEST CZYSTYM SZALEŃSTWEM!
Próbuje się oprzeć pokusie. Cóż, chyba zaczyna wariować od tego wszystkiego
//O co ku*wa chodzi w tym wątku?//
Właściciel
Marek
Fuj, te pokrzywy jednak nie są takie smaczne... No nie...
Moderator
Marek
- Co za okropieństwo.
Wypluwa pokrzywy
Właściciel
Marek
- no ładnie - Rose pokręciła głową.
Moderator
Marek
- To jest silniejsze ode mnie!
Właściciel
Marek
- za chwilę będziesz silniejszy - odparła, chichocząc.
Moderator
Marek
- Zobaczymy.
Powiedział posępnym głosem.
Właściciel
Marek
- masz lęk wysokości? - zapytała nagle, uważnie ci się przyglądając.
Moderator
Marek
- Jeszcze nie. A co?
Właściciel
Marek
- jakby ci to powiedzieć... Choroby smoków mają najczęściej podłoże genetyczne. Grypa wywodzi się z wirusów które mają tendencję do kopiowania genotypu i wklejania go na miejsce genów innego organizmu. Czyli innymi słowy... - zamilkła.
Moderator
Marek
- Czyli będę na to chorował do końca życia?
Cóż, jest zaniepokojony tym faktem, jakby miał mało zmartwień.
Właściciel
Marek
- zamieniłeś się z arbuzem na mózgi czy jak? - westchnęła. - pomyśl przez chwilę, od czegoś te głowę masz
//Zamieniasz się w smoka ty debilu//
Moderator
Marek
- Wirus ten kopiuje część DNA jednej osoby i przenosi je na drugą. Zaraziłem się od ciebie, więc to oznacza, że dostanę od ciebie część genów. Czy to oznacza, że zostanę smokiem, albo czymś podobnym?
Właściciel
Marek
- dokładnie - westchnęła. - teraz będziesz takim moim przyszywanym synem. Nie przeszkadza ci to?
Moderator
Marek
- Nie, gdyż będę miał rodzinę i nie będę już sam. Ale będę smokiem w 100%, czy będę jak trójka, czyli częściowo sobą, a częściowo smokiem?
Cóż, los się chyba uśmiechnął do niego.
//I tak najbardziej poje**ną genetykę ma Brii//
Właściciel
Marek
- szczerze mówiąc, nie jestem pewna - przechyliła głowę. - ale wiem na pewno, że to będzie cholernie bolesna przemiana
Moderator
Marek
- Niech zgadnę: czas przemiany jest różny?
Już się zaczyna niepokoić, bo przemiana będzie bolesna.
//A tak w ogóle Ray dlaczego masz fetysz smoków i zamieniasz w nie wszystkich graczy?//
Właściciel
Marek
- mogą minąć sekundy, może kilka godzin, albo nawet tydzień. Lepiej poszukam ci jakiegoś znieczulenia zanim się zacznie - położyła się na ziemi. - chodź
//Hej, Rohan stał się Noivernem więc się nie liczy
Moderator
Marek
Idzie do Rose
- Cóż, mam nadzieję, że to będzie trwało jak najkrócej.
Właściciel
Marek
- pomarzyć zawsze można - uśmiechnęła się.
Moderator
Marek
- Marzyć można, ale żeby się one spełniły to trzeba chcieć.
Właściciel
Marek
- zaraził cię wirus. W najlepszym wypadku zemdlejesz z bólu. W najgorszym - westchnęła. - kręgosłup będzie najgorszy
Moderator
Marek
- A ten wirus to będzie już tak na zawsze we mnie, czy po prostu po przemianie sobie pójdzie?
Właściciel
Marek
- po przemianie powinien się wyleczyć - Rose kichnęła. - w końcu smoki mają silny układ odpornościowy
Moderator
Marek
- Z jednej strony zaoszczędzę pieniądze na leki, z drugiej natomiast nie mogę brać zwolnień lekarskich w pracy.
Westchnął. Cóż, szczęście w nieszczęściu.
Właściciel
Marek
- no właśnie, jeżeli chodzi o tą pracę... Chyba nie będziesz mógł jej wykonywać - znowu kichnęła.
Moderator
Marek
- Już nie będę mógł znowu pracować.
Jest wyraźnie smutny
Właściciel
Marek
- oj tam, oj tam, przecież masz mnie! - roześmiała się. - nie wszystko jeszcze stracone, nie martw się
Moderator
Marek
- Być może masz rację.
Właściciel
Marek
- Marek, nie narzekaj - Rose trąciła cię pyskiem. - będzie dobrze, zobaczysz
Moderator
Marek
- Mam taką nadzieję. Po tylu latach nieszczęść los się do mnie uśmiecha.
Robi minę, którą ciężko określić, czy jest radosna, czy smutna
Właściciel
Marek
- znam to spojrzenie - uśmiechnęła się. - nie wiesz, czy śmiać się, czy płakać
Moderator
Marek
- Z jednej strony będę wiódł szczęśliwe życie, z drugiej natomiast nie będę mógł już za bardzo robić tego co lubię.
Właściciel
Marek
- zawsze możesz pójść na wojnę - odparła bezceremonialnie. Nagle poczułeś ból głowy.