Pogawędki

Avatar CzarnyGoniec
Pitop pisze:
A ja myślę, że religie, filozofie itd powstały po to, żeby ludziom ułatwić życie.

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
Tak btw

Ktoś wie jak przekonać kogoś kto uważa, że istnieje coś takiego jak "potwierdzone przypadki reinkarnacji", że ̶m̶a̶ ̶a̶u̶t̶y̶z̶m̶ nie ma racji?

Jak ja nie lubię, gdy ktoś ode mnie wymaga dowodów na nieistnienie samemu nic nie prezentując

Avatar pan_hejter
Tylko że chrześcijanizm nie na tym się skupia, a skupia się na umartwianiu się na poczet nagrody, otrzymanej po śmierci stąd "rozdaj wszystko biednym" i "Ostatni będą pierwszymi" więc nie łącz go z epikureizmem prosze bo to że obydwa pozwalają docenić ch*jowe życie nie oznacza, że robią to w ten sam sposób.

Avatar pan_hejter
Spytaj się go o te dowody i dlaczego są potwierdzone, powołując się na wiarygodne źródło naukowe.

Wtedy powinien napisać coś w stylu "to spisek naukowców".

Avatar pan_hejter
Pitop pisze:
A ja myślę, że religie, filozofie itd powstały po to, żeby ludziom ułatwić życie.


No Schopenhauryzm na pewno

Avatar CzarnyGoniec
Choć dodam do tego, że są w tym też jeszcze pewne poszukiwanie prawdy. Zarówno w filozofii, jak i w religii

Avatar Pitop
pan_hejter pisze:
No Schopenhauryzm na pewno

Samo posiadanie jakiegoś poglądu bardzo ułatwia życie.

Avatar pan_hejter
Are you sure?

Ja bym powiedział że bycie bezpoglądiwym ignorantem, który podąża za tłumem jest o wiele prostsze.

Sama chęć posiadania poglądów jest pewnym, wyzbyciem się prostoty.

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
Ja bym powiedział że bycie bezpoglądiwym ignorantem, który podąża za tłumem jest o wiele prostsze.

Avatar Baturaj
On miał raczej na myśli to, że pozbawia człowieka napięć psychicznych spowodowanych strachem przed śmiercią, niepewnością itp.
Ale tak ogólnie macie rację.

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
Tylko że chrześcijanizm nie na tym się skupia, a skupia się na umartwianiu się na poczet nagrody, otrzymanej po śmierci stąd "rozdaj wszystko biednym" i "Ostatni będą pierwszymi" więc nie łącz go z epikureizmem prosze bo to że obydwa pozwalają docenić ch*jowe życie nie oznacza, że robią to w ten sam sposób.
No nie no
chrześcijanie nie chcą przerobić wszystkich na ascetów. Bardziej skupiają się na tym, żeby nie przywiązywać się do dóbr doczesnych i w wielu drobnostkach naszego życia odnajdywać obecność Ducha Świętego.

Choć ostatecznie nawet w samym katolicyzmie jest kilkanaście sposobów w jakie można interpretować Boga i jego drogę do szczęścia.
Ewentualne porównanie z epikureizmem może być o tyle niepasujące, że epikureizm ma +- konkretne założenia, a katolicyzm sam w sobie jest w wielu miejscach niedookreślony

Avatar Baturaj
Nieokreślony? Chyba myślisz z ogólnie chrześcijaństwem. Bo jeśli przeczytasz KKK to zobaczysz, że niemal wszystko jest dokładnie zinterpretowane i opisane.

Avatar pan_hejter
"Dokładnie zinterpretowane" ja już znam te wasze sztuczki. Masz na myśli "Zinterpretowane tak jak to pasuje aktualnemu kościołowi" Bo strzelam, że za kilkanaście do kilkadziesięciu lat nagle fragmenty listów szkalujące homoseksualizm zostaną trochę inaczej "Dokładnie Zinterpretowane" bo już opinia publiczna zaczyna iść w stronę akceptacji.

Avatar pan_hejter
CzarnyGoniec pisze:
No nie no
chrześcijanie nie chcą przerobić wszystkich na ascetów.


*Aktualni Chrześcijanie. Pamiętaj że czasy aktualne jak i średniowiecze pomimo takich różnic wartości to ten sam instrument ;)

Avatar CzarnyGoniec
Baturaj pisze:
Nieokreślony? Chyba myślisz z ogólnie chrześcijaństwem. Bo jeśli przeczytasz KKK to zobaczysz, że niemal wszystko jest dokładnie zinterpretowane i opisane.
Zdarzyło mi się czytać.

Mam świadomość, że doktryna wiary jest określona, ale miałem na myśli, że nieokreślony jest "najlepszy i najbardziej szczęśliwy styl życia".
Dobry Katolik musi wierzyć w Jezusa, człowieka-Boga narodzonego z dziewicy, który zmartwychwstał. Musi wierzyć w nieśmiertelność duszy, osobowość Boga, zmartwychwstanie ciałem etc. i nie ma tu specjalnego pola do manewru

ale nie ma określonego lifestylu (jak epikurejczycy). Może szukać Boga w ascezie, może szukać go w umartwianiu się, może szukać go w czerpaniu radości w każdej chwili życia, może oddawać się większość dnia modlitwie, a może też modlić się rzadko, ale spędzać dużo czasu z rodziną.
Może dążyć do własnej przyjemności dopóki nie jest ona kosztem innych, ale może też w ogóle na przyjemności z życia się nie skupiać "bo nie o przyjemność w życiu chodzi tylko o dążenie do doskonałej miłości Boga".
Może dostrzegać Boga zarówno w cierpieniu, jak i w przyjemności. Nie jest nigdzie jasno stwierdzone (a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo), że chrześcijanom nie wolno dążyć do własnej przyjemności albo do własnych ambicji. Niektóre wspólnoty wręcz stawiają na samorozwój i samorealizację w duchu boskim. Bo Bogu zależy na naszym szczęściu i obdarzył nas ku temu odpowiednimi talentami.
Ale nie jest też napisane, że samorozwój i realizowanie ambicji jest konieczne, albo bardziej wskazane, niż inne drogi. Można właśnie się próbować tego wyrzec i oddać się w zupełności Bogu i drugiemu człowiekowi. A wszelką nagrodę i przyjemność przełożyć na "życie po śmierci".

Trochę napisałem dwa razy to samo, ale innymi słowami.
Mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli.
I czy w tej sytuacji się ze mną zgadzasz, czy nie do końca?

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
*Aktualni Chrześcijanie. Pamiętaj że czasy aktualne jak i średniowiecze pomimo takich różnic wartości to ten sam instrument ;)
No nie no, w średniowieczu też nie chcieli.
Asceci byli doceniani, byli świętymi i szanowanymi mężami (pewnie bardziej, niż współcześnie), ale nie było powszechnych nauk o tym, że każdy powinien ascetą zostać

Prędzej bym posądzał o to buddyzm z motywem nieistnienia osobowości i dążeniem do doskonałości na zasadzie przekraczania siebie i usuwania własnego "ja"

Avatar Baturaj
Hejter.
Mała wiedza, a dużo do powiedzenia. Tak Cię opiszę. I zanim zaczniesz mówić, że nie chodzi o wiedzę, to Ci od razu powiem że mam na myśli wiedzę o chrześcijaństwie jako o religii.
W obecnych czasach było i jest mnóstwo (choć nie tak dużo jak w średniowieczu) ascetycznych świętych katolickich (św. Charbel, św. Pio). Katolicyzm nie robi z ludzi ani ascetów, ani rozradowanych świętych (św. Filip), bo wierzymy, że każdy ma inną drogę do nieba. Jeden otrzyma powołanie na zakonnika, a inny na znanego aktora w Hollywood. Jest różnie.

A co do pierwszej sprawy: opinia publiczna JUŻ jest nakierowana na tolerancję i pełną akceptację wobec homoseksualizmu. A KK mimo to wyraźnie stoi przy stanowisku, że czyny homoseksualne to grzech. Nawet dwa lata temu jakaś grupa napisała list do Papieża Franciszka, żeby zmienił w liście św. Pawła fragment o tym, że ludzie czyniący homoseksualne czyny nie wejdą do nieba. Nie, nie zrobił tego.

Avatar Baturaj
Goniec.
Zgadzam się, masz rację. Ale Ty wcześniej napisałeś, że są różne sposoby interpretacji Boga. A to nieprawda. Natomiast masz zupełną rację w kwestii drogi, jaką osiągamy zbawienie i poznajemy Boga. Poznanie to nie to samo co interpretacja.
Trzeba jednak w katolicyźmie pamiętać o fakcie, że dla każdego z nas Bóg ma powołanie. I naszą powinnością według katolików jest poznanie swego powołania.
I tak jak pisałem, każdy ma inne. Dla jednego będzie to ascetyzm, a dla innego rozrywkowe życie, dzięki któremu zapozna wiele innych osób z Bogiem.
A w międzyczasie można robić co się chce, jak mówisz. Zażywać dobrej rozrywki bądź modlić się cały czas. Jak kto woli. Ja wolę to pierwsze :D

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
"Dokładnie zinterpretowane" ja już znam te wasze sztuczki. Masz na myśli "Zinterpretowane tak jak to pasuje aktualnemu kościołowi" Bo strzelam, że za kilkanaście do kilkadziesięciu lat nagle fragmenty listów szkalujące homoseksualizm zostaną trochę inaczej "Dokładnie Zinterpretowane" bo już opinia publiczna zaczyna iść w stronę akceptacji.
To jest taka moja idealistyczna wizja ateisty
ale wydaje mi się, że ludzie kościoła - ci "wyżej w hierarchii" i bardziej zaangażowani - wiedzą, że Kościół nie jest nieomylny. Wielu moich znajomych katolików z grup społecznych typu "religioznawcy" albo "katolicy z rekolekcyjnymi formacjami" właśnie coś takiego zakłada.
Ale nie wiem, czy to nie jest niereprezentatywna próbka.

Avatar CzarnyGoniec
Baturaj pisze:
Zgadzam się, masz rację. Ale Ty wcześniej napisałeś, że są różne sposoby interpretacji Boga.
Wybacz, to było mylące uproszczenie z mojej strony. Miałem na myśli to, co napisałem niżej.

Jak najbardziej się zgodzę, że interpretacja Boga jest +- jednorodna u Katolików.

Avatar CzarnyGoniec
a św Filip Neriusz ma specjalne miejsce w moim serduszku.

I wracając do tego, co miałem na myśli odnośnie epikurejczyków i Kościoła:
to droga Filipa Neriego i droga epikurejczyków będą bardzo podobne. Dlatego uważam, że porównanie chrześcijaństwa do epikureizmu jest zasadne. Ponieważ jedna z możliwości bycia dobrym Katolikiem to +- ta sama droga jaką obrali epikurejczycy.

Oczywiście z zaznaczeniem, że nie każda droga do tego jak być dobrym Katolikiem będzie pokrywała się z filozofią epikurejską.

Avatar pan_hejter
Masz racje nie mam dużej wiedzy o bibli samej w sobie i KKK bo średnio to pierwsze a drugiego nie tykałem.

Ale mam wiedze o tym jak Chrześcijanizm jest nam wpajany i jest to robione niedokładnie i sprzecznie, bo podczas gdy ty mówisz mi "My wierzymy że jest wiele dróg". To Jezus mówi mi: "Rozdaj wszystko biednym i kochaj bliżnich" "Ostatni będą pierwszymi." itp.

Więc powiedz mi dlaczego mimo określenia przez Jezusa dosyć klarownej drogi do zbawienia ty uważasz, że takowa nie istnieje. Tzn kto kłamie Ty, czy Jezus? Czemu wiele przykazań jezusa jest zwyczajnie spychanych na margines w tych czasach czy Jezus się mylił?

Serio bo jak ja czytałem biblie to zupełnie inaczej załapałem to co mówił Jezus, niż to co mówi kościół. Więc kto nie ma racji?

P.S Fajnie widzieć że ktoś w imie "dyskusji" określa twoją osobe a nie rzuca argumentami.

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
Serio bo jak ja czytałem biblie to zupełnie inaczej załapałem to co mówił Jezus, niż to co mówi kościół. Więc kto nie ma racji?
Kościół=/=katecheta
jest możliwe, że droga katechety i Twoja droga to już dwie z tych wielu dróg.

Choć oczywiście to jeszcze zależy od tego jak to zinterpretowałeś. Bo może się okazać, że Twoja droga będzie poza wszystkimi drogami dopuszczalnymi przez Kościół

Avatar Baturaj
No to piona, bo św. Filip Neri żył w taki sposób, w jaki z grubsza teraż żyję ja, czyli brak smucenia się, brak narzekania itd. I to częściowo dzięki niemu tak się zmieniłem. Więc w moim serduszku też ma miejscówkę :)

Avatar pan_hejter
Mnie nauczali 4 księża przez wszystkie lata religii. Nie żaden katecheta, więc ci panowie raczej wiedzieli w imię czego nauczali i na czym ta nauka polegała.

Niezbyt dobrze wspominam 2 z nich bo byli antynaukowymi ignorantami porównującymi on vitro do holocaustu.

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
Niezbyt dobrze wspominam 2 z nich bo byli antynaukowymi ignorantami porównującymi on vitro do holocaustu.
brrr...

Avatar pan_hejter
A i nie wieżę w ideologie "nie smucenia się i nie narzekania" Wydaje mi się mieć negatywne skutki ogólne trzymanie w sobie emocji wydaje mi się czymś złym i negatywnym.

Avatar Baturaj
Wiem, że wielu katechetów nie powinno mieć nawet dostępu do szkoły, a co dopiero uczyć. Ale z tym in vitro to chyba trochę zły przykład. KK jednak wciąż obstaje przy tym, że zygota to już człowiek, a w in vitro najczęściej poświęca się kilka nierozwiniętych jeszcze zygot, żeby jedno dziecko się urodziło. Z tego, co wiem. Poprawcie mnie, jeśli to nieprawda.
A co do filozofii św. Filipa - nie polega to na tym, żeby tłumić w sobie złe emocje. Polega to na tym, żeby je w sobie wyciszać, a w końcu dzięki praktyce całkowicie się ich pozbyć. Jest to całkowicie do zrobienia. Możliwe.

Avatar pan_hejter
Kojarzysz taki polski film dokumentalny "Eugenika". Został nam on puszczony na religi, raz w gimnazjum raz w liceum i każdemu z księży zadałem pytanie "Czy nie wydaje im się nieco nieprzyjemne przejście z ideologi Hitlerowskiej i holocaustu do in vitro. W obydwu przypadkach usłyszałem że to właściwe porównanie. Czyli erystyka wskazująca na "jesteś za in vitro? To tak jakbyś popierał Hitlera"

Avatar Baturaj
Nie kojarzę filmu. I edit do poprzedniego posta poszedł.

Avatar pan_hejter
Doubt, próbowanie robienia tego od gimnazjum do 2 klasy liceum, kończyło się tylko narastającą frustracją i atakami tych negatywnych uczuć w samotności.

Aż przeszedłem na Nitzscheizm i przerabianie swoich smutków i cierpień w paliwo do postępu i stawania się lepszym człowiekiem. I myk konfrontacja ze swoimi problemami o wiele lepiej działa na samopoczucie.

Avatar CzarnyGoniec
Baturaj pisze:
Poprawcie mnie, jeśli to nieprawda.
A co do filozofii św. Filipa - nie polega to na tym, żeby tłumić w sobie złe emocje. Polega to na tym, żeby je w sobie wyciszać, a w końcu dzięki praktyce całkowicie się ich pozbyć. Jest to całkowicie do zrobienia. Możliwe.
nie tłumić, też to tak zapamiętałem

Avatar opliko95
ZnawcaLiteraturyPolskiej pisze:
Tak btw

Ktoś wie jak przekonać kogoś kto uważa, że istnieje coś takiego jak "potwierdzone przypadki reinkarnacji", że ̶m̶a̶ ̶a̶u̶t̶y̶z̶m̶ nie ma racji?

Jak ja nie lubię, gdy ktoś ode mnie wymaga dowodów na nieistnienie samemu nic nie prezentując
Spróbuj właśnie zapytać go o dowody. Ale nie na zasadzie wyrzutów ("nie masz dowodów, więc twoje zdanie jest bezwartościowe"), a raczej tak, jakby wiarygodne dowody mogły cię przekonać. Tj. spraw, by chętniej zaczął szukać rzeczywistych dowodów na to. Wtedy może sam zauważy ich brak i zacznie się zastanawiać nad swoim stanowiskiem.
Agresywne podejście może źle działać na etapie na którym domaga się od ciebie dowodów na nieistnienie, samemu nie podając żadnych swoich. Bo może wtedy dojść do tego, że zamknie się ze swoimi przekonaniami, uważając że każdy o innych jest w jakiś sposób wrogiem. Wtedy zupełnie stanie się ślepy na cokolwiek co masz do powiedzenia w tej kwestii.
To dzieje się np. z płaskoziemcami, antyszczepionkowcami itp. Każdy, kto jest przeciw nim staje się dla nich częścią spisku lub kolejnym zmanipulowanym. Nie myślą już specjalnie o tym "dlaczego uważam tak jak uważam", a raczej "dlaczego ci ludzie nie wierzą w tę prawdę". Zwykle wiąże się to z zupełną wiarą w jakiś autorytet w tej kwestii.
Więc po prostu - nie próbuj mu wepchnąć, że się myli, tylko raczej to zasugerować.

Jedną z silniejszych metod manipulacji przekonywania jest sprawienie, by osoba sama doszła do takich wniosków do jakich chcemy by doszła. Zresztą wystarczy tutaj spojrzeć na filmiki wspomnianych grup - często nie mówią bezpośrednio "jest tak jak mówimy", a robią to zadając pytania sugerujące oczywiście ich odpowiedź. Wskazują na źródła - równie wiarygodne co oni.
Np. w losowym filmiku o chemtrails jaki znalazłem (pierwszy z brzegu na YT) host:
- zasugerowała zrobienie własnego researchu, mówić do tego że w opisie będą linki mające to ułatwić
- zapytała się co najbardziej nas w tym niepokoi
- zasugerowała zbadanie właśnie konkretnych informacji o chemtrails :) Nie o tym, czy istnieją, a np. sprawdzenie związanych z rozpylaniem środków chemicznych z samolotów patentów, efektów "rozpylanych substancji" na ludzi i podobnych rzeczy
Te wszystkie elementy mają zachęcić oglądającego do zrobienia czegoś, co sprawi, że będzie czuł jakby to on coś odkrył - sam zbadał temat - kiedy tak naprawdę wszystko zostało mu podane i podążając za filmikiem nie szukał nigdy czegokolwiek co by mogło zaprzeczyć tezie. Widział argumenty jednej strony, ale ma wrażenie że zapoznał się z tematem dokładnie. A do tego teraz on sam wykonał tę pracę. To nie jest teza kogoś innego w którą uwierzył, a także jego teza.
Przez to łatwiej mu uwierzyć, a trudniej zmienić zdanie. Bo jakby tak nie było, to wyszło by na to, że on się mylił. A ludzie nie lubią się mylić :)

W zasadzie to trudno mi nawet powiedzieć jak tego unikać. Moment w którym wierzy się, że coś było twoim pomysłem, znacznie utrudnia nam zmienienie zdania o tym... Trzeba po prostu szukać momentów, w których ktoś próbuje to wykorzystać i nie dać się na to złapać. Zresztą z tego powodu polecam poczytać o manipulacji. Rozumiejąc mechanizmy wpływania na ludzi można na nie bardziej uważać. A są wszechobecne. Może nawet sam coś zauważyłeś ostatnio w tym stylu?
Jedyna wada to to, że zauważając takie mechanizmy... zaczyna się zauważać takie mechanizmy. Nigdy nie spojrzę już choćby na ławki z podłokietnikiem na środku tak samo, kiedy wiem że celem istnienia tego podłokietnika nie jest wygoda, a niewygoda - ma on uniemożliwiać położenie się na ławce.

Avatar pan_hejter
Czym się różni tłumienie od wyciszania emocji? Bo nie widze zapewne delikatnej różnicy.

Avatar Pobozny
Pozwólcie, że wam przerwę, ale chcę coś dokończyć.

Skoro cuda Jezusa, Jego boskość i Biblia są fałszerstwami wymyślonymi przez Jezusa i 12 Apostołó, to dlaczego Apostołowie umarli za to kłamstwo wiedząc, że jest kłamstwem i jakim cudem św. Paweł albo św. Piotr (nie pamiętam który) wyszli sobie z więzienia bez wiedzy strażników, jeśli był najlepiej pilnowany ?

Avatar ZnawcaLiteraturyPolskiej
Apostołowie nie musieli o niczym wiedzieć (a przynajmniej część z nich)

Poza tym nawet Jezus mógł wierzyć w swoją sprawę i usprawiedliwiać wszystkie swoje przekręty, tym że robi to przecież dla boga. Wiele było takich przypadków.

Avatar pan_hejter
Ogólnie czytam sobie na wikipedi programy partii i czemu niby każda partia chce ograniczyć wydatki na posłów o senatorów a tego nie robi? XD.

Avatar Baturaj
Opliko, pięknie opisałeś schemat manipulacji i życzeniowego myślenia :) Jeśli chcecie wiedzieć jeszcze więcej o tym to polecam książkę "Myśl jak Sherlock Holmes". Kupiłem ją na allegro za 30 zł i do tej pory przeczytałem 3 razy. Jest ona dokładnie o tym. I jeszcze więcej.

Hejter: nie udało Ci się to, bo robiłeś to źle. Jeśli chodzi o to przekuwanie negatywnych uczuć w paliwo do pozytywnych czynów to jest jak najbardziej dobra droga. Ale jeśli chodzi o to, co mamy na myśli ja i Goniec, to różnica między tłumieniem a wyciszaniem jest taka, że:
Kiedy je tłumimy to myślimy, że je powstrzymujemy, ale tak naprawdę kumulujemy je w swoim umyśle w czasie tej czynności, co powoduje zwiększony stres i podatność na jeszcze większe ataki takich uczuć i emocji. A wyciszanie jest bardzo podobne do tamtego co wspomniałeś przekuwania: kiedy nachodzą nas złe emocje to nie odpychamy ich od razu z powrotem do środka, nie powstrzymujemy ich. Zamiast tego po prostu płynnie je zatrzymujemy, jednocześnie przekształcając je w jakieś pozytywne emocje i uczucia (u mnie działa uśmiech i zamiana frustracji w rozbawienie sytuacją). Czyli zamiast zakręcać kurek od razu, powodując zator i wybuch, zmniejszamy po prostu ciśnienie lecącej wody (fajna analogia xD) i zmieniamy jej temperaturę z wrzącej na przyjemnie ciepłą.

Avatar Pitop
pan_hejter pisze:
Are you sure?

Ja bym powiedział że bycie bezpoglądiwym ignorantem, który podąża za tłumem jest o wiele prostsze.

Sama chęć posiadania poglądów jest pewnym, wyzbyciem się prostoty.


Pytanie brzmi: Czy da się nie mieć poglądów?
Bo jeśli tak, to masz rację, lecz jeśli nie to podążanie za tłumem, przyjęcie zdania innych za swoje to nadal posiadanie jakiegoś poglądu.

Avatar pan_hejter
Jedyna różnica jaką widze między tłumieniem a wyciszaniem Baturaj, to twoje postrzeganie.

Po pierwsze emocje to nie woda. Jeżeli umrze ci bliska osoba to nie jest twój wybór czy zaczniesz szlochać, czy będziesz smucić się przez tydzień. Emocji nie można stopniować a jedynie ich okazywanie można stopniować. To jak cię uderzą jest od ciebie praktycznie niezależne i nie daje ci opcji wyboru czy chcesz je zakręcić czy odkręcić.

Po drugie powątpiewam w twoje uśmiechanie się, tzn serio ostatnie kilka lat w mojej rodzinie to masa pogrzebów i wiem jakie to uczucie patrzeć na zmarłego i przeżywać ten smutek. Nie wierze w możliwość nagłego uśmiechania się myślać o zmarłej babci. Wydaje mi się, że zwyczajnie nigdy nie zmierzyłeś się z paraliżującym i okrutnym smutkiem. Jednym z tych który potrafi złapać cię wieczorem i wbić bez życia w poduszke, z myślami na temat "Dlaczego jeszcze nie popełniłem samobójstwa". Piszesz o tym tak banalnie i trywialnie że wydaje mi się jakbyś nigdy się z czymś takim nie zmierzył.

Po trzecie dlaczego twoim zdaniem istnieje różnica między "myślimy że je powstrzymujemy ale tak nie jest" A "Powstrzymujemy je ale tak jest naprawdę" Tzn czym to się niby różni jeżeli te rzeczy są względne. Tak naprawde jeżeli ja uważałem, że należe do drugiej grupy a należałem do 1. To istnieje identyczna szansa że tak samo jest z tobą, jedyna różnica to tylko to że ty postrzegasz swój sposób jako coś innego bo dotyczy ciebie. A ja patrząc z perspektywy swojej moge powiedzieć że tak naprawde należysz do grupy 1 tylko jeszcze nigdy sobie z tego nie zdałeś sprawy.

Avatar CzarnyGoniec
Well, pozwolę sobie podać radykalny przykład.
Inaczej śmierć bliskiego przeżywa powiedzmy nastolatek
A inaczej mnich, który ma zupełnie inne podejście do świata i rzeczywistości. Oswoił się z przemijaniem i panuje nad swoimi emocjami

Oczywiście im obu będzie smutno, ale mnich lepiej to przeżyje.
I powodem nie będzie wypieranie uczuć, tylko mniej intensywne pojawianie się, albo pojawianie się i przepływanie uczuć zamiast ich duszenia w sobie.

Avatar Baturaj
JAK JA NIE CIERPIĘ, JAK PRZYCHODZĘ SOBIE I WIDZĘ "O FAJNIE, NIKT NIC NIE PISZE, ODPISZĘ HEJTEROWI" A TU TAKIEGO WAŁA!!! W CZASIE GDY PISZĘ PRZYCHODZI GONIEC!!!
A więc Hejter:
1. "To nie jest Twój wybór, czy zaczniesz szlochać (...)" - tutaj Cię zastopuję: to jest w głównej mierze Twój wybór. Wiem to z doświadczenia. Nie zakładaj, że jeśli ktoś twierdzi inaczej niż Ty to od razu nie przeżył tego samego co Ty.

2. Jak wyżej: to, że ktoś twierdzi, że umie radzić sobie lepiej niż Ty z pewnymi sytuacjami nie oznacza, że ich nie przeżył i tylko się chwali. Swoje przeżyłem. Kwestia tego, jak podchodzisz do tragedii, jaka Cię spotyka. Bo dla tej zmarłej osoby śmierć wcale niekoniecznie jest tragedią. Pomyśl o tym: tak naprawdę najczęściej po czyjejś śmierci smucimy się głównie dlatego, że MY nie będziemy dłużej spędzać czasu i przytulać tej osoby i rozmawiać z nią, a nie po prostu dlatego, że umarła.

3. Ja kiedyś uważałem, że należę do grupy pierwszej. I tak było. Ale teraz popracowałem nad sobą i należę do drugiej.
I teraz WAŻNE: Mówiliśmy z Gońcem o negatywnych emocjach. A smutek po stracie bliskiej osoby nie jest w żadnym razie negatywnym uczuciem ani emocją. Ten system z kurkiem i wodą, który opisałem miał mówić tylko o sytuacjach negatywnych emocji, czyli gniewu, frustracji, stresu, niecierpliwości. Nie smutku.
Bo na smutek jest zupełnie inna strategia. Oto ona (u mnie działa):
Trzeba pozwolić smutkowi wylać się. Trzeba pozwolić mu wypłynąć. Tak jak mówisz. Absolutnie. No więc jak to się ma do mojego stylu życia, że się prawie wcale nie smucę? Otóż tak, że smutek, żeby powstał potrzebuje jakiegoś przekonania w naszym umyśle, które definuje, co nas smuci, a co nie. No więc ja już jakiś czas temu wytłumaczyłem sobie, że śmierć tak naprawdę nie musi być smutna. I od tamtej pory nie smuci mnie ani bardzo, ani długo, że ktoś umarł. Ze smutkiem chodzi o to, żeby zdefiniować sobie, co nas smuci, a co powinno według nas nas smucić.

Avatar pan_hejter
1. Źle określiłem się tutaj masz racje. Powinienem napisać, To nie jest twój wybór jaką ilość tych emocji otrzymasz. Ale i tak główną tezą było, że twoje emocje są niezależne. I nie masz wpływu na ich dawke a jedynie ekspresje.

2. "To, że ktoś twierdzi, że umie radzić sobie lepiej niż Ty z pewnymi sytuacjami nie oznacza, że ich nie przeżył i tylko się chwali"

Nie oznacza też że naprawde potrafii tak zrobić. Zawsze jestem sceptyczny co do oceny własnej osoby zwłaszcza w takich kwestiach jak: Odporność emocjonalna, siła czy inteligencja. Bo są to cechy zbyt często przeceniane, i póki nie będe miał dowodu w postaci opisu 3 osoby to będe sceptyczny.

Wiesz ja niestety posiadam tą jakże beznadziejną umiejętność nie rozpaczania. I nie lubie jej, irytuje mnie że gdy inni płaczą, ja patrze pusto w sufit i nie potrafie z siebie wykrzesać nic poza refleksją "no i ch*j każdego to czeka". To daje poczucie takiej alienacji znika osoba która była członkiem twojej rodziny a ty nawet popłakać się jak normalni ludzie nie potrafisz.

3. Smutek jest emocją, przynajmniej według P. Ekmana. I wywołuje psychiczny ból czyli działa negatywnie czyli jest Emocją Negatywną. Co ci daje prawo usuwać go z tej kategorii?

Tak jak pisałem wyżej nie masz możliwości regulacji dawki a jedynie ekspresji swoich emocji, więc porównanie do kranu jest jak dla mnie błędne.

A ten sposób powiedzenia sobie "smutek nie jest smutkiem" przypomnina mi "A próbowałeś nie mieć depresjii?"

Avatar pan_hejter
CzarnyGoniec pisze:
Well, pozwolę sobie podać radykalny przykład.
Inaczej śmierć bliskiego przeżywa powiedzmy nastolatek
A inaczej mnich, który ma zupełnie inne podejście do świata i rzeczywistości. Oswoił się z przemijaniem i panuje nad swoimi emocjami

Oczywiście im obu będzie smutno, ale mnich lepiej to przeżyje.
I powodem nie będzie wypieranie uczuć, tylko mniej intensywne pojawianie się, albo pojawianie się i przepływanie uczuć zamiast ich duszenia w sobie.


Nie nadwartościowujesz trochę, mnichów?

Tzn nigdy nie znałem żadnego mnicha ani nie słyszałem o badaniach naukowych na ich temat oraz ich uczuć więc...

Avatar Mijak
Właściciel
Całe szczęście, że nie jestem takim atencjuszem, żeby przerywać ciekawą dyskusję jakąś głupkowatą scenką o porwocie Morsa z... Gdziekolwiek był... I o moim powrocie z bana.

Avatar CzarnyGoniec
pan_hejter pisze:
Nie nadwartościowujesz trochę, mnichów?

Tzn nigdy nie znałem żadnego mnicha ani nie słyszałem o badaniach naukowych na ich temat oraz ich uczuć więc...
To był przykład
i lubię posługiwać się stereotypowymi mnichami buddyjskimi jako przykładem

zamiast mnicha może być tam ktokolwiek inny, ale "mnich" jest chyba całkiem obrazowy

Avatar Vader0PL
Analizował ktoś wierzenia z całego świata? Przykładowo sam Potop?
pl.wikipedia.org/wiki/Potop

Avatar CzarnyGoniec
Campbell "Potęga mitu"
analizuje mity z całego świata pod kątem różnych kwestii. Głównie związanych z transcendencją, archetypami, ofiarą i bohaterstwem

Odpowiedź

Pokaż znaczniki BBCode, np. pogrubienie tekstu

Dodaj zdjęcie z dysku

Dodaj nowy temat Dołącz do grupy +
Avatar Mijak
Właściciel: Mijak
Grupa posiada 52097 postów, 1183 tematów i 312 członków

Opcje grupy Wielki Zderz...

Sortowanie grup

Grupy

Popularne

Wyszukiwarka tematów w grupie Wielki Zderzacz Poglądów