Właściciel
I znalazłeś takich sporo, nic tylko wybrać jakąś konkretną, bowiem różniły się one czarami tam zawartymi oraz stopniem magicznego zaawansowania jej posiadaczy.
Właściciel
Było kilka, a przy okazji znalazłeś wprowadzenie do Magii Ognia w innej, która chyba była przeznaczona dla tych, co są dopiero an poziomie zero.
No taki poziom zero to nie. Zabrał ją i podszedł do bibliotekarki.
-Chciałbym wypożyczyć tę książkę.
Właściciel
Skinęła głową i po wykonaniu wszelkich procedur, oddała Ci ją.
- Do zwrócenia za tydzień, przedłużenie czasu posiadania o kolejny tydzień to pięć sztuk złota, zaś każdy dzień zwłoki w oddaniu bez przedłużenia terminu to dwie sztuki złota. - wyjaśniła Ci, zapewne jak każdemu, kto wypożyczał tu książki.
-Dobrze wiedzieć. Do widzenia.
Zabrał książkę i wrócił do swojego pokoju.
Właściciel
Tam akurat nie czekał na Ciebie Sukkub, więc chyba musisz zająć się lekturą.
//Dekapolis, zią.//
Nie teraz, odłożył książkę i ruszył do karczmy, w której podobno mieli być magowie.
Właściciel
Dość szybko ją znalazłeś, była zwykłą karczmą, a jedynym, co ją odróżniało od innych, jest klientela, taka bardziej magiczna.
A więc Mag Elektryczności wchodzi do karczmy...
Właściciel
No i zastałeś właśnie ową typową karczmę wraz z jej magiczną klientelą.
Dziękować za niecodzienność. Rozejrzał się za znajomym magiem, z którym juz rozmawiał.
Właściciel
Siedział przy barze, na tyle spity, że gawędził z opróżnioną do połowy butelką jakiegoś trunku.
Podszedł do niego i go klepnął w ramie.
-Odbierasz sygnały z tego świata, czy już tylko z butelki?
Właściciel
- Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? - spytał w odpowiedzi, uszczuplając butelkę o nieco alkoholu, nalewając go do stojącej obok szklanki.
-Jesteśmy Magami, którzy mają być cholernie dobrzy w tym, co robią.
Usiadł obok.
Właściciel
- Nie pytałem Ciebie. - burknął i wziął się za sączenie drinka, choć widać po nim, że potrzeba mu bardziej snu niż więcej alkoholu.
Ma swoje problemy, chrzanić go.
Odwrócił się o przebiegł oczami po zebranych, by zebrać jak najwięcej informacji wzrokowych. To, plus to, co widział na treningu. Oczywiście z szacowaną liczbą. Dane, przede wszystkim dane.
Właściciel
Magów było tu dwunastu, poza Waszą dwójką, byłeś pewny tylko co do umiejętności dwóch, a mianowicie tego, który chłodził drinki oraz innego, który śpiewał jakąś karczemną przyśpiewkę, przy każdej linijce zmieniając swój głos, a przynajmniej wszyscy inni tak to odbierali. No i jak na Argent przystało, byli ludźmi.
Chociaż coś. Poobserwował jeszcze z pół godziny, a później wrócił do siebie, by zakończyć ten dzień.
Właściciel
//Juhu!//
I zasnąłeś, acz nie obudziłeś się rano, tylko w środku nocy, a to przez okrzyki na zewnątrz oraz wystrzeliwane w niebo wszelkiej maści ogniste pociski i błyskawice.
-Witamy, godzina HELL.
Przygotował swoją laskę i szaty.
///dawaj bonus, zrobiłem.
Właściciel
Na zewnątrz trwała dzika biesiada, wszyscy jedli, śpiewali i ogółem się weselili, zaś alkohole różnej maści lały się wręcz strumieniami. Zaś owe pociski ognia i błyskawice były wykorzystywane tylko w celach rozrywkowych, szczególnie jeden Mag robił efektowne, o różnych barwach, które co chwila trzaskały na niebie.
Poszukał wzrokiem kogoś znajomego. Ta okazja to też szansa na to, by zebrać znacznie więcej informacji dotyczących tej organizacji.
Właściciel
Znajomego miałeś w sumie tylko jednego Maga, a kolega pewnie był już dawno skacowany i spał. No i wypada dowiedzieć się co to za świętowanie, nie?
Poszukał wzrokiem jakiegoś szeregowca z piechoty, czy coś.
Właściciel
Nie mieli tu żadnych mundurów czy oznaczeń, każdy był po cywilnemu.
Zagadał więc do najbliższego.
-Co się dzieje?
Strażnik pojawił się w zapewne jednym z mniej oczywistych dla niego miejsc - stanął on w środku głównej siedziby zakonu, rozglądając się wokół górując zapewne nad każdym kto znalazł się obok niego.
Właściciel
//Chłopaki, spiknąć Wam postaci? :V//
Vader:
- Świętujemy! - powiedział z radością, wręczając Ci kufel piwa i samemu popijając z własnego.
Bilo:
Właściwie byli tam nieliczni cywilni urzędnicy, którzy na Twój widok pierzchli, schowali się lub nic nie robili, oraz przynajmniej kilkunastu zbrojnych, sądząc po broni i pancerzu to nie szeregowych, którzy otoczyli Cię ciasnym kręgiem.
-Jaka okazja?
Łyknął piwa.
//Nie.
//Tak
-Przybyłem aby spotkać się z Kainem Krwawą buławą, czy zastałem ?- stwierdził patrząc się po nich, kolor jego oczu zmienił się z jaskrawo czerwonego na niebieski - pokojowy
Właściciel
//Sprzeczne instrukcje, penis utknął w połowie drogi.//
Bilo:
Cóż, może i Ty zrobiłeś się pokojowy, ale niecodziennie taki sku*wol jak Ty wpierdzielał im się do kwatery jak do siebie, więc pewnie natarliby na Ciebie, gdyby nie głos zza ich szeregów, mówiący:
- Tak, zastałeś.
Na te słowa całość opuściła broń, acz jej nie schowała, gotowa pociąć Cię na plasterki na rozkaz swego wodza. A przynajmniej spróbować.
Vader:
Spojrzał na Ciebie i zamrugał kilkakrotnie.
- Gdzie żeś był przez te kilka najpiękniejszych godzin życia nas wszystkich?
- To zaszczyt ponownie cię spotkać..mamy..kilka rzeczy które musimy przedyskutować. Są one niesamowitej wagi.
Właściciel
Bilo:
//Ponownie? Czyli, że już się widzieli i to ogółem takie dobre ziomki, tak?//
Vader:
- No to ładnie pospałeś. Ku*wa, powstanie państwa przespałeś!
//Tak z trzy razy, i przecież sie w Heresh chyba widzieli no nie ?
Właściciel
Bilo:
//Akurat ani on, ani żaden z Krzyżowców nie byli nigdy pod Heresh :V//
Vader:
- Kojarzysz Księstwo Ludzi? Tak się składa, że go już nie ma. Jego tereny są nasze, a Krzyżowcy mają swoje państwo!
-A więc wypijmy za to.
Przygotował kufer do spóźnionego toastu.
//i kurdebele w takim razie uznajmy że spotkali się tak czy siak
Właściciel
Vader:
I zaczął się toast, idąc za Waszym przykładem, reszta też takowe podniosła.
Bilo:
//No to już niech będzie, ale uznajmy, że to był raz, więc teraz spotykacie się dopiero po raz drugi.//
Facet w ogóle się nie zmienił. Ten sam pancerz w kolorach czerwonym i stalowoszarym oraz kilka złotych pasów i zdobień. Przy pasie miał miecz długi, podobno zaklęty, na plecach tarczę, niezaklętą, oraz buławę w dłoni, na pewno zaklętą. No i ten swój hełm, przez który widać było jedynie czerń i płonące czerwienią oczy.
-Za długie życie naszego władcy, za nowe państwo i jego rosnącą potęgę.
Strażnik od swego powstania do dnia dzisiejszego nie zmienił się ani trochę.. oprócz owego wielkiego czarnego młota wojennego który służył mu w bardziej pokojowych momentach jako coś na wzór kosturu na którym się podpierał.
- Ani trochę się nie zmieniłeś, dziecie Ellvatara.- stwierdził po czym od razu dodał -.Jednak nie jestem tu aby ożywiać stare znajomości, jestem tu aby porozmawiać o sprawach w których możesz mi pomóc.
Właściciel
Vader:
- Zdrowie! - wypowiedzieli prawie jednogłośnie i każdy zaczął osuszać swój kufel.
Bilo:
- Zatem mów, Strażniku. - powiedział, przypinając buławę do pasa i krzyżując ramiona na masywnej piersi.
-Nie jest to miejsce w którym powinniśmy o tym rozmawiać, jest tu zbyt wiele osób którym ta wiedza nie powinna być dana.
Właściciel
- Ufam swoim ludziom. Żadne ze słów, które tu padnie, nie zostanie wypowiedziane nigdzie indziej, możesz być pewien.
-Jeśli wieść się rozejdzie, Kainie będe zmuszony zabić każdego z obecnych oraz tych z którymi są bezpośrednio powiązani.- stwierdził, jednak mimo to sięgnął swą ręką pod swój pancerz - aby wydobyć z niego kryształ który poprowadził go do Góry Mroku, trzymają go wysoko nad ludźmi stwierdził -. Ten przedmiot jest w stanie doprowadzić do wybudzenia Boga Mroku, Melkisa.- to zdanie miał usłyszeć tylko Kain, reszta miała usłyszeć blef o tym że strażnik potrzebuje pomocy w rozwikłaniu zagadki do czego to ma służyć -.
Również wypił. Taka zabawa to zawsze okazja dla podsłuchów... w sumie to gdzie jest władca tej organizacji i tego nowego państwa? Gdzieś powinien być i świętować ze swoimi?
///Jeżeli wątek mój i Billa nie jest w tym samym czasie, ale jednego dnia, to podsłucham ostatnie zdanie.
Właściciel
Vader:
Niestety, nie przebywał tu, ale w ratuszu, jaki zamienił w swą siedzibę. Ratusz zaś znajduje się w centrum, a Wasze koszary na przedmieściach.
Bilo:
Krwawa Buława położył dłoń na swej tytularnej broni, lecz nic nie powiedział, lekkim skinieniem głowy wskazując, że możesz mówić dalej.